Panem et circenses!

Przede mną na stole leży bilet wstępu na SmackDown World Tour – Ergo Arena, 11 listopada 2011, wejście D rząd 3 miejsce 10, cena 110zł. Szczerze mówiąc o istnieniu takowych igrzysk nie miałam zielonego pojęcia, aż do piątkowego popołudnia.

Na to wielkie show, tak uwielbiane przez Amerykanów, zaprosiła mnie moja przyjaciółka Honorata, nazywana przeze mnie Honią. Podczas rozmowy telefonicznej, wytłumaczyła mi o co w tym wszystkich chodzi. Poszłam z ciekawości.

Mimo mojej kiepskiej orientacji przestrzennej trafiłyśmy bez pudła. Jechałyśmy, a raczej posuwałyśmy się w korku, w tym samym kierunku co wszyscy. Naszym celem była wielka, przeszklona hala sportowa zwana Ergo Areną.

Hala położona jest na niewielkim wzniesieniu. Tego wieczora wyglądała z daleka jak wielki, rozświetlony statek UFO połykający (Przybywamy w pokoju!) aborygenów. Otaczające ją parkingi były wypełnione do ostatniego miejsca. Nie chciałam ryzykować, skręciłyśmy w boczną ulicę osiedlową, i tam pozostawiłyśmy auto. Tłum ludzi zmierzał na stadion.

Dzięki obsłudze udało się nam znaleźć wyznaczone miejsca. Blisko przejścia zawodników na scenę. 15 tysięcy ludzi wrzeszczało, klaskało, mlaskało, szurało nogami, i wydawało różne inne dźwięki, które zlewały się w przeraźliwą kakofonię. Siedziałam sparaliżowana. Boję się tłumów.

Przypomniały mi się córki mojej koleżanki, które mocno ucierpiały podczas koncertu Golden Life w hali stoczni w 1994 roku. Chcąc odgonić złe myśli, zwróciłam uwagę na szczupłego fotoreportera, jak się później okazało z Dziennika Bałtyckiego. Na szyi miał przewieszone dwa aparaty. Właściwie to te aparaty bardziej mnie interesowały aniżeli ten paparazzi.

Punktualnie o 20 w świetle jupiterów pojawiła się szczupła amerykanka w połyskującej srebrnej sukience, tak krótkiej, że siedzącym obok panom oczy rozjarzyły się jak kotu na widok waleriany. Za nią szli bohaterowie spektaklu – gladiatorzy 21 wieku.

Chłopcy malowani. Wysocy, dobrze zbudowani, opaleni. Żeńska część widowni wydała z siebie zbiorowe westchnięcie, męska stłumiła w sobie jęk zazdrości. Choć pewnie znalazłoby się parę panów, którzy zamiast zgrzytać zębami z zazdrości, wzdychało, zwłaszcza na widok gladiatorskich pośladków.

A było na co patrzeć! Cały ich strój stanowiły obcisłe slipki z połyskującymi haftami na pupach. Wzory kaszubskie to na pewno nie były. Zerkałam to na fotoreportera to na zawodników. Zastanawiałam się ile nastrzelał zdjęć,a ile będzie nadawało się do opublikowania. Biedaczysko nabiegał się w te i wewte uwieczniając każdego osiłka.

A walka? No cóż, po prostu dobrze wyreżyserowane przedstawienie. Zawodnicy, jak bojowe mróweczki skakali na siebie, podrzucali się, przerzucali, walili sobą o glebę, wydając buńczuczne okrzyki. Nie podzielałam euforii widzów, którzy albo wydawali okrzyk „uuuuuuuu!” pokazując kciukiem w dół, albo bili brawo gdy kończyła się kolejna runda.

Sala wprost oszalała, kiedy jeden z zawodników, schodząc po zwycięskiej walce, wziął od jednego z widzów polską flagę, unosząc ja do góry. Mało brakowało a sala zaśpiewałaby jak wojowie przed bitwą pod Grunwaldem „Bogurodzicę dziewicę”, choć pewnie byłby problem ze znajomością słów, łatwiej by było „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”.

Nastała przerwa. Odetchnęłam z ulgą. Wyruszyłyśmy na poszukiwanie przede wszystkim toalety, a później czegoś do zjedzenia. W holu, tłok. Głównie mężczyźni. Szłam za Honią, i śmiać mi się chciało widząc jak samce ślinią się na jej widok, rozbierając ją wzrokiem.

Fakt faktem, Honia jest atrakcyjną kobietą. Wysoka, szczupła dziewczyna o brązowych włosach do pasa. W czarnych wąskich spodniach, białej bluzce ze sporym dekoltem i wysokich szpilkach wyglądała bardzo atrakcyjnie.
– Wiesz chyba muszę z Tobą częściej wychodzić – szepnęłam jej do ucha.

Wróciłyśmy na miejsca. Chyba obie miałyśmy już dość tego sztucznego widowiska. Honia rzuciła coś kurczakach w KFC. Spojrzałyśmy na siebie, i bez słowa wstałyśmy i wyszłyśmy.

Na zewnątrz było zimno, wręcz lodowato. To zapowiedź tego co nas czeka w najbliższych miesiącach. Zza morenowych wzgórz napływała mokra lepiąca się do wszystkiego wata. Zadrżałam i mocniej otuliłam się kurtką.

Siedział na ławce pomiędzy blokami. Zgarbiony, zziębnięty. Wiek trudny do określenia, mógł mieć 40, a może i 60 lat. Posklejane włosy i zmierzwiona broda. Przed ławką stary, pordzewiały dziecięcy wózek zapakowany kartonami, i zgniecionymi puszkami. Nie zaczepił nas, o nic nie poprosił, siedział i czekał, aż skończą się igrzyska, żeby móc pozbierać aluminiowe puszki po piwie, i mieć na chleb.

– Jakbym tego człowieka spotkała kupując bilety, to wolałabym mu dać te 220 zł – powiedziała Honia. Doskonale ją znam. Wiem, że na pewno by tak zrobiła. Nie raz wyciągała mnie z opresji robiąc mi chociażby zakupy, gdy miałam do jedzenia tylko smażony czerstwy chleb.

Zdania są podzielone na temat bezdomnych. Jedni gardzą nimi, wyzywając od pijaków, nierobów, inni litują się. Jestem coraz bardziej świadoma, tego, iż bardzo szybko można do nich dołączyć. Wystarczy stracić pracę.

Dzisiaj rano próbowałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego sportu, przeglądałam strony internetowe, czytałam o zawodnikach. Wrestling jest niebezpiecznym rozrywkowym show, żyjącym ze swojej widowiskowości i brutalności, którą gwarantują zawodnicy często przyjmujący środki przeciwbólowe i sterydy (dla uśmierzenia bólu, zwiększenia muskulatury oraz siły np. przy podnoszeniach).

Często zdarzają się poważne urazy ciała, np. głowy lub kręgosłupa. Nie obywa się bez wypadków śmiertelnych. Zawodnicy po zakończeniu kariery zmagają się z problemami finansowymi, zdrowotnymi i osobistymi, co jest wynikiem prowadzonego stylu życia. Niektórzy z nich kończą karierę na wózku inwalidzkim.

O gustach się nie dyskutuje. Byłam, widziałam, teraz wiem, że nie dla mnie takie igrzyska. Nasz świat stałby się lepszy, gdyby ludzie zamiast wywalać forsę na takie rozrywki, pomagali tym którym nie mają na chleb.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Panem et circenses!

  1. To znowu ja ... pisze:

    To są niestety problemy sportowców większości dyscyplin. Zaryzykowałbym twierdzenie, że każda dyscyplina sportu jeśli jest uprawiana w sposób wyczynowy – niesie ze sobą duże ryzyko kalectwa lub śmierci. Idąc dalej tym tropem, uważam, że pewne „dyscypliny sportu” nigdy nie powinny były zostać dyscyplinami olimpijskimi, a wręcz powinny zostać oficjalnie zakazane. Bo skoro sankcjonujemy boks lub kikboksing jako dyscypliny sportowe, to dopuśćmy także dyscypliny drużynowe takie jak kibicowskie ustawki na kije bejsbolowe i łańcuchy lub uliczne zadymy przy wykorzystaniu rac i kostki brukowej. SPORT TO ZDROWIE !!!

  2. To znowu ja ... pisze:

    To są niestety problemy sportowców większości dyscyplin. Zaryzykowałbym twierdzenie, że każda dyscyplina sportu jeśli jest uprawiana w sposób wyczynowy – niesie ze sobą duże ryzyko kalectwa lub śmierci. Idąc dalej tym tropem, uważam, że pewne „dyscypliny sportu” nigdy nie powinny były zostać dyscyplinami olimpijskimi, a wręcz powinny zostać oficjalnie zakazane. Bo skoro sankcjonujemy boks lub kikboksing jako dyscypliny sportowe, to dopuśćmy także dyscypliny drużynowe takie jak kibicowskie ustawki na kije bejsbolowe i łańcuchy lub uliczne zadymy przy wykorzystaniu rac i kostki brukowej. SPORT TO ZDROWIE !!!

  3. St. Dreptak pisze:

    To by było całkiem interesujące. Można by stworzyć np. różne kategorie czy style. Np. kategoria masowa i styl wolny, z dopuszczeniem maczet i siekier i po minimum 100 osób w każdej drużynie. Kategoria standard w stylu klasycznym, po 20 0sób i wyposażonych w orczyki i kłonice. Kategoria mini, czyli bijatyka drużyn po 5 osób, z zawiniętymi rękawami, w kaskach, z gołymi piąchami, rozebrani do pasa i po dwa kamienie w garściach. A na finał nie dwie drużyny tylko trzy i wszyscy przeciw wszystkim, w stylu wolnym. Wygrywa ten kto zostanie na nogach, albo się rusza. Sędzia przybywa po walce, monitorowanej z helikoptera tvn. Punktacja przez tvp1, na podst. oględzin rozczłonkowanych fragmentów uczestników. 😀

  4. St. Dreptak pisze:

    To by było całkiem interesujące. Można by stworzyć np. różne kategorie czy style. Np. kategoria masowa i styl wolny, z dopuszczeniem maczet i siekier i po minimum 100 osób w każdej drużynie. Kategoria standard w stylu klasycznym, po 20 0sób i wyposażonych w orczyki i kłonice. Kategoria mini, czyli bijatyka drużyn po 5 osób, z zawiniętymi rękawami, w kaskach, z gołymi piąchami, rozebrani do pasa i po dwa kamienie w garściach. A na finał nie dwie drużyny tylko trzy i wszyscy przeciw wszystkim, w stylu wolnym. Wygrywa ten kto zostanie na nogach, albo się rusza. Sędzia przybywa po walce, monitorowanej z helikoptera tvn. Punktacja przez tvp1, na podst. oględzin rozczłonkowanych fragmentów uczestników. 😀

  5. Tetryk56 pisze:

    W historii starożytnych greckich olimpiad zdarzyło się raz tak, że wieniec przypadł martwemu zawodnikowi…
    W konkurencji walki na pięści dwóch zawodników okazało się być nierozstrzygalnie dobrymi: kolejne walki kończyły się remisem, obaj byli świetni w sztuce blokowania ciosów przeciwnika. Wreszcie postanowiono rzecz rozstrzygnąć dogrywką: zawodnicy mieli zadawać sobie kolejno po jednym ciosie, bez stosowania bloków i uników. To powinno wykazać, kto jest odporniejszy na ciosy.
    Już w pierwszej wymianie zawodnik z Azji Mniejszej zadziałał niestandardowo: zamiast zacisnąć pięść, uderzył wyprostowaną, płaską dłonią, wbił ją między żebra przeciwnika i wyrwał mu serce.
    Za nieczyste zagranie został zdyskwalifikowany i stracony, ale zwycięzcy życia to nie przywróciło.

  6. Tetryk56 pisze:

    W historii starożytnych greckich olimpiad zdarzyło się raz tak, że wieniec przypadł martwemu zawodnikowi…
    W konkurencji walki na pięści dwóch zawodników okazało się być nierozstrzygalnie dobrymi: kolejne walki kończyły się remisem, obaj byli świetni w sztuce blokowania ciosów przeciwnika. Wreszcie postanowiono rzecz rozstrzygnąć dogrywką: zawodnicy mieli zadawać sobie kolejno po jednym ciosie, bez stosowania bloków i uników. To powinno wykazać, kto jest odporniejszy na ciosy.
    Już w pierwszej wymianie zawodnik z Azji Mniejszej zadziałał niestandardowo: zamiast zacisnąć pięść, uderzył wyprostowaną, płaską dłonią, wbił ją między żebra przeciwnika i wyrwał mu serce.
    Za nieczyste zagranie został zdyskwalifikowany i stracony, ale zwycięzcy życia to nie przywróciło.

  7. St. Dreptak pisze:

    Kurcze, Tetryku – gorsza masakra niż w mojej wizji! 😯

  8. St. Dreptak pisze:

    Kurcze, Tetryku – gorsza masakra niż w mojej wizji! 😯

  9. majka pisze:

    Graszko,
    jak historia pokazuje, facet z nadmiarem testosteronu zawsze potrzebował w walce pozbyć się go . Są faceci często tylko kibicami, wykorzystywali kiedyś do widowisk gladiatorów-niewolników, a teraz współcześnie są to ochotnicy( ?:), lecz to oni płacą za widowisko swoim zdrowiem, ale to ich wybór.

    Na arenie w Rzymie oni wyboru nie mieli :
    http://www.youtube.com/watch?v=WuxfVoyu3I8&feature=related

    Byłaś, widziałaś ‚mięśniaków’, i stwierdziłaś – ” a fe „,
    ja też w takich sportach nie gustuję, bo babą jestem;
    ale nie kontruję na męża kibicowanie jak po mordach boksują -:(
    On sobie pokrzyczy do ekranu, albo na boisku, a ja spokojnie poczytam, co lubię :)))
    Miej się dobrze

  10. majka pisze:

    Graszko,
    jak historia pokazuje, facet z nadmiarem testosteronu zawsze potrzebował w walce pozbyć się go . Są faceci często tylko kibicami, wykorzystywali kiedyś do widowisk gladiatorów-niewolników, a teraz współcześnie są to ochotnicy( ?:), lecz to oni płacą za widowisko swoim zdrowiem, ale to ich wybór.

    Na arenie w Rzymie oni wyboru nie mieli :
    http://www.youtube.com/watch?v=WuxfVoyu3I8&feature=related

    Byłaś, widziałaś ‚mięśniaków’, i stwierdziłaś – ” a fe „,
    ja też w takich sportach nie gustuję, bo babą jestem;
    ale nie kontruję na męża kibicowanie jak po mordach boksują -:(
    On sobie pokrzyczy do ekranu, albo na boisku, a ja spokojnie poczytam, co lubię :)))
    Miej się dobrze

Możliwość komentowania jest wyłączona.