Pokolenie młodych kobiet

Wracałam dzisiaj z pracy, zmęczona a zarazem zadowolona z dobrze wykonanej pracy. Lubię taki stan ducha, poczucie zmęczenia fizycznego współgra z  zadowoleniem z samej siebie.  Stałe przebudowy obwodnicy trójmiejskiej i związane z tym  korki w końcu na coś się przydały. Mam wtedy czas pomyśleć. Stoję sobie w ogonku aut, poruszam się w żółwim tempie. Włączam cichutko radio. Ulubiona stacja serwuje mi przyjemną muzykę. Dzwoni moje dziecko. Rozmawiamy przez chwilę, pytam o jego ból głowy. On opowiada mi o szkole, pyta kiedy będę, jak przejezdne są drogi. To są takie zwykłe normalne rozmowy. Takie cenie sobie najbardziej.  Docieram do domu nieco później, w drzwiach wita mnie Maks skacząc i kręcąc się w kółko, jakby chciał złapać swój własny ogon.  Patrzę na swoją podłogę w przedpokoju, jasne kafelki straciły swoją barwę, sierść Maksa kłębi się w rogach. Powinnam posprzątać, wiem o tym ale odkładam to na inny „czas”. Mój syn odbiera siatki, wchodzę do kuchni, otwieram lodówkę.  Jest już dość późno, wiec nie ma czasu na przygotowywanie specjałów. Otwieram słoik bigosu, podgrzewam go na patelni.  Moje dziecko pyta czy jestem zmęczona. Wcale nie oczekuje odpowiedzi, bo jak z karabinu maszynowego, zalewa mnie dawką swoich problemów. Słucham.  Nawet nie trudzę się przełożyć ciepłego bigosu do miski,  kładę podstawkę na stół w kuchni, a na nią stawiam patelnię. Siadamy do stołu. Jestem szczęśliwa. To lubię, spokojny, cichy dom, z codziennością, z gotowaniem, a przede wszystkim z rozmowami.

Dzisiaj, dość długo rozmawiałam ze starszą panią. Jej córka rozwija się zawodowo. Nie ma czasu na dom, dzieci, wynajmuje panią do sprzątania. Wychodzi o świcie, wraca późnym wieczorem.

Jadąc dzisiaj z pracy, myślałam właśnie o niej.

Pokolenie silnych kobiet. Zarabiające, spełniające się zawodowo, niezależne finansowo, inteligentne, wymagające od siebie i od innych, a przy tym atrakcyjne, kochające siebie i własne ciało, aktywne seksualnie i ciekawe tego, co życie im proponuje. Decydują się robić karierę i żyć samotnie, lub zakładają rodzinę dla której nie mają czasu. Czy one są szczęśliwe? Może to ja nie mam ambicji, bo jednak dom jest dla mnie nie tylko mieszkaniem wysprzątanym i lśniącym. Dom to ciepło, rozmowy, to klimat który my sami tworzymy. Pokolenie silnych kobiet, ze znacznym kontem w banku, nie posiadające problemu „pustej lodówki”, wraca do wysprzątanego mieszkania przez kogoś zupełnie obcego, przez kobietę,  która zostawia swój zapach perfum. Wraca późnym wieczorem do swojego domu jak do pokoju hotelowego. Przespać się, bo jutro kolejny zawodowy dzień pracy. Nie wiem dlaczego ale myślę, że tamta młoda kobieta jednak tęskni za „rozmowami” przy kubku zaparzonej herbaty.

Jak znaleźć złoty środek na życie? Czy takowy w ogóle istnieje?

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.