Legenda o Syrence Oruńskiej

Dawno , dawno temu, żyła sobie Celinka- córka jednego z najzamożniejszych gdańszczan.

Pewnego razu , a było to tuż przed gdańskim jarmarkiem gwiazdkowym, ojciec postanowił odwiedzić swojego wuja w jego uroczej oruńskiej posiadłości położonej pośród wysokich lesistych wzgórz, nieopodal Raduni. Owego roku mróz był tak tęgi i siarczysty, że w studniach pozamarzała woda, co nigdy wcześniej się nie zdarzało.

Kiedy rodzice Celiny zasiedli wraz z gospodarzami domu przy ciepłym kominku do biesiady, dziewczynka wykorzystując ich nieuwagę , poszła się ślizgać na jednym ze stawów w parku.

Była zupełnie sama, na środku wielkiej tafli, gdy ze zdziwieniem stwierdziła, iż lód jest w jednym miejscu przejrzysty jak szkło. Zaciekawieniem, nachyliła nisko główkę tak, że nieomal dotykała noskiem zimnej tafli.

Celina ujrzała pod lodem , dziewczęcą postać , która jednakże nie była topielicą. Przeciwnie, postać pod lodem wznosiła ku niej błagalny wzrok, a gestami rąk i twarzy dawała do zrozumienia, że uwięziona pod lodem, dusi się z braku powietrza, i co najważniejsze – prosi ją o pomoc.

Sama, bez narzędzi nic nie mogła zrobić. Obawiając się rodziców, pobiegła do stajennego Rocha. Sługa był niemową. Wiedziała, że nigdy jej nie zdradzi. Długo i zawzięcie walczyli z rozkuciem tafli lodu. W końcu udało się wyrąbać spory przerębel. A w nim ukazała się piękna syrena wodna, mieniąca się wszystkimi odcieniami błękitu i zieleni. Jej rybi ogon był pokryty diamentową łuską.

W podziękowaniu za uratowanie życia, syrenka obdarowała Celinę garścią piasku koloru cynamonowego.

– oto ziarenka piasku- powiedziała syrenka. Strzeż jej jak źrenicy oka.   Gdy dorośniesz i będziesz kiedyś w wielkiej potrzebie lub niebezpieczeństwie, wrzuć piasek z powrotem do stawu,  wówczas przekonasz się  co się stanie.

Celina przyjęła dziwny prezent. Po powrocie do domu, przesypała piasek do skórzanego mieszka, ten zaś ukryła w dębowej szafie.

Minęło wiele lat. Celina wyrosła na piękną dziewczynę. Zakochała się z wzajemnością w najdzielniejszym i silnym  Arturze.

W tym czasie nad Gdańskiem zawisło widmo wojny. Nie bacząc na przeważające siły Rosjan i sprzymierzonych z nimi Sasów, gdańszczanie jak jeden mąż stanęli po stronie polskiego króla Stanisława. Najwierniejszym stróżem i powiernikiem ukrywającego się w Gdańsku monarchy był właśnie Artur. Z chytrością lista przedostawał się do obozu wroga i przynosił  stamtąd  najświeższe wiadomości.

Gdańsk tonął w gruzach i ponosił coraz większe ofiary. Tylko oruński dworek jakoś ocalał, ale zamieniono go na główną kwaterę samego marszałka wojsk nacierających na Gdańsk.

Artur trafił do niewoli. Dowiedziała się o tym Celina.

Z szafy wyciągnęła sakiewkę z piaskiem otrzymanym od syrenki.

Nocą, nie bacząc na zagrożenie, przedostała się do parku oruńskiego nad staw.

Wrzuciła piasek do wody. Na powierzchni pojawiło się kilka kręgów. Do pewnego momentu powiększały swoją średnicę, aż w końcu  zamarły w całkowitym bezruchu.  Dopiero wtedy Celina zrozumiała co się stało- czas stanął w miejscu.

Wszystko zamarło, żołnierze stali w bezruchu.  Tym sposobem udało jej się uratować z niewoli Artura. Nie mieli za dużo czasu.  Tak długo jak garść piasku przesypuje się w klepsydrze, trwać mogła tylko  jedna  przerwa w dziejach. Gdy udało im się szczęśliwie dotrzeć na teren  miasta, korzystając z podziemnego przejścia w pobliżu Biskupiej Górki, wskazówki wszystkich miejskich zegarów trwały w bezruchu.

Kiedy dotarli na Wyspę Spichrzów, gdzie w jednym z dworków ukrywał się król Stanisław, wszystko, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ożyło na nowo.

Artur ostrzegł króla przed planami wroga, zamiarem porwania go i uwięzienia. Uchronił monarchę tym samym przed hańbą niewoli. Jeszcze tej samej nocy król na zwyczajnym czółnie, w wieśniaczym przebraniu opuścił potajemnie Gdańsk.

Nieprzyjaciel, dowiedziawszy się, że nie ma w mieście króla postanowił przerwać oblężenie.

Celina i Artur żyli długo i szczęśliwie, prowadząc w mieście zajazd „Nadzieja”

Na podstawie książki Jerzego Sampa

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia Oruni. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.