Żyć beztrosko

Wiedziałam, że to będzie ciężki dzień, ale nie sądziłam, że aż tak. Udało mi się znaleźć dodatkową pracę, która (teoretycznie) pozwala mi załatać domową dziurę budżetową. Pracuję sześć dni w tygodniu. Większość kobiet tak pracuje i sobie jakoś radzi. Tylko nie ja. Zwłaszcza ostatnio.

Postanowiłam, że przed pracą zawiozę  syna do szkoły. Zegarek oszalał. Odmierzał czas dwa razy szybciej. Krzątaliśmy się jak w ukropie. Ostatnie spojrzenie na syna. Krawat założony byle jak. – Kiedy on tak urósł? – pomyślałam poprawiając mu krawat. Ubrany w garnitur, białą koszulę wyglądał na dorosłego faceta.

Mieliśmy już wyjść, kiedy syn zerknął przez okno i zakrzyknął – Mamo! Nie ma skutera!

Mojej siostrze, kiedy mieszkała na Oruni, dwa razy ukradli auto spod domu. Co chwila słychać o kradzieżach. Znikają auta, motocykle, włamują się do mieszkań. Nam do dnia dzisiejszego nigdy nic podobnego się nie przytrafiło.

Trudno opisać co się wtedy czuje. Może gdybym była bogata, to bolało by mniej. Może. Mojemu dziecku nikt nie dał grosza na skuter, ani ja ani dziadkowie. W ubiegłym roku ciężko na niego zapracował. Jego pierwsza praca. Tak się z niego cieszył.

Pojechaliśmy na policję. Pani policjantka, bardzo miła, skora do rozmów i pocieszania. Dała do zrozumienia, że zgłoszenie zostało przyjęte ale lepiej samemu popytać, poszukać.

Zdenerwowanego syna odwiozłam do szkoły, spóźniona pojechałam do pracy. Mniej godzin, mniejsza pensja.

Wiem, że nie powinno się tak myśleć, ale przez moment zastanawiałam się gdzie jest Bóg? Dlaczego na to pozwala?  Dlaczego spotyka mnie tyle niepowodzeń. Daleko mi do Hioba. Na niego spadało nieszczęście za nieszczęściem a on nie stracił wiary.  Zdaję sobie sprawę, że inni mają gorzej. Ja to wszystko wiem, tylko czasami tak trudno jest mi myśleć pozytywnie.

Założyłam, że dzisiaj będę pracowała do 17. Osiem godzin razy 10zł, dniówka 80 zł. Nie dałam rady. Kiedy dowiedziałam się od syna, że moknąc szuka skutera po Pruszczu, postanowiłam wcześniej wyjść z pracy i jechać do domu.

Po drodze wstąpiłam do mojego „ulubionego” banku, aby wyjaśnić nieprzyjemną dla mnie sprawę. Nigdy więcej żadnych kredytów Eurobanku. Polak mądry po szkodzie. Parę lat zajmie mi zakończenie tej sprawy.

W między czasie zadzwoniłam do Mamy. Abonent nieosiągalny. Próbuje drugi, trzeci, czwarty raz. Bez powodzenia.  W takich momentach myśli się o najgorszym. Pędzę do niej na Orunię. Na szczęście nic się nie stało. Telefon się rozładował.

Dzisiejszy dzień przypłaciłam łzami, bólem głowy. Mam dość pracy, gotowania, sprzątania. Ciągłego myślenia, który rachunek mam opłacić w pierwszej kolejności, a który mogę przeciągnąć.

Chciałabym żyć beztrosko – czy to tak wiele?

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.