Nędznicy

Większość moich weekendów poświęcam na robienie zdjęć. W sobotę byłam na Oruni. Szukałam niebieskiej altanki o której pisałam w poprzednim wpisie. Niedzielę też postanowiłam spędzić na fotografowaniu.

We wczesny niedzielny poranek stałam z kubkiem aromatycznej kawy i patrzyłam na słońce za oknem. Marcowe słońce jest już silne, ale nie stoi jeszcze za wysoko na nieboskłonie, dając tym samym piękne światło, marzenie każdego malarza i fotografa. Szybko się zebrałam i pognałam moim wiernym lanosikiem na Orunię.

Zaparkowałam przy ulicy Gościnnej. Blisko stąd do najcenniejszych zabytków dzielnicy – podcieniowej kuźni, kościoła św. Jana Bosko, willi wdowy Peters a obecnie placówki Poczty Polskiej oraz przedwojennego ratusza, w którym kiedyś znajdował się komisariat policji. Można powiedzieć, że ta ulica, przypominająca bardziej plac niż ulicę, to centralny punkt dzielnicy.

Czułam ciepło słońca na twarzy. W mojej duszy radośnie grało. Chciałam zrobić inne zdjęcia – pozytywne, nasycone słońce, ukazujące uroki dzielnicy. Bo Orunia to nie tylko bieda, upadek i zaniedbanie.

Wysiadłam z auta i od razu ją zobaczyłam. Siedziała skulona pod kościołem z kartką w dłoni prosząc o datki. Jestem strasznie czuła na ludzką biedę. Znajomi śmieją się ze mnie nazywając mnie Matka Grażyna, w domyśle Matka Teresa. Nie poradzę. Taka jestem i już.

Robiłam zdjęcia, ale tamta skulona pod ceglanym murem kościoła kobieta, w starych okularach, nie dawała mi spokoju. Co chwila patrzyłam w jej stronę, w końcu przystanęłam z boku.

Właśnie skończyła się msza. Z drzwi kościoła wylała się ludzka lawa przepływając pomiędzy ministrantem z puszką i tą biedaczką. Osiemnaście osób wrzuciło datek do puszki ministranta, a tylko trzy osoby dały pieniądze tej biednej kobiecie. Między innymi starszy, zgarbiony pan z siwymi włosami, który właściwie zapłacił jej za pilnowanie roweru. Stałam i liczyłam.

Ludzie pognali w stronę swoich ciepłych domów, i zapewne za chwilę zasiądą do stołów aby spożyć sycące niedzielne śniadanie. Zniknął ministrant taszcząc napęczniałą od wdzięczności wiernych puszkę. Ona siedziała bez ruchu, wpatrzona w ziemię, w tym lodowatym powietrzu. Po chwili pojawiła się kolejna zmiana wiernych śpieszących na mszę o dziewiątej. Mijali ją bez słowa. Z otwartych drzwi domu Bożego dolatywał dźwięk organów.

Zapomniałam o zdjęciach. Wpadłam do pobliskiego sklepu i zrobiłam Mamie zakupy. W kieszeni pozostało mi dwadzieścia złotych. Wróciłam pod kościół. Siedziała tam jeszcze – skulona, brudna i zziębnięta. Podniosła głowę. Wyciągnęłam w jej stronę banknot dziesięciozłotowy. Spojrzała na mnie zaskoczona faktem, że ktoś ofiaruje jej banknot a nie drobną monetę.
– Proszę to dla pani – powiedziałam.
Z wahaniem wzięła ode mnie pieniądze. Uśmiechnęła się.

Odechciało mi się robić zdjęć. Wsiadłam do auta i pojechałam do Mamy. Zapewne za dzień, dwa zabraknie w moim domowym budżecie tych dziesięciu złotych. Dla wielu to kilka minut na solarium, bądź paczka papierosów lub tabliczka czekolady, a dla innych to pełny brzuch przez parę dni.

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Nędznicy

  1. Baba ze wsi pisze:

    Wiesz, właśnie dzięki temu, że i tobie czasem brakuje, łatwiej zrozumiesz jak to jest i łatwiej Ci się podzielić. Czasem takie spontaniczne „wydatki” potem dokuczą, ale ja wierzę, że to wraca – jak z tym patykiem rzuconym w morze – dziś Ty, jutro Tobie, choćby kto inny 🙂

    • graszka pisze:

      Babo masz rację. Wiele dobrego spotyka mnie od mojej przyjaciółki. Honia wyczuwa mój kryzys intuicyjnie. A ponieważ wie, że dla mnie to jest bardzo żenujące, robi to naprawdę bardzo delikatnie. Jeden z przykładów. Pewnego razu wybrałyśmy się na zakupy. Chciałam jej pomóc przy pakowaniu siatek, ale odmówiła twierdząc, że musi posegregować. Zatrzymuje auto pod jej domem, Honia wysiada nie zabierając ze sobą części zakupów.

  2. Baba ze wsi pisze:

    Wiesz, właśnie dzięki temu, że i tobie czasem brakuje, łatwiej zrozumiesz jak to jest i łatwiej Ci się podzielić. Czasem takie spontaniczne „wydatki” potem dokuczą, ale ja wierzę, że to wraca – jak z tym patykiem rzuconym w morze – dziś Ty, jutro Tobie, choćby kto inny 🙂

    • graszka pisze:

      Babo masz rację. Wiele dobrego spotyka mnie od mojej przyjaciółki. Honia wyczuwa mój kryzys intuicyjnie. A ponieważ wie, że dla mnie to jest bardzo żenujące, robi to naprawdę bardzo delikatnie. Jeden z przykładów. Pewnego razu wybrałyśmy się na zakupy. Chciałam jej pomóc przy pakowaniu siatek, ale odmówiła twierdząc, że musi posegregować. Zatrzymuje auto pod jej domem, Honia wysiada nie zabierając ze sobą części zakupów.

  3. Baba ze wsi pisze:

    przepraszam za małą literkę – rozpęd 🙂

  4. Baba ze wsi pisze:

    przepraszam za małą literkę – rozpęd 🙂

  5. Iva Pas pisze:

    ja nie daję pieniędzy, bo wiele razy widział am jak wygląda ‚bułka’ z datków spod kościoła i nie tylko. Mnie też nikt nie daje. Często pytam czy ktoś nie jest głodny i często ktoś poprosi o bułkę, mleko, ser etc. Raz idąc do szpitala na mojej drodze stanęła starsza pani z ręką wyciągniętą po grosz. Na propozycję kupna czegoś w pobliskim sklepie skwitowała agresywnie – ‚sama se to zjedz!’. Cóż…

    • graszka pisze:

      Ciężko odróżnić ludzi potrzebujących pieniędzy na chleb od tych którzy spożytkują je na alkohol. Słyszałam o takich ludziach, którzy nie chcą jedzenia wolą pieniądze.
      Mnie zaskoczyli ludzie wychodzący z kościoła, o mały włos jej nie stratowali.

  6. Iva Pas pisze:

    ja nie daję pieniędzy, bo wiele razy widział am jak wygląda ‚bułka’ z datków spod kościoła i nie tylko. Mnie też nikt nie daje. Często pytam czy ktoś nie jest głodny i często ktoś poprosi o bułkę, mleko, ser etc. Raz idąc do szpitala na mojej drodze stanęła starsza pani z ręką wyciągniętą po grosz. Na propozycję kupna czegoś w pobliskim sklepie skwitowała agresywnie – ‚sama se to zjedz!’. Cóż…

    • graszka pisze:

      Ciężko odróżnić ludzi potrzebujących pieniędzy na chleb od tych którzy spożytkują je na alkohol. Słyszałam o takich ludziach, którzy nie chcą jedzenia wolą pieniądze.
      Mnie zaskoczyli ludzie wychodzący z kościoła, o mały włos jej nie stratowali.

  7. St. Dreptak pisze:

    My programowo i z zasady nikomu w ten sposób nie pomagamy – jak podliczyliśmy wyjątki od tych zasad, to hm… jakby tu powiedzieć – trochę wydaliśmy 🙂

  8. St. Dreptak pisze:

    My programowo i z zasady nikomu w ten sposób nie pomagamy – jak podliczyliśmy wyjątki od tych zasad, to hm… jakby tu powiedzieć – trochę wydaliśmy 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.