Mam dość

Wybudził mnie ze snu budzik  w telefonie. Jeszcze minutę pomyślałam, pośpiesznie nastawiając  kolejne budzenie za 15 minut. Rano, piętnaście minut spania jest zbawieniem. Ociężale wstawałam z łóżka, zrezygnowałam z makijażu, ale bez kawy nie mogłam się obyć. Udało mi się wypić  pół kubka.  Palcami poprawiłam włosy, wciągnęłam spodnie, flanelową koszulę i zbiegłam ze schodów. Chłodny poranek i ciemności na dworze.
Minął miesiąc jak jeżdżę sprzątać biura architektów i dom modelowy. Właściwie drogę znam  prawie na pamięć. Mijam Biedronkę i Tesco, las na Rotmance na rondzie skręcam w lewo i już jestem.

Miło i grzecznie wita mnie ochroniarz, który czekał już z kluczami na schodach
– wiedziałem, że to pani, piszczy pani pasek klinowy.

Otwieram klatkę schodową. Z kantorka  biorę siatkę z ścierkami, do wiadra wlewam płyn do podłóg o zapachu pomarańczy. Do drugiej ręki biorę mopa, miotłę i szufelkę. Tak wyposażona wchodzę na drugie piętro. Pięć biur, kuchnia i toaleta.

Wykonuję te same czynności. Zbieram kubki które pozostały na biurkach od środy, wkładam je do zlewu i zalewam  wodą żeby odmokły. Zbieram śmieci, ścieram kurze, podlewam kwiaty,  zamiatam, zmywam podłogę. Na  deser zostawiam sobie toaletę. Zerkam co chwilę na zegarek, mam na biura godzinę.  Muszę się wyrobić, czy mi się chce sprzątać, czy mi się nie chce. A dzisiaj wyjątkowo mi się nie chce. Na końcu zamiatam klatkę schodową wyłożoną marmurem, a może to tylko lastryko. Nie wiem.

Jak zwykle w poniedziałek  mijam panią architekt .  Jak zwykle mówię sobie, że nie powiem jej nigdy więcej dzień dobry. A jednak cholera jasna tak nie potrafię. Więc mówię grzecznie to cholerne dzień dobry. Młoda,  piękna kobieta  o długich  do pasa blond  włosach, nie zauważa mnie zupełnie, tylko  mija  beznamiętnie. Zatrzymuję się  na schodach, słyszę w oddali jej obcasy. Po chwili zapada cisza. Na klatce  pozostał  tylko zapach drogich perfum.

Wchodzę do drugiego budynku, i nagle żaden klucz nie pasuje do zamka. I myślę sobie i jeszcze i to. Próbuje nie myśleć o architektce, próbuje, ale nie potrafię.

Boże, jak ja nie lubię sprzątać, jak męczy mnie ta praca. Nie mam na to siły, prawa ręka coraz bardziej zaczyna boleć.

Po skończonej pracy wsiadam w auto i jadę pod Auchan.  Umówiłam się tam z szefową. Miała mi dać wypłatę. Co prawda podałam jej wcześniej numer konta, ale   po co robić przelew skoro ona ma gotówkę. Czuję się jak żebrak, który wyciąga rękę po jałmużną, i nie potrafię wytłumaczyć dlaczego  tak się czuję. Wkładam rękę  pomiędzy uda, robi jej się ciepło, krew zaczęła krążyć, ból staje się mnie uciążliwy.

Czekam pod sklepem 15 minut. W końcu jest. Wypłaca mi 600 złoty za architektów i 150 zł za sprzątanie banku w Wrzeszczu. Wkładam pieniądze do kieszeni i wracając z powrotem do domu.

Zastanawiam się co ja właściwie mam z nimi zrobić, opłacić mieszkanie? – do mieszkania brakuje jeszcze 70 zł, kablówkę, żeby nie odcięli mi internetu?. A może zaszaleć, wejść do Biedronki  i nie patrzeć na ceny , tylko ładować do tego pieprzonego wózka wszystko to na co ma się ochotę. I raz  nie myśleć, że bez tego mogę się obyć, że nie muszę jeść pomarańczy i ananasów. Tak po prostu mieć to wszystko w dupie. Kupić sobie sukienkę, bieliznę a może perfumy, które dawno się skończyły.

Docieram do domu, a w domu znowu jestem panią od sprzątania. Zaglądam do lodówki, wyciągam skrzydełka na zupę pieczarkową z makaronem i lanymi kluskami, której nie lubię, ale akurat tylko to jest w lodówce. Wchodzę do łazienki. Niezakręcona  pasta do mycia zębów, na pralce puste rolki od papieru toaletowego. Oczywiście kto ma to wszystko posprzątać? Kto jak nie ja ma wymyć kibel i wannę.

Od dłuższego czasu nie mam światła na korytarzu i nie działa kontakt w łazience.  To jest chyba jedyna rzecz której nie potrafię zrobić ,  boję się prądu jak ognia. Patrzę na ścianę w kuchni, obdrapana farba. A tyle razy proszę odsuń to krzesło bo rysujesz ścianę, a przecież malowałam ją w zeszłym roku.
Wszystko załatwię, zamaluję, pomaluję, no przecież  dostałam farbę od Honi, wożę ją od tygodnia w bagażniku. Tylko kiedy i jakim kosztem mam to zrobić?

Jutro, kolejny taki sam dzień.  Znowu  pojadę sprzątać dom pewnego pana, a później ten pan nie zważając, która jest godzina będzie dzwonił do mnie.
– pani Grażyno, gdzie schowała pani pieprz. Po takim kolejnym telefonie, chce mi się powiedzieć w sypialni pod pana kołdrą, ale jak zwykle, grzecznie odpowiem w szafce w kuchni tam gdzie ma pan przyprawy.
I za chwilę będzie kolejny telefon
– pani Grażyno – a gdzie powiesiła pani moją białą koszulę. I ja znowu jak ta grzeczna dobrze wychowana dziewczynka odpowiem – w pana gabinecie w szafie tam gdzie są wszystkie pana koszule.
I za chwilę kolejny…..
Mam dość pytań, co będzie jutro na obiad, że skończył się cukier, co zrobisz na kolacje. Mam dość sprzątania, odpowiadania na głupie pytania. Proszenia o wypłacenie pieniędzy. Co powinnam jeszcze zrobić a czego nie powinnam.

Tak,  to wszystko moja wina, każdy jest kowalem własnego losu, ja zadecydowałam,  ja wychowałam. Wiem, inni mają gorzej pracują za miskę ryżu, chodzą na boso a o aucie mogą sobie tylko pomarzyć.

Ja to wszystko wiem, ten stan prędzej czy później mi przejdzie, ja go wypłaczę, wykrzyczę w pisaniu. Teraz jedynie jestem zmęczona, i chciałabym chociaż przez moment przestać myśleć o zakupach, sprzątaniu, praniu. Chciałabym, żeby raz ktoś za mnie pomyślał. Tak po prostu powiedział – a dzisiaj ugotuję ci …….

PS Tak wygląda tekst bez korekty, wykrzyczany. Trudno musiałam sobie ulżyć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Mam dość

  1. majka pisze:

    Graszko, każdy z nas jak mantrę powtarza – ‚mam dość’,
    a potem na inne słowa mantrę zamienia, ale już te dobre – budujące – bo dobrze będzie, i dam radę.
    a życie jak kalejdoskop się zmienia, jak i lata mijające.
    Słuchałam tylko z płyt „Lombardu” i buntowałam się, bo byłam uwiązana dzieckiem, domem itd, a tak chciałam do ludzi 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=B4O_zHU09tI

  2. majka pisze:

    Graszko, każdy z nas jak mantrę powtarza – ‚mam dość’,
    a potem na inne słowa mantrę zamienia, ale już te dobre – budujące – bo dobrze będzie, i dam radę.
    a życie jak kalejdoskop się zmienia, jak i lata mijające.
    Słuchałam tylko z płyt „Lombardu” i buntowałam się, bo byłam uwiązana dzieckiem, domem itd, a tak chciałam do ludzi 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=B4O_zHU09tI

  3. majka pisze:

    poniżej polska wersja bardziej znana, i mnie bliższa, bo angielski poszedł w kąt, gdy już dwójce dzieci świat otwierałam 😉
    http://www.youtube.com/watch?v=9c438Oh3qbU&feature=related

  4. majka pisze:

    poniżej polska wersja bardziej znana, i mnie bliższa, bo angielski poszedł w kąt, gdy już dwójce dzieci świat otwierałam 😉
    http://www.youtube.com/watch?v=9c438Oh3qbU&feature=related

  5. Tetryk56 pisze:

    Nie wiem, czy nie powtarzam znanego ci wątku, ale warto posłuchać wypowiedzi St. Jobsa: http://www.youtube.com/watch?v=SNlJVj6xaCQ&NR=1&hd=1

  6. Tetryk56 pisze:

    Nie wiem, czy nie powtarzam znanego ci wątku, ale warto posłuchać wypowiedzi St. Jobsa: http://www.youtube.com/watch?v=SNlJVj6xaCQ&NR=1&hd=1

  7. graszka pisze:

    Majko, Tetryku, bardzo wam dziękuje. Troszkę późno, ale czasami tak mam, muszę nabrać dystansu, odpocząć.
    Właśnie wróciłam z jednego sprzątania a o 14 jadę na następne. Swoją drogą to nie wiedziałam, że brudne filiżanki ustawia się pomiędzy segregatory. Jak widać człowiek cały czas się uczy i głupi umiera. Postanowiłam być w pracy wcześniej aby uniknąć spotkania z panią architekt. Szkoda mojego życia na takie emocje.

  8. graszka pisze:

    Majko, Tetryku, bardzo wam dziękuje. Troszkę późno, ale czasami tak mam, muszę nabrać dystansu, odpocząć.
    Właśnie wróciłam z jednego sprzątania a o 14 jadę na następne. Swoją drogą to nie wiedziałam, że brudne filiżanki ustawia się pomiędzy segregatory. Jak widać człowiek cały czas się uczy i głupi umiera. Postanowiłam być w pracy wcześniej aby uniknąć spotkania z panią architekt. Szkoda mojego życia na takie emocje.

  9. krakowianka_jedna pisze:

    Rozplakalam się, sama przezywam to samo w tej chwili.
    Szukam jakiegos rozwiazania tej sytuacji, bo dlugo nie pociagne, a utrzymac sie trzeba.
    Pozdrawiam, trzymaj sie jakos.

    • graszka pisze:

      Sprzątanie to niewdzięczna, ciężka praca. Przez wiele lat pracowałam w biurze, i też wracałam z pracy zmęczona. Ale to zmęczenie nie jest porównywalne do tamtego.
      Ps Nie napiszę Ci, będzie dobrze, bo sama nie wiem jak będzie. Trzymam za Ciebie kciuki

  10. krakowianka_jedna pisze:

    Rozplakalam się, sama przezywam to samo w tej chwili.
    Szukam jakiegos rozwiazania tej sytuacji, bo dlugo nie pociagne, a utrzymac sie trzeba.
    Pozdrawiam, trzymaj sie jakos.

    • graszka pisze:

      Sprzątanie to niewdzięczna, ciężka praca. Przez wiele lat pracowałam w biurze, i też wracałam z pracy zmęczona. Ale to zmęczenie nie jest porównywalne do tamtego.
      Ps Nie napiszę Ci, będzie dobrze, bo sama nie wiem jak będzie. Trzymam za Ciebie kciuki

  11. gacia pisze:

    Każda z nas tak ma,ja też sprzątam,biura,kible,jadalna,kuchnia,korytarze.Padam na twarz.Myśle sobie,czemu mam czuć sie gorsza od tych wszystkich wypachnionych pracownikach biur.Sprzątam i co z tego, niech sobie myślą ,,sprzątaczka ,a co tam,,Ktoś musi wykonywać taka prace,ale coś robie ,nie chodze na żebry,nie narzekam że jest ciężko,nie siedze na dupie,bo tak nic nie wysiedze,lepiej tak niż być na zasiłku lub stać pod marketem i żebrać.Jestem sprzątaczka,ale znam swoja wartość i nikomu nie pozwole ,żeby mna pogardzał dlatego że ma lepsze wykształcenie.Chodze z głowa uniesiona do gory,staram sie byc miła,codzienne dziendobry,co słychac,jak zdrówko,wuchodze na przeciw,jesli jest człowiek kulturalny to zawsze odpowie,tak zdobywam zaufanie i sympatie.Mam złe dni,płacze,ale co mam robić,przeciez sie nie powiesze.Mam dobrego męża,dwoje dzieci,psa,oni sa dla mnie wszystkim,a sprzatanie ?to tylko praca.Dziewczyny głowy do góry.

  12. gacia pisze:

    Każda z nas tak ma,ja też sprzątam,biura,kible,jadalna,kuchnia,korytarze.Padam na twarz.Myśle sobie,czemu mam czuć sie gorsza od tych wszystkich wypachnionych pracownikach biur.Sprzątam i co z tego, niech sobie myślą ,,sprzątaczka ,a co tam,,Ktoś musi wykonywać taka prace,ale coś robie ,nie chodze na żebry,nie narzekam że jest ciężko,nie siedze na dupie,bo tak nic nie wysiedze,lepiej tak niż być na zasiłku lub stać pod marketem i żebrać.Jestem sprzątaczka,ale znam swoja wartość i nikomu nie pozwole ,żeby mna pogardzał dlatego że ma lepsze wykształcenie.Chodze z głowa uniesiona do gory,staram sie byc miła,codzienne dziendobry,co słychac,jak zdrówko,wuchodze na przeciw,jesli jest człowiek kulturalny to zawsze odpowie,tak zdobywam zaufanie i sympatie.Mam złe dni,płacze,ale co mam robić,przeciez sie nie powiesze.Mam dobrego męża,dwoje dzieci,psa,oni sa dla mnie wszystkim,a sprzatanie ?to tylko praca.Dziewczyny głowy do góry.

Możliwość komentowania jest wyłączona.