Tato

Wczesną wiosną, kiedy promienie słońca delikatnie ogrzewały wymarzniętą ziemię, tata podjeżdżał swoim inwalidzkim wózkiem do starego, stojącego przy komórkach krzesła. Siadał na nim wystawiając twarz do słońca.

Czasami kiedy czuł się lepiej, zostawiał wózek i pokonywał powoli odległość dzielącą go od wejścia do krzesła, podpierając się dwoma kulami. Krzesło było stabilne, na metalowych nogach, pokryte bordowym skajem, który zblakł i popękał.

W przeciwieństwie do podwórka, które było skąpanym w cieniu głębokim kanionem, tam panowało królestwo słońca. Rosnące obok dwa stare bzy roztaczały niesamowitą woń u progu lata. Tato spędzał tam całe dnie.

Rano jadł śniadanie, wypijał sypaną kawę i szedł na swoje stanowisko obserwacyjne. Ukołysany ciepłem zapadał w drzemkę i wtedy mama wołała ze schodów:
– Heniek, wracaj do domu! Nie śpij bo się przewrócisz i kto ciebie podniesie?
Tata budził się i machał ręką, że nie śpi. Wtedy nie mógł już mówić. Nie miał krtani.

W upalne dni siadywała tam z nim pani Zosia i Mama. Jednak nie wytrzymywały zbyt długo. Przeganiał je wiatr, który swawolił w wąskiej studni podwórka. Bały się przeciągów. – Heniek, chodź do domu, przeziębisz się – Mama kładła dłoń na ramieniu Taty.

Tato nie słuchał. Ciągnęło go do ludzi. Był spragniony świata, nie chciał siedzieć zamknięty w czterech ścianach. Dla świętego spokoju wracał na wózek inwalidzki i wyjeżdżał na ulicę. Patrzył na przejeżdżające pociągi.

Podchodzili do niego sąsiedzi, opowiadali jakieś historie, a on tylko słuchał, kiwając głową. Wracał do domu na obiad, odmieniony, z błyszczącym oczami, widać było, że wypełnia go radość. Próbował na migi opowiedzieć Mamie kogo spotkał z kim rozmawiał, gestykulował, coraz szybciej poruszał wargami, w końcu zaczynał kaszleć.

– Heniek, napisz! Masz przecież zeszyt i długopis – Mama nie mogła go zrozumieć.
Tato odsuwał talerz, poprawiał się na wózku i zaczynał pisać. Mama patrzyła mu przez ramię. – A, rozmawiałeś z panem Pawłowskim – uśmiechała się.

Takie to były nieporadne rozmowy.

Jedyna rzecz, która latem skłaniała go do powrotu, był przyjazd dzieci. Siadał wtedy w progu pomiędzy kuchnią a pokojem, całkowicie tarasując przejście, widocznie tam było mu najwygodniej, i słuchał. Pamiętam jego oczy, okrągłe, głęboko osadzone i niebieskie jak niebo. Wiosną i latem błyszczały. Jesienią i zimą, kiedy nie mógł wychodzić na dwór, były poszarzałe.

Na dwa dni przed śmiercią w jego oczach królował bezgraniczny smutek. Wiedział, że umiera i szukał ratunku, a ja nie potrafiłam mu pomóc. Razem z bratem pomagaliśmy mu wejść do łazienki. Był bardzo słaby. Posadziłam go na krześle i zaczęłam rozbierać. Rozpłakał się.

– Nie płacz, kiedyś ty mnie myłeś, teraz ja ci pomogę – pocałowałam go w czoło.

W nocy zabrało go pogotowie. Kiedy wieczorem 3 stycznia 2010 roku podałam mu ostatni posiłek, obiecałam, że przyjdę rano i dam mu śniadanie. Był niespokojny. Pielęgniarki przywiązały jego ręce do poręczy, aby nie wyrwał sobie kroplówki.

Zmarł 4 stycznia 2010 roku. Dokładnie dwa lata temu. Tylu rzeczy nie zdążyłam mu powiedzieć, zwłaszcza jak bardzo go kocham, ale myślę, że on wie. Mówią, że czas leczy rany. To nieprawda. Brakuje mi go wciąż tak samo mocno.

Niewiele mam zdjęć taty. Powyższe jest jednym z ostatnich. Zostało zrobione w wigilię 2007 roku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Tato

  1. jula :D pisze:

    Piękne zdjęcie, to Ty jesteś z Nim?…
    Mój tata umarł 16 lipca 2010r . Chciał, bardzo chciał dożyć do Euro , ale się nie udało. Powiem Ci , że bardzo pomogła mi blogerka Jadwiga w tym czasie . Teraz umiera Jej tata, teraz ja ja wspomagam, bo wiem , że nawet i takie rozmowy na blogu bardzo pomagaja.
    Smutne są te wspomnienia, zawsze się zastanawiam, czy mogłabym coś więcej i gdyby to to może by żył ?….
    Ale taka kolej rzeczy , nikt nie jest nieśmiertelny. Tylko ciągle nam się wydaje ,że zbyt wcześnie , ale czy na śmierć w ogóle jest pora?…. 🙁

    • graszka pisze:

      Tak, to ja z moim tatą. Jula, może miesiąc przed śmiercią taty, lekarze chcieli mu obciąć nogę do kolana. Wtedy nie zajęłam stanowiska, powiedziałam jedynie, że sam musi zadecydować. Są dni, ze myślę, że powinnam mu pomóc podjąć decyzję, namówić go na tą operację, może wtedy by jeszcze żył?. Ale są też takie, kiedy myślę, że już nie cierpi, że tam gdzie jest jest mu już dobrze, że go nie boli. Masz rację bliscy za szybko od nas odchodzą.

  2. jula :D pisze:

    Piękne zdjęcie, to Ty jesteś z Nim?…
    Mój tata umarł 16 lipca 2010r . Chciał, bardzo chciał dożyć do Euro , ale się nie udało. Powiem Ci , że bardzo pomogła mi blogerka Jadwiga w tym czasie . Teraz umiera Jej tata, teraz ja ja wspomagam, bo wiem , że nawet i takie rozmowy na blogu bardzo pomagaja.
    Smutne są te wspomnienia, zawsze się zastanawiam, czy mogłabym coś więcej i gdyby to to może by żył ?….
    Ale taka kolej rzeczy , nikt nie jest nieśmiertelny. Tylko ciągle nam się wydaje ,że zbyt wcześnie , ale czy na śmierć w ogóle jest pora?…. 🙁

    • graszka pisze:

      Tak, to ja z moim tatą. Jula, może miesiąc przed śmiercią taty, lekarze chcieli mu obciąć nogę do kolana. Wtedy nie zajęłam stanowiska, powiedziałam jedynie, że sam musi zadecydować. Są dni, ze myślę, że powinnam mu pomóc podjąć decyzję, namówić go na tą operację, może wtedy by jeszcze żył?. Ale są też takie, kiedy myślę, że już nie cierpi, że tam gdzie jest jest mu już dobrze, że go nie boli. Masz rację bliscy za szybko od nas odchodzą.

  3. Mariola Nyks pisze:

    Pięknie piszesz… Z ogromną przyjemnością czytam Twoje teksty ocierając łzy, czasem uśmiechając:) Dzisiaj dopiero odkryłam, że to jesteś Ty! i zastanowiłam się, czy mnie jeszcze pamiętasz…..To niesamowite, ale poczułam coś dziwnie miłego:) Pozdrawiam serdecznie:)

    • graszka pisze:

      Przepraszam, nie chcę urazić ale nazwisko mi nic nie mówi. Starość, na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie napisać, że zawsze miałam problemy z zapamiętaniem nazwisk. Chodziłyśmy razem do podstawówki? A tak w ogóle dziękuje za komentarz.

      • Mariola Nyks pisze:

        Oczywiście, że chodziłyśmy razem do SP, tylko ja do ‚B’ a Ty do ‚C’, o ile dobrze pamiętam. Zajrzyj do mnie na Fb i myślę, że pamięć wygrzebie mnie z zakamarków…mam przynajmniej taką nadzieję:) Ja pamiętam Twoje panieńskie nazwisko i Ty też powinnaś, ale…czekam z radością!

  4. Mariola Nyks pisze:

    Pięknie piszesz… Z ogromną przyjemnością czytam Twoje teksty ocierając łzy, czasem uśmiechając:) Dzisiaj dopiero odkryłam, że to jesteś Ty! i zastanowiłam się, czy mnie jeszcze pamiętasz…..To niesamowite, ale poczułam coś dziwnie miłego:) Pozdrawiam serdecznie:)

    • graszka pisze:

      Przepraszam, nie chcę urazić ale nazwisko mi nic nie mówi. Starość, na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie napisać, że zawsze miałam problemy z zapamiętaniem nazwisk. Chodziłyśmy razem do podstawówki? A tak w ogóle dziękuje za komentarz.

      • Mariola Nyks pisze:

        Oczywiście, że chodziłyśmy razem do SP, tylko ja do ‚B’ a Ty do ‚C’, o ile dobrze pamiętam. Zajrzyj do mnie na Fb i myślę, że pamięć wygrzebie mnie z zakamarków…mam przynajmniej taką nadzieję:) Ja pamiętam Twoje panieńskie nazwisko i Ty też powinnaś, ale…czekam z radością!

  5. majka pisze:

    o tatce moje wspomnienia, mam ich wiele,
    ostatnim jego życzeniem była prośba o wafelki cytrynowe :
    ” kup mi proszę w tym sklepie na rogu, one tam zawsze są”,
    a ja z braku czasu kupiłam w innym, i inne, choć też cytrynowe,
    a potem kolejne tygodnie przy jego łóżku , i ta niemoc, gdy on już tylko w sny dalekie odchodził.
    Dziś świętowanie , w kalendarzu zapisane jako Trzech Króli, tych, co z podarunkiem wędrowali,
    Swemu tatce cytrynowe myśli poślę,
    Grażko bądź spokojna, oni tam gdzieś ….,
    ale wciąż są z nami, i czują jak bardzo ich kochamy

    • graszka pisze:

      Bardzo ucieszył mnie twój komentarz, czasami mi się wydaje, że człowiek się starzeje, żyje wspomnieniami, rozpamiętuje pewne szczegóły. A ty pisząc o wafelka utwierdziłaś mnie w tym, że o takich rzeczach jednak się po prostu pamięta.

  6. majka pisze:

    o tatce moje wspomnienia, mam ich wiele,
    ostatnim jego życzeniem była prośba o wafelki cytrynowe :
    ” kup mi proszę w tym sklepie na rogu, one tam zawsze są”,
    a ja z braku czasu kupiłam w innym, i inne, choć też cytrynowe,
    a potem kolejne tygodnie przy jego łóżku , i ta niemoc, gdy on już tylko w sny dalekie odchodził.
    Dziś świętowanie , w kalendarzu zapisane jako Trzech Króli, tych, co z podarunkiem wędrowali,
    Swemu tatce cytrynowe myśli poślę,
    Grażko bądź spokojna, oni tam gdzieś ….,
    ale wciąż są z nami, i czują jak bardzo ich kochamy

    • graszka pisze:

      Bardzo ucieszył mnie twój komentarz, czasami mi się wydaje, że człowiek się starzeje, żyje wspomnieniami, rozpamiętuje pewne szczegóły. A ty pisząc o wafelka utwierdziłaś mnie w tym, że o takich rzeczach jednak się po prostu pamięta.

Możliwość komentowania jest wyłączona.