Ananas

W niedziele obudziłam się wcześnie. Za oknem tłukł się wiatr, obijał o bloki, szarpał bezlistnymi drzewami, torebką z biedronki grał w piłkę. Nieboskłon ciężki od wody, przygniatający, późno listopadowy.

Nie jestem meteoropatką. Lubię wiatr i deszcz. Ubrałam się cieplej i pośpiesznie wyszłam z domu. Wiatr bawił się we fryzjera próbując ułożyć mi nową fryzurę. Sunęłam jak żółw ociężale. Wczoraj spędziłam mordercze dwanaście godzin w pracy. Czułam to w kościach.

Mój anioł przywitał mnie w drzwiach swojego mieszkania. Przytulił, pomógł zdjąć kurtkę, zaprosił do kuchni. Poczułam zapach dopiero co zaparzonej kawy. Na przykrytym szarym obrusem stole, leżały dwa zwykłe białe talerzyki. Na jednym z nich mój ulubiony twaróg. Na dwóch większych talerzach pokrojone wędliny, ser żółty, pomidory i ogórki. Koszyczek z razowym pieczywem. A w rogu stołu niespodzianka – duży ananas!
– Ananas dla Ciebie, za wczorajszą ciężką pracę – powiedział. Smak tego owocu, poznałam w tym roku. Uwielbiałam jego słodycz.

Wczorajszy dzień był moim drugim dniem w pracy. Dzwoniąc pod podany w ogłoszeniu numer telefonu, nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to aż tak ciężka praca. Polega ona na sprzątaniu nowo wybudowanych budynków. Mieszkania są w tzw. stanie deweloperskim.

Piątek, mój pierwszy dzień w pracy, spędziłam w pięknym bloku w centrum Gdańska. Metr kwadratowy kosztuje tutaj siedem tysięcy złotych. Nic więc dziwnego, że schody na klatce schodowej wyłożone są marmurem. Dzień minął błyskawicznie na myciu okien, przy których straciłam większość paznokci.

Najbardziej przeszkadzały mi przeciągi, chłód ciągnący od posadzki oraz brak możliwości napicia się kawy. Pracowałam z dwiema bardzo młodymi dziewczynami, które mogłyby być moimi córkami. Już przedwczoraj zastanawiałam się czy podołam. Trudno jest wygrać z młodością. Mycie okien w domu jest znacznie łatwiejsze, niż takich upapranych silikonem i wapnem. Do domu wróciłam zmęczona, przemarznięta, i z obolałymi opuszkami palców, ale szczęśliwa.

W sobotę po raz pierwszy zobaczyłam moją szefową. Już przez telefon wydała mi się kobietą konkretną i rzeczową. I taką jest, a ja bardzo lubię i cenie ludzi o tych cechach charakteru. Jest młodsza ode mnie, niższa, o kruczych włosach. Przywitała mnie mocnym uściskiem dłoni.

Budynek trzypiętrowy, z trzema klatkami schodowymi, już nie tak luksusowy jak ten z piątku. Mieszkania dla zwykłych ciułaczy. Kafle zastąpiły marmury. Zamiast drogich tapet żółto popielata farba.

– Jaki jest plan działania? – wyszłam przed szereg.
Szefowa spojrzała na mnie lekko zdziwiona, ale po chwili uśmiechnęła się. Sprawnie rozdzieliła zadania. Moim było zamiatanie i odkurzanie mieszkań.
– Chwała Bogu, że nie okna- pomyślałam. – Moje palce chyba by tego nie wytrzymały.

Czy ktoś z moich czytelników, kiedykolwiek zamiatał betonowe podłogi? Już po chwili człowiek jest cały szary od wszędobylskiego pyłu. Czuć go w ustach, w nosie, na twarzy. Włosy pokrywają się siwizną.

Nie ma miejsca dla bumelantów i dekowników. Na plecach czuć oddech współpracownika, który, gdy tylko skończysz zamiatać, przystąpi do mycia kontaktów, drzwi i okien. Nie ma przerwy na śniadanie. Czas goni.

Szefowa sprząta razem z nami. To jej firma, mogłaby leżeć na kanapie, malować paznokcie, oglądać program dla kobiet, a mimo to zasuwa razem z nami. Niesamowite!

Do dwunastej sześć mieszkań zeszło z naszej taśmy. O 12:02 atakujemy środkową klatkę. Z mieszkania na parterze wynosimy sprzęt i rzeczy osobiste. Po posprzątaniu trzeba będzie je wnieść z powrotem.

Szarżujemy jak husaria pod Chocimiem, gdzie (dla przypomnienia) 8000 husarzy spędziło z pola bitwy 15-krotnie liczniejsze wojska tureckie, na widok czego młody sułtan Osman II rozpłakał się z żalu i bezsilności. Teraz w swych grobach płaczą z żalu i bezsilności towarzysze Marks, Engels i Lenin, którym nie udało się nigdy zmusić proletariuszy wszystkich krajów do tak wydajnej pracy, o połączeniu nie wspominając.

Punkt szesnasta rzucamy się na ostatnią trzecią klatkę. Nie mam już kręgosłupa. Zgubiłam go pewnie w połowie drugiej klatki, kiedy odkurzałam na kolanach. Ręce omdlewają. Maraton sprzątania. Czyż nie dobija się koni sprzątaczek?

– Nie wyglądasz na swoje lata – mówi szefowa, gdy dysząc, oparte o ścianę, zbieramy siły na deser czyli garaż.
– Dzięki – uśmiecham się słabo. – Ostatnio mam z tego powodu doły, bo każde wysłane CV trafia do niszczarki. Sama się zastanawiam czy nie powinnam tam trafić.
– Przecież to dyskryminacja! – oburza się szefowa. – Mąż mi powiedział, że pracowałaś w biurze, że masz 46 lat. Bądź spokojna, pracę u mnie masz zawsze
– O ile przeżyje ten maraton – pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos.

Fajrant! Dwanaście godzin sprzątania. Osiemnaście mieszkań. Trzy klatki schodowe. W poniedziałek odbiór techniczny. Gdyby ktoś zapytał jak się nazywam, nie potrafiłabym odpowiedzieć. Byłam zmęczona, zakurzona, i marzyłam tylko o jednym, żeby wrócić do domu i wskoczyć do wanny. Zapomniałam nawet o głodzie. Opowiedziałam o tym wszystkim aniołowi podczas śniadania. Zaś ananas smakował jak ambrozja.

Ps. Błagam cię na kolanach O Zeusie Gromowładny! Panie Olimpu, abyśmy jutro nie trafiły do stajni Augiasza.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Ananas

  1. Tetryk56 pisze:

    Mając takiego Anioła, nie przejmowałbym się kaprysami Zeusa! Wiesz już, że dajesz radę!
    Pozdrawiam 🙂

  2. Tetryk56 pisze:

    Mając takiego Anioła, nie przejmowałbym się kaprysami Zeusa! Wiesz już, że dajesz radę!
    Pozdrawiam 🙂

  3. graszka pisze:

    Zeus, był dzisiaj dla mnie łaskawy. Pracowałam jedynie 8 godzin. Zapewne to sprawka Anioła,może szepnął Zeusowi słówko?. A gdyby tak mój Anioł, wyprosił u Zeusa małą 10 minutową przerwę i wpadł z kawą, której brak najbardziej mi doskwiera. A tak na poważnie, jest ciężko. Nie ma tam wody, więc wszystko czyścimy środkami chemicznymi, a ja nie potrafię sprzątać w rękawiczkach.
    Jest jeden pozytyw, dotrzymałam tempa „młodemu zespołowi”.

  4. graszka pisze:

    Zeus, był dzisiaj dla mnie łaskawy. Pracowałam jedynie 8 godzin. Zapewne to sprawka Anioła,może szepnął Zeusowi słówko?. A gdyby tak mój Anioł, wyprosił u Zeusa małą 10 minutową przerwę i wpadł z kawą, której brak najbardziej mi doskwiera. A tak na poważnie, jest ciężko. Nie ma tam wody, więc wszystko czyścimy środkami chemicznymi, a ja nie potrafię sprzątać w rękawiczkach.
    Jest jeden pozytyw, dotrzymałam tempa „młodemu zespołowi”.

  5. baba pisze:

    Graszko, swietnie piszesz.
    Tak trzymaj!

  6. baba pisze:

    Graszko, swietnie piszesz.
    Tak trzymaj!

Możliwość komentowania jest wyłączona.