Park Oruński i jego historia

Park Oruński choć nie jest dziś tak wspaniały, jak był w  XVII i XVIII wieku, jednak wciąż stanowi cenne miejsce wypoczynku.

Jego początki sięgają końca XVI w. Pierwszymi właścicielami parku byli bracia Tewes, później rajca Michał Kerl.

Na początku XVII stulecia całość przeszła w ręce Bartłomieja Schachmanna, który był burmistrzem Gdańska. Jemu miasto Gdańsk zawdzięcza powstanie takich obiektów jak: Sala Czerwona Ratusza, Złota Brama, Fontanna Neptuna oraz Wielka Zbrojownia.  Był to jeden z najzamożniejszych gdańszczan, pochodzenia Węgierskiego.

Miłośnik sztuki i nauki.  Dzięki niemu park Oruński nabrał ogromnego splendoru. Powstały stawy, strumienie wodospady.

Po jego śmierci, od wdowy, park został wykupiony przez Jana Czirenberga, który w 1630roku został burmistrzem Gdańska.

Ów  burmistrz miał przepiękną córkę Konstancję, która była muzą dla poetów i malarzy. Na jej temat pisano poematy. Nazywano ją bałtycką syrenką. Córka burmistrza,  właśnie w parku spotykała się z ludźmi elity.

Poza bogatym drzewostanem, wspaniałymi kaskadami zdobiły go wówczas studzienki z ciosanego kamienia połączone z ukrytymi pod ziemią fontannami.

Ozdobą parku były łabędzie i moc ptactwa ogrodowego.

Na południowych stokach wzgórz rozpościerały się winnice. Tarasy, dróżki i rozległe kwatery kwiatowe. W bezpośrednim zaś sąsiedztwie dworku znajdował się ogród, który zgodnie z obowiązującą konwencją miał kształt geometryczny. Czirenberg, korzystając z pomocy holenderskich przyjaciół wzbogacał swoją posiadłość  o coraz to nowe okazy flory.

Prawdziwie królewskie czasy zaczęły się dla rezydencji, gdy pod koniec XVII wieku trafiły do zamożnego armatora gdańskiego Albrechta Groddecka.

Królewskie nie tylko w przenośni, ale też dosłownie . Tutaj bowiem w 1698 roku nocował, tuż przed swym uroczystym wjazdem do Gdańska, zaproszony przez gospodarza August II – król Polski.

Wiele przemawia za tym, że podczas oblężenia miasta w 1734 roku kwatera główna, dowódcy rosyjskiej armii, znajdowała się właśnie na terenie letniej rezydencji burmistrzów gdańskich i patrycjuszy Oruni.  Tu również musiał być zawarty akt kapitulacji gdańszczan i tu przetrzymywali Rosjanie gdańskich jeńców.

Zniszczony przez oddziały jazdy konnej park dźwignął się dość szybko.

Poczynając od XVIII wieku , zdobił go nowy murowany pałac.

Ród Groddecków pozostawał wyłącznym właścicielem parku . Albrecht Groddeck był zamożnym armatorem. Należały do niego liczne statki handlowe z wieloma portami. Jako właściciel parku, zadbał o to, żeby nie brakowało w nim rzadkich i cennych okazów flory ogrodowej.

To właśnie on, gościł w swej oruńskiej rezydencji króla polskiego Augusta II Sasa.

Dnia 17 marca 1698r monarcha zasiadł tu do ostatniej przed wjazdem do Gdańska wieczerzy.

Albrecht Groddeck, tak bardzo był oczarowany pięknem swej oruńskiej rezydencji, że nazwę posiadłości umieszczał na burtach żaglowców, z których jeden nosił miano „ Czuwającego żurawia z Oruni”, inny zaś zwał się „Dropem Oruni”

W 1780r całość posiadłości,przeszła w ręce kolejnego gdańskiego burmistrza Johanna Gotfryda Rygera. Nowy właściciel nadał parkowi kształt barokowy. Sprowadził całą masę rzadkich okazów roślinnych, w tym także egzotycznych, uprawianych w specjalnych szklarniach.

Wszystko to powodowało, iż sława oruńskiej oazy zieleni pod koniec XVIII wieku, sięgała daleko poza granice kraju.

U schyłku XVIII stulecia jeden z największych w Gdańsku domów handlowych, utrzymywali dwaj zamożni kupcy angielscy: Solly i Gibsone. Edward Solly poślubił pannę ze słynnej rodziny Broenów, do której należały pewne dobra oruńskie. Zapewne fakt ten sprawił , że anglik zainteresował się parkiem oruńskim.

W 1803 nabył pałacyk wraz z ogrodem, płacąc za całość zawrotną sumę.

Był to niefortunny zakup. Już cztery lata później, teren zajęły wojska napoleońskie.

 

Nowym właścicielem został Mateusz Hannemann, jednakże i jemu się nie udało. W 1813 roku rezydencje totalnie zdewastowali Rosjanie i wycofujący się z Gdańska żołnierze armii napoleońskiej.

Pięć lat później, to co pozostało po parku, zlicytowano a nabywcą okazał się zamożny armator, kupiec i filantrop – Fryderyk August Hoene. Człowiek ten bardzo gorliwie zajął się odtwarzaniem zabytkowej rezydencji, z którą tak bezlitośnie obszedł się los.

Odbudował stary  pałacyk, który do dzisiaj znajduje się w parku.

 

 

Aleja czterdziestu lip, jest znikomym echem, tego co istniało kiedyś w tym pięknym oruńskim edenie.

 

 

Po jego śmierci w wieku 92 lat, park przeszedł w posiadanie jego córki Emilii.

Na mocy testamentu ostatniej właścicielki, cały park przeszedł w 1918 roku na własność miasta Gdańska.

Gdańszczanie przybywali tutaj tramwajem, całymi rodzinami na niedzielny wypoczynek. Szczególnie uroczysty charakter miały coroczne festyny świętojańskie.

Ogrodzony solidnym parkanem i bramą wjazdową, park posiadał zawsze swojego dozorcę, stróża i ogrodników dbających o zieleń.O godzinie 22 główną bramę zamykano, a na teren parku      wpuszczano psy.

Opracowano na podstawie książki Jerzego Sampa

Teraźniejszy park.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia Oruni. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Park Oruński i jego historia

  1. Korzystając z pięknej pogody pojechałam z mężem na spacer do Parku Oruńskiego. Znamy park dawno, jeszcze sprzed renowacji, gdyż mieszkaliśmy ok. 10 lat przy ul. Diamentowej. Był wówczas zaniedbany, ale mimo to bardzo piękny, a po stawach pięknie jeździło się na łyżwach, dzieci były wówczas małe. Jescze w ub roku bywaliśmy tam z wnuczką na rowerach… Dopiero dzisiaj, gdy spacerowaliśmy powoli z powodu mojej kontuzji lub przysiadając na ławeczkach był czas, by posłuchać śpiewu licznych ptaków i podziwiać drzewa, kompozycje krzewów, klombów i pergoli.
    Podziwialiśmy pięknie wyremontowane Centrum Kultury Tatarów Polskich, ale brak tam informacji, kiedy można je zwiedzać.
    Piękna zabytkowa aleja 40 dębów prowadzi prosto na paskudną elewację Pałacu Oruńskiego, gdzie mieści się przedszkole. Druga elewacja frontowa pałacu prezentuje się znacznie lepiej, ale brak tam opisu ciekawej historii pałacu.
    I żal, że nie ma szans na przywrócenie choćby zewnętrznego piękna pałacu, który jak Park cały jest własnością miasta. Sprywatyzowanie byłoby wielką szkodą dla całości otoczenia, ale gdyby tam osadzić jakiś dział Muzeum – choćby rzeźby, czy też dawnego rzemiosła gdańskiego ? A może ceramiki gdańskiej i przy tym małą kawiarnię z tarasem? Jakieś małe wystawy malarskie – w pobliżu jest Dworek Artusa, który mógłby je realizować.
    Pomarzyć przecież można. A. M.
    Po zwiedzeniu wielu pięknych parków przypałacowych, chciałoby się, aby i u nas było miejsce, gdzie wiosną kwitną magnolie, różaneczniki i azalie?
    Ale tak jak jest też jest pięknie, tylko ta toporna elewacja od „Podwórza”!

  2. Korzystając z pięknej pogody pojechałam z mężem na spacer do Parku Oruńskiego. Znamy park dawno, jeszcze sprzed renowacji, gdyż mieszkaliśmy ok. 10 lat przy ul. Diamentowej. Był wówczas zaniedbany, ale mimo to bardzo piękny, a po stawach pięknie jeździło się na łyżwach, dzieci były wówczas małe. Jescze w ub roku bywaliśmy tam z wnuczką na rowerach… Dopiero dzisiaj, gdy spacerowaliśmy powoli z powodu mojej kontuzji lub przysiadając na ławeczkach był czas, by posłuchać śpiewu licznych ptaków i podziwiać drzewa, kompozycje krzewów, klombów i pergoli.
    Podziwialiśmy pięknie wyremontowane Centrum Kultury Tatarów Polskich, ale brak tam informacji, kiedy można je zwiedzać.
    Piękna zabytkowa aleja 40 dębów prowadzi prosto na paskudną elewację Pałacu Oruńskiego, gdzie mieści się przedszkole. Druga elewacja frontowa pałacu prezentuje się znacznie lepiej, ale brak tam opisu ciekawej historii pałacu.
    I żal, że nie ma szans na przywrócenie choćby zewnętrznego piękna pałacu, który jak Park cały jest własnością miasta. Sprywatyzowanie byłoby wielką szkodą dla całości otoczenia, ale gdyby tam osadzić jakiś dział Muzeum – choćby rzeźby, czy też dawnego rzemiosła gdańskiego ? A może ceramiki gdańskiej i przy tym małą kawiarnię z tarasem? Jakieś małe wystawy malarskie – w pobliżu jest Dworek Artusa, który mógłby je realizować.
    Pomarzyć przecież można. A. M.
    Po zwiedzeniu wielu pięknych parków przypałacowych, chciałoby się, aby i u nas było miejsce, gdzie wiosną kwitną magnolie, różaneczniki i azalie?
    Ale tak jak jest też jest pięknie, tylko ta toporna elewacja od „Podwórza”!

  3. Basia z Moreny pisze:

    Będąc w 5 klasie szkoły podstawowej po raz pierwszy trafiłam do parku ze swoją klasą i nauczycielką polskiego. Było to w latach sześćdziesiątych. Mieliśmy za zadanie dokładnie obserwować park jesienny, a potem jako wypracowanie sporządzić opis parku.
    Park był piękny, choć zaniedbany. Po ok. 20 latach, będąc w pobliżu, podeszłam z dzieckiem w wózku do parku. Park właśnie był odnawiany, ku mojej wielkiej radości!
    Odtąd pamiętając o parku bywam w nim, przyprowadzając bliskie mi osoby: rodzinę, przyjaciół…Odwiedziłam go sama, po powodzi w 2001 i zapłakałam. Wyrządzone przez wodę szkody zostały usunięte. Będąc tam, od kilku lat robię zdjęcia, zachwycając się urodą tego pięknego miejsca. Spotykam też młode pary na sesjach zdjęciowych.
    Po mimo, że do paru w Oliwie też mam wygodny dojazd, zdecydowanie wolę park na Oruni. Co do Centrum Kultury Tatarów wiem, że można tam wejść w każdy czwartek w godz. 10;00-14:00. Miałam szczęście skorzystać przy okazji festynu z ok. Dnia Dziecka :01.06.2008. Gościnni Tatarzy udostępnili ciekawe eksponaty muzealne.
    Żal mi tylko, że wandalom przeszkadza pomnik TATARA na KONIU. Może odzywają się we mnie tatarskie geny ?
    POLECAM PIĘKNY PARK do zwiedzania !

  4. Basia z Moreny pisze:

    Będąc w 5 klasie szkoły podstawowej po raz pierwszy trafiłam do parku ze swoją klasą i nauczycielką polskiego. Było to w latach sześćdziesiątych. Mieliśmy za zadanie dokładnie obserwować park jesienny, a potem jako wypracowanie sporządzić opis parku.
    Park był piękny, choć zaniedbany. Po ok. 20 latach, będąc w pobliżu, podeszłam z dzieckiem w wózku do parku. Park właśnie był odnawiany, ku mojej wielkiej radości!
    Odtąd pamiętając o parku bywam w nim, przyprowadzając bliskie mi osoby: rodzinę, przyjaciół…Odwiedziłam go sama, po powodzi w 2001 i zapłakałam. Wyrządzone przez wodę szkody zostały usunięte. Będąc tam, od kilku lat robię zdjęcia, zachwycając się urodą tego pięknego miejsca. Spotykam też młode pary na sesjach zdjęciowych.
    Po mimo, że do paru w Oliwie też mam wygodny dojazd, zdecydowanie wolę park na Oruni. Co do Centrum Kultury Tatarów wiem, że można tam wejść w każdy czwartek w godz. 10;00-14:00. Miałam szczęście skorzystać przy okazji festynu z ok. Dnia Dziecka :01.06.2008. Gościnni Tatarzy udostępnili ciekawe eksponaty muzealne.
    Żal mi tylko, że wandalom przeszkadza pomnik TATARA na KONIU. Może odzywają się we mnie tatarskie geny ?
    POLECAM PIĘKNY PARK do zwiedzania !

Możliwość komentowania jest wyłączona.