Starość

Dokładnie o jedenastej przekroczyłam próg jej części domu.  Przestrzenny pokój połączony z niewielką kuchnią pachniał świeżością.

– zaparzyłam już dla nas kawę – powiedziała starsza Pani.

Pod oknem,  na okrągłym stole stały dwie filiżanki oraz talerzyki  z kawałkiem ciasta drożdżowego. Piękna, stara przedwojenna porcelana, idealnie komponowała się z serwetą z kordonku w kolorze ecru.  Starsza pani uśmiechnęła się nieznacznie. Pamiętała- pomyślałam. Całkiem niedawno powiedziałam jej, że moja mama piekła ciasto drożdżowe. Delikatna kobieta  średniego wzrostu,  o siwych włosach, powolnym krokiem zmierzała do stołu. Gestem dłoni zaprosiła  abym usiadła.

Wiem, nie wypada wąchać ciasta, ale nie mogłam się powstrzymać. Pachniało tak jak mojej mamy. Piłam kawę, jadłam ciasto, okruszki kruszonki wprost  zbierałam z talerzyka. Niezapomniane smaki z dzieciństwa.

Właściwie tylko słuchałam. Starsza Pani opowiadała o sobie z lat młodzieńczych, o mężu który zmarł na raka płuc. Z dumą mówiła o dzieciach robiących karierę zawodową. Tak dużo chciała mi powiedzieć. Co jakiś czas uśmiech gościł na jej twarzy, a ja  nie wiedziałam czy uśmiecha się do mnie czy  do swoich wspomnień.  Patrzyłam na nią i na pokój w którym siedziałyśmy. Tak bardzo do niej pasował. Na ścianach wisiały piękne obrazy w złotych ramach. Stary zegar w  drewnianej oprawie, miarowo odmierzał czas. Na stylowej komodzie błyszczały świeczniki z mosiądzu. Niczego jej nie brakowało,  jedynie może rozmów.  Przez moment pomyślałam o  mamie,  też siedzi sama  na Oruni.

Czas wizyty dobiegał końca.  Kiedy wychodziłam, starsza pani dała mi biały bez.

– pani Gabrysiu – powiedziała- ja wiem, że pani mama też ma bez, ale mówiła pani, że tak bardzo lubi kwiaty.

Już po raz kolejny, przeinaczyła moje imię.  Tym razem nie próbowałam sprostować. Dla niej mogę być Gabrysią. Podziękowałam za piękny bez, wsiadłam w auto  i zamiast jechać do domu do  Pruszcza, pojechałam na Orunię do mamy.

Zostawiłam auto w podwórku. Blok z czerwonej  cegły wyglądał  wyjątkowo koszmarnie. Domek starszej pani to dom jednorodzinny, otoczony pięknym ogrodem, a ten blok przed którym teraz stałam  w niczym  go nie przypominał.   Gruz w ogródku lokatorów z parteru, sprawiał wrażenie    ruiny. Dwa różne światy.

Długo stałam pod drzwiami, karcąc sama siebie, że nie wzięłam kluczy.

Otworzyła mi drzwi,  mocno zgarbiona, opierająca się na dwóch kulach  – moja mama. Przeszła kawałek, i usiadła na wózek inwalidzki.  Po operacji biodra  jej stan bardzo się pogorszył.

Na stole w kuchni stały czerwone róże od mojego brata, słodycze od siostry…. a wszystko spowijał i ten specyficzny zapach Oruni po powodzi.

Mój widok, bardzo ją ucieszył.  Siedziałyśmy jak zwykle w kuchni.   Ponownie  byłam słuchaczką, tylko, że tym razem słuchałam historii, którą znam na pamięć.

Obie kobiety, starsza Pani i mama są w zbliżonym wieku, dzieli ich status materialny ale łączy zniedołężnienie i samotność.

Zerknęłam na zegarek, mija godzina. Czas wracać do domu.

Wiem,  taka jest kolej rzeczy, wyprowadzamy się od rodziców, zakładamy swoje rodziny, mamy własne dzieci , które też kiedyś odejdą od nas.

Teraz tak sobie myślę, że jedyną rzeczą, która nie udała się panu Bogu jest  starość.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.