Młodość ma swoje prawa

Mój syn ma dzisiaj wychodne. Powinnam być zadowolona. Zorganizować  huczną imprezę, tak jak wtedy  kiedy moi rodzice wychodzili. Starych nie ma chata wolna. A ja cóż, wróciłam z pracy o 16, szybkie zakupy, obiad, żeby syn przed wyjściem zdążył zjeść i wzięłam się ostro za przywrócenie mieszkania do używalności. Odkurzacz, pralka, zmywarka poszły w ruch. Nie jestem pedantką, ale w pewnym momencie bałagan zaczyna mi przeszkadzać. Kiedy nogi zakomunikowały, że już mają dość, wskoczyłam do wanny. Czas na przemyślenia.

Wczoraj syn zapytał czy może spać  w namiocie z kumplami. Zgodziłam się, w końcu w styczniu będzie miał 18 lat. Niedawno martwiłam się, że siedzi w domu i stale gra w gry komputerowe, a teraz kiedy coraz częściej wychodzi martwię się, żeby nic mu się nie stało.

Leżąc  w wannie przypomniała mi się sytuacja (miałam wtedy mniej lat niż mój syn teraz) kiedy postanowiłam wraz z Małgosią i Dorotą, iż  rozbijemy namiot na podwórku i tam będziemy spały. To była wersja oficjalna dla rodziców. Tak zwana ściema. W rzeczywistości postanowiłyśmy, że kiedy  rodzice pójdą już spać, wybierzemy się do Gdańska, na dyskotekę. Zastanawiam się teraz, dlaczego chciałyśmy ich oszukać? Przecież gdybyśmy poprosiły, że chcemy iść na dyskotekę, to pewnie (choć z oporami) zgodziliby się.

Ciuchy na dyskotekę przemyciłyśmy między poduszkami i kołdrami. Zapadł wieczór, wyskoczyłyśmy z dresów. Ponieważ  nasze biusty nie były (jeszcze) zbyt imponujące, a wiadomo, że piersi są atrybutem kobiecości, wypchałyśmy biustonosze  watą. Umalowane, ubrane w najlepsze ciuchy jakie miałyśmy, ruszyłyśmy na podbój chłopaków.

Na Długiej nad kinem Leningrad była dyskoteka gdzie nie sprawdzano wieku. Zresztą z takimi pięknymi biustami i makijażem wyglądałyśmy na osiemnastki. Wtedy dodawałam sobie lat, teraz najchętniej bym sobie ich odjęła. Ot paradoks.

Na dyskotece, niestety nikt  nas nie poderwał. Troszkę zawiedzione nocnym autobusem wracałyśmy na Orunię. Na palcach skradałyśmy się przez całe podwórko. Otwieramy namiot zadowolone, że udało nam się nabrać rodziców, a tu niespodzianka. Nie było poduszki i kołdry Doroty. Co robić? Ja z patyczakiem zostałyśmy do rana w namiocie, pyza poszła do domu. Do popołudnia czekałyśmy na rozwój wypadków.

Cała sprawa oczywiście się wydała. Mama Małgosi, kobieta o wielkim poczuciu humoru obróciła całą sytuację w żart, u mnie skończyło się na małym kazaniu.

Mam nadzieję, że syn spędza dzisiejszą noc pod namiotem, choć mówią nadzieja matką… Mam wolną chatę, piersi mi już urosły, mogłabym zrobić imprezę w domu albo iść na dyskotekę, tylko, że dzisiaj po siedmiogodzinnym staniu w pracy, i sprzątaniu w domu, nogi tak mnie bolą, że nie mam już ochoty na tańce i hulanki.  Teraz przyszła kolej na syna, teraz on się bawi. Młodość ma swoje prawa. Rodzice nie zapominajcie o tym!

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.