Przyjaciele

W zeszłym tygodniu postanowiłyśmy z przyjaciółką, że w weekend spędzimy poza domem. Siedmiomilowymi krokami zbliża się okropna pora roku, kiedy pada, wieje, i robi się coraz zimniej, a słońca coraz mnie. Co prawda ma i ona swoje uroki w postaci barwnych liści.

Zaplanowałyśmy wyprawę nad jezioro. Ja właścicielka namiotu i niczego więcej, przyjaciółka właścicielka przeuroczego psa i niczego więcej. Obie z całkowitym brakiem orientacji w terenie, bez GPS-a , map, śpiworów i tych innych rzeczy potrzebnych aby przetrwać noc pod gołym niebem.

Od początku wszystko szło źle. Syn nie chciał pożyczyć wędek, bojąc się, że mu je połamiemy. W końcu udało się go przekupić. Honia zamówiła namiot na allegro. W piątek otrzymała informację, że otrzyma go w poniedziałek, po planowanym weekendzie. Informacja ta tylko na chwilę ostudziła nasz zapał. Skoro nie dostarczą w umówionym terminie, trzeba jechać do Gdańska i kupić w sklepie.

Piątek był koszmarny. Jadąc do pracy podjechałam na stację benzynową. Z uwagi na planowaną wyprawę zatankowałam więcej benzyny. Cena – 5,27 złotego za litr.
– Boże ty to widzisz i nie grzmisz – Pomyślałam.

Zaraz po pracy pojechałam  z synem po odbiór z naprawy skutera. Koszt naprawy skutera  250zł czyli cała moja tygodniowa wypłata. Zostałam bez pieniędzy ale z radością w oczach dziecka. Chociaż jemu uda się przejść przegląd techniczny bez problemów.

O 17 ruszyłyśmy z przyjaciółką do Gdańska kupić namiot. W Świętym Wojciechu samochód zawarczał niczym Ferrari. Chwilę później coś łomotnęło pod podłogą i zaczęłyśmy orać asfalt. Zatrzymałam się na poboczu, schyliłam pod auto. Pięknie! rura wydechowa zakończyła swój żywot.

W takich momentach czuje się bezradna, a momentalnie pojawiają się łzy. Bezradność nie wynika z tego, że nie wiem co robić. Samochód ma dwanaście lat, wymaga remontu, ma prawo się psuć. Ale co zrobić kiedy na koncie nie ma nic, a jak tylko się coś pojawi to są pilniejsze wydatki niż wizyta u mechanika?  Jeżdżę więc z duszą na ramieniu i modlę się aby nie zepsuło mi się auto.

Przyjaciółka próbowała pocieszyć mnie. – Nie możemy teraz jechać do domu, bo będziesz siedzieć i ryczeć, jedziemy do Gdańska, na Jarmark – powiedziała. Całą (długą) drogę do przystanku powtarzałam jak mantrę – Co ja teraz zrobię? Co ja teraz zrobię? Z wyjazdu nad jezioro można zrezygnować, ale we wtorek muszę dotrzeć do pracy. Jakim autobusem mam tam dojechać?

Wysłałam sms-a do przyjaciela. Nie czekałam długo. Zadzwonił, wysłuchał i uspokajał. Zrobiło mi się lżej.  My zjadłyśmy obiad w jakiejś knajpce pod parasolami, a on w tym czasie sprawdzał warsztaty w Pruszczu, i wysłał pieniądze na konto. Nie prosiłam go o pomoc, ani tym bardziej o pożyczkę. Zadzwonił relacjonując przebieg akcji ratunkowej.

Honia uruchomiła swoich znajomych. Kilka telefonów i pojawiło się światełko w tunelu. W sobotę rano kolega przyjechał po mnie, i pojechaliśmy po auto. Stało biedne, samotne z urwaną rurą w tym samym miejscu w którym go zostawiłam. Rura została podwiązana, a ja warcząc niczym wyścigówka telepałam się do Pruszcza. Naprawa zajęła godzinę.

Człowiek w życiu spotyka wielu ludzi.  Jesteśmy jak podróżnicy. Wsiadamy do pociągu i nie wiemy co nas spotka. Czasami udaje nam  się wsiąść do jednego przedziału, i pobyć  razem tylko przez chwilę, bo ktoś wysiada na pobliskiej  stacji. Bardzo często mijamy się w życiu, wsiadając  do różnych pociągów, bo nie jest nam pod drodze. Bywa, że  krótka podróż zamienia się w ciekawą pełną  emocji i przygód wyprawę.

W końcu po wielu próbach, błądzeniu, zawieraniu przeróżnych znajomości, otoczyłam się takimi ludźmi , na których zawsze mogę polegać. Jak to w życiu bywa, albo to ktoś albo to ja dawałam kopniaka w tyłek. Może to mój bagaż doświadczeń spowodował, iż wybieram ludzi na których zawsze mogę liczyć. Za wasze istnienie dziękuje. To mało zdaje sobie z tego sprawę.

A wypad nad jezioro oczywiście odbył się, ale o tym innym razem

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.