On

Tydzień umknął mi sama nie wiem kiedy. Szast prast i odhaczony. Czasami myślę, że to dobrze, że czas gna jak pociąg pośpieszny. Ani się obejrzymy nastanie nam najpiękniejsza pora roku – wiosna, a potem lato. Oby ciepłe i bezdeszczowe.

Tydzień upłynął na harówce od świtu do nocy. W środę wstałam o czwartej rano i pojechałam z dziewczynami do Grudziądza, sprzątać sklep sieci H&M w nowo budowanym centrum handlowym. Zaprawdę dziwnie wygląda sklep przed otwarciem. Bez regałów, ciuchów i ekspedientek. Wielka pusta przestrzeń do posprzątania.

Jak zwykle budowlańcy mają obsuwę. Latają jak kot z pęcherzem. Wymachują pędzlami, młotkami, śrubokrętami, coś poprawiają, domalowują, przykręcają, wrzeszczą na siebie, warczą. Wszystko na ostatnią chwilę. Bałagan panuje niemiłosierny, istna stajnia Augiasza, i my to mamy posprzątać w parę godzin, które dzielą od odbioru budynku.

Lecz nie o sprzątaniu będzie mowa. Chciałabym wam opowiedzieć o dniu wyjątkowym, wolnym od sprzątania na kolanach, wąchania octu, latania jak Baba Jaga na miotle. Tego dnia wzięłam wolne. Miałam się spotkać z Nim.

Nie pamiętam kiedy tak starannie szykowałam się na spotkanie z mężczyzną. Może kiedy byłam bardzo młoda i szłam na pierwszą randkę? Długo leżałam w wannie rozmyślając jak to będzie kiedy spojrzę Mu w oczy. Jaki jest naprawdę? Znałam go tylko ze zdjęć i słów które dla mnie pisał. Słyszałam też jego głos – miły, ciepły, spokojny, bardzo męski. On o mnie nie wiedział absolutnie nic.

W łazience roztaczał się subtelny zapach migdałowego balsamu do ciała. Na twarz nałożyłam maseczkę, łudząc się, że usunie zmarszczki oraz cienie pod oczami. Lecz nadzieja matką, domyślcie się czyją. Niczym konserwator zabytków starannie skryłam to co czas wyrzeźbił na mej twarzy.

W samej bieliźnie stanęłam przed szafą w przedpokoju. Na ten dzień wybrałam czarną elegancką sukienkę. Ubrałabym coś innego, ale z zupełnie dla mnie niezrozumiałego powodu, nie jestem w stanie dopiąć zamka. Czyżbym prała w zbyt wysokiej temperaturze?

Ubrałam czarne pończochy, bo nic tak nie poprawia nastroju prawdziwej kobiecie, jak piękna bielizna i pończochy. Śmierć rajstopom! Jeszcze tylko biżuteria, którą zakładam na wyjątkowe okazje i byłam gotowa do wyjścia.

Spotkanie z Nim miało mieć miejsce na Morenie. Zapomniałam wziąć mapę i kompas, zresztą zdałyby się psu na budę. Błądziłam, krążyłam, zrozpaczona pytałam aborygenów o drogę, zawracałam i dojechałam na miejsce, pięć minut przed czasem. On już pewnie czekał, patrząc co pewien czas na swój elegancji zegarek firmy Doxxa.

Ślisko! Nogi odzwyczaiły się od butów na wysokim obcasie. Parę razy cudem udało mi się nie wywinąć kozła. Zdyszana, zdenerwowana spóźnieniem, wpadłam do środka. Siedział za stołem i czekał. Uśmiechnął się na mój widok.

Ciąg dalszy tutaj

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „On

  1. Tetryk56 pisze:

    Pozwolę sobie dodać nastrojowy podkład muzyczny:
    http://www.youtube.com/watch?v=DpLYb-iMhlk
    Pozdrowienia, Graszko!

    • graszka pisze:

      Bardzo dziękuje. Dzięki tobie przypominają się utwory troszkę zapomniane, ale jednak ciągle piękne.

  2. Tetryk56 pisze:

    Pozwolę sobie dodać nastrojowy podkład muzyczny:
    http://www.youtube.com/watch?v=DpLYb-iMhlk
    Pozdrowienia, Graszko!

    • graszka pisze:

      Bardzo dziękuje. Dzięki tobie przypominają się utwory troszkę zapomniane, ale jednak ciągle piękne.

  3. jula :D pisze:

    Czekam z niecierpliwością . . . 😉

    • graszka pisze:

      Właśnie wróciłam z wernisażu pana Grzegorza Jezierskiego „Skazani na Orunie”. Oby wystarczyło mi czasu na opisanie tych wszystkich emocjonujących przeżyć.

  4. jula :D pisze:

    Czekam z niecierpliwością . . . 😉

    • graszka pisze:

      Właśnie wróciłam z wernisażu pana Grzegorza Jezierskiego „Skazani na Orunie”. Oby wystarczyło mi czasu na opisanie tych wszystkich emocjonujących przeżyć.

  5. Nivejka pisze:

    Zegarmistrz światła…:)

  6. Nivejka pisze:

    Zegarmistrz światła…:)

  7. GPS pisze:

    No cóż – doczekać się nie mogę.

    Powodzenia Graszko

  8. GPS pisze:

    No cóż – doczekać się nie mogę.

    Powodzenia Graszko

  9. Baba ze wsi pisze:

    Za Nivejką trafiłam i ja 🙂
    Podczytałam trochę starszych postów… Orunia to miejsce i mojej młodości – od czasów „Siódemki”, po studia – bo i tu mieszkali przyjaciele i rodzina. A choć teraz i Ty się przeniosłaś – świetnie rozumiem chęć zapisania wspomnień o tym co było ważne, co nas „kształtowało” 🙂

    Pozdrawiam mile i podczytam sobie dalej:)

    • graszka pisze:

      Po kłębku do sznurka 🙂
      Witam Ciebie Babo ze wsi. Ja co prawda nie pozostawiłam śladu po bytności u Ciebie ale czytałam wpis o babci. Gdyby nie dzisiejsze zamieszanie związane z urodzinami syna, zapewne zostawiłabym komentarz. Miło mi Ciebie gościć u siebie tym bardziej, że znane są Ci klimaty Oruni. Urzekła mnie twój blog, bo mimo iż mieszkam w mieście moim marzeniem jest zamieszkać na wsi.
      Pozdrawiam

      • Baba ze wsi pisze:

        Te blogi są o tyle podobne, że obie nie mieszkamy już w miejscu, o którym piszemy:)
        Ja teraz „bzyczę” jeszcze dalej niż Ty, w stronę Tczewa:)

        A prawdziwą frajdę sprawia wpatrywanie się w zdjęcia i rozpoznawanie budynków i zakątków:)

        • graszka pisze:

          Mój brat mieszka w Tczewie. A sam Tczew urzekł mnie ulicą Kościelną, no i oczywiście mostem.

  10. Baba ze wsi pisze:

    Za Nivejką trafiłam i ja 🙂
    Podczytałam trochę starszych postów… Orunia to miejsce i mojej młodości – od czasów „Siódemki”, po studia – bo i tu mieszkali przyjaciele i rodzina. A choć teraz i Ty się przeniosłaś – świetnie rozumiem chęć zapisania wspomnień o tym co było ważne, co nas „kształtowało” 🙂

    Pozdrawiam mile i podczytam sobie dalej:)

    • graszka pisze:

      Po kłębku do sznurka 🙂
      Witam Ciebie Babo ze wsi. Ja co prawda nie pozostawiłam śladu po bytności u Ciebie ale czytałam wpis o babci. Gdyby nie dzisiejsze zamieszanie związane z urodzinami syna, zapewne zostawiłabym komentarz. Miło mi Ciebie gościć u siebie tym bardziej, że znane są Ci klimaty Oruni. Urzekła mnie twój blog, bo mimo iż mieszkam w mieście moim marzeniem jest zamieszkać na wsi.
      Pozdrawiam

      • Baba ze wsi pisze:

        Te blogi są o tyle podobne, że obie nie mieszkamy już w miejscu, o którym piszemy:)
        Ja teraz „bzyczę” jeszcze dalej niż Ty, w stronę Tczewa:)

        A prawdziwą frajdę sprawia wpatrywanie się w zdjęcia i rozpoznawanie budynków i zakątków:)

        • graszka pisze:

          Mój brat mieszka w Tczewie. A sam Tczew urzekł mnie ulicą Kościelną, no i oczywiście mostem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.