Czekoladowe bułeczki

W moim rodzinnym domu nie było tradycji pieczenia ciast. Mama pracowała w Domu Dziecka i do domu wracała zawsze bardzo zmęczona. Oczywiście to wymówka, przecież mogłam sama się nauczyć, metodą prób i błędów.

Któregoś razu, nasza sąsiadka, pani Zosia postanowiła nauczyć mnie pieczenia ciast. Rozłożyła wszystkie składniki na kuchennym stole, i pod jej dyktando konstruowałam moje pierwsze ciasto – murzynka. Wyszedł palce lizać! Zupełnie nie rozumiem dlaczego kolejny, pieczony samodzielnie wylądował w koszu.

Znacznie później próbowałam parę razy coś upiec, ale za każdym razem wychodził mi zakalec. Zniechęcona wolałam więc piec mięsiwa. Z opresji wybawiała mnie zawsze bratowa. Ostatnim razem, na osiemnastkę syna, przyszła z upieczonym sernikiem. Również teściowa jest mistrzynią w pieczeniu ciast. Mijały lata. Syn przyzwyczaił się do faktu, że u nas ciasto jest z cukierni/sklepu albo upieczone przez kogoś z rodziny lub gości. Aż do niedzieli.

Niedzielne popołudnie spędzałam sama w domu. Syn pojechał do dziadków do Gdyni. Poranny spacer naładował mnie bardzo pozytywnie. Poświęciłam się lekturze blogów. Jednym z moich ulubionych jest blog „Domowe drobiazgi”. Tam znalazłam przepis na czekoladowe bułeczki.

W myślach zrobiłam remanent w szafkach kuchennych. Brakowało jedynie drożdży.
– Jak będziesz wracał kup drożdże – wysłałam do syna sms’a.
Karola tak zaskoczyła moja prośba, że natychmiast oddzwonił
– Mamo, a po co Ci drożdże?
– No jak to po co? Upiekę ciasto! A co? Myślałeś, że będziemy bimber pędzić? – zaśmiałam się.
– Halo Houston! Powtórzcie bo nie zrozumieliśmy – szczęka musiała mu pewnie opaść do ziemi.
– C-I-A-S-T-O! –

Już od drzwi nie dawał mi spokoju, zadawał tysiące pytań, trajkotał jak najęty.
– Jakie ciasto? Skąd masz przepis? A uda ci się? A kiedy będę mógł zjeść?
– Takie będą! – pokazałam mu zdjęcie na blogu.

Tak naprawdę nie wierzyłam sama w to co mówię. Przepisałam przepis do zeszytu aby nie latać co chwila do komputera i zamknęłam się w kuchni aby bawić się w czarodzieja, a może raczej czarownicę?

Zgodnie z przepisem zaczyn musiał odstać w cieple przez godzinę. Postawiłam krzesło o bok grzejnika, a na nim położyłam miskę z ciastem.
– Mamo, a nie jest mu za zimno? – usłyszałam zza pleców. Jak on tu wlazł? Niecierpliwiec jeden!

Poleciałam po koc, otuliłam miskę niczym niemowlę, podkręciłam grzejniki. Z niecierpliwością odliczaliśmy minuty. Czas płynął jak żółw ociężale. Co chwilę zerkaliśmy rośnie czy nie rośnie? Po godzinie przystąpiłam do drugiego etapu. Urwałam kawałek ciasta i uformowałam z niego placuszek, nałożyłam Nutelii i zasklepiłam. Ostrożnie położyłam na tortownicy.

Syn cały czas zwisał nade mną. Nie sposób było go wygonić. Cały czas molestował mnie pytaniem za ile czasu będzie gotowe. Uśmiechałam się, ale w głębi serca czaił się niepokój, że coś znowu pójdzie nie tak i wyjdzie moja „specialite de table” czyli… zakalec.

Włożyliśmy ciasto do piekarnika. Przez 30 minut tkwiliśmy z nosami przylepionymi do szyby piekarnika. Ciasto zaczęło się rumienić. Po kuchni rozszedł się niesamowicie smakowity aromat.

– Yes! Yes! Yes! – krzyknęłam wyciągając moje dzieło z piekarnika.

Jeszcze gorące pałaszowaliśmy. Wyszło super!

– Mamo, to teraz jakie ciasto upieczesz? – zapytał syn z pełnymi ustami – może snikersa?
– Ej, dzieciaku, nie mam przepisu.
– A od czego masz Internet? Poszperaj, może u tej pani znajdziesz.

Miał rację, może tak nauczę się tej arcytrudnej sztuki pieczenia ciast?

Oczywiście moje zdjęcia nie wyszły jak Ady, ale moja radość była przeogromna. Pięknie pachniało ciastem i mimo siarczystego mrozu, u nas w kuchni zapanowała wiosna. Zwykłe ciasto a tyle radości.

 

PS. Podziękowania dla Ady

Dla zainteresowanych  Przepis

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

38 odpowiedzi na „Czekoladowe bułeczki

  1. Iva Pas pisze:

    Rzeczywiście zapachniało u Ciebie:)
    Ja nie lubię ani piec, ani gotować, ale robię to i jeśli chodzi o ciasta to wspieram się często internetem, resztę, np. pieczenie mięs właśnie, robię sama i nawet chwalą mnie, ale chyba bardziej dlatego, bym się całkiem nie zniechęciła do gotowania;)
    Pozdrawiam:)

  2. Iva Pas pisze:

    Rzeczywiście zapachniało u Ciebie:)
    Ja nie lubię ani piec, ani gotować, ale robię to i jeśli chodzi o ciasta to wspieram się często internetem, resztę, np. pieczenie mięs właśnie, robię sama i nawet chwalą mnie, ale chyba bardziej dlatego, bym się całkiem nie zniechęciła do gotowania;)
    Pozdrawiam:)

  3. St. Dreptak pisze:

    🙂
    Witamy w gronie „garkotłuków” 😀
    Zapraszam do nas na kuchnię – tam jest dużo przepisowej jazdy bez trzymanki – po przekroczeniu pewnego progu (nie mam pojęcia jakiego) wszystko zaczyna „samo” wychodzić. Zawsze jest wesoło, gdy zaciekawione babeczki próbują podglądać taką „sztukę” – trochę tego, trochę tego i jeszcze może to? A! Zapomniałem o czymś – będzie dobrze? A przepis? Jaki przepis? 😀

  4. St. Dreptak pisze:

    🙂
    Witamy w gronie „garkotłuków” 😀
    Zapraszam do nas na kuchnię – tam jest dużo przepisowej jazdy bez trzymanki – po przekroczeniu pewnego progu (nie mam pojęcia jakiego) wszystko zaczyna „samo” wychodzić. Zawsze jest wesoło, gdy zaciekawione babeczki próbują podglądać taką „sztukę” – trochę tego, trochę tego i jeszcze może to? A! Zapomniałem o czymś – będzie dobrze? A przepis? Jaki przepis? 😀

  5. Nivejka pisze:

    Nic tak dobrze nie wpływa na rodzinna atmosferę jak zapach śwież
    o upieczonego ciasta:)

  6. Nivejka pisze:

    Nic tak dobrze nie wpływa na rodzinna atmosferę jak zapach śwież
    o upieczonego ciasta:)

  7. Baba ze wsi pisze:

    Prawda, że to ogromna satysfakcja? 🙂
    Ja tez niedawno odkryłam, że drożdżowe całkiem łatwo się robi i wcale nie trzeba wygniatać – ot, zabełtac, wygrzać i cudo bułeczki, rogaliki, paszteciki, chlebek 🙂 Tylko do ideału drożdżówki cioci z Marszewa nie mogę się za nic zbliżyć 🙂
    A do pizzy nawet nie musi wyrastać – wystarcza do zimnego piekarnika włozyć i wystartować z niską temperaturą 🙂

    Ciepłe pozdrowienie

    • graszka pisze:

      Masz rację, kiedy się uda, daje to ogromną satysfakcję i ten zapach w mieszkaniu….

  8. Baba ze wsi pisze:

    Prawda, że to ogromna satysfakcja? 🙂
    Ja tez niedawno odkryłam, że drożdżowe całkiem łatwo się robi i wcale nie trzeba wygniatać – ot, zabełtac, wygrzać i cudo bułeczki, rogaliki, paszteciki, chlebek 🙂 Tylko do ideału drożdżówki cioci z Marszewa nie mogę się za nic zbliżyć 🙂
    A do pizzy nawet nie musi wyrastać – wystarcza do zimnego piekarnika włozyć i wystartować z niską temperaturą 🙂

    Ciepłe pozdrowienie

    • graszka pisze:

      Masz rację, kiedy się uda, daje to ogromną satysfakcję i ten zapach w mieszkaniu….

  9. majka pisze:

    Zajrzałam z rana na głodniaka, ślinka poleciała, więc raporty będę sporządzać z bułką w zębach 🙂
    a to szefowa się zdziwi, jak na marginesach będą szlaczki czekoladowe 🙂

    • graszka pisze:

      Ja od poniedziałku jestem na diecie, oj za wielkie słowo. Przytyło mi się okrutnie i próbuję coś zwalić. A tu teraz pieczenie ciast mnie czeka, bo syn nie odpuszcza 🙂

  10. majka pisze:

    Zajrzałam z rana na głodniaka, ślinka poleciała, więc raporty będę sporządzać z bułką w zębach 🙂
    a to szefowa się zdziwi, jak na marginesach będą szlaczki czekoladowe 🙂

    • graszka pisze:

      Ja od poniedziałku jestem na diecie, oj za wielkie słowo. Przytyło mi się okrutnie i próbuję coś zwalić. A tu teraz pieczenie ciast mnie czeka, bo syn nie odpuszcza 🙂

  11. graszka pisze:

    Wczoraj poległam ze zmęczenia. Położyłam się wcześniej z książką i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Dzisiaj pobudka przed piątą, sprzątanie u architektów. Kubki, kurze, mycie podłóg. Nie mogłam sobie jednak odmówić i zrobiłam parę zdjęć. A temu wszystkiemu winna jest Iva Pas, nie mogę zapomnieć o jej pięknych czarno białych zdjęciach. I takim o to sposobem kolejny dzień zaczęłam pozytywnie.
    Ps. W niedzielę planuje kolejne pieczenie – syn nalega

    • Iva Pas pisze:

      Ciesze się, że na coś mogłam się przydałam się:))) Jestem ciekawa tych zdjęć:)
      A synowi trzeba dogadzać, póki daje taką szansę;))

      • graszka pisze:

        Nie wiem czy masz konto na FB, jeśli tak to zapraszam do oglądnięcia moich zdjęć z Oruni. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Orunia.

  12. graszka pisze:

    Wczoraj poległam ze zmęczenia. Położyłam się wcześniej z książką i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Dzisiaj pobudka przed piątą, sprzątanie u architektów. Kubki, kurze, mycie podłóg. Nie mogłam sobie jednak odmówić i zrobiłam parę zdjęć. A temu wszystkiemu winna jest Iva Pas, nie mogę zapomnieć o jej pięknych czarno białych zdjęciach. I takim o to sposobem kolejny dzień zaczęłam pozytywnie.
    Ps. W niedzielę planuje kolejne pieczenie – syn nalega

    • Iva Pas pisze:

      Ciesze się, że na coś mogłam się przydałam się:))) Jestem ciekawa tych zdjęć:)
      A synowi trzeba dogadzać, póki daje taką szansę;))

      • graszka pisze:

        Nie wiem czy masz konto na FB, jeśli tak to zapraszam do oglądnięcia moich zdjęć z Oruni. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Orunia.

  13. St. Dreptak pisze:

    Moje gagatki, gdy były młodsze, pochłaniały wszystko jak leci – teraz coś marudzą o torturach tortem 😀

    • graszka pisze:

      A ja synowi pokazałam, to teraz mnie męczy. Znalazłaś przepis, pokarz zdjęcie, kiedy pieczesz.

  14. St. Dreptak pisze:

    Moje gagatki, gdy były młodsze, pochłaniały wszystko jak leci – teraz coś marudzą o torturach tortem 😀

    • graszka pisze:

      A ja synowi pokazałam, to teraz mnie męczy. Znalazłaś przepis, pokarz zdjęcie, kiedy pieczesz.

  15. zośka pisze:

    Graszko, wywołałaś mój uśmiech. Oto moja rodzinna historia:
    http://kulinarneimpresje.blogspot.com/2011/09/ku-pamieci-czyli-buchty-prababci-wandy.html
    Córka w czwartym pokoleniu wypieka 🙂

    • graszka pisze:

      Kurcze, kurcze, ja nie wiedziałam, ze prowadzisz bloga. Od razu się przyznaję, że zwędzę Ci jakiś przepis 🙂

  16. zośka pisze:

    Graszko, wywołałaś mój uśmiech. Oto moja rodzinna historia:
    http://kulinarneimpresje.blogspot.com/2011/09/ku-pamieci-czyli-buchty-prababci-wandy.html
    Córka w czwartym pokoleniu wypieka 🙂

    • graszka pisze:

      Kurcze, kurcze, ja nie wiedziałam, ze prowadzisz bloga. Od razu się przyznaję, że zwędzę Ci jakiś przepis 🙂

  17. zośka pisze:

    Graszko – bloga prowadzi przyjaciółka Córki z mężczyzną Jej życia, a że cała czwórka kocha pichcić, to przepisy wędrują pomiędzy Krakowem i Londynem.

  18. zośka pisze:

    Graszko – bloga prowadzi przyjaciółka Córki z mężczyzną Jej życia, a że cała czwórka kocha pichcić, to przepisy wędrują pomiędzy Krakowem i Londynem.

  19. majka pisze:

    Graszko , Twój syn nie męczy, on wyraził najwspanialszy komplement !

    aj tam, mnie to dopiero przytyłosie tu i ówdzie 🙂 , i jak powiadają : „kochanego ciała nigdy za wiele” ,
    no może do objętości wieloryba odrobinkę mi brakuje, ale staram się już mniej ciast wypiekać odkąd dziecka poza domem są , bo potrafię sama pół blaszki w nocnym seansie czytelniczym spałaszować 🙂

    • graszka pisze:

      Ha ha i kto to mówi- szczypiorek. Może i to ciało jakiś cudem pokochałabym, ale w nic się nie mieszczę i to mnie martwi.

  20. majka pisze:

    Graszko , Twój syn nie męczy, on wyraził najwspanialszy komplement !

    aj tam, mnie to dopiero przytyłosie tu i ówdzie 🙂 , i jak powiadają : „kochanego ciała nigdy za wiele” ,
    no może do objętości wieloryba odrobinkę mi brakuje, ale staram się już mniej ciast wypiekać odkąd dziecka poza domem są , bo potrafię sama pół blaszki w nocnym seansie czytelniczym spałaszować 🙂

    • graszka pisze:

      Ha ha i kto to mówi- szczypiorek. Może i to ciało jakiś cudem pokochałabym, ale w nic się nie mieszczę i to mnie martwi.

  21. Ada pisze:

    Bardzo się cieszę.
    Mam nadzieję, że Wam smakowały. Bo wyglądają bardzo smakowicie.
    Graszko dziękuję i pozdrawiam mocno.

    Ada

  22. Ada pisze:

    Bardzo się cieszę.
    Mam nadzieję, że Wam smakowały. Bo wyglądają bardzo smakowicie.
    Graszko dziękuję i pozdrawiam mocno.

    Ada

Możliwość komentowania jest wyłączona.