Czyż nie lepiej być gnojem?

Rzuciłam pracę.  Po prostu wzięłam torebkę  i wyszłam. Gdybym dopuściła do głosu  rozum, pewnie bym tak nie postąpiła, lecz jak zwykle zdecydowało serce. Ono zawsze zwycięża. Kryzys wkoło szaleje, a ja rzucam pracę. Witaj pusta lodówko, i smażony czerstwy chlebie.

W życiu godziłam się na zbyt wiele, chowałam głowę w piasek. Nie będę po raz kolejny wchodzić komuś w, za przeproszeniem, dupę. Jestem zmęczona. Mówię dość! Czy biedny  ma więcej godności od bogatego?

Trzy miesiące temu przeczytałam w sieci ogłoszenie: „Potrzebna pani do sprzątania domu”. Umówiłam się na spotkanie. Przepiękny duży dom. Podzielony na dwie części. Większa połowa zamieszkana przez pracodawczynię, druga (mniejsza) przez jej matkę – starszą panią.

Warunki pracy określone precyzyjnie: sprzątanie z prasowaniem, ale bez prania, trzy razy w tygodniu, po siedem godzin dziennie. Dziesięć złotych za godzinę sprzątania, trzynaście za  prasowanie. Dwieście trzydzieści złotych tygodniowo. Płatne w piątki.

Polubiłam starszą panią. Wydawała mi się bardzo samotna, spragniona towarzystwa, rozmów. Szybko zaczęłam traktować ją trochę jak własną mamę. Kiedy sprzątałam, zachodziła do mnie aby  porozmawiać. Nie raz widziałam w oczach łzy, a i bywało, że ona widziała moje.

Co piątek wypłacała mi pensje. Przez pierwszy miesiąc było to więcej niż ustaliliśmy, bo aż dwieście pięćdziesiąt. Postanowiłam robić więcej niż było ustalone. Zaczęłam prać.  Kiedy starsza pani źle się poczuła, zrobiłam jej zakupy.

Niestety szybko przekonałam się o słuszności przysłowia „dasz palec, zechce rękę”.

Przyszła jesień i zaczęły się prace w ogrodzie, z którymi starsza pani nie była w stanie sobie poradzić. Pomagałam, nie potrafiłam odmówić.

Ponad miesiąc temu, ku memu zaskoczeniu, starsza pani zaczęła za każdym razem pytać mnie ile ma mi zapłacić. Nie znała moich ustaleń z córka. Dostawałam coraz mniej, a obowiązków przybywało. Podobno córka zostawiała mniej. Gdy dawała mi te moje ciężko zarobione pieniądze,  na jej twarzy malowało się zażenowanie.

Cztery długie tygodnie zbierałam się aby porozmawiać z pracodawczynią. Czara goryczy przelała się gdy po cholernie ciężkim tygodniu, a zwłaszcza piątku, który spędziłam harując w ogrodzie, pieląc i taskając ciężkie worki z ziemią, dostałam dwieście dwadzieścia złotych. Nie zostało w ogóle uwzględnione parę godzin prasowania, a to koszmarne zajęcie. Małe pomieszczenie bez wentylacji plus gorące żelazko. Pot ścieka po tyłku.

Dzwoniłam w piątek. Bez powodzenia. Próbowałam parę razy w sobotę. W końcu udało mi się w niedzielny poranek. Tak na marginesie,  to dziwne, widziała na wyświetlaczu mój numer. Nie oddzwoniła.

Rzeczowo przedstawiłam sytuację. Powiedziałam, że początkowo wypłacała mi o dwadzieścia złotych więcej, więc prałam, pracowałam w ogrodzie, zdarzało się też robić za taksówkę.

Tłumaczyłam, że polubiłam starszą panią, i z tego powodu spełniałam jej prośby, mimo że nie leżało to w zakresie moich obowiązków. Nie dostawałam zwrotu za benzynę. Dla nich być może to kwoty pomijalne, ale w moim skromnym budżecie to „wypalone” dwadzieścia złotych stanowi poważną pozycję.

– Dobrze, że Pani dzwoni, bo to ze mną się pani umawiała – powiedziała. – Będę pani wypłacała tygodniowo po 250 złotych, tak jak było na samym początku, a jeśli mama będzie potrzebowała gdzieś podjechać, to dodatkowo będzie płacić pani za paliwo.

Ucieszyłam się. Pierwszy raz podjęłam się sprzątania domu. To nie była wymarzona praca, ale dawała namiastkę stabilizacji finansowej. Pozwalała przeżyć. Byłam też zadowolona z siebie z innego powodu. Po raz pierwszy potrafiłam spokojnie przedstawić swoje argumenty, walczyć o swoje.

Czy byli zadowoleni z mojej pracy? Nieskromnie napiszę, że tak. Tylko dwa razy zwrócili mi uwagę. Raz, że na podłodze pod schodami leżała zapomniana piłeczka pingpongowa, innym razem odkurzacz nie ściągnął dokładnie włosów z dywanu.

Przestałam odkurzać ssawką, szorowałam dywan gołą rurą. Na czworakach, milimetr po milimetrze. Siedem godzin pracy, bez przerwy śniadaniowej, ani na kawę. Nikt mnie nie pilnował. Sama narzuciłam sobie takie mordercze tempo. Chciałam żeby byli zadowoleni.

Moja radość była przedwczesna.

W minioną środę starsza pani, bez słowa wpuściła mnie, siadła przy stole, kontynuując przerwaną lekturę. Poczułam się jak powietrze. Po chwili łaskawie podniosła oczy.
– Oni jeszcze śpią – skrzywiła się. – Nie może pani tam wejść.

Wcześniej zawsze z uśmiechem zapraszała mnie do środka, proponowała, żebym usiadła, napiła się kawy. Zatkało mnie. Stałam jak słup soli.
– Więc może posprzątam u pani? – wydukałam po chwili.
– Niech pani robi co się pani podoba – odparowała nadąsana niczym księżniczka na ziarnku grochu.   Spytałam czy coś się stało, czy sprawiłam jej czymś przykrość. Dwie bite godziny nakłaniałam ją do rozmowy. Bez rezultatu. Starsza pani obraziła się na mnie.

Nic nie zapowiadało dzisiejszej burzy. Jak zwykle o dziewiątej pojawiam się przed furtką. Dziwne! Jest  uchylona. Dzwonie do starszej pani, raz, drugi, trzeci, nikt nie otwiera. Dzwonie do drzwi  pracodawczyni. To samo. Jest zimno, marznę, nie wiem co robić. Może starsza pani zasłabła? Poszła do lekarza? Dzwonie na komórkę córki. Nie odbiera. Pozostawiam wiadomość.

Po chwili nadchodzi starsza pani.
– Dlaczego pani nie zadzwoniła do drzwi, tylko telefonuje do córki? – pyta niezbyt miło.

Zbita z pantałyku, tłumaczę, że furtka była otwarta, a do drzwi dzwoniłam trzy razy.
Starsza pani otwiera mi mieszkanie dzieci, i nagle wypuszcza torpedę:
– Ja nie wiem o co pani chodzi pani Grażyno, pani chce mnie poróżnić z córką, pani chce nas skłócić, a może pani chce zamieszkać w tym domu?

Trafiona zatopiona. Konsternacja. Chaos w głowię. Milczę. Powtarza cios. Bez słowa zaczynam ubierać się z powrotem. Biorę torebkę, i stojąc w drzwiach mówię:
– Przepraszam ale ja nie będę pracować u ludzi którzy tak mnie osądzają.

Roztrzęsiona wracam domu, płacząc po drodze.

Jaki popełniłam błąd? Dlaczego tak odpłaciła się  za moją dobroć i empatię? A może moim błędem było upomnienie się o swoje?

Przepłakałam cały dzień. Po raz kolejny dostałam od życia kopniak w tyłek. Dochodzę do wniosku, że nie warto być dobrym, troskliwym, nie warto bezinteresownie pomagać innym.  Czyż nie lepiej być gnojem?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Czyż nie lepiej być gnojem?

  1. Lola pisze:

    Smutne to, ale ma Pani nauczkę. Też sprzątam i wiem, że nie wolno absolutnie za bardzo się podkładać, bo szef to wykorzysta i jeszcze zrobi to tak, że po czasie dopiero zauważy Pani jak się Pani dała wrobić… Trzeba robić tylko to, czego wymagali na początku, znać swoje obowiązki, a za każdy nowy obowiązek żądać więcej. Do sprzątania szukają kobiet, które są już po tzw. „wieku rozrodczym” – jeśli mieszka się w dość dużej miejscowości jest więcej ofert do wyboru…

    http://lolacz.blogspot.com/2011/10/dlaczego-nienawidze-szukac-pracy-w.html

  2. Lola pisze:

    Smutne to, ale ma Pani nauczkę. Też sprzątam i wiem, że nie wolno absolutnie za bardzo się podkładać, bo szef to wykorzysta i jeszcze zrobi to tak, że po czasie dopiero zauważy Pani jak się Pani dała wrobić… Trzeba robić tylko to, czego wymagali na początku, znać swoje obowiązki, a za każdy nowy obowiązek żądać więcej. Do sprzątania szukają kobiet, które są już po tzw. „wieku rozrodczym” – jeśli mieszka się w dość dużej miejscowości jest więcej ofert do wyboru…

    http://lolacz.blogspot.com/2011/10/dlaczego-nienawidze-szukac-pracy-w.html

  3. Ohra pisze:

    Witam
    Bardzo dobrze Pani zrobiła , wiele razy byłem w Pani sytuacji ale nigdy nie potrafiłem podnieść głowy i patrząc prosto w oczy powiedzieć co o tym myślę.
    Mam nadzieje że znajdzie Pani szybko nową pracę i tego Pani życzę z całego serca.
    P.S.
    Jestem z Pani dumny:-)

    • Lukrecja pisze:

      A z czego tu być dumnym? Z decyzji podjętej pod wpływem emocji? Dumą nie nakarmi się syna i nie zapłaci się rachunków. Wystarczyło powiedzieć, że nie życzy się być tak traktowanym, a nie od razu rzucać pracę..

      • Ohra pisze:

        W tym miejscu nie było już szansy na normalną pracę.
        Pewnie dochodziło by do coraz częstrzych sytuacji w których Pani Graszka czuła by się paskudnie.

  4. Ohra pisze:

    Witam
    Bardzo dobrze Pani zrobiła , wiele razy byłem w Pani sytuacji ale nigdy nie potrafiłem podnieść głowy i patrząc prosto w oczy powiedzieć co o tym myślę.
    Mam nadzieje że znajdzie Pani szybko nową pracę i tego Pani życzę z całego serca.
    P.S.
    Jestem z Pani dumny:-)

    • Lukrecja pisze:

      A z czego tu być dumnym? Z decyzji podjętej pod wpływem emocji? Dumą nie nakarmi się syna i nie zapłaci się rachunków. Wystarczyło powiedzieć, że nie życzy się być tak traktowanym, a nie od razu rzucać pracę..

      • Ohra pisze:

        W tym miejscu nie było już szansy na normalną pracę.
        Pewnie dochodziło by do coraz częstrzych sytuacji w których Pani Graszka czuła by się paskudnie.

  5. eulalia pisze:

    Poprostu gównozjady jeszcze na odchodnym bym powiedziała co myślę ale w zasadzie nie ma co zniżać się do poziomu gównozjadów.Pozdrawiam.

  6. eulalia pisze:

    Poprostu gównozjady jeszcze na odchodnym bym powiedziała co myślę ale w zasadzie nie ma co zniżać się do poziomu gównozjadów.Pozdrawiam.

Możliwość komentowania jest wyłączona.