Miejsca które kocham

Czasami wydaje mi się, że jestem w jakimś labiryncie bez wyjścia. Błądzę wąskimi korytarzami, w ciemności, potykam się , wpadam w panikę, nie mogąc znaleźć wyjścia. Życie niepostrzeżenie przecieka przez palce, a ja stale walczę z przeciwnościami losu. Jestem jak mały stateczek, rzucony na bezkresne morze, które czasami jest tylko spokojne.  Tak właśnie czułam się w niedzielę.  Rozbita na tysiące małych kawałeczków.

Kiedy czuję w sobie taką niemoc wsiadam w auto i jadę w swoje ukochane miejsce. Odkryłam je niedawno , bo zaledwie sześć lat temu, kiedy przeprowadziłam się z Oruni do Pruszcza.

Kierowca ze mnie kiepski. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że jestem zagrożeniem dla innych kierowców.  Jadę tam gdzie potrzebuję, nawet wtedy, kiedy jest to ulica jednokierunkowa. No może trochę przejaskrawiłam swoje zdolności. Jedno wiem na pewno, kiedy mam skręcić w prawo zapewne skręcę  w lewo.

Drogę na Wyspę Sobieszewską mogę przemierzyć z zamkniętymi oczami . Kiedy jadę przez okoliczne wioski , mam w sobie pewien niepokój, tak jakbym jechała na pierwszą randkę, na spotkanie z kimś ważnym dla mnie.  Włączam wtedy radio i słucham muzyki. To pomaga uspokoić emocje.

Przekraczam most i emocje opadają,  magiczne miejsce istnieje. Skręcam w prawo i nagle znajduję się w innym wymiarze. Wokół zazieleniły się ściany lasu, przytulnie okalające drogę, po której się poruszałam. Zwalniam, by nacieszyć się widokiem. Przemierzam jeszcze pewien odcinek drogi  i skręcam w lewo.

Kiedy docieram, czuje niewielkie rozczarowanie, moje miejsce nie jest już tylko moje. Sporo samochodów z rejestracją Warszawską.  Trudno, widocznie nie tylko ja szukam wyciszenia. Biorę psa i idziemy przed siebie. Sosnowy las, wydmy a później szeroka, przestrzenna plaża. Pies merda ogonem, biega jakby urwał się z łańcucha. Jest szczęśliwy. A ja? Wielokroć zadaję sobie to pytanie. Na proste pytania najtrudniej znaleźć jednoznaczną odpowiedź.  W końcu życie ma smak  słodko gorzki.

Moja bratowa powiedziała kiedyś, że Bóg zsyła na człowieka tyle niepowodzeń ile zdoła dźwignąć. Widocznie, uważa mnie za silną kobietę.

Siadam na plaży, dotykam dłonią ziarenek piasku, jest ciepły, przyjemny w dotyku. Oddycham głęboko, jakbym na zapas chciała nawdychać się jodu wydzielanego przez plechy rosnącego w morzu morszczynu.  Mój pies jak zwykle znalazł sobie kupla do zabawy.

Ludzie pozytywnie nastawieni szumem morza, są skorzy do opowieści o swoich pupilach. Przez chwilę rozmawiam z właścicielem labradora.  Ta rasa psa  jest mi bliska. Wcześniej, jeszcze jak mieszkałam na Oruni, mieliśmy czarnego labradora. Nazywał się Spajk. Zginął śmiercią tragiczną pod kołami pociągu. Został pochowany na Oruni, blisko naszego domu.

W moim rodzinnym domy zawsze był pies, dlatego nie potrafię wyobrazić sobie życia bez czworonoga.  Długo debatowaliśmy, aż w końcu padła decyzja, kupiliśmy kuzyna labradora – goldena retrivera.  Całkiem niedawno, okazało się, że choruje na padaczkę. Stanęłam przed  trudne decyzją. Pozwolić mu żyć,  czy …….nie, on musi żyć.

Rozmowa dobiega końca, ruszamy z Maksem brzegiem morza. Zbieram muszelki, wyrzucone na brzeg. Promienie słońca i wiatr delikatnie muskają twarz. Jest cudownie.

Docieramy  do auta i ruszamy na drugi koniec wyspy do rezerwatu Ptasi Raj.  Po prawej stronie płynie Wisła Śmiała po lewej jezioro Ptasi Raj po środku Kamienna Grobla, która ciągnie się  2 km. Cisza…przerywana nieustannym śpiewem ptaków. Radosne majowe trele. Jeden pan żab przygaduje drugiemu, zachwalając swoje miejsce. Piękne słońce, iście letnia pogoda.

Tylko Maks nieporadnie stąpa po kamieniach. Biegnie na przód, zatrzymuje się na chwilę, odwraca  głowę i zerka czy nadążam za nim. Nabieram sił. Robię zdjęcia, zamykam w sobie złość, ból, przykrości i wracam z innym nastawieniem. Na ile mi ono wystarczy. Nie wiem. Może już niebawem znowu pojadę do Sobieszewa.

W tym całym zgiełku, pędzie, warto mieć takie miejsce, które powoduje wyciszenie. Poszukaj, może jest gdzieś koło Ciebie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.