Dzień w którym mogłabym przenosić góry

Zaspałam, ewidentnie zaspałam, otworzyłam oczy a zegarek pokazywał parę minut przed ósmą. Tym razem nie wpadłam w popłoch i nie latałam po mieszkaniu w pośpiechu, szukając garderoby, robiąc niestaranny makijaż.

W każdy wtorek jeżdżę sprzątać pewien dom we Wrzeszczu. Zwykle jadę tam na wczesną godzinę, bo wtedy jestem szybciej z powrotem. Mam czas na ugotowanie obiadu, napisanie tekstu na bloga lub czytanie.

Pijąc spokojnie kawę wytłumaczyłam sobie, że widocznie mój organizm był zmęczony i potrzebował błogiego snu, a skoro tego potrzebował, nie mogę się obwiniać, a tym bardziej wpadać w popłoch.

Wsiadłam do auta. Przekręciłam kluczyk. Silnik mojego lanosika zamruczał miarowo. Odruchowo pogłaskałam go po kierowniczce, dziękując w myślach, że tak wiernie mi służy, mimo że nie mam na razie pieniędzy na poważniejszą naprawę, która go czeka.

Wyjeżdżając z Pruszcza zerknęłam na wskaźnik paliwa. Co prawda wskazuje mylnie (zawyża) ale odkąd dwukrotnie zabrakło mi paliwa doskonale jestem zorientowana kiedy w baku jest jak na Saharze w dzień upalnego lata.

– Miły Boże! Na tych oparach nie dojadę do Wrzeszcza, a nawet jeśli dojadę, to o drodze powrotnej mogę zapomnieć – jęknęłam w duchu a bujna wyobraźnia usłużnie podsunęła obraz mnie ciągnącej na sznurku, w pocie czoła, mego srebrnego rumaka.

Jeszcze wczoraj miałam sto złotych. Niestety syn zachorował. Pani doktor wypisała lekarstwa i wizyta w aptece kosztowała mnie 85 zł, a były to jedynie syropy i tabletki na gardło. W kieszeni zostało 15 zł.

Jeszcze wczoraj ta sytuacja spowodowałaby u mnie depresją gigant, jak stąd do Meksyku. Zalałabym się łzami i pogrążyła w czarnych myślach. Ale dzisiaj podjechałam na stację i nalałam niecałe trzy litry. Bałam się, że przeleje, ale udało się, jednorury bandyta wyświetlił piętnaście złociszów, co do grosza, a raczej co do kropelki.

Tanecznym krokiem, pogwizdując zawadiacko podeszłam do kasy i wyszczerzona niczym Pipi Lansztrung grzmotnęłam moimi trzema rybakami (wyjaśnienie dla młodszych – kiedyś na monecie 5-cio złotowej był rybak) – A naści! Udławcie się! – zarechotałam w myślach.

Praca furkotała. Szłam jak przecinak. Mimo, że wykonywałam te same czynności, których tak naprawdę nie lubię, nie irytowało mnie to. Satysfakcję sprawiał mi każdy kolejny wysprzątany pokój. – Zastałam pokój zagracony a zostawiłam wysprzątany – zaśmiałam się głośno – Zupełnie jak Kazimierz Wielki król, ostatni władca któremu udało się to z tym bardakiem w kraju Polan i Wiślan.

Około 16 zadzwoniła komórka. Na wyświetlaczu nieznany numer. Okazała się, że to był pan, który zapragnął oświecić mnie, jakbym tego nie wiedziała, że zalegam ze spłatą. Spokojnym głosem wytłumaczyłam mu w jakiej jestem sytuacji, że oczywiście w miarę moich możliwości postaram się systematycznie uregulować należność.

– A więc z czego pani żyje? – zapytał.
– Ze sprzątania proszę pana, żyję ze sprzątania.
Gościu spokorniał i rozłączył się, a ja radośnie pomyślałam – jestem kobietą pracująca, żadnej pracy się nie boję.

Jeszcze wczoraj ten telefon wpędziłby mnie w czarny nastrój, wylałabym kolejne morze łez. Bo znów ściana, bo nie ma gdzie uciec, bo brak powietrza. Wczoraj ale nie dzisiaj.

Dzisiaj jest we mnie ocean spokoju. Jestem pełna optymizmu. A wszystko to zawdzięczam Ewie, którą poznałam wczoraj. Kim jest Ewa? Niedługo się dowiecie, cierpliwości!

Zapewne niepowodzenia złamią mnie jeszcze nie raz. Nie raz zapłaczę. Ale dzisiaj jest dzień w którym mogłabym przenosić góry i tą radością chcę się z wami podzielić.

Dziękuję ci Ewo!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Dzień w którym mogłabym przenosić góry

  1. Baba ze wsi pisze:

    Czy mogę też poznać Ewę? 🙂

  2. Baba ze wsi pisze:

    Czy mogę też poznać Ewę? 🙂

  3. majka pisze:

    Twój optymizm jest zaraźliwy, bo dziś to ja tobie góry przenoszę,
    troszkę Karkonoszy widzę z mojego ogrodu, jeszcze ośnieżone,
    a tobie posyłam w zieleni majowej
    http://www.youtube.com/watch?v=_bV-KYUT_oM&feature=endscreen&NR=1

    • graszka pisze:

      Nigdy nie byłam w Karkonoszach. I teraz oglądając filmik uświadomiłam sobie, ile pięknych okolic muszę jeszcze zobaczyć.

  4. majka pisze:

    Twój optymizm jest zaraźliwy, bo dziś to ja tobie góry przenoszę,
    troszkę Karkonoszy widzę z mojego ogrodu, jeszcze ośnieżone,
    a tobie posyłam w zieleni majowej
    http://www.youtube.com/watch?v=_bV-KYUT_oM&feature=endscreen&NR=1

    • graszka pisze:

      Nigdy nie byłam w Karkonoszach. I teraz oglądając filmik uświadomiłam sobie, ile pięknych okolic muszę jeszcze zobaczyć.

  5. Iva Pas pisze:

    bardzo ciekawa jestem Ewy, bo ma piękne imię, jak moja córka:)

  6. Iva Pas pisze:

    bardzo ciekawa jestem Ewy, bo ma piękne imię, jak moja córka:)

  7. em. pisze:

    podsyłam Ci pozytywny kawałek który mam nadzieję będzie trzymał Cię na powierzchni, http://www.youtube.com/watch?v=WQnU40rYr00

  8. em. pisze:

    podsyłam Ci pozytywny kawałek który mam nadzieję będzie trzymał Cię na powierzchni, http://www.youtube.com/watch?v=WQnU40rYr00

Możliwość komentowania jest wyłączona.