Prezenty

Całkiem niedawno, zadzwoniła do mnie koleżanka

– Grażyna ratuj, idę na komunię i co gorsza jestem chrzestną tego dziecka.

Milczę, słucham dalej, bo tak naprawdę to nie wiem w czym mogę pomóc.

– Jaki wybrać prezent, podpowiedz, czytałam w internecie, że kupują laptopy, skutery, kłady.

Moje oczy robią się coraz większe, trudno uwierzyć w to wszystko co słyszę.

– zrób prezent taki na jaki ciebie stać – nie patrz na innych, odpowiadam.

Moja odpowiedź była mało satysfakcjonująca, temat wracał jak bumerang, przy każdym spotkaniu. Podobno dają najmniej 1000zł. Boże pomyślałam, żeby zarobić tysiąc złotych trzeba cały miesiąc rano wstawać do pracy, później przez 8 godzin wykonywać powierzone zadanie. Oczywiście jeśli w dzisiejszych czasach ma się tą pracę. A jeśli nie masz – to bank służy pomocą. Natura polaka zapożycz się – postaw się, bo inaczej obgadają.

Parę lat temu mój syn szedł do pierwszej komunii – kiedy rodzina, pytała co by chciał – odpowiedziałam – syn zbiera na komputer. I tak było, każdy wręczył tyle ile mógł a my jako rodzice, drugą połowę dołożyliśmy do wymarzonego komputera.

Pamiętam swoją komunię. Od chrzestnej dostałam biały sweterek i bombonierkę, chrzestny w ogóle się nie pojawił. Pierwszy swój zegarek, zresztą elektroniczny, o którym marzyłam bardzo długo, dostałam od mojego brata na osiemnaste urodziny.

Do niedawno marzyłam o porządnym aparacie fotograficznym- urealnienie odkładałam na później, bo zawsze były inne potrzeby. Dziecko, później mieszkanie na które czekałam tyle lat, urządzanie go. Zawsze było coś ważniejszego od pasji. Utrata pracy- spowodowała, że przestałam marzyć o aparacie. Całkiem niedawno, niespodziewanie, otrzymałam ten aparat. Ileż on sprawił mi radości.  Warto było czekać, żeby poczuć tą radość.

Zupełnie zatraciliśmy wartości, liczą się teraz jedynie materialne rzeczy. Już sama nie wiem czy to tylko mi się nie udało życiowo, że liczę każdą złotówkę, bo wiem jak trudno na nią zapracować. Takie drogie prezenty czemu mają służyć? Drogą dedukcji, skoro na komunię laptop za 4 tysiące, to co wtedy na bierzmowanie a później na ślub? Samochód?

Robimy naszym dzieciom drogie prezenty a później zastanawiamy się, dlaczego oczekują coraz więcej. Dlaczego nie szanują tego co otrzymują. Dlaczego stają się biorcami.

To tak jak z lekarzami dajemy im łapówki za teoretycznie lepszą opiekę, a później „wieszamy na nich psy”, że borą.

Nie nadążam nad teraźniejszymi czasami i zupełnie do nich nie pasuję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.