Przed siebie

Lipcowy dzień dobiegał końca. Zadzwonił kiedy leżała już w łóżku, czytając książkę ulubionego autora.
– Pakuj się, jutro jedziemy.
– Ale dokąd? – spytała zaskoczona.
– Przed siebie. Jutro zobaczysz. Będę u ciebie rano.

Lubiła to jego stwierdzenie „przed siebie”, zresztą czy to ważne gdzie, ważne, że z nim.

Ranek przywitał ją pięknym słońcem.
– Spakowana? – zadzwonił po siódmej. – Będę u ciebie za 30 minut. Wracamy jutro więc zabierz parę rzeczy.

Wyskoczyła szybko z łóżka, i jak zwykle na bosaka pobiegła do kuchni zaparzyć kawę. To był jej narkotyk. Wystarczył jeden łyk, i czuła, że się budzi. Miała bardzo mało czasu. W pośpiechu pakowała rzeczy do małego plecaka. Nie zrobiła tego wczoraj. Szczoteczka do zębów, bielizna, krótkie i długie spodnie, dwa podkoszulki. Wrzucała jak leci.

Zerknęła na zegarek. Jeszcze kwadrans. Spojrzała w lustro. Bez makijażu, z podkrążonymi oczami, wyglądała staro. Zrozpaczona odkryła parę nowych zmarszczek. Tylko bursztynowe duże oczy błyszczały jak dawniej, gdy była podlotkiem.
– Jesteś dziewczyną o bursztynowych oczach – powiedział kiedy spotkali się po raz pierwszy. I tak już zostało. Zabrała się za makijaż.

Uśmiechnęła się do swoich myśli. Ostatnie spojrzenie czy zabrała wszystko, a zwłaszcza aparat fotograficzny. Nie rozstawała się z nim, uwielbiała robić zdjęcia. Zerknęła w okno. Jego czerwony renault stał już pod blokiem. Punktualny jak zwykle. Kiedy otwierała drzwi auta, delikatnie uśmiechał się. Mało się uśmiechał, przeważnie był poważny, częstokroć zamyślony.

Ruszyli przed siebie.

Mknęli przez wioski i miasta bez pośpiechu. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Czasami milczeli. Od czasu do czasu zerkała na niego ukradkiem. Auto prowadził pewnie i bezpiecznie. Nie gnał, nie lubił się ścigać. Zżymał się na piratów drogowych.

– Powiesz gdzie jedziemy? – zapytała.
– Bądź cierpliwa zobaczysz – pogłaskał jej dłoń i uśmiechnął się enigmatycznie.

Zatrzymali się na parkingu leśnym. Słońce migotało w gałęziach starych lip, wiatr liście pieścił i szeleścił. Powietrze pod drzewami było chłodne, pocięte promieniami słońca przesianego przez korony drzew, pachniało leśną ściółką. Bez pośpiechu zjedli śniadanie, wypili kawę i ruszyli w dalszą podróż w nieznane. Dla niej, bo on znał cel.

Przez okno podziwiała widoki. Ziemia pofalowała się. Mijali liczne srebrzące się w słońcu jeziora. Białe żagle w oddali. Pola z żółknącym już powoli zbożem. Pasące się na łąkach krowy. Siedliska skryte w kępach zieleni. Zupełnie nie znała tych terenów.

Popołudnie. Mimo upalnego dnia i długiej trasy nie czuła zmęczenia.
– Jesteśmy dziesięć kilometrów od Stańczyk – powiedział w pewnej chwili.
Spojrzała na niego zaskoczona. Nie wiedziała co powiedzieć.
– Przecież obiecałem, że cię tu kiedyś przywiozę.

Do oczu napłynęły jej łzy. Przypomniała sobie tamten zimny dzień w lutym. Siedzieli u niej w domu popijając herbatę. Za oknem zamieć. Opowiedziała mu o Stańczykach. Dawno temu zobaczyła je na zdjęciach, ktoś inny, o kim chciała zapomnieć, obiecał, że pojadą tam. Nigdy nie pojechali.

– Pojedziemy tam razem – powiedział wtedy. Bogiem a prawdą nie wierzyła mu. Tyle osób coś jej obiecywało, dawało nadzieję. Nigdy nie dotrzymywali słowa.

Tego widoku nigdy nie zapomni. Ponad polami zielonej kukurydzy i żółtego zboża, zobaczyła wyłaniające się zza drzew, dwa bliźniacze majestatyczne kolejowe mosty. Bieliły się w popołudniowym słońcu, mocno odcinając się na tle niebieskiego nieba upstrzonego kłębkami waty.

Poczuła trudne do określenia wzruszenie. Spełnił obietnicę. Na własne oczy mogła zobaczyć Akwedukty Puszczy Romnickiej. Bardzo jej na tym zależało, bo pasjonowały ją mosty kolejowe, a te dwa były wyjątkowe.

Wysiadła z samochodu, stąpając jak po ziemi świętej, prawie biegła po drewnianych krętych schodach na samą górę. Chciała jak najszybciej znaleźć się na koronie mostów. Spacerowała wzdłuż ażurowych barierek patrząc na krajobraz Mazur Garbatych. Robiła zdjęcia. Jego czerwony samochód wydawał się taki mały w dole. Ludzie wyglądali jak mrówki.

Te wszystkie niezapomniane chwile zawdzięczała jemu.

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Z szuflady dojrzałej kobiety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Przed siebie

  1. To znowu ja ... pisze:

    To dziwne, mam wrażenie, że zamierzasz dopisać ciąg dalszy „Dziewczyny o bursztynowych oczach”… Cieszę się, choć mówiłaś, że tego nie zrobisz. Pisz Grażyna. Jesteś w tym niezła !

  2. To znowu ja ... pisze:

    To dziwne, mam wrażenie, że zamierzasz dopisać ciąg dalszy „Dziewczyny o bursztynowych oczach”… Cieszę się, choć mówiłaś, że tego nie zrobisz. Pisz Grażyna. Jesteś w tym niezła !

  3. graszka pisze:

    Doskonale mnie znasz, mój przyjacielu z Warszawy. Jesteś jedyną osobą, która przeczytała moje zmagania pisarskie o Dziewczynie o bursztynowych oczach, i raczej już tak zostanie. Dziękuje.

  4. graszka pisze:

    Doskonale mnie znasz, mój przyjacielu z Warszawy. Jesteś jedyną osobą, która przeczytała moje zmagania pisarskie o Dziewczynie o bursztynowych oczach, i raczej już tak zostanie. Dziękuje.

  5. Kuba pisze:

    Czytam od dzisiaj. Będę tu zaglądał już zawsze. Jesteś świetna!

  6. Kuba pisze:

    Czytam od dzisiaj. Będę tu zaglądał już zawsze. Jesteś świetna!

  7. eulalia pisze:

    Muszę przyznać że coraz bardziej mi się podoba.

  8. eulalia pisze:

    Muszę przyznać że coraz bardziej mi się podoba.

Możliwość komentowania jest wyłączona.