Historia lubi się powtarzać.

Ostatnio przeczytałam w internecie pewną złotą myśl „ kiedy człowiek przestaje marzyć, a żyje wspomnieniami, zaczyna się starzeć. Widocznie nadszedł ten czas i u mnie.

Na swoim blogu chciałam pisać chronologicznie. Tylko, że dzisiaj nie potrafię wrócić do dziewczynki o bursztynowych  wystraszonych oczach, która poszła do szkoły podstawowej.

Dzisiaj będzie o mnie w wieku 16 lat, moim synu i  bracie. Mój brat Andrzej to wyjątkowy człowiek i nie dlatego, że jest moim bratem. To prawy, dobry człowiek.    Dużo mu zawdzięczam. I wszystko co bym teraz nie napisała, nie odda ciepła, troski jaką otaczał mnie od zawsze.

Pracowałam odkąd sięgnę pamięcią.  Pierwsza moja praca była w „Witaminie”, to był Zakład Przetwórstwa Owocowego. Odrywaliśmy z rodzeństwem szypułki od truskawek. Nie pamiętam ile wtedy zarobiłam i nie pamiętam na co wydawałam  pierwsze zarobione  pieniądze.

Kiedy skończyłam szesnaście lat i nastał czas wakacji, podjęłam pracę „na zmywaku” w barze Tawerna.  W dzisiejszych czasach jeździ się do Anglii  na zmywak, ja jeździłam do Gdańska . Bar mieścił się na końcu ulicy Długiej po prawej stronie. Nawet nie wiem, czy  jeszcze istnieje.  Pracowałam w systemie 12h na 12h. To była bardzo ciężka praca. Trzeba było wyjść na salę, pozbierać talerze, a później je pomyć. Z myciem talerzy nie było problemu. Na zapleczu stała ogromna zmywarka.  Cała czynność sprowadzała się do tego, że talerze należało włożyć do zmywarki , wcisnąć przycisk a później już wymyte wyciągnąć. Najgorsze były garnki. Jeny jakie garnki, to były wielkie aluminiowe gary. Do dziś dzień nie lubię ich myć, a  pierwszą rzeczą, którą  kupiłam  na nowe mieszkanie ,  była zmywarka.

Koleżanki jeździły na plażę a ja do Tawerny. Kiedy zbliżał się dzień wypłaty, czułam niepokój. Myśli krążyły wciąż przy tym samym – czy wystarczy mi na mój wymarzony zakup?

Teraz zapytałabym ile zarobię, ale wtedy najzwyczajniej się wstydziłam. Żyłam w nieświadomości, aż w końcu nastał   ten dzień . Przyszedł szef i wręczył mi kopertę . Równe trzy tysiące złotych. Zapomniałam o bolącym kręgosłupie. Radość moja była przeogromna . Leciałam do domu tak szybko , jakbym miała skrzydła.

Moja mama sceptycznie podchodziła do zakupu. Zawsze była  zwolenniczką oszczędzania, nie podzielała mojej radości.  Oczywiście  Andrzej , nie tylko się za mną wstawił. Pamiętam, że  zawiózł mnie wtedy  samochodem rodziców, fiatem 125p do Gdańska Wrzeszcza.  Bo on cieszył się razem ze mną.

Weszłam do domy towarowego, po schodach udałam się  na dział ze sprzętem. Stał, czekał na mnie- kasetowy magnetofon Grundig. Wydałam na niego całą swoją wypłatę.

Mój brat w tak ważnym dla mnie dniu był przy mnie – jak zresztą wielokroć, kiedy go potrzebuję. Nie tylko zresztą on, jego żona też.

Mój syn ma to po mnie. On też w wakacje poszedł na miesiąc do pracy. Kiedy przyszedł do domu z wypłatą, poprosił mnie, żebym razem z nim pojechała do jego kolegi, od którego odkupywał skuter.   Widziałam jego błyszczące oczy i wtedy pomyślałam, ja też się kiedyś tak cieszyłam.

Kiedy pierwsze emocje minęły, powiedział

– mamo jak to jest,  pracowałem miesiąc a wydałem 1.300zł w pięć minut.

Dałam mu buziak w czoło.

– Karol, nie ważne ile wydałeś.  Ciesz się, że mogłeś swoje marzenie urealnić.

Nie bójmy się marzyć, one czasami naprawdę się spełniają.

Z okazji Świąt Wielkanocnych, życzę wszystkim, spełnienia najskrytszych marzeń.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.