Krótka historia pewnej książki – cz. 2

Dzwonek telefonu. Nie musiała patrzeć kto dzwoni, o tej porze mógł być tylko on. Z marszu zaczął  czytać jakąś książkę. Jego głos był męski, spokojny, i opanowany. Idealnie nadawałby się na narratora. Wielokroć śmiała się, że powinien pracować w radiu, większość kobiet pokochałoby jego głos.

Zawsze słuchała go z zapartym tchem, ale tym razem zachwyciło ją. Przerywała mu co chwilę  – co czytasz? czyja to książka? – dopiero jak skończył odpowiedział – nobliwy pan. Pożyczę ci skoro tak bardzo ci się podoba.

On, połykacz książek, zapragnął zarazić ją pasją czytania. Kiedy po raz pierwszy przeczytał  kawałek ulubionej powieści, nie dawała mu spokoju.  Prosiła jak rozkapryszone dziecko
– Nie chcę czytać sama, czytaj!

Czasem instynktownie wiedział, że tego potrzebuje. Pewnego razu mejlem przesłał jej krótki film,  w którym narratorem był sam autor. Właśnie wtedy nazwała go nobliwym panem. Ilekroć o nim rozmawiali nigdy nie padło jego nazwisko, i tak już zostało.

Tydzień temu przyjechał do niej z książką.
– pożyczam ci, ale obiecaj że przeczytasz – powiedział.

A więc tak wyglądała ta książka. Trzymała ją teraz w swoich dłoniach. Gruba, połyskująca biała okładka. Imię i nazwisko autora napisane prostą czcionką, tytuł,  jakby niedbale, italikiem, odręcznym pismem.

Zawsze czytała książki od początku do końca, strona po stronie. Zdarzało się, że nie potrafiła przebrnąć, odkładała i już nie wracała.  Z tą od początku było inaczej.  Otwierała ją na dowolnej stronie, na chybił trafił, i ulegała magii słów, które serwował nobliwy pan.

To było wczoraj. Zadzwonił, jakby wyczuwając, że dzieje się coś złego.

Płakała jak zwykle w łazience, po cichu, żeby nikt  nie widział, ukryta przed światem pod ciepłym całunem z piany. Łzy, najpierw jedna, potem druga, trzecia, opadały delikatnie po policzkach,  a kiedy docierały do kącików ust czuła ich słony smak.

Tego wieczora,  zadzwonił po raz kolejny.
– Wiesz – powiedział –  nie oddawaj mi tej książki, czytaj ją zawsze wtedy kiedy będzie ci źle.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Z szuflady dojrzałej kobiety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.