Zegarki marki Doxa

Pewien piątkowy wieczór, leżałam już w łóżku kiedy zadzwonił. Cichym, stonowanym głosem zaczął czytać. Tym razem nie musiałam zgadywać, styl nobliwego pana potrafię rozpoznać.

„ Wandeczka młodego kupca zbożowego z ulicy Nowogrodzkiej, Czesława Celińskiego, poznała w roku 1906 na uroczystym balu w Resursie Kupieckiej. Miała wtedy szesnaście lat . Piękny wiek, biała sukienka z falbankami, kwiaty na kapeluszu z woalką , parasolka, aksamitna torebka naszywana perełkami, pierwsze buty na koturnie. Od razu chcieli się pobrać. Ale stary Konstanty Celiński, właściciel dóbr Celiny pod Łukowem Podlaskim , miał wobec syna inne plany. Szesnastoletnia panna z Siedlec? Cóż to za fanaberie?
Wezwał Czesława do siebie . Kategorycznie zabronił
Nie pomogło
Zwymyślał i notarialnie wydziedziczył
Nie pomogło
Wysłał na dłużej do Paryża.
Nie pomogło
Więc w końcu skutecznie doniósł na syna komisji poborowej armii rosyjskiej cesarza. Wzięli Czesława w kamasze. Pojechał daleko, pod Archangielsk.
Ale za nim pojechał, kupił na Marszałkowskiej w składzie żelaznym braci Maliszewskich dwa zegarki szwajcarskie marki Doxa z grawerowaną, srebrną kopertą i sceną myśliwską na wieczku- podobne do siebie jak bliźniaki. Tuż przed samym odjazdem wojskowego pociągu, na peronie warszawskiego dworca wręczył jeden z nich Wandeczce, drugi zostawił sobie. Pochyleni nad zegarkami, razem nastawili godzinę . Na zegarze dworcowym była jedenasta trzydzieści trzy . Obiecywali sobie, że będą te zegarki mieli zawsze przy sobie , by od rana do nocy drobnym ściegiem sekund wystukiwały zbliżające się godziny powrotu. On schował swój do kieszeni żołnierskiego szynela. Ona schowała do wewnętrznej kieszeni sukni. A potem nakręcali oba codziennie o tej samej godzinie . Żeby nie zatrzymały się nawet na chwilę. Ona w Warszawie. On w Petersburgu , w Moskwie, Tule i Irkucku.
Kiedy wojna zmiotła z powierzchni ziemi państwo rosyjskiego cesarza , Czesław wrócił spod chińskiej granicy. Pobrali się po paru dniach w kościele św. Aleksandra na Placu Trzech Króli. Potem ze swoimi srebrnymi zegarkami marki Doxa nie rozstawali się nigdy. Mieli je przy sobie nawet , gdy wybuchło warszawskie Powstanie. 15 sierpnia 1944 roku do domu na Kwiatowej 17 weszli Ukraińcy. Już na schodach wołali – Czasy. Dawać czasy- Wyciągnęli dziadkowi jego z kieszeni. Wandeczka swój zdążyła ukryć pod sukienką. Potem był obóz w Pruszkowie. Wandeczkę i Czesława Niemcy wywieźli pod Kraków. Tam po paru tygodniach Czesław umarł na tyfus.
Gdy skończyła się wojna z Hitlerem, zegarek marki Doxa pojechał razem z Wandeczką zatłoczonym pociągiem ze spalonej Warszawy do spalonego Gdańska, owinięty ciepłymi bandażami, żeby nie stłukło się wypukłe szkiełko. W naszym mieszkaniu na Poznańskiej był znakiem dawnej Warszawy. Wandeczka lubiła go pokazywać uroczyście. Brała go wtedy ostrożnie do rąk i przecierała szkiełko miękką szmatką. Leżał przy łóżku na specjalnej aksamitnej poduszeczce obok buteleczek z lekarstwami i głośno cykał w nocy. Zawsze pamiętała, by go nakręcić, tak jak sobie obiecywali z Czesławem. Była dumna, ze nigdy nie stanął.
Podarowała mi go parę tygodni przed śmiercią . Wziąłem go z jej rąk ostrożnie i położyłem koło maszyny do pisania . Codziennie starannie nakręcałem cicho poskrzypujące mechanizmy. Chciałem, by nigdy nie stanął. Ale parę miesięcy po jej śmierci przestał chodzić. Poszedłem na ulicę Piwną, do starego zegarmistrza, pana Jakowicza. Uważnie obejrzał mosiężne i srebrne mechanizmy przez wielką lupę , dokręcił cieniutkim śrubokrętem błyszczącą zębatkę, zegarek ruszył, przez chwilę, cichutko postukiwał jak przebudzony z zimowego snu świerszcz, potem złota wskazówka sekundnika drgnęła i znieruchomiała na zawsze. Pan Jakowicz rozłożył ręce. Nic nie dało się zrobić. Teraz srebrny zegarek marki Doxa leży sobie w milczeniu w moim pokoju na wysłanym pluszem dnie drewnianego pudełka z rysunkiem róży na pokrywce. Cieniutkie wskazówki pokazują wciąż tę samą godzinę. Dokładnie jedenastą trzydzieści trzy”.

Pożyczyłam książkę Stefana Chwina na moment. Mimo, iż upłynęły  dwa tygodnie, nie przeczytałam jej do końca . Kiedy leżę w wannie, kiedy jest mi smutno, tuż przed zaśnięciem, otwieram książkę na stronie 108 i czytam. Ten rozdział przeczytałam już dziesiątki razy. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego? Dlaczego ten rozdział a nie inny. Kiedy dzwoni Anioł i pyta co czytasz, odpowiadam – pudełko i zegarki.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 odpowiedzi na „Zegarki marki Doxa

  1. majka pisze:

    … od dawna przestałam tłumaczyć się – dlaczego ?…

    • graszka pisze:

      Majka, zazdroszczę ci takiej postawy (oczywiście pozytywnie). Ja nie potrafię uporać się czasami z tym „dlaczego”. Rozpatruję,analizuję. Taka dziwna przypadłość.

  2. majka pisze:

    … od dawna przestałam tłumaczyć się – dlaczego ?…

    • graszka pisze:

      Majka, zazdroszczę ci takiej postawy (oczywiście pozytywnie). Ja nie potrafię uporać się czasami z tym „dlaczego”. Rozpatruję,analizuję. Taka dziwna przypadłość.

  3. staruszek pisze:

    Graszko!
    Nadzwyczaj rzadko cisną mi się takie słowa na usta lub klawiaturę: nie słuchaj głupich. Pisz.
    Wzruszasz i prowokujesz do przytulenia się do Ciebie.
    Pisz.
    Kłaniam Ci się do kolan. Gdybym upadł nie przejmuj się. To tylko statyka.
    Ale upaść przed Tobą to zaszczyt. Jestem dumny z tego, że Cię już popierałem.
    Myślę, że roztaczasz wokół siebie zapach serdecznej bliskości.
    Śpiewasz prozą.
    Dziękuję bardzo.

    • graszka pisze:

      Mimo dojrzałego wieku, czytając Twój komentarz zawstydziłam się jak dziewczynka.

      Ps. I tak się zastanawiam, czy telepatycznie wyczuwasz, że u mnie jest ciężko? Byłam dzisiaj w sądzie, jako świadek, kosztowało mnie to dużo emocji. Później sprzątanie u koleżanki szefa.
      Podczas prania, po raz pierwszy zniszczyłam mojemu pracodawcy koszulę. Niby nic wielkiego, a jednak dopiero po 19 odważyłam się zadzwonić i przeprosić. Zaproponowałam odkupienie, dałam propozycję poszukania innej osoby do sprzątania. Uspokoił mnie stwierdzeniem, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Powinnam się cieszyć, że tak się zakończyło a jednak męczy mnie to, że popsułam czyjąś własność.
      Zmykam do łózka, może jutro będzie lepiej.
      Pozdrawiam.

  4. staruszek pisze:

    Graszko!
    Nadzwyczaj rzadko cisną mi się takie słowa na usta lub klawiaturę: nie słuchaj głupich. Pisz.
    Wzruszasz i prowokujesz do przytulenia się do Ciebie.
    Pisz.
    Kłaniam Ci się do kolan. Gdybym upadł nie przejmuj się. To tylko statyka.
    Ale upaść przed Tobą to zaszczyt. Jestem dumny z tego, że Cię już popierałem.
    Myślę, że roztaczasz wokół siebie zapach serdecznej bliskości.
    Śpiewasz prozą.
    Dziękuję bardzo.

    • graszka pisze:

      Mimo dojrzałego wieku, czytając Twój komentarz zawstydziłam się jak dziewczynka.

      Ps. I tak się zastanawiam, czy telepatycznie wyczuwasz, że u mnie jest ciężko? Byłam dzisiaj w sądzie, jako świadek, kosztowało mnie to dużo emocji. Później sprzątanie u koleżanki szefa.
      Podczas prania, po raz pierwszy zniszczyłam mojemu pracodawcy koszulę. Niby nic wielkiego, a jednak dopiero po 19 odważyłam się zadzwonić i przeprosić. Zaproponowałam odkupienie, dałam propozycję poszukania innej osoby do sprzątania. Uspokoił mnie stwierdzeniem, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Powinnam się cieszyć, że tak się zakończyło a jednak męczy mnie to, że popsułam czyjąś własność.
      Zmykam do łózka, może jutro będzie lepiej.
      Pozdrawiam.

  5. Tetryk56 pisze:

    Zawsze lepiej popatrzyć w przyszłość, niż rozkładać na detale swoje emocje – z definicji są niemierzalne. Rozważyć warto tylko, czy nie dokuczają innym, poza tym zawsze są OK!
    Dlaczego? Bo tak!

  6. Tetryk56 pisze:

    Zawsze lepiej popatrzyć w przyszłość, niż rozkładać na detale swoje emocje – z definicji są niemierzalne. Rozważyć warto tylko, czy nie dokuczają innym, poza tym zawsze są OK!
    Dlaczego? Bo tak!

  7. staruszek pisze:

    Żadna telepatia Graszko.
    Uczyłem się i uczono mnie czytać nie tylko książki.
    Śpij moja mała. Jutro znów proza i chmury.
    Za 14 tygodni wiosna.

  8. staruszek pisze:

    Żadna telepatia Graszko.
    Uczyłem się i uczono mnie czytać nie tylko książki.
    Śpij moja mała. Jutro znów proza i chmury.
    Za 14 tygodni wiosna.

  9. majka pisze:

    Graszko, ta moja postawa… , miałam napisać ” od NIE dawna….”,
    zeżarłam „nie”, i kontekst wypadł inaczej 🙂
    Uśmiecham się, bo też miałam dopisać – „no bo taaaak” – cytat mojej córci, gdy była małą dziewczynką. Teraz ona, będąc dorosłą kobietą uczy mnie stanowczości, nie pozwala na rozmemłanie w negatywnych emocjach.
    Od niedawna, bo też od niedawna korzystam z dostępu do internetu, blogów tych prywatnych nie poszukiwałam, ale przypadkiem trafiłam do „kurnika”, a teraz do Ciebie.
    Podziwiam za szczere i otwarte wypowiedzi, które zgrabnie układasz ,
    i nie odpowiem dlaczego chętnie zaglądam do Twoich tekstów.

  10. majka pisze:

    Graszko, ta moja postawa… , miałam napisać ” od NIE dawna….”,
    zeżarłam „nie”, i kontekst wypadł inaczej 🙂
    Uśmiecham się, bo też miałam dopisać – „no bo taaaak” – cytat mojej córci, gdy była małą dziewczynką. Teraz ona, będąc dorosłą kobietą uczy mnie stanowczości, nie pozwala na rozmemłanie w negatywnych emocjach.
    Od niedawna, bo też od niedawna korzystam z dostępu do internetu, blogów tych prywatnych nie poszukiwałam, ale przypadkiem trafiłam do „kurnika”, a teraz do Ciebie.
    Podziwiam za szczere i otwarte wypowiedzi, które zgrabnie układasz ,
    i nie odpowiem dlaczego chętnie zaglądam do Twoich tekstów.

  11. graszka pisze:

    Majko, nasze dzieci chyba są z podobnego rocznika, mój syn jak był mały też tak mi tak odpowiadał „bo taaakkk”. Całe szczęście wyrósł z tego.
    A co do blogów, też przez przypadek wpadłam na Kartkę i lubię do niego zaglądać. Teraz może trochę mniej, ostatnio na wiele rzeczy brak mi czasu.

    • majka pisze:

      ‚bo tak” 😉
      bo tak się uczy dorastania, i kiedyś z tego się wyrasta;
      moja rodzinka i znajomi dziwili się, że cierpliwie znosiłam różne fanaberie moich dzieci, a ja z uśmiechem czasem tylko odpowiadałam : że te ich fochy, to jak „ospa wietrzna” – choroba wieku dziecięcego, paskudna i z bąblami swędzącymi, których nie powinno się drapać, bo zostawią głębokie rany.
      Nie zawsze było idealnie, ale teraz cieszy mnie, że córka z zięciem i syn , choć już od dłuższego czasu mają swoje gniazdka, to z nami chcą spędzać rodzinnie święta; z rodzicami, dziadkami, ciotkami i licznym kuzynostwem.
      Takie świętowanie wiąże się z ogromnym zaangażowaniem całej gromadki.

      Graszko, trzymam kciuki, aby Twoja teraz niestabilna sytuacja płaco-praca, była taką tylko „wiatrówką”, chwilowym dyskomfortem, który wkrótce minie.

      Życzeń świątecznych jeszcze nie składam, choć życzę, abyś nie przeforsowała się z robotą do pierwszej gwiazdki.

      • graszka pisze:

        Majko, syn w styczniu będzie miał 18 lat. Jeśli przeżyję jego „mądrości” , to będę długo żyła. Burza hormonów. Tłumaczę sobie „to trudny wiek” zmądrzeje. Uwielbiam takie święta o których piszesz, spotykają się trzy pokolenia, jest gwarno i wesoło. Śpiewa się kolędy. Teraz mam takie święta, że muszę podzielić syna, część świąt spędza ze mną, drugą z ojcem. Marzy mi się ……zapewne domyślisz się sama

  12. graszka pisze:

    Majko, nasze dzieci chyba są z podobnego rocznika, mój syn jak był mały też tak mi tak odpowiadał „bo taaakkk”. Całe szczęście wyrósł z tego.
    A co do blogów, też przez przypadek wpadłam na Kartkę i lubię do niego zaglądać. Teraz może trochę mniej, ostatnio na wiele rzeczy brak mi czasu.

    • majka pisze:

      ‚bo tak” 😉
      bo tak się uczy dorastania, i kiedyś z tego się wyrasta;
      moja rodzinka i znajomi dziwili się, że cierpliwie znosiłam różne fanaberie moich dzieci, a ja z uśmiechem czasem tylko odpowiadałam : że te ich fochy, to jak „ospa wietrzna” – choroba wieku dziecięcego, paskudna i z bąblami swędzącymi, których nie powinno się drapać, bo zostawią głębokie rany.
      Nie zawsze było idealnie, ale teraz cieszy mnie, że córka z zięciem i syn , choć już od dłuższego czasu mają swoje gniazdka, to z nami chcą spędzać rodzinnie święta; z rodzicami, dziadkami, ciotkami i licznym kuzynostwem.
      Takie świętowanie wiąże się z ogromnym zaangażowaniem całej gromadki.

      Graszko, trzymam kciuki, aby Twoja teraz niestabilna sytuacja płaco-praca, była taką tylko „wiatrówką”, chwilowym dyskomfortem, który wkrótce minie.

      Życzeń świątecznych jeszcze nie składam, choć życzę, abyś nie przeforsowała się z robotą do pierwszej gwiazdki.

      • graszka pisze:

        Majko, syn w styczniu będzie miał 18 lat. Jeśli przeżyję jego „mądrości” , to będę długo żyła. Burza hormonów. Tłumaczę sobie „to trudny wiek” zmądrzeje. Uwielbiam takie święta o których piszesz, spotykają się trzy pokolenia, jest gwarno i wesoło. Śpiewa się kolędy. Teraz mam takie święta, że muszę podzielić syna, część świąt spędza ze mną, drugą z ojcem. Marzy mi się ……zapewne domyślisz się sama

  13. baba pisze:

    Graszko… tak pieknie , jak Staruszek, to ja nie umiem!
    Przez swoje teksty, jestes mi bardzo bliska osoba!
    Pisz, pisz, pisz!
    Rozumiem twoja sytuacje i wsciekam sie w srodku, ze osoba z twoim talentem, wykonuje czynnosci proste i prymitywne! Nie mam nic przeciwko takiej pracy i ja bardzo cenie, ale ….ty musisz pisac!
    Z calego serca zycze ci, zeby twoja karta sie nagle odwrocila!
    Na ta wlasciwa dla ciebie strone, dla ktorej jestes stworzona!

  14. baba pisze:

    Graszko… tak pieknie , jak Staruszek, to ja nie umiem!
    Przez swoje teksty, jestes mi bardzo bliska osoba!
    Pisz, pisz, pisz!
    Rozumiem twoja sytuacje i wsciekam sie w srodku, ze osoba z twoim talentem, wykonuje czynnosci proste i prymitywne! Nie mam nic przeciwko takiej pracy i ja bardzo cenie, ale ….ty musisz pisac!
    Z calego serca zycze ci, zeby twoja karta sie nagle odwrocila!
    Na ta wlasciwa dla ciebie strone, dla ktorej jestes stworzona!

Możliwość komentowania jest wyłączona.