Okulary

Mój blog czasami jest smutny.  Piszę o tym co mi przeszkadza, uwiera, boli. Ot zwykłe życie. Takie jak papier toaletowy – do pupy, szare i zawsze się kończy. Dzisiaj postanowiłam podzielić się tym co sprawiło mi radość trudną do opisania, taką jaką czuje dziewczynka, która w prezencie dostała wielką lalkę. Nie, nie dostałam lalki, lecz okulary. Niezwykłe bo… pierwsze.

Może starzeje się, a może sprawiła to długoletnia praca przy komputerze. Świat na który patrzyłam był zamazany, rozmyty, zamglony. Koszmarem było jeżdżenie autem po zmroku. Były momenty, że wydawało mi się, że jestem ślepa jak kura. Nie widzę nic w oddali.

Jesień jest okrutna, bardzo szybko robi się ciemno. Nie da się wszystkiego załatwić rano, a po zmroku siedzieć bezpiecznie w domu.

Wizytę u optyka odkładałam na później. Nie mając stałej pracy,  nie jestem ubezpieczona, a więc nasze wspaniałe państwo nie zrefunduje mi nowych oczu. To znaczny wydatek w moim domowym budżecie. Zawsze były pilniejsze potrzeby. I tak mijały miesiące. Przyzwyczaiłam się do mojego słabego wzroku, przypominając sobie o nim siedząc za kółkiem po zmroku.

W zeszłym tygodniu wybrałam się z przyjaciółką i synem do Wrzeszcza. Karolowi rozwalił się plecak. To była właśnie jedna z tych pilniejszych potrzeb. Po zakupach Honia zaprosiła nas  na kolację. Było miło i sympatycznie.

Uśmiech znikł z mojej twarzy kiedy zobaczyłam co się dzieje na dworze. Dantejskie ciemności plus tropikalna ulewa. Jechałam wyjątkowo powoli, z sercem na ramieniu. Samochody wyprzedzały mnie wściekle trąbiąc. Na przednią szybę ktoś wylewał wiadra wody, z którą ledwo radziły sobie (niestety stare) wycieraczki.  – Okulary! Muszę je mieć! – pomyślałam. – Tak nie może być, bo jeszcze coś się stanie!

Dotarliśmy szczęśliwie do domu. Szybko zapomniałam o wczorajszym postanowieniu, lecz nie mój anioł. Wiercił, molestował, nagabywał. Był gorszy niż windykator z banku.  Pękłam. Poszłam do optyka.

– Oko lewe, oko prawo, proszę czytać, nie widać? A to? Dobrze….. – z rozpaczą próbowałam odcyfrować rozmazane cyferki, literki. Przypomniało mi się obowiązkowe badanie w podstawówce. Technika poszła do przodu. Komputer wwiercił się w gałki, pomruczał, powarczał, poświecił, aż w końcu wypluł wyrok. Minus jedna dioptria.

Po godzinie odebrałam okulary. Kiedy je założyłam świat stał się ostry jak brzytwa.  Drzewa składały się z tysięcy listków i gałązek. Ptaki miały sterczące pióra, a na niebie ganiały się cudownie wyraziste chmury. Telewizja wysokiej rozdzielczości HD. Wyrzuty sumienia z powodu wydania tylu pieniędzy momentalnie znikły. – Jestem tego warta! – pomyślałam.

Do domu wracałam powoli. Tym razem zakorkowany Gdańsk mnie radował. Jak dziecko unosiłam okulary i wkładałam je ponownie na nos, niesamowicie szczęśliwa z tego co widzę, a co jeszcze godzinę temu było tylko zamglonymi konturami. Facet obok wcale nie drapał się po nosie, a w nim dłubał, konsumując potem zdobycz.

Puenta? Po pierwsze primo Anioły istnieją. Po drugie primo warto wybrać się do lekarza, a po trzecie primo świat jest piękny kiedy patrzy się przez okulary.

Ps. Syn twierdzi, że wyglądam w nich jak stara baba. Trudno. Nikomu nie udało się popsuć mojego nastroju. Taka mała rzecz na nosie a tyle radości.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Okulary

  1. oslun pisze:

    Powiedz synowi, że w okularach wygląda się inteligentnie!

  2. oslun pisze:

    Powiedz synowi, że w okularach wygląda się inteligentnie!

Możliwość komentowania jest wyłączona.