Morze

Trzy lata temu ktoś powiedział mi, że gdyby wiedział, że plaża, szum morza tak bardzo mnie uspokajają, to przywoziłby mnie tam co tydzień, a nawet zostawiał na noc. Miał rację. Morze o każdej porze roku wpływa na mnie kojąco.

W sobotni poranek wybrałam się do Sobieszewa. Byłam tam tyle razy, ale za każdym razem odkrywam coś innego. Zaraz po zjechaniu z mostu skręciłam w lewo. Krótki odcinek opustoszałej drogi. Po prawej stronie minęłam piękny drewniany dom, aż w końcu zatrzymałam się na znanym mi parkingu. Nieśpiesznie ruszyłam w kierunku Kamiennej Grobli. Postanowiłam nie wracać nią. Skręciłam w prawo i poprzez wydmy poszłam w kierunku nie znanej mi dotąd plaży. W ten jesienny mglisty poranek plaża była bezludna. Tylko z oddali słychać było odgłosy miasta, splatające się z krzykami mew.

Brnęłam po piasku, przyglądając się kępkom roślin, zastanawiałam się skąd czerpią siłę do życia na tym jałowym słonym piasku. Podziwiałam kawałki drewna o fantastycznych kształtach. Można rzec rzeźby, które wyszły spod ręki nadwornego artysty Neptuna. Pomiędzy nimi bieliły się muszle, niektóre całe ale większość pokruszona. Duże i takie malutkie, różowe, pokarbowane.
– Skoro nie mogę zamieszkać na plaży – pomyślałam – jej namiastkę przyniosę do domu.

Rozmyślałam zbierając patyki i muszelki. Mam taką naturę, że czasami pewne wypowiedziane słowa drążą mnie jak robak jabłko. Nie potrafię o nich zapomnieć. Jakiś czas temu rozmawiałam z Ewą o pracy – poddałaś się, nie szukasz już – powiedziała.

Nie odpowiedziałam, bo cóż miałam na swoją obronę? Zapewne miała rację. Poddałam się. Nie mam siły walczyć o swoje, rozpychać się łokciami. Brać udziału w wyścigu szczurów. Godzę się na nisko płatną pracę, bo dość mam już porażek. Wysyłania CV bez odpowiedzi. Nadziei, że kolejna rozmowa kwalifikacyjna da pozytywny skutek.

Urodziłam się w innych czasach. Kiedy po skończonej szkole wszyscy mieli pracę. Powiem więcej, mieli obowiązek pracować. Ten kto nie chciał piętnowany był jako tzw. niebieski ptak.

Chodząc po plaży, przypomniał mi się pewien epizod z mojego życia. Jakiś czas temu w akcie desperacji dałam ogłoszenie do gazety „Anonse” Nieświadoma podałam mój numer telefonu. Na kilkanaście telefonów tylko jeden był z poważną propozycją pracy przy archiwizacji. Odmówiłam bo nie miałam wiedzy na ten temat. Pozostałe telefony były od panów z propozycją seksu. Ile biorę za godzinę?. Widocznie samcom (inaczej nie można ich nazwać) praca biurowa, kojarzy się z seksem na biurku. Miałam dość. Przestałam odbierać telefony, których nie znałam numeru. Porażka.

Spacer brzegiem morza, a później złotym, pachnącym grzybami lasem, wyciszył mnie, wygasił krążące we mnie niczym prądy negatywne emocje.

Pozytywnie nastawiona wróciłam do domu. Pierwszą moją czynnością było zadzwonienie do mojej pracodawczyni. Niestety nie odebrała. Znowu stoję na rozdrożu, nie wiedząc co czynić. Z jednej strony bardzo potrzebuję pieniędzy aby przeżyć, z drugiej strony mam poczucie bycie osobą wykorzystywaną.

Z każdego wypadu nad morze przywoziłam ze sobą coś z plaży. Z jednej to był piasek . Z innej jakiś konar, powyginany delikatny w dotyku, wypieszczony przez morską wodę, parę muszelek, kępki trawy.

Sobotnie popołudnie spędziłam na urządzaniu na parapecie okna namiastki plaży. Do szklanych wazonów wsypałam piasek z plaży, wsadziłam kępki trawy które jeszcze wczoraj rosły w zupełnie innym miejscu. Mam więc moja prywatną plażę na parapecie.

Patrzę teraz na te kępki trawy. U nasady czerwone, przechodzące w zieleń, rosną w zwykłym piasku. Walczą o każdą kroplę wody, chcą przetrwać, a może nawet rozwijać się.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.