Gdyby na nowo narodził się Jezus

To była inna Wigilia niż poprzednie. Nie było gonitwy po sklepach za świeżym pstrągiem, śledziem czy karpiem. W kuchni nie pachniało pieczonymi ciastami i mandarynkami. Dokupiłam jedynie dwadzieścia deko szynki prasowanej, i tyleż samo polędwicy sopockiej, którą tak uwielbia syn. Nie stałam w kuchni przez tydzień jak wiele kobiet przed świętami. Wigilię miałam spędzić u siostry.

Poranek przywitał mnie aurą typową dla polskiej jesieni. Czarne chmury zawisły nad miastem. Brak śniegu rekompensowały włożone do kryształowego wazonu świerkowe gałązki, ozdobione czerwonymi kokardkami i lampkami w kształcie sopli lodu. Przypominały, że to Święta Bożego Narodzenia a nie Wielkanoc.

W wigilijny poranek zaplanowałam wizytę na oruńskim cmentarzu, na którym jest pochowany mój tata, oraz mama Patyczaka i mama Pyzy. Po drodze zajechałam do centrum Pruszcza po Honię. Obiecałam jej pomóc w transporcie potraw, które przygotowała, na wigilię u mamy.

Zbliżałyśmy się do głównego skrzyżowania rozmawiając o planach na święta. Światło zamieniło się na czerwone, delikatnie wcisnęłam hamulec. Honia przegryzłaby mi tchawicę gdyby jej wigilijne dania wylądowały na przedniej szybie.

– Widzisz tego faceta? – spytała wskazując na wąski zaułek pomiędzy kioskiem ruchu a witryną banku Milenium. – Tego z niebieską siatką – dodała.

Pomimo kłębiącego się na przystanku tłumu nie sposób było go nie zauważyć. Miał długą posiwiałą brodę. Nie był wysoki, a na dodatek garbił się. Wyglądał na zmęczonego życiem starego człowieka, można by go wziąć za bezdomnego. Ubrany był w za dużą ortalionową, nie pierwszej młodości, pikowaną kurtę i czarne spodnie. Głowę wieńczyła wełniana czapka.

Rozglądał się na boki, tak jakby spadł z księżyca, nie wiedząc co tu robi, gdzie ma iść. W ręku trzymał brudną wypchaną siatkę. Nie pasował do świątecznie ubranych ludzi, do pełnej neonów i ozdób ulicy. W końcu ruszył i zniknął za budynkiem.

– To był emerytowany kapitan lotnictwa, wzór dla wielu młodych lotników z Jednostki w Pruszczu – odezwała się Honia. – Człowiek inteligentny, wykształcony a zarazem bardzo dobry. Nie dawno zmarła mu żona. Znajomy poprosił go o żyrowanie dość wysokiego kredytu i wyjechał nie spłacając go. Dobrał się do niego bank. Z trzypokojowego mieszkania eksmitowali go do jednopokojowego, a teraz grozi mu następna eksmisja. Na bruk. Komornik zabrał mu wszystko.

Zmieniło się światło, samochody ruszyły. Długo o nim myślałam, przywołując w myślach jego zgarbioną postać. Gdyby na nowo narodził się Jezus, i wraz z rodzicami koczował dajmy na to pomiędzy kioskiem ruchu a bankiem Milenium, czy przeszlibyśmy obok w pośpiechu, tak jak mijamy żebrzące cygańskie dzieci?

A gdyby ktoś taki jak ten kapitan, albo inny bezdomny, zapukał do nas w wigilijny wieczór, ilu z nas posadziłoby go przy stole? Ile osób podzieliłoby się opłatkiem? Przecież właśnie dla zbłąkanego, strudzonego wędrowca stawiamy jedno nakrycie.

W strugach deszczu sprzątałam wraz z synem taty nagrobek. Postawiłam świąteczny stroik, rozłożyłam parę gałązek świerku. W pewnej chwili rozmowa zeszła na temat ludzi ubogich. Syn uważał biedaków za pijaków, bumelantów, złodziei. Próbowałam wytłumaczyć synowi, że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie. Ktoś ubogi może być dobrym, szlachetnym człowiekiem.
– Mamo z tobą nawet nie można podyskutować, bo ty zawsze bronisz wszystkich ludzi. – wycedził kiedy zabrakło mu argumentów.
– Nie bronię, jedynie próbuję zrozumieć – odpowiedziałam.

Przemoknięci wstąpiliśmy po mamę. Do Pruszcza wracaliśmy radośni. Wieczorem czekało nas spotkanie w gronie rodzinnym.

Nie musiałam wracać na tamto skrzyżowanie, mogłam skręcić ulicę wcześniej. Chciałam go jeszcze raz zobaczyć. Zerknęłam w zaułek, nie było go. Zniknął z mojego świata ale pozostał w mojej pamięci.

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Gdyby na nowo narodził się Jezus

  1. baba pisze:

    …”probuje zrozumiec…”
    I jak zwykle, zadumalam sie nad twoimi slowami.
    Wiesz, chyba bardzo lubie te twoje „perelki” tekstowe.
    Dziekuje.

  2. baba pisze:

    …”probuje zrozumiec…”
    I jak zwykle, zadumalam sie nad twoimi slowami.
    Wiesz, chyba bardzo lubie te twoje „perelki” tekstowe.
    Dziekuje.

  3. Tetryk56 pisze:

    Pozostanie w twojej pamięci, dzięki tobie pozostanie i w naszej.
    Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy beztrosko przerzucają swoje długi na innych… Jak można żyć, zrobiwszy komuś coś takiego?

  4. Tetryk56 pisze:

    Pozostanie w twojej pamięci, dzięki tobie pozostanie i w naszej.
    Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy beztrosko przerzucają swoje długi na innych… Jak można żyć, zrobiwszy komuś coś takiego?

  5. Dara/Starsza pisze:

    Z tego co zauważyłam(liśmy) można i nic się nie dzieje. Niebo nie grzmi…

  6. Dara/Starsza pisze:

    Z tego co zauważyłam(liśmy) można i nic się nie dzieje. Niebo nie grzmi…

  7. majka pisze:

    „…zrozumieć ” ,
    motto tych świąt – dla jednych radosne, dla innych – bo tak się poukładało, a niektórzy wybrali inną drogę……..

  8. majka pisze:

    „…zrozumieć ” ,
    motto tych świąt – dla jednych radosne, dla innych – bo tak się poukładało, a niektórzy wybrali inną drogę……..

  9. saruszek pisze:

    Jestem obojętnikiem religijnym otoczonym ludźmi slabiej lub mocniej wierzącymi w boga i jego wplyw na bieżące życie. Większość tych wierzących – i niewierzących – wypowiada się w sposób świadczący, że ich wiara lub niewiara jest lokalna i w czasie i w przestrzni klasycznie rozumianej. Wyrażając się ostrzej: są lokalni, zaściankowi, prowincjonalni i ograniczeni.

    Chrześcijanie nie stanowią większości na świecie. Wyznawcy religii monoteistycznych nie mają przewagi liczbowej wśród ludzi.
    Zatem gdy piszemy ‚bóg”, to co lub kogo mamy na myśli?

    Przyjście Jezusa dziś … Na jaki świat? Do czego? Do jakiego świata? Do jakich ludzi?
    Czy do świata w którym odpuszczenie grzechów można dostać od kapłana, który jest tylko programowo stworzonym bytem? Czy ponowne Przyjście to obiecana paruzja swiadcząca, że koniec świata bliski?

    Ponowne pojawienie się wśród nas osoby z misją odkupienia grzechów …
    Za Hiroszimę? A chleb to byłby ze zboża genetycznie zmodyfikowanego?

    Nawet jako trop literacki, jako figura stylistyczna, nowa obecność Jezusa to reinkarnacja?

    A nie wystarczyło raz? Czy za ponownym przyjściem jest jawne uznanie, że mamy za sobą nieudaną próbą generalną?

    A może nie stać nas na odwagę zapytania: czy jesteśmy zdolni zaufać obcemu nieznanemu i potraktować go życzliwie?

    Czy za tym tropem literackim nie stoi czasem niejawne i nie wyrażone słowami rozczarowanie ludźmi jako tworem bożym?

    Zapytaj Graszko syna, czy chciałby mieć obok siebie kogoś, kogo byłby gotowy bronić.
    Zapytaj czy jest rozczarowany wszystkimi, chociaż widział i poznał tylko niewielu.
    Zapytaj czy jest tak słaby, że histerycznie broni się przed porażką.
    Zapytaj czy umie już rozróżniać naiwność od ufności.
    Zapytaj go czy potrafi sobie wyobrazić sytuację, gdy okaże się, że serce kazało Ci go oszukać dla jego dobra i okaże się to Twoje kłamstwo niesłusznym?
    Zapytaj go czy kochał kogokolwiek tak mocno, aby wybaczyć mu zło.
    Zapytaj go czy chciałby mieć obok siebie kogoś, kogo niewinnie by skrzywdził, a on synowi by wybaczył.
    Zapytaj go odważnie czy mógłby sprawić komuś trzeciemu ból broniąc Ciebie.
    I nie nakłaniaj go do odpowiedzi.

    Niekiedy bojąc się odrzucenia, bojąc się samotności, bojąc się oskarżenia o grzech pchamy się w tragedię.

    Nie mozna być dobrym człowiekiem wyrzekając się całkowicie zadawania bólu bliźniemu. Takie zarzekanie sie jest formą zakłamanej głupoty.
    Mając do wyboru zabić strzelającego do ukochanej lub popaść w medytację co by wybrał?

    On ma kilkanaście lat. Jego trzeba oduczyć mówienia: „ty to zawsze”.
    Takie odrzucenie oceny „zawsze” jest wstępem do dojrzałości.
    Pierwsze przyjście Jezusa było próbą niedojrzałą?
    My jesteśmy tymi dojrzałymi?

  10. saruszek pisze:

    Jestem obojętnikiem religijnym otoczonym ludźmi slabiej lub mocniej wierzącymi w boga i jego wplyw na bieżące życie. Większość tych wierzących – i niewierzących – wypowiada się w sposób świadczący, że ich wiara lub niewiara jest lokalna i w czasie i w przestrzni klasycznie rozumianej. Wyrażając się ostrzej: są lokalni, zaściankowi, prowincjonalni i ograniczeni.

    Chrześcijanie nie stanowią większości na świecie. Wyznawcy religii monoteistycznych nie mają przewagi liczbowej wśród ludzi.
    Zatem gdy piszemy ‚bóg”, to co lub kogo mamy na myśli?

    Przyjście Jezusa dziś … Na jaki świat? Do czego? Do jakiego świata? Do jakich ludzi?
    Czy do świata w którym odpuszczenie grzechów można dostać od kapłana, który jest tylko programowo stworzonym bytem? Czy ponowne Przyjście to obiecana paruzja swiadcząca, że koniec świata bliski?

    Ponowne pojawienie się wśród nas osoby z misją odkupienia grzechów …
    Za Hiroszimę? A chleb to byłby ze zboża genetycznie zmodyfikowanego?

    Nawet jako trop literacki, jako figura stylistyczna, nowa obecność Jezusa to reinkarnacja?

    A nie wystarczyło raz? Czy za ponownym przyjściem jest jawne uznanie, że mamy za sobą nieudaną próbą generalną?

    A może nie stać nas na odwagę zapytania: czy jesteśmy zdolni zaufać obcemu nieznanemu i potraktować go życzliwie?

    Czy za tym tropem literackim nie stoi czasem niejawne i nie wyrażone słowami rozczarowanie ludźmi jako tworem bożym?

    Zapytaj Graszko syna, czy chciałby mieć obok siebie kogoś, kogo byłby gotowy bronić.
    Zapytaj czy jest rozczarowany wszystkimi, chociaż widział i poznał tylko niewielu.
    Zapytaj czy jest tak słaby, że histerycznie broni się przed porażką.
    Zapytaj czy umie już rozróżniać naiwność od ufności.
    Zapytaj go czy potrafi sobie wyobrazić sytuację, gdy okaże się, że serce kazało Ci go oszukać dla jego dobra i okaże się to Twoje kłamstwo niesłusznym?
    Zapytaj go czy kochał kogokolwiek tak mocno, aby wybaczyć mu zło.
    Zapytaj go czy chciałby mieć obok siebie kogoś, kogo niewinnie by skrzywdził, a on synowi by wybaczył.
    Zapytaj go odważnie czy mógłby sprawić komuś trzeciemu ból broniąc Ciebie.
    I nie nakłaniaj go do odpowiedzi.

    Niekiedy bojąc się odrzucenia, bojąc się samotności, bojąc się oskarżenia o grzech pchamy się w tragedię.

    Nie mozna być dobrym człowiekiem wyrzekając się całkowicie zadawania bólu bliźniemu. Takie zarzekanie sie jest formą zakłamanej głupoty.
    Mając do wyboru zabić strzelającego do ukochanej lub popaść w medytację co by wybrał?

    On ma kilkanaście lat. Jego trzeba oduczyć mówienia: „ty to zawsze”.
    Takie odrzucenie oceny „zawsze” jest wstępem do dojrzałości.
    Pierwsze przyjście Jezusa było próbą niedojrzałą?
    My jesteśmy tymi dojrzałymi?

  11. St. Dreptak pisze:

    Oglądam to zdjęcie kolejny raz – niesamowite!

  12. St. Dreptak pisze:

    Oglądam to zdjęcie kolejny raz – niesamowite!

  13. graszka pisze:

    Przepraszam wszystkich za tą ciszę u mnie, za brak odpowiedzi na komentarze. Nie jestem w stanie myśleć. wstaje o 5, w pracy jestem o 6 – do domu wracam o 19. Jedno wiem na pewno, jak się sprząta u kogoś, we własnym domu czysty armagedon.

  14. graszka pisze:

    Przepraszam wszystkich za tą ciszę u mnie, za brak odpowiedzi na komentarze. Nie jestem w stanie myśleć. wstaje o 5, w pracy jestem o 6 – do domu wracam o 19. Jedno wiem na pewno, jak się sprząta u kogoś, we własnym domu czysty armagedon.

  15. staruszek pisze:

    Ja Ci odpuszczam. Dobranoc!

  16. staruszek pisze:

    Ja Ci odpuszczam. Dobranoc!

Możliwość komentowania jest wyłączona.