Nomen Nominandum

Karol jeszcze smacznie spał, kiedy wychodziłam z domu. Nie zareagował nawet wtedy, kiedy otworzyłam drzwi do jego pokoju, żeby zwędzić mu kurtkę. Otulona dodatkowo szalem zbiegłam przeskakując co drugi stopień schodów. Niedzielny poranek zapowiadał się doskonale. Ja, aparat i słońce.

Wybrałam się dzisiaj na cmentarz, który jest przy tej samej ulicy co mój blok. Nie, nikt z moich bliskich tam nie leży, po prostu lubię atmosferę cmentarzy. Pomimo że wkoło toczy się życie, tam panuje cisza, przerywana od czasu do czasu śpiewem ptaków, ściszonymi rozmowami.

Nie wiem dlaczego, ale właśnie cmentarze bardzo mnie wyciszają i skłaniają do refleksji nad życiem. Właśnie tam uświadamiam sobie, że tak naprawdę jesteśmy tylko gośćmi na tym łez padole, a czas nam dany umyka nieuchronnie i co gorsza w tempie ekspresowym.

Gnamy nie wiadomo gdzie i po co. Tkwimy w toksycznych związkach, zamęczając siebie nawzajem, bo ślub kościelny, bo dzieci, bo trudno przepiłować telewizor na pół. Harujemy od świtu do nocy żeby zapewnić byt dzieciom i sobie. Tydzień mija na oczekiwaniu na weekend, a kiedy on nadchodzi gnijemy przed telepudłem z pilotem w ręku, uważając to za odpoczynek.

I tak mijają tygodnie, miesiąca i lata, życie przecieka nam między palcami, aż dopada nas starość i okazuję się, że na wszystko jest już za późno. Jeśli ktoś pomyśli, że mam doła, to jest w wielkim błędzie.

Po wielu latach pełzania po ziemi, urosły mi skrzydła i czuje, że latam. Nie chcę marnować czasu na kłótnie, przepychanki, szarpaninę, rozpamiętywanie krzywd i win. Chcę się cieszyć wstającym o poranku słońcem. Uczyć się nowych rzeczy, dotykać nieba, czuć we włosach tęczę. Stać się z powrotem dzieckiem, z którego twarzy bije niesamowita radość, kiedy udaje mu się zrobić pierwsze, nieporadnie kroki.

Moja głowa buzowała a ja doszłam na sam koniec cmentarza, pod szary betonowy mur. W samym rogu kilka drewnianych krzyży. Nie wiem od kogo słyszałam, zapewne od mamy, że ludzi chowanych na koszt państwa, grzebie się pod płotem.

Leżą odsunięci od tych, których pochowała rodzina. Rząd jednakowych krzyży, sztuczne kwiaty, parę wypalonych zniczy, które we Wszystkich Świętych zapaliła jakaś litościwa ręką. Na niektórych tabliczkach tylko data śmierci, a nawet brak nazwiska, zamiast niego urzędowa adnotacja „NN” – skrót od łacińskiego akronimu „Nomen Nominandum”.

Stałam tam zastanawiając się jakie było ich życie. Czego doświadczyli, ile dane im było przeżyć radości a ile smutków, gdzie są ci których pokochali, i którzy kochali ich? Pewnie można by o ich życiu napisać niejedną książkę wartą Nobla, albo nakręcić oskarowy film, lecz jest już za późno. Spoczywajcie w pokoju.

Wszystko im jedno czy na ich grobie stoi skromny drewniany krzyż, czy marmurowy pomnik. Być może pozostawili po sobie więcej dobra na tej ziemi, niż bogacz leżący pod marmurem. Być może byli znacznie szczęśliwsi niż ci co mieli wszystko za życia.

W 1976 roku Erich Fromm napisał znany esej filozoficzny zatytułowany „Mieć czy być?”. Ja znam odpowiedź, a Ty?

Ps. Jedno zdjęcie to tysiąc słów, więc niech one przybliżą wam mój dzisiejszy spacer o poranku.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 odpowiedzi na „Nomen Nominandum

  1. Baba ze wsi pisze:

    Dla mnie najsmutniejszym widokiem na cmentarzach są zawsze sztuczne, wyblakłe, sprane kwiaty.

    • graszka pisze:

      A dla mnie drewniane pochylone krzyże. To tak jak z człowiekiem, kiedy jest młody jest prosty jak struna, kiedy się starzeje, pochyla się i kurczy. Moja mama była zawsze wysoką kobietą, właściwie byłyśmy równe. Teraz pozostał z niej okruszek. Jest mniejsza ode mnie o głowę.

      • Iva Pas pisze:

        taka starość…

        • graszka pisze:

          Kiedy patrzę na moją mamę jestem przerażona starością. Nie wiem, może za dużo naoglądałam się amerykańskich filmów, o pięknej starości i ludziach nawzajem się wspierających.

          • Iva Pas pisze:

            i mentalność mamy inną, i u kresu życia zamiast korzystać z życia na ogół liczymy pieniądze w obawie by na leki i na lekarza zostały… Oczywiście nie generalizuję.

  2. Baba ze wsi pisze:

    Dla mnie najsmutniejszym widokiem na cmentarzach są zawsze sztuczne, wyblakłe, sprane kwiaty.

    • graszka pisze:

      A dla mnie drewniane pochylone krzyże. To tak jak z człowiekiem, kiedy jest młody jest prosty jak struna, kiedy się starzeje, pochyla się i kurczy. Moja mama była zawsze wysoką kobietą, właściwie byłyśmy równe. Teraz pozostał z niej okruszek. Jest mniejsza ode mnie o głowę.

      • Iva Pas pisze:

        taka starość…

        • graszka pisze:

          Kiedy patrzę na moją mamę jestem przerażona starością. Nie wiem, może za dużo naoglądałam się amerykańskich filmów, o pięknej starości i ludziach nawzajem się wspierających.

          • Iva Pas pisze:

            i mentalność mamy inną, i u kresu życia zamiast korzystać z życia na ogół liczymy pieniądze w obawie by na leki i na lekarza zostały… Oczywiście nie generalizuję.

  3. staruszek pisze:

    Graszka redivivus?

    • graszka pisze:

      Staruszku można tak powiedzieć. I to też dzięki Tobie. Wstałam dzisiaj skoro świt. Miasto moje jeszcze spało snem spokojnym, kiedy ja wychodziłam do pracy sprzątać. Ty wiesz Staruszku od czego zaczynam swoją pracę u architektów. Była dzisiaj ich cała masa, jeden po kisielu, obeschnięty, nie mogłam go doszorować. Jeszcze tydzień temu wyprowadzało mnie to z równowagi. ……takie nawyki wynosi się z domu, a ja ich porządków nie nauczę, dlatego popatrzyłam w okno. Słońce zaświeciło i to jest powód do radości. Wróciłam do domu. Zrobiłam zdjęcie widoku za kuchennym oknem. Poszłam z psem na spacer, porozmawiałam z synem, a teraz gotuję zupę fasolową….po prostu piękny dzień.

  4. staruszek pisze:

    Graszka redivivus?

    • graszka pisze:

      Staruszku można tak powiedzieć. I to też dzięki Tobie. Wstałam dzisiaj skoro świt. Miasto moje jeszcze spało snem spokojnym, kiedy ja wychodziłam do pracy sprzątać. Ty wiesz Staruszku od czego zaczynam swoją pracę u architektów. Była dzisiaj ich cała masa, jeden po kisielu, obeschnięty, nie mogłam go doszorować. Jeszcze tydzień temu wyprowadzało mnie to z równowagi. ……takie nawyki wynosi się z domu, a ja ich porządków nie nauczę, dlatego popatrzyłam w okno. Słońce zaświeciło i to jest powód do radości. Wróciłam do domu. Zrobiłam zdjęcie widoku za kuchennym oknem. Poszłam z psem na spacer, porozmawiałam z synem, a teraz gotuję zupę fasolową….po prostu piękny dzień.

  5. staruszek pisze:

    Jadłem niedawno zupę z soczewicy.
    Przy okazji dowiedziałem się, że nie jest łatwo znalęźć opis wszystkich jej odmian i jest mylona z cieciorką mającą uprawiany gatunek „powabna”.

    http://www.abanagazetesi.com/bahcataci-coronilla_emerus1.JPG

    Jeśli ma się dwóch synów, to trzeba być ostrożnym (z hasła Biblizmy w Wikipedii):

    miska soczewicy – coś mało wartościowego, za co oddaje się coś o dużym znaczeniu (Rdz 25,29-34)
    Gdy pewnego razu Jakub gotował jakąś potrawę, nadszedł z pola Ezaw bardzo znużony i rzekł do Jakuba: «Daj mi choć trochę tej czerwonej potrawy, jestem bowiem znużony». Dlatego nazwano go Edom. Jakub odpowiedział: «Odstąp mi najprzód twój przywilej pierworodztwa!» Rzekł Ezaw: «Skoro niemal umieram [z głodu], cóż mi po pierworodztwie?» Na to Jakub: «Zaraz mi przysięgnij!» Ezaw mu przysiągł i tak odstąpił swe pierworodztwo Jakubowi. Wtedy Jakub podał Ezawowi chleb i gotowaną soczewicę. Ezaw najadł się i napił, a potem wstał i oddalił się. Tak to Ezaw zlekceważył przywilej pierworodztwa.

    A wiosenny aspekt soczewicy jadalnej jest taki:

    http://www.henriettesherbal.com/files/images/photos/l/le/d04_2593_lens-culinaris.jpg

    Smacznego.

  6. staruszek pisze:

    Jadłem niedawno zupę z soczewicy.
    Przy okazji dowiedziałem się, że nie jest łatwo znalęźć opis wszystkich jej odmian i jest mylona z cieciorką mającą uprawiany gatunek „powabna”.

    http://www.abanagazetesi.com/bahcataci-coronilla_emerus1.JPG

    Jeśli ma się dwóch synów, to trzeba być ostrożnym (z hasła Biblizmy w Wikipedii):

    miska soczewicy – coś mało wartościowego, za co oddaje się coś o dużym znaczeniu (Rdz 25,29-34)
    Gdy pewnego razu Jakub gotował jakąś potrawę, nadszedł z pola Ezaw bardzo znużony i rzekł do Jakuba: «Daj mi choć trochę tej czerwonej potrawy, jestem bowiem znużony». Dlatego nazwano go Edom. Jakub odpowiedział: «Odstąp mi najprzód twój przywilej pierworodztwa!» Rzekł Ezaw: «Skoro niemal umieram [z głodu], cóż mi po pierworodztwie?» Na to Jakub: «Zaraz mi przysięgnij!» Ezaw mu przysiągł i tak odstąpił swe pierworodztwo Jakubowi. Wtedy Jakub podał Ezawowi chleb i gotowaną soczewicę. Ezaw najadł się i napił, a potem wstał i oddalił się. Tak to Ezaw zlekceważył przywilej pierworodztwa.

    A wiosenny aspekt soczewicy jadalnej jest taki:

    http://www.henriettesherbal.com/files/images/photos/l/le/d04_2593_lens-culinaris.jpg

    Smacznego.

  7. staruszek pisze:

    Coś z linkowaniem się mi nie udało. Może teraz kwitnąca:

    http://panogrodu.pl/wp-content/uploads/2011/07/soczewica.jpg

    • graszka pisze:

      Wyobraź sobie, że ja nigdy nie jadłam zupy z soczewicy. Muszę koniecznie to naprawić.

  8. staruszek pisze:

    Coś z linkowaniem się mi nie udało. Może teraz kwitnąca:

    http://panogrodu.pl/wp-content/uploads/2011/07/soczewica.jpg

    • graszka pisze:

      Wyobraź sobie, że ja nigdy nie jadłam zupy z soczewicy. Muszę koniecznie to naprawić.

  9. Iva Pas pisze:

    Też lubię i zawsze lubiłam atmosferę cmentarzy. Jakiś czas temu pisałam o tym u siebie. Jako mała dziewczynka zazdrościłam, że ludzie mają ‚swoje’ groby do odwiedzania, a ja odwiedzałam cudze… Dziś takie myślenie uznałabym za kuriozalne, ale dziecko inaczej postrzega świat i nie boi się myśleć.
    Gdy idę na grób taty mijam dziesiątki grobów czytając, zwłaszcza na tych starych płytach nagrobnych, epitafia, które jakby miały podtrzymać pamięć o osobach, których szczątki spoczywają w w grobie. Ich rodzin już dawno nie ma, oni też stali się takimi NN, mimo, że widnieje ich imię i nazwisko. Im zapalam lampkę.

    • graszka pisze:

      Z dzieciństwa mam niemiłe wspomnienia. Chodziłam na cmentarz z rodzeństwem, tatą i mamą na pewien grób. Rodzice zawsze wymijająco odpowiadali kto tam jest pochowany. Pewnego razu, moja kuzynka zdradziła mi tajemnicę, że tam leży pierwsza żona mojego ojca. A moje rodzeństwo wcale nie jest moim rodzeństwem. Zareagowałam buntem w stosunku do siostry i brata. Wiele lat musiało upłynąć, żebym mogła zrozumieć, że złość wymierzyłam w złym kierunku.
      Mimo tego wszystkiego moje rodzeństwo trwało przy mnie a teraz kiedy każde z nas ma swoje rodziny wiem, że na nich zawsze mogę liczyć.

      • Iva Pas pisze:

        Bardzo przejmująca historia:( Rodzice często zapominają, że dzieci potrafią być dorosłe i wiele trudnych spraw potrafią zrozumieć lepiej niż dorośli. To szczęście, że Twoje rodzeństwo nie chowało urazy do Ciebie i możecie liczyć na siebie:)
        Zdjęcia Twoje bardzo mi się podobają:)

  10. Iva Pas pisze:

    Też lubię i zawsze lubiłam atmosferę cmentarzy. Jakiś czas temu pisałam o tym u siebie. Jako mała dziewczynka zazdrościłam, że ludzie mają ‚swoje’ groby do odwiedzania, a ja odwiedzałam cudze… Dziś takie myślenie uznałabym za kuriozalne, ale dziecko inaczej postrzega świat i nie boi się myśleć.
    Gdy idę na grób taty mijam dziesiątki grobów czytając, zwłaszcza na tych starych płytach nagrobnych, epitafia, które jakby miały podtrzymać pamięć o osobach, których szczątki spoczywają w w grobie. Ich rodzin już dawno nie ma, oni też stali się takimi NN, mimo, że widnieje ich imię i nazwisko. Im zapalam lampkę.

    • graszka pisze:

      Z dzieciństwa mam niemiłe wspomnienia. Chodziłam na cmentarz z rodzeństwem, tatą i mamą na pewien grób. Rodzice zawsze wymijająco odpowiadali kto tam jest pochowany. Pewnego razu, moja kuzynka zdradziła mi tajemnicę, że tam leży pierwsza żona mojego ojca. A moje rodzeństwo wcale nie jest moim rodzeństwem. Zareagowałam buntem w stosunku do siostry i brata. Wiele lat musiało upłynąć, żebym mogła zrozumieć, że złość wymierzyłam w złym kierunku.
      Mimo tego wszystkiego moje rodzeństwo trwało przy mnie a teraz kiedy każde z nas ma swoje rodziny wiem, że na nich zawsze mogę liczyć.

      • Iva Pas pisze:

        Bardzo przejmująca historia:( Rodzice często zapominają, że dzieci potrafią być dorosłe i wiele trudnych spraw potrafią zrozumieć lepiej niż dorośli. To szczęście, że Twoje rodzeństwo nie chowało urazy do Ciebie i możecie liczyć na siebie:)
        Zdjęcia Twoje bardzo mi się podobają:)

  11. jula :D pisze:

    Piękne refleksyjne zdjęcia ,ale dlaczego u ciebie tak tematyka . Wiadomo , że kiedyś i nas nie będzie i dopóki rodzina , dopóki pamięć .
    Bo przecież z chwila gdy zabraknie opłat , to grób inny będzie w znane nam miejsce 🙁 .. .
    Bo wszystko przemija . ..
    Ja wyznaje zasadę, dopóki żyje, dach nad głową jest i do garnka mam co włożyć, to należy się cieszyć życiem, a że karnawału czas jeszcze jest, to radujmy się na wesoło 😆
    Pa! 😛 😀

    • graszka pisze:

      Ponieważ tak szybko przemija, zachłystuję się teraz życiem. Może teraz troszkę mniej, bo właśnie wróciłam z pracy. Kamienica 200 m wysprzątana, lśniąca, czego oczywiście nie mogę powiedzieć na temat swojego mieszkania. Zaparzyłam sobie teraz kawę i odpoczywam przed kompem 🙂
      Przypomniałaś mi karnawał trwa. Tylko gdzie te wspaniałe bale 🙁

  12. jula :D pisze:

    Piękne refleksyjne zdjęcia ,ale dlaczego u ciebie tak tematyka . Wiadomo , że kiedyś i nas nie będzie i dopóki rodzina , dopóki pamięć .
    Bo przecież z chwila gdy zabraknie opłat , to grób inny będzie w znane nam miejsce 🙁 .. .
    Bo wszystko przemija . ..
    Ja wyznaje zasadę, dopóki żyje, dach nad głową jest i do garnka mam co włożyć, to należy się cieszyć życiem, a że karnawału czas jeszcze jest, to radujmy się na wesoło 😆
    Pa! 😛 😀

    • graszka pisze:

      Ponieważ tak szybko przemija, zachłystuję się teraz życiem. Może teraz troszkę mniej, bo właśnie wróciłam z pracy. Kamienica 200 m wysprzątana, lśniąca, czego oczywiście nie mogę powiedzieć na temat swojego mieszkania. Zaparzyłam sobie teraz kawę i odpoczywam przed kompem 🙂
      Przypomniałaś mi karnawał trwa. Tylko gdzie te wspaniałe bale 🙁

  13. jula :D pisze:

    Nie ma , zresztą kto na nich bywał?… Nie wszyscy, tylko wybrańcy. może po wojnie trochę bardziej demokratycznie wszyscy i gdzie się dało .W licznych zakładach wówczas państwowych nawet na świetlicach. Dyrektor , urzędnik, robotnik – wszyscy razem na sali. Teraz podobno też po hotelach wzorem Lalki Prusa , bale charytatywne 🙁
    Żona bratanka pracuje w znanej sieci hoteli w Warszawie, to wiem.
    A zresztą .. . . ( to życie, to życie jest balem nad bale , jak napisała A.Osiecka a wyśpiewała M.Rodowicz , więc bawmy się , bo potem mogą nie zaprosić nas wcale )

  14. jula :D pisze:

    Nie ma , zresztą kto na nich bywał?… Nie wszyscy, tylko wybrańcy. może po wojnie trochę bardziej demokratycznie wszyscy i gdzie się dało .W licznych zakładach wówczas państwowych nawet na świetlicach. Dyrektor , urzędnik, robotnik – wszyscy razem na sali. Teraz podobno też po hotelach wzorem Lalki Prusa , bale charytatywne 🙁
    Żona bratanka pracuje w znanej sieci hoteli w Warszawie, to wiem.
    A zresztą .. . . ( to życie, to życie jest balem nad bale , jak napisała A.Osiecka a wyśpiewała M.Rodowicz , więc bawmy się , bo potem mogą nie zaprosić nas wcale )

Możliwość komentowania jest wyłączona.