Decyzje

Przy porannej kawie (to mój ulubiony czas rozmyślań) rozmyślałam o dziewczynie z Oruni, z którą miałam przyjemność ostatnio korespondować. Życie każdego człowieka to jedna wielka niewiadoma. Różaniec decyzji. Podejmujemy je na każdym kroku. Czasami wybór jest trafny, niestety częściej trafiamy kulą w płot.

Moje życie to pasmo pomyłek, ale jedna decyzja była słuszna. Myślę o moim synu. Czekałam na niego dziewięć długich lat. W 1985 roku, jako młoda dwudziestoletnia dziewczyna, wyszłam za mąż, Karol urodził się w styczniu 1994 roku.

Bardzo często zastanawiałam się, czy człowiek potrafi kochać miłością bezwarunkową. Partnera życiowego na pewno nie. Kochamy zawsze za coś. Za spojrzenie, dobroć, czułość. Miłością bezwarunkową potrafimy kochać tylko własne dzieci. To im wybaczamy wszystko.

Mój syn nie jest idealnym dzieckiem, jego edukacja pozostawia wiele do życzenia. Bardzo często kłócimy się. Ciężko pracując, mogę przeznaczyć mu niewiele czasu. Mam z tego powodu bardzo często wyrzuty sumienia.

Całkiem niedawno szukając czegoś w dokumentach znalazłam pierwszą otrzymaną od niego laurkę. Był wtedy w klasie zerowej  i nie potrafił jeszcze pisać. Choinka wycięta ze zwykłej białej kartki, do tego wizerunek świętego mikołaja, z drugiej strony życzenia.

Pamiętam jak podeszła wtedy do mnie nauczycielka i powiedziała – Karolowi nie musiałam podpowiadać jakie ma złożyć państwu życzenia, sam wiedział, podyktował co mam napisać.

Popłakałam się wtedy, i pomyślałam – jak dobrze musi mnie znać skoro zna moje marzenia. Zostawiłam tą kartkę na pamiątkę.

Całkiem niedawno rozmawiałam o synu z bratową. To bardzo mądra kobieta. Zdradziła mi pewną rozmowę, którą miała z Karolem, gdy miał dziewięć lat.
– Z czym kojarzy ci się mama? – spytała go bratowa.
– Z pracą – odpowiedział, i dodał po chwili – stale pracuje.

Bardzo długo myślałam o tym. Staram się (nieudolnie?) poświęcić mu jak najwięcej czasu. Pogodzić swoją pasję robienia zdjęć, pisania bloga, z pracą, i obowiązkami związanymi z domem.

Pewnego dnia, wybraliśmy się na zakupy, a później do KFC. Uwielbiam te chwile, kiedy odkładam kłopoty na dalszy plan, wręcz zapominam o nich, spędzając z synem chociaż krótkie chwile.

Jechaliśmy samochodem, i w końcu odważyłam się zadać nurtujące mnie od rozmowy z bratową pytanie:
– Karol z czym ci się kojarzę? – Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, milczał, chyba zastanawiał się co ma odpowiedzieć. Zerkałam na niego niecierpliwie, nie chciałam ponaglać.
– Kojarzysz mi się z dobrocią –  w końcu odezwał się – i z tym, że zawsze o mnie dbasz.

Odetchnęłam z ulgą. Mój syn nie jest komplemenciarzem. Ma specyficzne poczucie humoru. Już dawno porzucił pomysł ożenku z własną matką. W stosunku do mojej osoby jest bardzo krytyczny. Nigdy nie podobało mu się w co się ubieram, jak obcięłam włosy, na jaki kolor je pofarbowałam. Zawsze poprzedni był ładniejszy od nowego.

Podczas wspólnych obiadów, opowiadamy sobie co wydarzyło się nam dzisiaj. Wczoraj opowiedziałam mu o humorach starszej pani.
– I co ty na to – zapytał gdy skończyłam.
– Wiesz, w nosie mam cudze humory!
– No nareszcie zmądrzałaś – uśmiechnął się.

A teraz,  kiedy jest już prawie dorosły, chciałabym, żeby udało mu się robić w życiu to co lubi. Nie musi studiować, stać się lekarzem, ani adwokatem. Ufam, że wychowałam go na dobrego i mądrego człowieka. Niech będzie zawsze moim synkiem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.