Marzenia o drewnianym domku

Wczoraj pojechałam na oruński cmentarz na grób ojca.  W styczniu minął rok od jego śmierci, a mi stale tak samo go brakuje.  Porządkując grób moją pierwszą myślą było, że gdyby żył, i mógłby mnie wysłuchać,  tak jak dawniej kiedy wpadałam na Orunię, byłby ze mnie zadowolony. Pewnie zaszkliłyby mu się oczy, i kciukiem pokazałby „ok” .

Drogi tato chciałam Ci powiedzieć, że dzisiaj byłam po raz pierwszy w pracy po dwutygodniowym urlopie. Ta praca nie jest szczytem moich marzeń, ale pracuję, zarabiam, nie siedzę w domu.  Tak bardzo chcę być niezależna finansowo. Na pewno kiedyś mi się uda. Znajdę inną, lepszą pracę. Ta nie daje mi satysfakcji, ale sprawia, że mogę spokojnie iść do sklepu i zrobić zakupy. Czasami nawet pozwalam sobie na małą rozpustę, i kupuję coś ekstra. Tym czymś ekstra są owoce ale tego ci już nie muszę mówić bo wiesz, że je uwielbiam.

A urlop? Zaszalałam. Pierwszy urlop od lat. Był pełen emocji, miłych doznań. Dlatego tak trudno pozbierać mi się, wrócić do rzeczywistości, obowiązków dnia codziennego. Doskonale wiesz jaka jestem, zamiast się cieszyć, że udało mi się przeżyć cudowne chwile, ja rozpaczam jak mała dziewczynka, że już minęły bezpowrotnie. Na domiar złego, wczoraj pod moimi oknami pięciu panów złapało za kosiarki, a jeszcze przedwczoraj budziły mnie ptaki i plusk jeziora.

Przywiozłam z sobą małego aniołka. Na razie położyłam go na parapecie w kuchni. Jeszcze nie znalazłam dla niego miejsca. Leży pomiędzy strachami na wróble. A te strachy to taka namiastka wsi. Coraz częściej o niej myślę.  Zaczynam marzyć. To chyba dobrze, jak myślisz?

Tylko to moje marzenie jest takie nierealne. Chciałabym zamieszkać na wsi w starym drewnianym domu pokrytym  strzechą,  z okiennicami, a w ogrodzie rosły by malwy i słoneczniki. Pamiętasz u babci też rosły malwy, i na naszym podwórku, koło garażu.

Stary drewniany dom. Nie murowany, piętrowy, z tarasami, ale taki ze skrzypiącymi deskami w podłodze. Z ogrodem w którym rosną jabłonie, a strach na wróble odstrasza ptaszyska. Czy to realne?  Marzenia nie spełniają się same, trzeba im w tym pomóc i czekać, czekać, czekać. To oczekiwanie chyba jest najprzyjemniejszym stanem ducha.  Bez marzeń życie staje się puste, bez celu, i szare.

Może do tego swojego marzenia powinnam podejść jak do Św Mikołaja, nikt w niego nie wierzy, a jednak on pojawia się i zostawia prezent pod choinką. Oczekiwanie na jego przybycie też daje taki miły niepokój.

Marzy mi się wiejski dom, z którego emanuje ciepło, ale nie to z kominka. Dom w którym nikt na nikogo nie krzyczy, z kawą pitą o poranku, a wieczorem  herbatą z hibiskusa. Na podwórku dwa psy w zgodzie żyjące z kotem. Czy to dużo? Czy moje marzenia są wygórowane? Absurdalne?

Wiesz i nawet jeśli to moje marzenie jest nierealne to jednak myślenie o nim sprawia mi przyjemność. A to chyba dobrze? Jak myślisz?

Może kiedyś za pięć, dziesięć lat. Kto wie co człowieka spotka jeszcze w życiu.

Twój Giniek

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.