Bycie mamą

Bycie mamą . Nikt nie zwolni nas z tej trudnej ciężkiej pracy. Kiedy przychodzi na świat nasz potomek, wraz z nim, ogrom  radości pojawia się w naszych domach. Jest takie bezbronne, delikatne i ufa właśnie nam.

Pierwszy raz zobaczyłam mojego syna prawie siedemnaście lat temu.  Mroźny poranek stycznia. Leżał w inkubatorze. Był podłączony pod dziwną aparaturą z masą kolorowych kabelków, miał zasłonięte oczy opaską i strasznie pomarszczone pięty.  Stanęłam przy nim i rozpłakałam się jak dziecko. To były łzy szczęścia a zarazem trwogi czy wszystko będzie dobrze.

Nasze dzieci.   Patrzymy jak rosną, jak robią pierwsze kroki, martwimy się kiedy chorują. Przedszkole później szkoła. Pierwsze wywiadówki. Kolejne zmartwienia, bo dostał dwóje, bo pobił się z kolegą. Ile to godzin człowiek wystał we własnym oknie, patrząc czy już wraca, czy nic mu się nie stało. Ile to nocy nie przespał i  stale zamartwiał,  czy  nie wpadł  w złe towarzystwo.  Tylko my same wiemy ile to łez wylałyśmy w poduszkę.  Po cichu, żeby nikt nie słyszał, żeby nikogo nie martwić.

Ale też, ile  radości jest  związanych z macierzyństwem. Kiedy pada nieporadnie pierwsze słowo „mama”, kiedy biegnie z raną na kolanie i szuka w naszych ramionach ratunku i ukojenia.

Na pierwszych występach w przedszkolu, kiedy to zdenerwowany, recytuje wyuczony z trudem wierszyk, a zarazem wodzi wzrokiem po sali , szukając właśnie swojej mamy. Kiedy przyniesie dobrą ocenę ze szkoły. W końcu, kiedy  odbiera siatki z zakupami i troskliwie pyta jak było w pracy?

Moja siostra kiedy  była już bardziej doświadczoną  matką, a ja tą początkującą  – mówiła  – zobaczysz „małe dzieci mały kłopot, duże dzieci , większy kłopot”. A ja myślę , że kłopoty związane z małym dzieckiem czy  już z dorastającymi są po prostu  innego wymiaru,    ale równie ważne.

Staramy się przekazać naszą wiedzę, uczyć, przestrzegać,  a one i tak robią po swojemu, bo chcą uczyć się na własnych błędach.

Nasze dzieci są stworzone przez nas, ale życie chcą przeżyć po swojemu i mają do tego prawo tak  jak i my, nie patrząc wielokroć na własnych rodziców , przeżywamy własne życie.

Wychowujemy je dla innych, nie dla siebie. Nie poznałam tego uczucia, mój syn jest jeszcze za młody.   Nie wiem czy uda mi się być dobrą teściową.  Mój syn powiada, że mamą jestem „normalną” . W dzisiejszych czasach trudno o normalność, więc chyba powinnam się cieszyć. Sama sobie mam wiele do zarzucenia. Chociażby kochanie „małpią miłością”,  brak konsekwencji . Szkoda, że  nikt nas nie nauczył jak pełnić tą dożywotnią funkcję.

Stawiając na szali te złe i te dobre momenty, te lepsze zawsze będą górować .  Ja wiem, że zostanie mamą,  było moja najlepsza decyzja życiowa.

Siedziałam rano  przy komputerze, kiedy wszedł i ze zdziwieniem powiedział

– pracujesz już? A mówiłaś , że masz dzisiaj wolne i śpisz do dziesiątej.

Podszedł bliżej, dał mi buziaka w policzek

– wszystkiego najlepszego mamo – wiesz, że jesteś najlepsza. Nie mam dla ciebie prezentu., bo wiesz, nie dałam mu dokończyć

– wiem , synku ty jesteś moim prezentem.

Nagle przypominam sobie, że jestem też dzieckiem. Nigdy nie zatraciłam w sobie jego cząstki, stąd moja tendencja do pozytywnego szaleństwa. Cieszę się niezmiernie Mamo, że Jesteś ze mną. Tak do końca, namacalnie…

Wszystkim mamą , życzę wytrwałości , cierpliwości i dużo radości z własnych dzieci.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.