Wigilia

Sobotni poranek obudził ją deszczem. Leżała z zamkniętymi oczami, słuchając jak natura bawi się w dobosza. Zerknęła na godzinę – kwadrans po siódmej. A więc miała 45 minut na przygotowanie się. Ubrała niebieski atłasowy szlafrok i podreptała boso do łazienki.

Lustro nie chciało kłamać, mimo że zagroziła, że go stłucze. Odbicie ukazywało kobietę w wieku balzakowskim, z podkrążonymi oczami i kurzymi łapakami – przekleństwem każdej kobiety. Dokładnie nałożyła puder, próbując ukryć sińce po nieprzespanej nocy. Pędzelkiem naniosła na powieki biały cień, a czarnym tuszem podkreśliła rzęsy. Róż koloru brzoskwiniowego i taka sama pomadka dopełniły makijażu.

Walczyła z włosami, a jej nagie stopy marzły od zimnej podłogi. Z makijażem wyglądała znacznie lepiej i może ciut młodziej. Zastanawiała się co ubrać. W końcu wybrała koronkową białą bieliznę. Jej piersi, pełne jak dwie pomarańcze, prześwitywały przez szarą bluzkę. Zarzuciła ciepły sweter, kurtkę i zbiegła ze schodów. Wróciła się po po zapomniany prezent dla niego.

Grudniowy mokry wiatr zacinał prosto w oczy. – Śniegu pragnę jak kania dżdżu – pomyślała. Zapięła pośpiesznie kurtkę i przyśpieszyła kroku. Przystanęła chwilę patrząc na spłoszone gołębie. Zatoczyły krąg i obsiadły dach i kominy budynku, w którym mieszkał.

Zapukała do drzwi. Natychmiast otworzył tak jakby czekał na nią z drugiej strony.
– Dzień dobry – uśmiechnął się szeroko. Kiedy weszła do kuchni zamurowało ją. Stół był przykryty białym obrusem, a na nim przygotowane dla nich śniadanie. Pokrojone wędliny, kilka rodzajów sera, twaróg, ogórek i papryka. Pachniała zaparzona dla niej kawa. Dla siebie zaparzył herbatę malinową.

Na stole , blisko okna stała też nieduża choinka. Ustrojona była w brokatowe bordowe małe bombki, i owinięta złotym łańcuchem. Wokół rozłożył pomarańcze i mandarynki, a pomiędzy nimi pozapalał zapachowe świeczki w kolorze bombek. Obok postawił dużą torbę papierową. To zapewne był prezent dla niej. Z magnetofonu leciały polskie kolędy. Zaszkliły się jej oczy. Zrobił jej wielką niespodziankę.

Usiedli na kanapie. Przytulił ją do siebie. Poczuła zapach jego wody kolońskiej, a jednodniowy zarost drapał ją po szyi i policzkach. Przez jej ciało przebiegł dreszcz, zamknęła oczy i na chwilę zanurzyła się w krainę szczęśliwości.

– Prezenty przed czy po śniadaniu? – zapytał. Przez chwilę poczuła zakłopotanie. Co będzie jeśli prezent mu się nie spodoba? Długo zastanawiała się nad nim. Nie chciała kupować czegoś użytecznego. Chciała, żeby to było coś pięknego, co zawsze przypomni mu ją.

Rozpakowała swój. To była książka. Pomiędzy kartki włożył chropowatą w dotyku kopertę w kolorze piasku z plaży. W prawym dolnym rogu starannym pismem wykaligrafował jej imię. Zauważyła dwa maleńkie kwiatki wtopione w papier, podobne do krokusów. Powoli otworzyła kopertę wyciągając z niej kartkę, tego samego koloru, złożoną na trzy części.

Zobaczyła banknoty stu złotowe. Swoim starannym pochyłym pismem napisał życzenia dla niej: „Spełnienia wszystkich marzeń”. Trzy słowa, które znaczyły dla niej tak wiele. Marzenia. Dawno temu, kiedy była małą dziewczynką, miała mnóstwo marzeń, niestety życie obdarło ją ze złudzeń. Marzenia się nie spełniają. Nie warto ich pielęgnować w swoim sercu.
– Teraz bardziej potrzebujesz pieniędzy, aniżeli prezentów – powiedział. Uśmiechnęła się przez łzy.

Zasiedli do śniadania.
– To nasza pierwsza wigilia, a my nie mamy opłatka – wziął do ręki plasterek żółtego sera i podał jej. – to nasz opłatek. Złożyli sobie życzenia.

Policzył dania na stole, nie pomijając ogórka i papryki. – Jest dokładnie dwanaście – zaśmiał się.

To była ich pierwsza wigilia, i nie miało znaczenia, że tydzień wcześniej, i bez tradycyjnych potraw. Liczyło się to, że byli razem. Była tak wzruszona, że kęsy chleba nie chciały jej przejść przez gardło.

Kiedy człowiek jest szczęśliwy czas płynie nieubłaganie, i tak też było tym razem. Każde z nich miało swój świat do którego musiało powrócić. Dużo ich łączyło, ale też dużo dzieliło. Dwa światy odległe o miliony lat świetlnych, a pomiędzy nimi tajny tunel czasoprzestrzenny.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Z szuflady dojrzałej kobiety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Wigilia

  1. baba pisze:

    No widzisz co narobilas, Graszko?!
    Juz sie uzaleznilam od twojego blogu i tylko czekam na nowy wpis!
    Alez ty masz poklady ciepla w sobie!

  2. baba pisze:

    No widzisz co narobilas, Graszko?!
    Juz sie uzaleznilam od twojego blogu i tylko czekam na nowy wpis!
    Alez ty masz poklady ciepla w sobie!

  3. staruszek pisze:

    Dreptak prawi sprawiedliwie, że się czepiam.
    Tak.
    Wolno Ci Ggraszko mówić o szczęściu w wigili o poranku, tydzień wcześniej odnajdując radość w potwierdzającym męskość zaroście BEZ zniewolenia sztampą kiczu wieczoru przy świecach ze słowami z soapopera delekimi od zwykłej serdecznej pociechy rozumiejącego człowieka.

    Opisana przez Ciebie wigilia jest bliższa wzniosłości niz wiele celebracji tradycyjnych. Tak! Chciałbym abyś była Księżną z poddanymi szczęściem przepełninnymi i kochającym Ksiecięm pięknie śpiewającym i cudnie grajacym na cytrze wzruszające melodie. Ale nie jesteś cytatą jak dynie co to jeszcze tylko przyszłość ma. Pomarańcze są wystarczająco słodkie choć nie XL. Jest trudno wielu nam. Jest trudno Tobie. Ale oboje Was ten opłatek serowy czyni wolnymi bardziej niż wielu, którym przeszłość i biologia barierę dla radostki zbudowała.

    I nikt nie przekona mnie do smędzenia o utraconej wolności przy pomocy opowieści o drapieżniku gotowym zabijać małe zajączki.

    Wolę pogodniejsze ptaszki bez silenia się na duszaczypatelność:

    http://www.youtube.com/watch?v=PbBF1BUGwy8&feature=related

  4. staruszek pisze:

    Dreptak prawi sprawiedliwie, że się czepiam.
    Tak.
    Wolno Ci Ggraszko mówić o szczęściu w wigili o poranku, tydzień wcześniej odnajdując radość w potwierdzającym męskość zaroście BEZ zniewolenia sztampą kiczu wieczoru przy świecach ze słowami z soapopera delekimi od zwykłej serdecznej pociechy rozumiejącego człowieka.

    Opisana przez Ciebie wigilia jest bliższa wzniosłości niz wiele celebracji tradycyjnych. Tak! Chciałbym abyś była Księżną z poddanymi szczęściem przepełninnymi i kochającym Ksiecięm pięknie śpiewającym i cudnie grajacym na cytrze wzruszające melodie. Ale nie jesteś cytatą jak dynie co to jeszcze tylko przyszłość ma. Pomarańcze są wystarczająco słodkie choć nie XL. Jest trudno wielu nam. Jest trudno Tobie. Ale oboje Was ten opłatek serowy czyni wolnymi bardziej niż wielu, którym przeszłość i biologia barierę dla radostki zbudowała.

    I nikt nie przekona mnie do smędzenia o utraconej wolności przy pomocy opowieści o drapieżniku gotowym zabijać małe zajączki.

    Wolę pogodniejsze ptaszki bez silenia się na duszaczypatelność:

    http://www.youtube.com/watch?v=PbBF1BUGwy8&feature=related

  5. majka pisze:

    Piękne są Twoje marzenia, bo niemożliwe bywa możliwym, gdzie orzeł z Gór Skalistych nad Bałtyk przyleciał.
    Możliwa jest też kolacja wigilijna o innej niż zwykle porze, a gdy jeszcze ON zanucił :
    http://www.youtube.com/watch?v=PbuByYZtFy0
    …… trwaj chwilo trwaj

    • graszka pisze:

      Dzisiaj jest taki dzień że potrafiłabym przestawić wszystko do góry nogami. Dzisiaj świat świeci tysiącem migocących lampek……Dziękuje Majko i tobie Babo.

  6. majka pisze:

    Piękne są Twoje marzenia, bo niemożliwe bywa możliwym, gdzie orzeł z Gór Skalistych nad Bałtyk przyleciał.
    Możliwa jest też kolacja wigilijna o innej niż zwykle porze, a gdy jeszcze ON zanucił :
    http://www.youtube.com/watch?v=PbuByYZtFy0
    …… trwaj chwilo trwaj

    • graszka pisze:

      Dzisiaj jest taki dzień że potrafiłabym przestawić wszystko do góry nogami. Dzisiaj świat świeci tysiącem migocących lampek……Dziękuje Majko i tobie Babo.

Możliwość komentowania jest wyłączona.