Widok za oknem

Wstałam lewą nogą. Prysła euforia ze znalezienia pracy. Na domiar złego zaspałam pięć minut. Zaraz za Pruszczem wpakowałam się w korek gigant. Samochody sunęły jak ślimaki. Można było spokojnie pomalować paznokcie, lub zrobić makijaż. Spóźnienie wydłużyło się do pół godziny. Panie Prezydencie błagam! Niech pan przestanie budować pomniki, a pomyśli o ludziach, którzy codziennie stoją w ogromnych korkach.

W końcu udało mi się dotrzeć do pracy. To przeszklony, pięciopiętrowy budynek usytuowany na wzgórzu, prawie w centrum Gdańska, zupełnie nie pasujący do otaczających go bloków z dachami z eternitu. Teraz chyba jak nigdy dotąd, można zobaczyć podział na bogatych i biednych. Szkło, granit, marmury, piaskowiec i… eternit.

Sprawdziłam w Internecie. Mieszkanie o powierzchni 50 m2 kosztuje 330.412 zł. Apartament wielkości 79 m2 – 492.000 zł. Skąd takie ceny? Powalił mnie na kolana artykuł, na temat tej inwestycji, który ukazał się w trójmiejskiej gazecie pt. „Cicha okolica, kameralna zabudowa i wysoka jakość za przystępną cenę”.

Rozbawiło mnie zwłaszcza ta przystępna cena. Nie wiem dla kogo. Dla pana dziennikarza? Dla prezesa banku? Bo chyba nie dla zwykłych zjadaczy chleba. Z 45 mieszkań tylko sześć zostało jeszcze nie sprzedanych. Oczywiście można wziąć kredyt na trzydzieści lat, i spłacać go jeszcze na emeryturze, o ile będzie z czego.

Dzień pracy zaczęłyśmy od posprzątania dwupoziomowego mieszkania na ostatnim piętrze. Ogromne trójskrzydłowe okno do samej podłogi. Otworzyłam je, i wyszłam na taras. Pożałowałam, że nie mam ze sobą aparatu fotograficznego. Miasto jeszcze spało spowite we mgle. W oddali widać było do połowy kościół Mariacki, a nieco dalej kopułę Ratusza. Cała reszta Gdańska jakby zaginęła, zapadła się po ziemię. Niesamowity widok. Myłam okna, i co rusz spoglądałam. Miasto powoli budziło się ukazując dachy kamienic.

Przez chwilę pomyślałam, że może dla takiego widoku warto zapłacić taką ogromną cenę. Sprzątając dalsze mieszkania myślałam jaki ja bym chciała mieć widok za oknem.

Tak naprawdę nie musiałam go wymyślać, wystarczyło, że sięgnęłabym do wspomnień z dzieciństwa, wakacji spędzanych w wiejskim domu dziadków, w Borkowie Kościelnym koło Sierpca. Zamknijcie więc oczy wraz ze mną, a poprowadzę was w krainę szczęśliwą.

Dom dziadków był drewniany, zbudowany z wielkich bali, nieduży, kryty złotą strzechą. Bielił się w słońcu. Dziadek na wiosnę, przed świętami Wielkiej Nocy bielił go wapnem. Do domu przylegał mały warsztat wujka Staśka, i obora w którym pomieszkiwał koń i dwie łaciate krowy.

Okna z małymi szybkami, okolone pomalowanymi na niebiesko okiennicami, to oczy domu. Nocą były zamknięte, bo dom spał, a wraz nim jego mieszkańcy.

Wejdźcie teraz ze mną do kuchni. Uważajcie na głowy, pękate belki stropowe są naprawdę nisko. Ludzie kiedyś byli niżsi. Pod oknem stoi dębowy prostokątny stół, przykryty grubą ceratą w małe bukieciki kolorowych kwiatków. Cerata jest stara, pokryta bliznami po ostrym nożu, widocznie ktoś (dzieci?) kroiły na nim chleb.

Kuchenne okno jest pomalowane białą olejną farbą, podzielone na dwie równe części. W jednej z nich jest lufcik zamykany na mały haczyk. Nie ma firanki, ani zasłon, bo po co zasłaniać cudowny widok jaki się z niego się rozpościera.

Opisywałam to już tutaj na blogu: Na pierwszym planie skrawek podwórka z jasnozieloną przystrzyżoną trawą. Gdzieniegdzie niewielkie kępki żółte, przygaszone, wyblakłe od słońca. Na drugim planie przechylony ze starości płot z pordzewiałej siatki trzymającej się cudem spróchniałych belek. Każdy mocniejszy podmuch wiatru targał płotem, ale on dzielnie się trzymał. Odgradzał podwórko od zboża.

Widok za oknem zmieniał się wraz porami roku. Wiosną, kiedy zboże dopiero co wschodziło przeważała soczysta zieleń. Latem kiedy zboże dojrzało, ciężkie kłosy falowały w promieniach słońca. Złote płótno pola poznaczone było czerwonymi i niebieskimi plamkami. To maki i chabry, których ziarna ukryły się zimą pomiędzy kłosami zboża, wystawiały twarze do słońca. Na końcu pola stało samotne drzewo – grusza. Z roku na rok dziczała rodząc coraz więcej małych dziwnie zdeformowanych dzieci.

I taki widok chciałabym mieć za oknem. Piękny prawda?

Otwierając latem o poranku okno w dużym pokoju, czułabym niesamowitą mieszankę zapachu kwiatów, dojrzewającego zboża i starzejącego się drewna. Opierałabym się na parapecie i patrzyła przed siebie w stronę sadu. Widziałabym przysadziste jabłonie, o mocnych gałęziach, unoszące zrodzone tej wiosny owoce, czerwieniejące z każdym dniem zbliżającym je do jesieni. Obok śliwy zielono fioletowe, i grusze z złotymi pękatymi gruszkami jak bombkami.

A dalej były brzozy o pniach białych niczym papier, upstrzony kleksami, i drobnych liściach, szepczące wraz z wiatrem. Obok świerki, parę sosen, i modrzewie ze strachu przez zimą zrzucające igły. Jesienią można by tam szukać maślaków i koźlaków.

Byłam tam latem i niestety tamtego świata już nie ma. Borkowo stało się przedmieściem Sierpca. Piaskowa droga pokryła się asfaltem. Rozpanoszyły się betonowe pudełka, znikły drewniane płoty, zastąpione murami nie do sforsowania nawet czołgiem.

Wierzę jednak, że którego dnia stanę w takim oknie i to wszystko zobaczę.

 

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

36 odpowiedzi na „Widok za oknem

  1. St. Dreptak pisze:

    Oj, dałem linka razem z komentarzami – jakby co, to trzeba przewinąć do góry 🙂

  2. St. Dreptak pisze:

    Oj, dałem linka razem z komentarzami – jakby co, to trzeba przewinąć do góry 🙂

  3. graszka pisze:

    Masz rację coś takiego. Cudny ogród. Nie powinnam marzyć, bo akurat takie marzenie nigdy się nie urealni, ale kocham takie klimaty jak na Twoich zdjęciach.

  4. graszka pisze:

    Masz rację coś takiego. Cudny ogród. Nie powinnam marzyć, bo akurat takie marzenie nigdy się nie urealni, ale kocham takie klimaty jak na Twoich zdjęciach.

  5. St. Dreptak pisze:

    Dlaczego mają się nie urealnić? Urealnią się – wszystko jest możliwe. 🙂

  6. St. Dreptak pisze:

    Dlaczego mają się nie urealnić? Urealnią się – wszystko jest możliwe. 🙂

  7. Tetryk56 pisze:

    Za radiową Trójką: w Portugalii jest do kupienia cała opuszczona wioska – z kościołem, szkołą, ilomaś domami – za jedne 7 eurobaniek, o ile dobrze zapamiętałem. Opuszczony dom w Małopolsce można znaleźć około 50 000 PLN, w północno-wschodniej Polsce zapewne znacznie taniej. Problem tylko, żeby się odważyć…

  8. Tetryk56 pisze:

    Za radiową Trójką: w Portugalii jest do kupienia cała opuszczona wioska – z kościołem, szkołą, ilomaś domami – za jedne 7 eurobaniek, o ile dobrze zapamiętałem. Opuszczony dom w Małopolsce można znaleźć około 50 000 PLN, w północno-wschodniej Polsce zapewne znacznie taniej. Problem tylko, żeby się odważyć…

  9. St. Dreptak pisze:

    Na „naszej” wsi, w lipcu domek z działką poszedł za 5 tys.

    • graszka pisze:

      5 tysięcy to niewiele, ale na dzień dzisiejszy to aż 5 tysięcy. Może kiedyś, jak syn się usamodzielni, założy swoją rodzinę i już nie będzie mnie tak potrzebował. Może za parę lat

      • Tetryk56 pisze:

        Wspomniałem o tym, bo marzenia nie są „na dzień dzisiejszy” 😉 Nie można jednak z góry zakładać, że nie mogą się spełnić!

        • graszka pisze:

          Szczerze, mówisz jak mój Anioł. On też stale i wciąż tłumaczy – jeśli tego bardzo chcesz to będziesz to miała.

  10. St. Dreptak pisze:

    Na „naszej” wsi, w lipcu domek z działką poszedł za 5 tys.

    • graszka pisze:

      5 tysięcy to niewiele, ale na dzień dzisiejszy to aż 5 tysięcy. Może kiedyś, jak syn się usamodzielni, założy swoją rodzinę i już nie będzie mnie tak potrzebował. Może za parę lat

      • Tetryk56 pisze:

        Wspomniałem o tym, bo marzenia nie są „na dzień dzisiejszy” 😉 Nie można jednak z góry zakładać, że nie mogą się spełnić!

        • graszka pisze:

          Szczerze, mówisz jak mój Anioł. On też stale i wciąż tłumaczy – jeśli tego bardzo chcesz to będziesz to miała.

  11. majka pisze:

    Dom marzeń może być realny, ale…,
    Mój szkolny kolega odziedziczył po dziadku Poniatówkę, domek jak te w skansenach, lecz wymagał gruntownych konserwacji, aby nadawał się na choćby tylko letnie tam wypady.
    Jego możliwości finansowe , pomimo nakładu własnej pracy , to było zbyt mało, by chatka nie uległa całkowitemu rozpadowi. Chcąc uchronić ją od zapomnienia, odsprzedał za niewielką kwotę tym, którzy zainwestowali w odrestaurowanie wielokroć więcej.
    Jego rodzinna pamiątka tętni życiem, a odkupujący nie mają za złe, gdy odwiedza dziadkowe progi.

    Graszko, dom dziadka mojego kolegi jest z okolic Twoich wspomnień, on ma podobne.
    Opowiadał na spotkaniu klasowym w ub roku.
    Jeśli coś z domu Twoich dziadków jest do odbudowania, warto oddać tym, którzy zadbają o to.

    • graszka pisze:

      Dom moich dziadków pozostał jedynie w moich wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa. Spalił się, dziadkowie na zgliszczach zbudowali murowany. Po ich śmierci, w jego miejscu został pobudowany dom jednorodzinny przez jednego z wnuków.

      Majko, jak to się dziwnie układa, jedni mają taki dom, nie mają pieniędzy na renowacje, inny żyją marzeniami o takim domu…..życie

      • majka pisze:

        Graszko, a już myślałam, że w jakiś sposób uraziłam niechcący swoim komentarzem,
        …, takie życie, wspomnienia są częścią nas, a żywioł wody i ognia jest silniejszy.
        Twoje marzenia są na tyle silne, że z pewnością kiedyś je zrealizujesz. Niekoniecznie będzie to kopia przypominająca chatę dziadków, ale z klimatem jaki masz w pamięci.
        i z malwami ze słone 🙂 🙂 🙂 🙂 mi

        • graszka pisze:

          Majko, miło mi czytać Twoje komentarze. I niczym mnie nie uraziłaś. Już bardzo długo zbierałam się do opisania wyjazdu po wielu latach do Sierpca, ale zawsze coś wypadało innego. Po Twoim komentarzu, uzmysłowiłam sobie, że muszę go w końcu napisać. Dzięki

  12. majka pisze:

    Dom marzeń może być realny, ale…,
    Mój szkolny kolega odziedziczył po dziadku Poniatówkę, domek jak te w skansenach, lecz wymagał gruntownych konserwacji, aby nadawał się na choćby tylko letnie tam wypady.
    Jego możliwości finansowe , pomimo nakładu własnej pracy , to było zbyt mało, by chatka nie uległa całkowitemu rozpadowi. Chcąc uchronić ją od zapomnienia, odsprzedał za niewielką kwotę tym, którzy zainwestowali w odrestaurowanie wielokroć więcej.
    Jego rodzinna pamiątka tętni życiem, a odkupujący nie mają za złe, gdy odwiedza dziadkowe progi.

    Graszko, dom dziadka mojego kolegi jest z okolic Twoich wspomnień, on ma podobne.
    Opowiadał na spotkaniu klasowym w ub roku.
    Jeśli coś z domu Twoich dziadków jest do odbudowania, warto oddać tym, którzy zadbają o to.

    • graszka pisze:

      Dom moich dziadków pozostał jedynie w moich wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa. Spalił się, dziadkowie na zgliszczach zbudowali murowany. Po ich śmierci, w jego miejscu został pobudowany dom jednorodzinny przez jednego z wnuków.

      Majko, jak to się dziwnie układa, jedni mają taki dom, nie mają pieniędzy na renowacje, inny żyją marzeniami o takim domu…..życie

      • majka pisze:

        Graszko, a już myślałam, że w jakiś sposób uraziłam niechcący swoim komentarzem,
        …, takie życie, wspomnienia są częścią nas, a żywioł wody i ognia jest silniejszy.
        Twoje marzenia są na tyle silne, że z pewnością kiedyś je zrealizujesz. Niekoniecznie będzie to kopia przypominająca chatę dziadków, ale z klimatem jaki masz w pamięci.
        i z malwami ze słone 🙂 🙂 🙂 🙂 mi

        • graszka pisze:

          Majko, miło mi czytać Twoje komentarze. I niczym mnie nie uraziłaś. Już bardzo długo zbierałam się do opisania wyjazdu po wielu latach do Sierpca, ale zawsze coś wypadało innego. Po Twoim komentarzu, uzmysłowiłam sobie, że muszę go w końcu napisać. Dzięki

  13. GPS pisze:

    No to spędzaliśmy wakacje jakieś 23 km od siebie 🙂
    B.C.

  14. GPS pisze:

    No to spędzaliśmy wakacje jakieś 23 km od siebie 🙂
    B.C.

  15. graszka pisze:

    Proszę, jaki świat jest mały. Urszulewo?

  16. graszka pisze:

    Proszę, jaki świat jest mały. Urszulewo?

  17. GPS pisze:

    Chrapoń 🙂

  18. GPS pisze:

    Chrapoń 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.