Na babski rozum

Kiedy kryzys finansowy dosięgnął mego portfela, w pierwszej kolejności obcięłam wydatki, nazwijmy to reprezentacyjne. Trudne ale wykonalne. Fryzjerka i kosmetyczka poszły w odstawkę. Nauczyłam się sama farbować włosy. To znaczna oszczędność.

Sama farba kosztuje 20 zł, a koszt farbowania włosów u fryzjerki waha się od 100 do 150zł. Oszczędzam zatem jakieś 80-130 zł. Doszłam do takiej perfekcji, że farbuję włosy również mojej przyjaciółce. Co prawda czasami kolor nie wychodzi taki jak obiecywano na pudełku, ale cóż,  ryzyk fizyk.

Markowe sklepy omijam wielkim łukiem. Nauczyłam się kupować w ciucholandach, i sprawia mi to ogromną frajdę. Będąc na urlopie gdzieś tam pomiędzy Zakopanem a Helem, weszłam do  sklepu, i wypatrzyłam piękny szal za 8 zł. Radość moja była olbrzymia.  Czy jest mi z tym źle? Że kupuje za grosze używane ciuchy? Absolutnie nie!

Moim ulubionym sklepem stała się Biedronka, bo jak reklama głosi tam zawsze niskie ceny.

Nauczyłam się sama malować mieszkanie. Ubieram stare spodnie, biorę wałek do ręki i ściany zmieniają kolor. Oczywiście, że nie zrobię tego jak wykwalifikowany fachowiec. Są  niedociągnięcia. Widzę je, ale moja satysfakcja, że  dokonałam tego samodzielnie jest bezcenna. Dumna jak paw siadam na stołku, rozglądam się, zapominam o zmęczeniu. Niedoróbki zasłoni się obrazkiem.

Ostatnio malując kuchnie, powiedziałam synowi, że to już ostatni raz, że już jestem za stara na takie drapanie się po ścianach niczym mucha z wałkiem, i dziecię na to  – Tak, tak mamo do następnego razu…

Gdy potrzeba dziurawić ścianę, mam zawsze problem z dobraniem wiertła do kołka. Dziura zawsze wychodzi za duża i kołek za cholerę nie chce się w niej trzymać. Myślę, ze niedługo dojdę i z tym do perfekcji (czytaj jakimś cudem mi się uda)

Kiedy moje oszczędzanie na samej sobie nie wystarcza, a z portfela zieje czarna dziura, wprowadzam system oszczędnościowy na jedzeniu. Przechodzę na dietę ziemniaczaną – placki ziemniaczane, ziemniaki w plasterkach, szare kluchy, baba ziemniaczana – zwana nagusem.  Niestety z jadłospisu znikają pomarańcze i ostatnio polubiony świeży ananas.

I tak się teraz zastanawiam, ja taki zwykły szary człowieczek bez studiów i doktoratów potrafię oszczędzać, a nasz kochany rząd, złożony ze światłych inteligentnych ludzi nie potrafi zaciskać pasa mimo że wkoło szaleje kryzys.  Wypłaca sobie horrendalne pensje, przyznaje sute premie.  Oszczędza nie na sobie ale na nas.

Myślę sobie, że widocznie  jesteśmy bogatym państwem skoro stać jest nas na  utrzymanie  460 posłów i 100 senatorów.  I tak się zastanawiam jakby tak zamienić role, paru naszym politykom dać pensje emerytów. Jak by sobie nieboraki poradzili?

Dziwni to ludzie, którzy obiecują swoim wyborcom cuda wianki, a kiedy rozsiadają się w poselskich fotelach myślą tylko o sobie. Wyborcza kiełbasa ląduje w koszu.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.