Obywatelu zrób sobie dobrze sam

Dzień zapowiadał się ciężko. Wstałam ze straszną migreną. Każdy kto doświadczył choć raz Globus Histericus, doskonale wie jak bardzo wtedy przeszkadza światło, hałas, ruch, absolutnie wszystko, cały otaczający świat. Nie mogłam zakopać się pod kołdrę wciągać nosem proszek bromowy, czekał mnie bój, bynajmniej nie ostatni.

W planach miałam wizytę w Urzędzie pracy i skarbowym. Nie pałam miłością do tych ostoi biurokracji państwowej. Nawet gdyby nie bolała mnie głowa, to niechybnie stało by się to po przekroczeniu podwoi owych instytucji. Przez moment przebiegła mi myśl samobójcza, aby niczym Szachidka, opasać się pasem wyładowanym trotylem, i wysadzić w PUP-ie, który jest od wszystkiego tylko nie od znajdowania pracy, a wraz z nim mój obolały czerep. Tylko skąd ja trotyl wezmę?

Zaparkowałam pod budynkiem na frontonie którego powinno zawisnąć hasło „praca czyni wolnym” a poniżej, żeby petenci nie robili sobie głupich nadziei: „Obywatelu zrób sobie dobrze sam”. Można by jeszcze powiesić portret Jaśnie Nam Panującego Pana Kanclerza o wilczych oczach, który obiecał (a czegoż on to nie obiecywał?) że będzie się nam im żyło lepiej, koniecznie udekorowany świeżymi kwiatami.

Parkingowy (jak zwykle ten sam) wyrwał mi cztery złote. Pan w informacji (jak zwykle ten sam) otaksował wzrokiem i skierował w kierunku maszyny losującej (jak zwykle tej samej) a na niej dwa guziki: niebieski z napisem „znajdę ci pracę” i pomarańczowy – „poradzę jak ukraść zarobić pierwszy milion”.

Na wezwaniu było napisane: „Uprzejmie proszę o zgłoszenie się z dokumentem tożsamości w dniu 21.02 w celu przyjęcia propozycji odpowiedniej pracy lub innej formy pomocy proponowanej przez Urząd Pracy”.
– Nacisnę niebieski jak niebo – pomyślałam- to trafię do anioła stróża, który tak jak ostatnio, poszpera w komputerku i z udawanym smutkiem na twarzy (mina nr 4A) powie: nie ma i nie będzie. Zupełnie jak sklepowa z mięsnego w późnym peerelu.

– To może zasięgnę rady diabła? Niech podpowie jak otworzyć własną firmę, albo nawet wspomoże finansowo, rzecz jasna po podpisaniu stosownego cyrografu. Do diabła! Pal licho duszę! Za coś trzeba żyć. Wcisnęłam oba.

Szybszy był diabeł, a właściwie diablica, szczupła młoda kobieta. Wiadomo, gdzie diabeł nie może tam babę pośle.

Lekko stremowana, bo to moje pierwsze spotkanie z agentem dołu, wytłumaczyłam, że właściwie to przyszłam na wyznaczoną mi wizytę z aniołem stróżem (diablica skrzywiła się) w celu przyjęcia propozycji pracy (uśmiechnęła się pobłażliwie) ale też chcę zasięgnąć porady na temat dofinansowania (diabelski błysk w oku) w celu założenia własnego biznesu.

Diablica powiedziała, że wyjątkowo wyręczy anioła stróża i najpierw poszuka mi pracy. Sprawdziła dowód, chwilę poprzebierała paluszkami zakończonymi krwistoczerwonymi szponami po klawiaturze, popatrzyła w ekranik, jednym słowem poudawała, że szuka.

– Niestety nie mam nic co mogłoby panią zainteresować – udekorowała oblicze obowiązkową, wyuczoną na wyjazdowych szkoleniach (Malediwy?) miną 4A. Lecz zza maski mogłam wyczytać co innego: Co ja ci będę kobiecino ściemniać? W bazie nie ma absolutnie żadnej oferty pracy. Nigdy nie było i nie będzie, bo jak się jakaś pojawi, to zaraz ją aniołki kasują a namiary przekazują krewnym i znajomym królika.

Drukarka wypluła zaproszenie na następną wizytę.
– Zostałam odbębniona – pomyślałam zrezygnowana. – Zaraz mnie spławi. I tu się pomyliłam.

Kiedy pokrótce opowiedziałam o moich planach rozpoczęcia własnej działalności gospodarczej, jej twarz rozjarzył uśmiech od ucha do ucha.

– Takie mam plany, ale nie mogę ich urealnić ponieważ nie ma pieniędzy, czy w takiej sytuacji Urząd Pracy mógłby mi pomóc? – spytałam z głupią nadzieją w sercu.

Diablica wyciągnęła kartkę w kratkę. Na cyrograf?

– Spełnia Pani wiele wymogów, takich jak status bezrobotnego, wiek ponad 45 lat i własny pomysł – zaszczebiotała. – Maksymalnie może się Pani ubiegać o 200.000 zł…

Zaczęłam bujać w obłokach. Wyobraziłam jak opalam się na egzotycznej plaży, a moje konto samo puchnie niczym babka w piekarniku. Wieczorami, popijając martini, na moim luksusowym 30-metrowym jachcie, wydaję telefonicznie dyspozycje moim pracownikom, a ciemnoskóry, umięśniony masażysta miętoli moją cielesną powłokę.

…ale – ciągnęła dalej – musi Pani dysponować 50% wkładu własnego czyli 100.000 złotych. – Zawsze jest jakieś ale – pomyślałam dobita. Zniknął jacht, egzotyczne morze i masażysta. Tymczasem ona dalej wbijała mnie jak kafar w ziemie.

– Dodatkowo musi Pani mieć dwóch poręczycieli z dochodem brutto 2.000 zł i umową o pracę lub blokadę rachunku osobistego na kwotę 120% na 12 miesięcy. Z otrzymanych pieniędzy nie może Pani opłacać ZUS-u ani podatku, a tylko 50% można przeznaczyć na materiały. Takie wnioski składa się trzy razy do roku. Przez rok Urząd Pracy będzie rozliczał Panią z każdej złotówki.

To że kontrolują, że należy przedłożyć biznesplan, to rozumiem ale skąd ja mam do cholery wziąć te 50 % własnego wkładu? Ja, bezrobotna, bez prawa do zasiłku? Napaść na bank? Widzę też już całe zastępy przyjaciół, znajomych, członków rodziny gotowych mnie żyrować….

Zrezygnowana podziękowałam pani. Faktycznie na to zasługiwała. Była miła, kompetentna. Niczemu niewinna. Bo winne jest Państwo, które ma głęboko w dupie los bezrobotnych. „Obywatelu zrób sobie dobrze sam” tak powinna brzmieć dewiza tego raju nad Wisłą. „A jak już się czegoś dorobisz to złoimy cię do  ostatniego grosza” – takie z kolei hasło powinno wisieć na frontonach Urzędów Skarbowych. Bo za coś musi się im (władcom) żyć lepiej, nieprawdaż biały murzynie?

– Pani Grażyno niech pani próbuje, nic pani nie traci – próbowała mnie pocieszyć. Co miałam jej odpowiedzieć? Że nie mam skąd wziąć na wkład własny, bo ledwo wiąże koniec z końcem?

Marzenia o szklanych domach, a raczej drewnianym domku, muszę odłożyć na półkę, pora wrócić do rzeczywistości. Do domu wróciłam z jeszcze bardziej bolącą głową, urżniętymi skrzydłami i papierkiem wyznaczającym datę następnego spotkania na czerwiec.

Poprzedni odcinek: http://orunia.org/2011/11/04/siedem-minut-sieben-minuten/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 odpowiedzi na „Obywatelu zrób sobie dobrze sam

  1. majka pisze:

    Graszko, nie napiszę słów pocieszeń, nie znam recepty na pozyskanie 50 % .
    Znając już Twój upór ( malowanie ) , myślę, że biznes plan wypali.

    Mam wciąż w głowie reportaż o pewnym Panu -„Pan Koralik”. Oglądałam w TV, i byłam pod wrażeniem determinacji tej osoby.
    Poniżej krótka wzmianka zamieszczona w prasie :
    http://www.radio.bialystok.pl/reportaz/index/n/67855

  2. majka pisze:

    Graszko, nie napiszę słów pocieszeń, nie znam recepty na pozyskanie 50 % .
    Znając już Twój upór ( malowanie ) , myślę, że biznes plan wypali.

    Mam wciąż w głowie reportaż o pewnym Panu -„Pan Koralik”. Oglądałam w TV, i byłam pod wrażeniem determinacji tej osoby.
    Poniżej krótka wzmianka zamieszczona w prasie :
    http://www.radio.bialystok.pl/reportaz/index/n/67855

  3. Baba ze wsi pisze:

    No to zaparzmy sobie ziółka i idźmy szukać tego kasyna za rentę niedowidzącej sąsiadki…
    Mój pomysł na własne „ja” też parę lat temu został za drzwiami tego samego gmachu 🙂
    Acz wtedy nawet nie chcieli wkładu własnego, a inne zaświadczenia/pozwolenia/papierki.

    I zostało cudze ja…

  4. Baba ze wsi pisze:

    No to zaparzmy sobie ziółka i idźmy szukać tego kasyna za rentę niedowidzącej sąsiadki…
    Mój pomysł na własne „ja” też parę lat temu został za drzwiami tego samego gmachu 🙂
    Acz wtedy nawet nie chcieli wkładu własnego, a inne zaświadczenia/pozwolenia/papierki.

    I zostało cudze ja…

  5. Iva Pas pisze:

    a o jakiej działalności myślałaś, jeśli to nie tajemnica?

    • graszka pisze:

      Całkiem niedawno na blogu Kasi Tusk, przeczytałam informację w stylu „kiedy wybieramy się na bal sylwestrowy nie pakujcie butów do siatek foliowych”. I tak zrodził się pomysł. Pomyślałam o opakowaniu np. wina w piękną skrzynkę ozdobioną w decoupage, owocowej herbaty w herbaciarkę. Wymyśliłam sobie sklep internetowy w stylu retro z drobiazgami. Możliwe, że rynek jest tym nasączony, ale nigdzie nie spotkałam kompletu tzn wina + skrzynki. Taki był pomysł. I na pomyśle się jedynie skończy.

      • majka pisze:

        ale dlaczego koniec ?, spróbuj zaproponować właścicielowi sklepu z winami, z herbatą, kawą, że zrobisz małą serię stosownych opakowań, lecz na spotkanie weź wzorcową skrzyneczkę. Jeśli temat chwyci, można poprosić o zaliczkę na materiały, ale z tym ostatnim może być trudniej 😉

  6. Iva Pas pisze:

    a o jakiej działalności myślałaś, jeśli to nie tajemnica?

    • graszka pisze:

      Całkiem niedawno na blogu Kasi Tusk, przeczytałam informację w stylu „kiedy wybieramy się na bal sylwestrowy nie pakujcie butów do siatek foliowych”. I tak zrodził się pomysł. Pomyślałam o opakowaniu np. wina w piękną skrzynkę ozdobioną w decoupage, owocowej herbaty w herbaciarkę. Wymyśliłam sobie sklep internetowy w stylu retro z drobiazgami. Możliwe, że rynek jest tym nasączony, ale nigdzie nie spotkałam kompletu tzn wina + skrzynki. Taki był pomysł. I na pomyśle się jedynie skończy.

      • majka pisze:

        ale dlaczego koniec ?, spróbuj zaproponować właścicielowi sklepu z winami, z herbatą, kawą, że zrobisz małą serię stosownych opakowań, lecz na spotkanie weź wzorcową skrzyneczkę. Jeśli temat chwyci, można poprosić o zaliczkę na materiały, ale z tym ostatnim może być trudniej 😉

  7. Yuka29 pisze:

    Mnie Twój pomysł się podoba, uważam że ma szanse na sukces. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że osobiście nabywałąm wino w stosownych skrzynkach (dodatkowo wyściełanych jakimś sianem :)) w winiarni przy gdańskim dworcu. Dobre winiarnie (nie mam na myśli stoisk monopolowych), mają dostawców tego typu wyrobów. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze można zaoferować inne wzornictwo, styl, whatever… Faktycznie, powinnaś poszukać ewentualnych zleceniodawców będąc uzbrojona w: A) Portfolio ze swoimi wyrobami, B) Próbki tych wyrobów właśnie. Nawet jeśli nie potrzeba skrzyneczek, to może podpowiedzą Ci inne pomysły. (W kwiaciarniach roi się od decoupagowych osłonek na doniczki). Jeśli chcesz, to mogę zrobić z Tobą akwizycyjną rundkę w wybranych miejscach i pomogę przekonać, właścicieli, że do pełnego sukcesu brakuje im tylko Twoich wyrobów 🙂

  8. Yuka29 pisze:

    Mnie Twój pomysł się podoba, uważam że ma szanse na sukces. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że osobiście nabywałąm wino w stosownych skrzynkach (dodatkowo wyściełanych jakimś sianem :)) w winiarni przy gdańskim dworcu. Dobre winiarnie (nie mam na myśli stoisk monopolowych), mają dostawców tego typu wyrobów. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze można zaoferować inne wzornictwo, styl, whatever… Faktycznie, powinnaś poszukać ewentualnych zleceniodawców będąc uzbrojona w: A) Portfolio ze swoimi wyrobami, B) Próbki tych wyrobów właśnie. Nawet jeśli nie potrzeba skrzyneczek, to może podpowiedzą Ci inne pomysły. (W kwiaciarniach roi się od decoupagowych osłonek na doniczki). Jeśli chcesz, to mogę zrobić z Tobą akwizycyjną rundkę w wybranych miejscach i pomogę przekonać, właścicieli, że do pełnego sukcesu brakuje im tylko Twoich wyrobów 🙂

  9. Nivejka pisze:

    Uszy do góry. Pani zapewne zapomniała sobie przypomnieć że wkład własny to również to co już faktycznie posiadasz. na ten przykład komputer niezbędny do prowadzenia sklepu internetowego. Posiadasz tez biurko i powierzchnię magazynowa we własnym domu:) Inna sprawa, że do tego przedsięwzięcia wcale nie potrzebujesz 200 tysięcy. Wystarczy jakieś 15. Wkład własny więc już znacznie maleje:)

    • graszka pisze:

      Faktycznie, pani tego nie powiedziała.
      Muszę się pozbyć tego okrutnego bólu głowy i zacząć działać, a przede wszystkim zacząć myśleć pozytywnie 🙂

  10. Nivejka pisze:

    Uszy do góry. Pani zapewne zapomniała sobie przypomnieć że wkład własny to również to co już faktycznie posiadasz. na ten przykład komputer niezbędny do prowadzenia sklepu internetowego. Posiadasz tez biurko i powierzchnię magazynowa we własnym domu:) Inna sprawa, że do tego przedsięwzięcia wcale nie potrzebujesz 200 tysięcy. Wystarczy jakieś 15. Wkład własny więc już znacznie maleje:)

    • graszka pisze:

      Faktycznie, pani tego nie powiedziała.
      Muszę się pozbyć tego okrutnego bólu głowy i zacząć działać, a przede wszystkim zacząć myśleć pozytywnie 🙂

  11. GPS pisze:

    http://www.youtube.com/watch?v=o7jGIoLDrZM
    to jak już przejdzie Ci ból głowy

    B.C.

  12. GPS pisze:

    http://www.youtube.com/watch?v=o7jGIoLDrZM
    to jak już przejdzie Ci ból głowy

    B.C.

  13. Norbert pisze:

    Ja też w tym tygodniu wróciłem z PUP-y…
    Wykonuję umowę zlecenie z płacą mniejszą niż 1/2 płacy minimalnej i musiałem się wyrejestrować z bycia bezrobotnym bez zasiłku. Pani powiedziała, że nawet jakbym zawarł umowę na 1 dzień to też muszę się wyrejestrować.
    No i zarejestrowałem się jako poszukujący pracy… tyle papierów jeszcze nigdy tam nie wypełniałem: karta poszukującego pracy, oświadczenie, które musiałem wypisać ręcznie, 6 druczków z drukarki, na koniec jeszcze jeden kwit… w sumie proces rejestracji trwał 40 minut i jak poszedłem 10 minut później do pośrednika po ofertę, to mój rekord był dalej blokowany przez sympatyczną panią Krzysię…

    wyszedłem zrezygnowany

    • graszka pisze:

      Bo u nas jednak papier jest najważniejszy. Powodzenia Ci życzę wytrwałości

  14. Norbert pisze:

    Ja też w tym tygodniu wróciłem z PUP-y…
    Wykonuję umowę zlecenie z płacą mniejszą niż 1/2 płacy minimalnej i musiałem się wyrejestrować z bycia bezrobotnym bez zasiłku. Pani powiedziała, że nawet jakbym zawarł umowę na 1 dzień to też muszę się wyrejestrować.
    No i zarejestrowałem się jako poszukujący pracy… tyle papierów jeszcze nigdy tam nie wypełniałem: karta poszukującego pracy, oświadczenie, które musiałem wypisać ręcznie, 6 druczków z drukarki, na koniec jeszcze jeden kwit… w sumie proces rejestracji trwał 40 minut i jak poszedłem 10 minut później do pośrednika po ofertę, to mój rekord był dalej blokowany przez sympatyczną panią Krzysię…

    wyszedłem zrezygnowany

    • graszka pisze:

      Bo u nas jednak papier jest najważniejszy. Powodzenia Ci życzę wytrwałości

  15. jula :D pisze:

    Też uważam,że próbuj po małych sklepikach coś upchnąć. Moja bratowa tak kiedyś zaczynała . Dostarczyła do jednej pani, ta poleciła koleżance i tak z czasem .. Zaczęły się zamówienia. tj. pieniądze na … Na początku małe zamówienia a z czasem większe…
    Ten dodatkowy grosz stał się podstawowym.

  16. jula :D pisze:

    Też uważam,że próbuj po małych sklepikach coś upchnąć. Moja bratowa tak kiedyś zaczynała . Dostarczyła do jednej pani, ta poleciła koleżance i tak z czasem .. Zaczęły się zamówienia. tj. pieniądze na … Na początku małe zamówienia a z czasem większe…
    Ten dodatkowy grosz stał się podstawowym.

Możliwość komentowania jest wyłączona.