Trakt Świętego Wojciecha w bilbordach

Przejeżdżając  przez Orunię,   Traktem Świętego Wojciecha  bardziej skupiam się na drodze, niż na podziwianiu okolicy znanej mi z dzieciństwa. Trzeba być idealnym kierowcą , wprost mistrzem slalomu, żeby ominąć te wszystkie dziury. Zrobić to tak umiejętnie, żeby  podczas  omijania jednej dziury nie wpaść w drugą. Zresztą stan naszych dróg chyba wszędzie jest taki sam. Tylko, że wszystkie drogi nie prowadzą do pięknego Gdańska, a Trakt Świętego Wojciecha prowadzi.

W ubiegłym tygodniu zrobiłam inaczej, porzuciłam auto na parkingu koło poczty  i przeszłam się  do parku.

To był fajny spacer . Naładowana pozytywnie, schodziłam już ze schodów, kiedy zerknęłam na ulicę.

Bilbord na bilbordzie.  No tak reklama, otacza nas wszędzie. Włączysz telewizor, nie oglądniesz spokojnie filmu, bo kilkanaście razy przerwany jest przez reklamę. Otworzysz komputer- reklama, otwierasz skrzynkę na listu wysypują  się ulotki.

Zaczęłam się zastanawiać, czemu mają służyć bilbordy?

Nie skończyłam marketingu, nie znam się na reklamie. W odróżnieniu od wielu polaków, którzy znają się na wszystkim, a szczególnie na polityce, nie znam się , nie wiem.  Tylko, że ja  w tej swojej niewiedzy jestem jednak estetką . I widok taki działa na mnie wprost odrażająco.

Wytężam swoje szare komórki. A może bilbordy zostały wymyślone przez firmy ubezpieczeniowe? Jedziesz sobie autem, zapatrzysz się na pięknego modela reklamującego dżinsy – i bum, wjeżdżasz komuś w kuper, jaki kuper, w tył auta.  Chyba taka opcja bardziej grozi panom . Wszak panowie są wzrokowcami.  Idąc tym tokiem myślenia, na bilbordzie musiałaby widnieć piękna kobieta. Modelka o nieskazitelnej figurze z nogami do nieba i pięknymi dużymi oczami, oczywiście w koronkowej bieliźnie znanej firmy.

Kierowca -Pan zamiast obserwować ruch na drodze, wbija wzrok  w modelkę umieszczoną na bilbordzie i kolejne bum. No chyba, że jedzie ze swoją partnerką życiową, wtedy jest zakaz  oglądania reklamy. Kobiety są zazdrosne, zdolne do wydrapania oczu jeśli będziesz oglądał się w jej obecności za szczuplejszą kobietą. Swoją drogą tymi pięknymi modelkami tylko stresują nas kobiety.  Potem dieta, i szklanka wody na kolację zamiast ………hmm.

Ponieważ myślenie ma przyszłość- myślę dalej, bardziej intensywnie. Może  takie bilbordy  są alternatywą na zagospodarowanie terenu.

Miasto  nic nie musi robić,  zbierze kasę za reklamę a, że szpeci, a kogo to w końcu obchodzi? Liczy się kasa.

Kiedyś w tym miejscu stał blok mojej siostry. Uszkodziła  go powódź. Od 2001 r nie zrobiono nic, no przepraszam rozebrano budynek, tym samym robiąc miejsce na bilbordy.

Żeby nie było, że się czepiam i czepiam . Zaczęłam szukać pozytywów. Eureka. Jest z tego korzyść. Teraz jadąc Traktem jestem poinformowana, że w markecie mogę kupić bezpestkowe winogrona za 5 zł z jakąś  końcówką. A może zdecyduję się na drzwi, które w naturze są eleganckie. Kto wie co człowiekowi przyjdzie do głowy jadąc do Gdańska.

Jak widać reklama jest też dobrym sposobem na zasłonięcie budynku przeznaczonego do remontu lub rozbiórki. Pomysłowość nie zna granic.

A tak wygląda świat poza reklamą.Trakt Świętego Wojciecha z drugiej strony.

Mimo takich abstrakcji kocham ten kraj. Oj zawiało  patriotyzmem. Kawa wypita, zabieram się do pracy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Trakt Świętego Wojciecha w bilbordach

  1. tu w orunii juz zawsze tak bylo ale z tramwajem i powodziem dotatkowo gorzej.

  2. tu w orunii juz zawsze tak bylo ale z tramwajem i powodziem dotatkowo gorzej.

Możliwość komentowania jest wyłączona.