Kartka z podróży

Od jakiegoś czasu czytam blog „kartka z podróży”. Najpierw po cichu, nie witając się ze społecznością tego bloga, tym samym nie komentując wpisów. Dopiero po pewnym czasie zdecydowałam się napisać do autora z gratulacjami.

Co mnie w kartkowym pisaniu zauroczyło? Chyba fakt, że autor potrafił rzucić wszystko, pojechać do Hiszpanii aby tam wędrować. Dla mnie to niesamowite. Nie potrafiłabym. Strach przed nieznanym, nieznajomość języka, a przede wszystkim świadomość, że syn zostanie w domu sam nie pozwoliłaby mi na to.

Długo nie mogłam się przemóc, żeby skomentować Kartkę. Ludzie tam dyskutujący wydawali się hermetyczną, zgraną paczką. W końcu się przemogłam. Pisałam już o  tym.

Nie porównuje mojego bloga z kartkowym, bo oboje mamy różne style pisania. Ja przede wszystkim daleka jestem od polityki. Kartek ma dużą wiedzę na ten temat, dlatego bardzo często polityka u niego przeważa.

Pamiętam komentarz pod jednym z wpisów. Staruszek napisał: „Przeczytałem kartkę, to męski punkt widzenia, teraz przeczytaj Graszkę i jej kobiecy punkt widzenia”.

Dlaczego o tym wspominam? Od czasu mojego zaistnienia u Kartki, wielu jego czytelników trafiło do mnie i zaczęło czytać moją grafomanię regularnie. Część od razu zaczęła aktywnie komentować moje wpisy (za co serdecznie dziękuje!) inni pozostali anonimowi, ale dzięki statystykom widziałam, że wracają regularnie.

Komentarze są bardzo ważne. Jeśli ktoś twierdzi, że pisze bloga dla samego pisania, i nie czeka na odzew, to nie należy mu wierzyć. Brak komentarzy jest bolesny, blogger czuje się wtedy jak artysta stojący przed pustą, teatralną widownią. Bardzo trafnie poruszyła ten temat Iwa.

Wstyd się przyznać ale na blogu kartki nie zawsze zostawiałam komentarz. Zwłaszcza jeżeli temat mi nie podchodził, lub/i nie miałam nic do powiedzenia, to milczałam. To nie jedyny powód. Ulubionych blogów mam kilka. Staram się je czytać w miarę regularnie, ale niestety nie zawsze starcza mi czasu na komentowanie.

Od paru miesięcy pracuje coraz więcej, z czego oczywiście bardzo się cieszę. Gdyby jeszcze udało mi się spłacić wszystkie zaległości to byłabym w siódmym niebie. Poświęcam czas na zdjęcia, pisanie bloga, no i jeszcze decoupage, z którym wiążę pewne nadzieje.

Nie wspomnę o sprzątaniu, praniu, gotowaniu, bo to większość kobiet ma na głowie i się nie skarży. Nie pamiętam kiedy ostatnio usiadłam przed telewizorem żeby oglądnąć ciekawy film. Dobrze, że znajduję choć chwilę czasu, przed snem, aby poczytać.

Po tym jak pochwaliłam się wydaniem mojej pierwszej skromnej książeczki, a Jula zostawiła komentarz na Kartce „zaglądnij na bloga Graszki”, stał się cud. Otrzymałam trzy emalie od czytelników Kartki z pytaniem czy mogliby zakupić moją książkę.

Fakt, że ktoś zapragnął przeczytać w formie papierowej to co pisałam przez ostatni rok, bardzo mnie ucieszył. Choć ucieszył to słabo powiedziane, podskoczyłam na krześle tak, że omal o sufit nie nie walnęłam głową! Uradowały mnie również niezmiernie płynące z serca, ciepłe i wrażliwe słowa zawarte w tych listach. Dla mnie są one bardzo cenne.

Wczoraj wróciłam do domu bardzo mocno zdenerwowana. Nakrzyczał na mnie zupełnie obcy mi człowiek, mimo że nie zrobiłam mu nic złego, być może byłam kropką która przelała kielich jego goryczy (bo zupa była za słona, auto nie zapaliło, żonę bolała głowa…) i stałam się mimowolną ofiarą.

Krzyk to jedna z niewielu rzeczy, których nie trawię. Krzyk i chamstwo, a tego niestety w naszym, podobno wielce katolickim narodzie jest mnóstwo. Długo nie mogłam się uspokoić. W końcu kiedy wróciłam do domu, otworzyłam pocztę, przeczytałam dwa razy mejle o których wspomniałam powyżej, złe emocje prysły jak bańka mydlana.

Wszystkim bardzo dziękuje. Za serdeczne słowa, za zaproszenia. Jeśli tylko czas pozwoli z wielką przyjemnością spotkam się z ludźmi, których nie widziałam dotąd na oczy, a którzy mi to stali się mi bardzo bliscy.

http://www.youtube.com/watch?v=D7I19pqf930&feature=list_related&playnext=1&list=AVTGnpyrBl25xSAHbRO5rGXYIEeOSzSjVN

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

66 odpowiedzi na „Kartka z podróży

  1. Ireneusz pisze:

    ” decoupage,” co oznacza to słowo ?

  2. Ireneusz pisze:

    ” decoupage,” co oznacza to słowo ?

  3. St. Dreptak pisze:

    Poczytałem sobie przy okazji więcej tekstów „programowo – rozliczeniowych”. Ja już nie wiem jak to z tym blogowaniem jest. Niby są zasady, reguły, jakieś zwyczaje, ale jednocześnie każdy ma swój styl, swój charakter, a na dodatek nigdy nie wiadomo co zrobią komentatorzy – blog bez komentatorów jest sztuczny i teatralny – siedzi sobie taki bloger przed ekranem i hamletyzuje, czyli gada do lustra. Niby tak też można, ale lepiej do gadającej ściany – i tak sobie gwarzy, jeżeli ma z kim. Problem z tym, że na ogół nie ma – trzeba się postarać, czasami trwa to miesiącami a nawet latami, aż przyjdą i się wypowiedzą. Bardzo fajnie, ale co powiedzą to już inna sprawa. Co ja mówię? Na ogół nic nie mówię, albo też nie na temat. Jak trafię na blogera niemowę, to sobie sam do siebie pogadam – i tak sobie gadamy – ja do swojej ściany, on do swojej. Jak już sobie tak interesująco pogadamy, to ja sobie idę i nie wracam więcej, a on sobie dalej siedzi i „dobrze nam z tym i dobrze nam tak” 😀
    Co do mówienia „dzień dobry” i „do widzenia”, to na początek dobrze jest mówić, bo tak bez zagajenia durno się wygląda, ale później jak już się w zasadzie nie wychodzi, to można sobie darować. Jest takie jedno słowo „do widzenia”, po którym nie wracam – ono ma formę „żegnam” – dla mnie to jasna formuła zakończenia wszelkich dyskusji. Nigdy nie wracam do miejsc gdzie je zastosowałem. Dużo ich jest.
    A co do samych komentarzy, to blogi są formą ulotną – nie napiszesz, zastanowisz się – minęło, ktoś już powiedział, kontekst uleciał, nastrój się zmienił… nie wysyłasz.
    Inna sprawa, że milczenie na blogu bywa krzykiem – nie do wytrzymania. Starasz się, flaki wypruwasz, szlifujesz, upiększasz i wszystko dobrze, aż nagle wyskakujesz z czymś głupim i … kilka suchych komentarzy i… cisza! Piszesz, tłumaczysz się, wyjaśniasz – cisza! Dowcipy wymyślasz, kajasz się – cisza! No co jest? Przesadziłeś.
    Ot, los blogera 😀

  4. St. Dreptak pisze:

    Poczytałem sobie przy okazji więcej tekstów „programowo – rozliczeniowych”. Ja już nie wiem jak to z tym blogowaniem jest. Niby są zasady, reguły, jakieś zwyczaje, ale jednocześnie każdy ma swój styl, swój charakter, a na dodatek nigdy nie wiadomo co zrobią komentatorzy – blog bez komentatorów jest sztuczny i teatralny – siedzi sobie taki bloger przed ekranem i hamletyzuje, czyli gada do lustra. Niby tak też można, ale lepiej do gadającej ściany – i tak sobie gwarzy, jeżeli ma z kim. Problem z tym, że na ogół nie ma – trzeba się postarać, czasami trwa to miesiącami a nawet latami, aż przyjdą i się wypowiedzą. Bardzo fajnie, ale co powiedzą to już inna sprawa. Co ja mówię? Na ogół nic nie mówię, albo też nie na temat. Jak trafię na blogera niemowę, to sobie sam do siebie pogadam – i tak sobie gadamy – ja do swojej ściany, on do swojej. Jak już sobie tak interesująco pogadamy, to ja sobie idę i nie wracam więcej, a on sobie dalej siedzi i „dobrze nam z tym i dobrze nam tak” 😀
    Co do mówienia „dzień dobry” i „do widzenia”, to na początek dobrze jest mówić, bo tak bez zagajenia durno się wygląda, ale później jak już się w zasadzie nie wychodzi, to można sobie darować. Jest takie jedno słowo „do widzenia”, po którym nie wracam – ono ma formę „żegnam” – dla mnie to jasna formuła zakończenia wszelkich dyskusji. Nigdy nie wracam do miejsc gdzie je zastosowałem. Dużo ich jest.
    A co do samych komentarzy, to blogi są formą ulotną – nie napiszesz, zastanowisz się – minęło, ktoś już powiedział, kontekst uleciał, nastrój się zmienił… nie wysyłasz.
    Inna sprawa, że milczenie na blogu bywa krzykiem – nie do wytrzymania. Starasz się, flaki wypruwasz, szlifujesz, upiększasz i wszystko dobrze, aż nagle wyskakujesz z czymś głupim i … kilka suchych komentarzy i… cisza! Piszesz, tłumaczysz się, wyjaśniasz – cisza! Dowcipy wymyślasz, kajasz się – cisza! No co jest? Przesadziłeś.
    Ot, los blogera 😀

  5. jula :D pisze:

    Czytałam ,że w większości blogi to jak w realu, grupa znajomych (ta sama , tak do 10 osób) , którzy siebie nawzajem odwiedzają i plotkują 😉
    Rzadko kiedy wychodzą na zewnątrz , poza !.. I z reguły to zwarta grupa językowa , kulturowa itd… 🙂
    Oczywiście są blogi arcyciekawe, które trafiają w „czuły punkt” , to np. Ty i Kartek i są czytane przez większość 😆

    Ps.
    Dreptak , to inna para kaloszy, tam zagląda się , bo każdy chciałby tak mieć u siebie w domu , więc miło ,że u znajomego , nawet z bloga tak jest. :D)))

  6. jula :D pisze:

    Czytałam ,że w większości blogi to jak w realu, grupa znajomych (ta sama , tak do 10 osób) , którzy siebie nawzajem odwiedzają i plotkują 😉
    Rzadko kiedy wychodzą na zewnątrz , poza !.. I z reguły to zwarta grupa językowa , kulturowa itd… 🙂
    Oczywiście są blogi arcyciekawe, które trafiają w „czuły punkt” , to np. Ty i Kartek i są czytane przez większość 😆

    Ps.
    Dreptak , to inna para kaloszy, tam zagląda się , bo każdy chciałby tak mieć u siebie w domu , więc miło ,że u znajomego , nawet z bloga tak jest. :D)))

  7. Baba ze wsi pisze:

    Nie do końca się zgadzam z tym teatrem. Zależy w końcu o czym i w jakim celu się pisze.
    Mam dwa blogi – jeden, owszem, jest dla kogoś tam (choć i tak nie komentują właściwi odbiorcy, a znajomi z innych blogów) i każdy komentarz cieszy niesamowicie, każda dyskusja inspiruje do kolejnego wpisu.
    A drugi (wcześniejszy) powstał jako pamiętnik niemowlęcy naszych łobuzów – by utrwalić te ulotne chwile, historyjki z nimi związane. I tu mam mieszane uczucia – z jednej strony komentarze bardzo mi pomagały, zwłaszcza gdy zmagałam się z jakimś problemem, służyły radą, pociechą, pomocą. Z drugiej strony w którymś momencie sprawiły, że się zniechęciłam – odkryłam, że straciłam swój styl, że nie piszę już dla dzieci, nie dokumentuję ich dzieciństwa tak, by móc to wydrukować i im podarować, a zaczęłam „wychodzić” w stronę odbiorców, patrzeć co ich może zainteresować lub – o zgrozo – za co może mi się oberwać po poleceniu przez onet.
    Obecnie próbuję wrócić „ad rem”, ale opornie mi to idzie. W każdym razie blogowanie wymaga aktywnosci – jeśli chce się komentarzy, odwiedzin – trzeba dać też coś z siebie i u innych – a ja z premedytacją raczej nie zapraszam na swój prywatny blog, pozostawiam go przypadkowi lub zaciętości szukających 😉 Goszczą tam teraz tylko z rzadka ci najbardziej cenieni, lubiani, którzy sami kiedyś trafili.

    Przyznaję też rację Juli – tak to zwykle wygląda – rzeczywiście odwiedza się głównie stałe grono znajomych, bo łatwiej trafiać, bo ciekawi co tam nowego, bo skoro już się coś spodobało, to jest wysoce prawdopodobne, że i dalej coś znajdziemy dla siebie.
    Te blogowe więzi mogą być zadziwiająco silne. Kiedy ktoś zamilknie na kilka dni, tygodni, miesięcy, to się teskni, martwi, myśli. A nie daj panie Bronku – usunie ktoś niespodziewanie bloga i nie ma innego kontaktu, by się dowiedzieć, cóż się stało, czy coś złego, czy tylko kaprys…
    Cieszą sukcesy, martwią porażki – tak, to jest jakaś forma prawdziwej przyjaźni, chociaż wirtualnej…

    • St. Dreptak pisze:

      Ja linkowałem na ogół do nicka któryś z blogów, bo gdy komentowałem coś na blogach „zaangażowanych” to ludzie tam są niezwykle wyczuleni na wiarygodność i dbają o swoje nicki jak o niepodległość – teraz tego nie robię, bo nie muszę. Mamy swój niszowy kącik, używam nicków jakich mi się podoba i mam w nosie co sobie ludzie pomyślą. W związku z tym luzactwem, zdarza mi się wyskoczyć jak Filip z konopi, napisać komentarz „obok” a czasami zupełnie niezrozumiały – chyba muszę się nieco zdyscyplinować 😀
      Co do więzi i wzajemności, to owszem, zauważyłem że takie istnieją, sami mamy ze Starszą dużo różnych znajomości, ale parytetu wzajemności nie stosujemy 🙂

      • Baba ze wsi pisze:

        Bo i czasem się nie da, zdarza się, że trafia do nas ktoś, kogo „twórczość” kompletnie nam nie odpowiada lub zwyczajnie brakuje czasu…

  8. Baba ze wsi pisze:

    Nie do końca się zgadzam z tym teatrem. Zależy w końcu o czym i w jakim celu się pisze.
    Mam dwa blogi – jeden, owszem, jest dla kogoś tam (choć i tak nie komentują właściwi odbiorcy, a znajomi z innych blogów) i każdy komentarz cieszy niesamowicie, każda dyskusja inspiruje do kolejnego wpisu.
    A drugi (wcześniejszy) powstał jako pamiętnik niemowlęcy naszych łobuzów – by utrwalić te ulotne chwile, historyjki z nimi związane. I tu mam mieszane uczucia – z jednej strony komentarze bardzo mi pomagały, zwłaszcza gdy zmagałam się z jakimś problemem, służyły radą, pociechą, pomocą. Z drugiej strony w którymś momencie sprawiły, że się zniechęciłam – odkryłam, że straciłam swój styl, że nie piszę już dla dzieci, nie dokumentuję ich dzieciństwa tak, by móc to wydrukować i im podarować, a zaczęłam „wychodzić” w stronę odbiorców, patrzeć co ich może zainteresować lub – o zgrozo – za co może mi się oberwać po poleceniu przez onet.
    Obecnie próbuję wrócić „ad rem”, ale opornie mi to idzie. W każdym razie blogowanie wymaga aktywnosci – jeśli chce się komentarzy, odwiedzin – trzeba dać też coś z siebie i u innych – a ja z premedytacją raczej nie zapraszam na swój prywatny blog, pozostawiam go przypadkowi lub zaciętości szukających 😉 Goszczą tam teraz tylko z rzadka ci najbardziej cenieni, lubiani, którzy sami kiedyś trafili.

    Przyznaję też rację Juli – tak to zwykle wygląda – rzeczywiście odwiedza się głównie stałe grono znajomych, bo łatwiej trafiać, bo ciekawi co tam nowego, bo skoro już się coś spodobało, to jest wysoce prawdopodobne, że i dalej coś znajdziemy dla siebie.
    Te blogowe więzi mogą być zadziwiająco silne. Kiedy ktoś zamilknie na kilka dni, tygodni, miesięcy, to się teskni, martwi, myśli. A nie daj panie Bronku – usunie ktoś niespodziewanie bloga i nie ma innego kontaktu, by się dowiedzieć, cóż się stało, czy coś złego, czy tylko kaprys…
    Cieszą sukcesy, martwią porażki – tak, to jest jakaś forma prawdziwej przyjaźni, chociaż wirtualnej…

    • St. Dreptak pisze:

      Ja linkowałem na ogół do nicka któryś z blogów, bo gdy komentowałem coś na blogach „zaangażowanych” to ludzie tam są niezwykle wyczuleni na wiarygodność i dbają o swoje nicki jak o niepodległość – teraz tego nie robię, bo nie muszę. Mamy swój niszowy kącik, używam nicków jakich mi się podoba i mam w nosie co sobie ludzie pomyślą. W związku z tym luzactwem, zdarza mi się wyskoczyć jak Filip z konopi, napisać komentarz „obok” a czasami zupełnie niezrozumiały – chyba muszę się nieco zdyscyplinować 😀
      Co do więzi i wzajemności, to owszem, zauważyłem że takie istnieją, sami mamy ze Starszą dużo różnych znajomości, ale parytetu wzajemności nie stosujemy 🙂

      • Baba ze wsi pisze:

        Bo i czasem się nie da, zdarza się, że trafia do nas ktoś, kogo „twórczość” kompletnie nam nie odpowiada lub zwyczajnie brakuje czasu…

  9. staruszek pisze:

    Ireneusz i inni.
    Śmiało pytajcie pana Google’a.
    Sprubójcie zadać mu pytanie z idjotytrznymi buendami. Powodżenia.

  10. staruszek pisze:

    Ireneusz i inni.
    Śmiało pytajcie pana Google’a.
    Sprubójcie zadać mu pytanie z idjotytrznymi buendami. Powodżenia.

  11. graszka pisze:

    Przepraszam, że nie odniosę się do komentarzy. Właściwie miałam dokonać wpisu o miłej wizycie, ale teraz jestem już za bardzo zdenerwowana. Poranek był świetny. Niemiłe zdarzenie przytrafiło nam się na Oruni. Mamie zabrakło cukru, syn poszedł do sklepu, kiedy wracał i przechodził przez przejście kolejowe zadzwonił tel. Rozmawiał, nawet nie wiadomo dlaczego dostał skopa w brzuch, upadł na torowisko. Kiedy dotarł do domu babci zauważyłam zdarty naskórek na dłoniach, oraz jego dziwne skulenie. W końcu się przyznał. Zaatakował go Sebastian. Dobry kolega z podstawówki, siedzieli w jednej ławce, odwiedzali się. Tamtych było trzech, mój syn sam. Nie mieści się to w mojej głowie. Przepraszam musiałam to wyrzucić z siebie.

    • jula :D pisze:

      No tak, już jest ten obcy , inny więc trzeba mu przywalić – zazdrość ?

      Bardzo współczuje „Graszko „. 🙁
      Idź z synem do lekarza , żeby potem nie było problemów zdrowotnych ❓

      Ps.
      Staruszku ,
      nie bądź złośliwy . 😉
      Pisze się „at hot” , nie wypracowanie na stopnie , to i błędy są. Taka minuta pomiędzy innymi obowiązkami , rzucanie szybkie myśli w internet, na bloga. 😆

    • St. Dreptak pisze:

      Zwróć uwagę, czy go brzuch nie boli, bo to może być objaw uszkodzenia jakiegoś organu wewnętrznego. Jeżeli znasz rodziców i są rozsądni, to porozmawiaj z nimi, jeżeli nie i zanosi się na dłuższe nękanie to idźcie na policję – to wbrew obiegowym opiniom pozwala na chwilę oddechu, bo napaść po takim zgłoszeniu jest traktowana ze szczególną uwagą, tym bardziej że to był niesprowokowany napad „wspólnie i w porozumieniu” – może ich nie skażą, ale przynajmniej pochodzą sobie chłopcy na przesłuchania i przy każdej analogicznej sytuacji będą na widelcu. Policja bardzo lubi takie zgłoszenia, bo mają zaliczone wykrycie sprawców, co im podnosi statystyki.

    • Baba ze wsi pisze:

      O rany, Grażko… Starszy ma rację, choć pewnie obawiasz się „zemsty za donos”. Ale jak poczują się bezkarni, to tym bardziej we łbie się poprzewraca… Już się przewróciło, skoro zaatakował „swojego”.

  12. graszka pisze:

    Przepraszam, że nie odniosę się do komentarzy. Właściwie miałam dokonać wpisu o miłej wizycie, ale teraz jestem już za bardzo zdenerwowana. Poranek był świetny. Niemiłe zdarzenie przytrafiło nam się na Oruni. Mamie zabrakło cukru, syn poszedł do sklepu, kiedy wracał i przechodził przez przejście kolejowe zadzwonił tel. Rozmawiał, nawet nie wiadomo dlaczego dostał skopa w brzuch, upadł na torowisko. Kiedy dotarł do domu babci zauważyłam zdarty naskórek na dłoniach, oraz jego dziwne skulenie. W końcu się przyznał. Zaatakował go Sebastian. Dobry kolega z podstawówki, siedzieli w jednej ławce, odwiedzali się. Tamtych było trzech, mój syn sam. Nie mieści się to w mojej głowie. Przepraszam musiałam to wyrzucić z siebie.

    • jula :D pisze:

      No tak, już jest ten obcy , inny więc trzeba mu przywalić – zazdrość ?

      Bardzo współczuje „Graszko „. 🙁
      Idź z synem do lekarza , żeby potem nie było problemów zdrowotnych ❓

      Ps.
      Staruszku ,
      nie bądź złośliwy . 😉
      Pisze się „at hot” , nie wypracowanie na stopnie , to i błędy są. Taka minuta pomiędzy innymi obowiązkami , rzucanie szybkie myśli w internet, na bloga. 😆

    • St. Dreptak pisze:

      Zwróć uwagę, czy go brzuch nie boli, bo to może być objaw uszkodzenia jakiegoś organu wewnętrznego. Jeżeli znasz rodziców i są rozsądni, to porozmawiaj z nimi, jeżeli nie i zanosi się na dłuższe nękanie to idźcie na policję – to wbrew obiegowym opiniom pozwala na chwilę oddechu, bo napaść po takim zgłoszeniu jest traktowana ze szczególną uwagą, tym bardziej że to był niesprowokowany napad „wspólnie i w porozumieniu” – może ich nie skażą, ale przynajmniej pochodzą sobie chłopcy na przesłuchania i przy każdej analogicznej sytuacji będą na widelcu. Policja bardzo lubi takie zgłoszenia, bo mają zaliczone wykrycie sprawców, co im podnosi statystyki.

    • Baba ze wsi pisze:

      O rany, Grażko… Starszy ma rację, choć pewnie obawiasz się „zemsty za donos”. Ale jak poczują się bezkarni, to tym bardziej we łbie się poprzewraca… Już się przewróciło, skoro zaatakował „swojego”.

  13. jula :D pisze:

    Sorry za niechlujstwo językowe .Fakt maszyna już tego nie przyjmuje a człowiek tak 😆
    😉

  14. jula :D pisze:

    Sorry za niechlujstwo językowe .Fakt maszyna już tego nie przyjmuje a człowiek tak 😆
    😉

  15. graszka pisze:

    Syn czuje się lepiej, a może jedynie mnie uspakaja. Jutro zajadę do rodziców Sebastiana, to normalni ludzie. Porozmawiam z nimi. Zadzwoniłam jedynie do mojej mamy, może też niepotrzebnie, ale uprzedziłam ją, że na razie Karol nie będzie przyjeżdżał na Orunię. Troszkę mi to utrudni, bo jednak czasami on sam jechał do babci zrobić zakupy.
    Doba jest za krótka. Babo dziękuje za miły wpis. Moje spostrzeżenia powstaną nieco później. Jakoś tak teraz nie mam głowy. Dzisiaj też wysłałam książki dla pana Ireneusza, Trektyka, Watry, Juli i Małgosi. Tym razem wysłałam priorytetem więc mam nadzieję, że dotrą niebawem 🙂

  16. graszka pisze:

    Syn czuje się lepiej, a może jedynie mnie uspakaja. Jutro zajadę do rodziców Sebastiana, to normalni ludzie. Porozmawiam z nimi. Zadzwoniłam jedynie do mojej mamy, może też niepotrzebnie, ale uprzedziłam ją, że na razie Karol nie będzie przyjeżdżał na Orunię. Troszkę mi to utrudni, bo jednak czasami on sam jechał do babci zrobić zakupy.
    Doba jest za krótka. Babo dziękuje za miły wpis. Moje spostrzeżenia powstaną nieco później. Jakoś tak teraz nie mam głowy. Dzisiaj też wysłałam książki dla pana Ireneusza, Trektyka, Watry, Juli i Małgosi. Tym razem wysłałam priorytetem więc mam nadzieję, że dotrą niebawem 🙂

  17. jula :D pisze:

    Koniecznie pójdźcie do lekarza, może na pogotowie. Dzisiaj niedziela to bez problemów . Dobrze by było prześwietlenie zrobić ! Lekarz wie , gdzie nacisnąć , no i by obejrzał , fachowym okiem mam nadzieję, osłucha, itd.. bo tez różnie bywa.
    Nie straszę, ale czasami po czasie wychodzi i wtedy jest groźnie.

    Dzięki , bardzo dziękuję. Już czekam z utęsknieniem na Twoją śliczna książkę. Czy Twój podpis będzie długopisem 🙂
    Pa!

  18. jula :D pisze:

    Koniecznie pójdźcie do lekarza, może na pogotowie. Dzisiaj niedziela to bez problemów . Dobrze by było prześwietlenie zrobić ! Lekarz wie , gdzie nacisnąć , no i by obejrzał , fachowym okiem mam nadzieję, osłucha, itd.. bo tez różnie bywa.
    Nie straszę, ale czasami po czasie wychodzi i wtedy jest groźnie.

    Dzięki , bardzo dziękuję. Już czekam z utęsknieniem na Twoją śliczna książkę. Czy Twój podpis będzie długopisem 🙂
    Pa!

  19. Tetryk56 pisze:

    Graszko, Jula ma rację – niezależnie od dalszych kroków do lekarza trzeba z synem pójść! Na młodych wiele przysycha, ale później wiele z tego wychodzi…

  20. Tetryk56 pisze:

    Graszko, Jula ma rację – niezależnie od dalszych kroków do lekarza trzeba z synem pójść! Na młodych wiele przysycha, ale później wiele z tego wychodzi…

  21. majka pisze:

    Natknęłam się niedawno na określenie osób piszących blogi, że tworzą krąg wzajemnej adoracji. Wspomina o tym St.Dreptak i Jula, ich wypowiedzi dla mnie nie piszącej bloga są ważne , bo zrozumiałam, że osoba z „zewnątrz” nie musi być skrępowana aby coś od siebie napisać.
    Piszesz Graszko, że blog bez komentarzy jest jak spektakl bez widowni, ale też miałaś opory aby odważyć się na dodanie swego . Blog Kartki z podróży poznałam jakoś tak w pierwszym roku jego zaistnienia, przez zupełny przypadek. Byłam zachwycona tekstami, chciałam dać jakieś słowo w komentarzach, ale wówczas nikt nic tam nie pisał. Gdy chciałam zajrzeć do bloga po kilku dniach, gdzieś zaniknął :), Trafiłam tam ponownie też przypadkiem w czerwcu, dopisując się do licznie już komentujących o Macieju Zembatym.
    Czytane blogi rozszerzam niczym pączkujące drożdże, ale nie sposób znaleźć czas na lekturę wszystkich jednocześnie, i równoczesne włączenie się do komentujacych 🙂

  22. majka pisze:

    Natknęłam się niedawno na określenie osób piszących blogi, że tworzą krąg wzajemnej adoracji. Wspomina o tym St.Dreptak i Jula, ich wypowiedzi dla mnie nie piszącej bloga są ważne , bo zrozumiałam, że osoba z „zewnątrz” nie musi być skrępowana aby coś od siebie napisać.
    Piszesz Graszko, że blog bez komentarzy jest jak spektakl bez widowni, ale też miałaś opory aby odważyć się na dodanie swego . Blog Kartki z podróży poznałam jakoś tak w pierwszym roku jego zaistnienia, przez zupełny przypadek. Byłam zachwycona tekstami, chciałam dać jakieś słowo w komentarzach, ale wówczas nikt nic tam nie pisał. Gdy chciałam zajrzeć do bloga po kilku dniach, gdzieś zaniknął :), Trafiłam tam ponownie też przypadkiem w czerwcu, dopisując się do licznie już komentujących o Macieju Zembatym.
    Czytane blogi rozszerzam niczym pączkujące drożdże, ale nie sposób znaleźć czas na lekturę wszystkich jednocześnie, i równoczesne włączenie się do komentujacych 🙂

  23. majka pisze:

    A jak Karol się czuje ? , obejrzał go lekarz ?

  24. majka pisze:

    A jak Karol się czuje ? , obejrzał go lekarz ?

  25. graszka pisze:

    Już jestem spokojna. Syn jest zdrowy, nie licząc zdrapanego naskórka. Dzisiejszy dzień kosztował mnie tyle emocji i gonitwy, że czuje się jak balon z którego zeszło powietrze. Wszystkim za troskę bardzo dziękuje.

  26. graszka pisze:

    Już jestem spokojna. Syn jest zdrowy, nie licząc zdrapanego naskórka. Dzisiejszy dzień kosztował mnie tyle emocji i gonitwy, że czuje się jak balon z którego zeszło powietrze. Wszystkim za troskę bardzo dziękuje.

  27. jula :D pisze:

    Dzięki za informacje. Bo , po prostu bałam się o zdrowie Twojego syna.
    Pa! 🙂

  28. jula :D pisze:

    Dzięki za informacje. Bo , po prostu bałam się o zdrowie Twojego syna.
    Pa! 🙂

  29. staruszek pisze:

    Julo!

    Odpowiem bardzo ostro.

    Przyłączasz się prośbą „Staruszku! Nie bądź złośliwy.” do ludzi zniechęcających mnie do życia. Twoja prośba niesie domniemanie, że byłem złośliwy (w przeszlości). Forma gramatyczna natomiast niesie domniemanie, że mógłbym być złośliwy (w przyszłosci) i prośba może mnie powstrzymać. Twój zwrot „at hot” przybliża kontekst, do którego się odnosisz. Ale wskazania nie ma i trzeba by poszukać mojego komentarza, do którego można by odnieść intencję czynienia złośliwości.

    Więc łopatologicznie.

    Koncern Google dużym nakładem stworzył bazę dokonanych zapytań i rozbudował ją o mnogość potencjalnych zapytań. Możliwych zapytań umieszczonych w bazie zapytań w formie statycznej jak „Golec łorkiestra” jak i wygenerowanych przez podprogram obsługi zapytań w formie podwiązanej małej procedury: „Zamień u na ł oraz odwrotnie i wraz z oryginalną formą zapytania potraktuj je jako trójkę osobnych pytań a wyniki sklej w jedną listę rezultatów” (Golec uOkiestra).

    Taka filozofia działania wymagająca dużych nakładów pracy programistycznej, szerokich konsultacji specjalistów językoznawstwa, socjologii, teorii komunikacji społecznej, psychologów, psychiatrów i teoretyków kultury sprawiła, że w ciągu kilku lat koncern Google stał się jednym z największych graczy biznesowych.
    Google walczył z Chinami! Kupił Motorolę.

    Na jednym z blogów e-Polityki jeden z komentatorów wspominał swoją wizytę w jednej z wielu serwerowni Google. Jest to budowla rozpościerająca się na powierzchni boiska do gry w piłkę nożną.

    Google nie jest wyszukiwarką idealną. Ale światową dominację ten koncern zdobył postawą: „Domyślny użytkowniku! Domyślna użytkowniczko! Możesz być dysgrafem / dysgrafką , możesz być dyslektykiem / dyslektyczką , możesz być … ćwokiem – my Ciebie obsłużymy jak Księcia / Księżną maskując także Twoje niedostatki wiedzy i umiejętności. Obsłużymy Ciebie jak oddany pokorny sługa, jak kochająca matka swe pogodne i uśmiechniętę niemowlę. Możesz zadawać pytania złośliwe, a my je odbierzemy jako zachęte do dobrej zabawy i nie będziemy okazywać swej wyższości. Możesz nieustannie liczyć na naszą życzliwość co selennie obiecujemy.”

    Zatem koncern Google „zna” wszystkie ortograficzne błędy jakie popełnili lub popełnić mogiby użytkownicy języka polskiego. Nie bądźmy naiwni. Nie jest to spowodowane skumulowaniem się w osobach związanych z Google mutacji czyniących tych ludzi nadzwyczajnymi altruistami. Za tym stoi interes ogromego tworu biznesowego. Pokłosiem tych starań może być mnogość profili użytkowników. Google moze sprzedać stwierdzenie, że wbrew pozorom osoba mająca imię Maria nie jest kobietą, a wszystko wskazuje, że jest mężczyzną. Taki jedno M lub F w kolumnie „płeć” zapisów o miliardach użytkowników sieci może dać tysiące dolarów oszczędności na NIE proponowaniu kupna biustonoszy. To moje domniemanie nie jest wyrazem złośliwości mojej wobec Google, nie jest wyrazem mojej nieżyczliwości wobec tego potentata , ani nie jest przejawem starczego zgorzknienia.
    Jest przejawem mojej orientacji w informatyce.

    Moimi umiejętnościami i doświadczeniem jestem gotowy dzielić się nie proszony.
    Czy akurat ktoś może podobne zachęty jak moje, odebrać jako zlośliwość lub popisywanie się? „Pytaj nie przejmując się ewentualnymi swoimi błędami!” Taka rada obraża?

    Julo! Ja takie rady nie piszę ani z potrzeby dokuczania, ani z prózności.
    Twoja prośba o unikanie przeze mnie złośliwości włącza Ciebie we wspólnotę stworzoną przeze mnie dla wyjaśnienia trudności jakie ja mam w porozumiewaniu się z ludźmi. Są one zrodzone we mnie! Ale skutkują tak: „Staruszek powiedział dzień dobry. O co mu chodzi?”

    W ciągu kilku dni spotkałem się zarówno w naszym kręgu blogowym, jak i w moim ludzkim otoczeniu z zarzutami złośliwości z mojej strony. Nie zasłużyłaś na przykrości z mojej strony. Zastnów się jednak Julo czy to ja mam zamilknąć, czy to Ty masz podjąć leczenie ćmiącego zęba lub atakującego Twą podswaidomość początku choroby wrzodowej. Domniemywałaś złosliwość – otrzymujesz.

    No i zwyczajowo postaram się okrasić tekst komentarza linkiem.
    Ale wcześniej deklaracja: mego sumienia nie stać na plamę dokuczania komukolwiek. Nikt mi nie odpuszcza grzechu pochopnego myślenia źle o innych.
    Tu jest domniemany pies pogrzebany. Jak na psa przystało zapewne gryzł, po kostkach. A jeśli nie gryzł, to po co nam pies nie potrafiący nas bronić przed złem.

    Postaram się mijaniem ograniczyć pulę Twych przykrości.
    A za już – serdecznie i szczerze przepraszam.
    To ja powinienem być mądrzejszy od Ciebie i zawiodłem.
    Zawiodłem siebie. Do śmierci sobie nie wybaczę.

    http://www.youtube.com/watch?v=GkqFU8tREvY

    • St. Dreptak pisze:

      Staruszku, zostałem kiedyś poproszony o wyjaśnienie, co też możesz mieć na myśli pisząc jak piszesz? Co by też w Staruszkowym dialekcie mogło znaczyć zdanie:
      – Idę łapać ostatki ciepła.
      – Mróz idzie. – przetłumaczyłem 🙂
      Nie dziw się więc, że można się doszukiwać dodatkowych znaczeń w tym co mówisz, aczkolwiek ja się nie zdziwiłem. Również prośba Juli mnie nie zdziwiła – „nie bądź złośliwy”, nie było z pretensją, a z sympatią – tak to odebrałem.
      Z Drugiej strony Twój wykład o google wart był przeczytania 😀

  30. staruszek pisze:

    Julo!

    Odpowiem bardzo ostro.

    Przyłączasz się prośbą „Staruszku! Nie bądź złośliwy.” do ludzi zniechęcających mnie do życia. Twoja prośba niesie domniemanie, że byłem złośliwy (w przeszlości). Forma gramatyczna natomiast niesie domniemanie, że mógłbym być złośliwy (w przyszłosci) i prośba może mnie powstrzymać. Twój zwrot „at hot” przybliża kontekst, do którego się odnosisz. Ale wskazania nie ma i trzeba by poszukać mojego komentarza, do którego można by odnieść intencję czynienia złośliwości.

    Więc łopatologicznie.

    Koncern Google dużym nakładem stworzył bazę dokonanych zapytań i rozbudował ją o mnogość potencjalnych zapytań. Możliwych zapytań umieszczonych w bazie zapytań w formie statycznej jak „Golec łorkiestra” jak i wygenerowanych przez podprogram obsługi zapytań w formie podwiązanej małej procedury: „Zamień u na ł oraz odwrotnie i wraz z oryginalną formą zapytania potraktuj je jako trójkę osobnych pytań a wyniki sklej w jedną listę rezultatów” (Golec uOkiestra).

    Taka filozofia działania wymagająca dużych nakładów pracy programistycznej, szerokich konsultacji specjalistów językoznawstwa, socjologii, teorii komunikacji społecznej, psychologów, psychiatrów i teoretyków kultury sprawiła, że w ciągu kilku lat koncern Google stał się jednym z największych graczy biznesowych.
    Google walczył z Chinami! Kupił Motorolę.

    Na jednym z blogów e-Polityki jeden z komentatorów wspominał swoją wizytę w jednej z wielu serwerowni Google. Jest to budowla rozpościerająca się na powierzchni boiska do gry w piłkę nożną.

    Google nie jest wyszukiwarką idealną. Ale światową dominację ten koncern zdobył postawą: „Domyślny użytkowniku! Domyślna użytkowniczko! Możesz być dysgrafem / dysgrafką , możesz być dyslektykiem / dyslektyczką , możesz być … ćwokiem – my Ciebie obsłużymy jak Księcia / Księżną maskując także Twoje niedostatki wiedzy i umiejętności. Obsłużymy Ciebie jak oddany pokorny sługa, jak kochająca matka swe pogodne i uśmiechniętę niemowlę. Możesz zadawać pytania złośliwe, a my je odbierzemy jako zachęte do dobrej zabawy i nie będziemy okazywać swej wyższości. Możesz nieustannie liczyć na naszą życzliwość co selennie obiecujemy.”

    Zatem koncern Google „zna” wszystkie ortograficzne błędy jakie popełnili lub popełnić mogiby użytkownicy języka polskiego. Nie bądźmy naiwni. Nie jest to spowodowane skumulowaniem się w osobach związanych z Google mutacji czyniących tych ludzi nadzwyczajnymi altruistami. Za tym stoi interes ogromego tworu biznesowego. Pokłosiem tych starań może być mnogość profili użytkowników. Google moze sprzedać stwierdzenie, że wbrew pozorom osoba mająca imię Maria nie jest kobietą, a wszystko wskazuje, że jest mężczyzną. Taki jedno M lub F w kolumnie „płeć” zapisów o miliardach użytkowników sieci może dać tysiące dolarów oszczędności na NIE proponowaniu kupna biustonoszy. To moje domniemanie nie jest wyrazem złośliwości mojej wobec Google, nie jest wyrazem mojej nieżyczliwości wobec tego potentata , ani nie jest przejawem starczego zgorzknienia.
    Jest przejawem mojej orientacji w informatyce.

    Moimi umiejętnościami i doświadczeniem jestem gotowy dzielić się nie proszony.
    Czy akurat ktoś może podobne zachęty jak moje, odebrać jako zlośliwość lub popisywanie się? „Pytaj nie przejmując się ewentualnymi swoimi błędami!” Taka rada obraża?

    Julo! Ja takie rady nie piszę ani z potrzeby dokuczania, ani z prózności.
    Twoja prośba o unikanie przeze mnie złośliwości włącza Ciebie we wspólnotę stworzoną przeze mnie dla wyjaśnienia trudności jakie ja mam w porozumiewaniu się z ludźmi. Są one zrodzone we mnie! Ale skutkują tak: „Staruszek powiedział dzień dobry. O co mu chodzi?”

    W ciągu kilku dni spotkałem się zarówno w naszym kręgu blogowym, jak i w moim ludzkim otoczeniu z zarzutami złośliwości z mojej strony. Nie zasłużyłaś na przykrości z mojej strony. Zastnów się jednak Julo czy to ja mam zamilknąć, czy to Ty masz podjąć leczenie ćmiącego zęba lub atakującego Twą podswaidomość początku choroby wrzodowej. Domniemywałaś złosliwość – otrzymujesz.

    No i zwyczajowo postaram się okrasić tekst komentarza linkiem.
    Ale wcześniej deklaracja: mego sumienia nie stać na plamę dokuczania komukolwiek. Nikt mi nie odpuszcza grzechu pochopnego myślenia źle o innych.
    Tu jest domniemany pies pogrzebany. Jak na psa przystało zapewne gryzł, po kostkach. A jeśli nie gryzł, to po co nam pies nie potrafiący nas bronić przed złem.

    Postaram się mijaniem ograniczyć pulę Twych przykrości.
    A za już – serdecznie i szczerze przepraszam.
    To ja powinienem być mądrzejszy od Ciebie i zawiodłem.
    Zawiodłem siebie. Do śmierci sobie nie wybaczę.

    http://www.youtube.com/watch?v=GkqFU8tREvY

    • St. Dreptak pisze:

      Staruszku, zostałem kiedyś poproszony o wyjaśnienie, co też możesz mieć na myśli pisząc jak piszesz? Co by też w Staruszkowym dialekcie mogło znaczyć zdanie:
      – Idę łapać ostatki ciepła.
      – Mróz idzie. – przetłumaczyłem 🙂
      Nie dziw się więc, że można się doszukiwać dodatkowych znaczeń w tym co mówisz, aczkolwiek ja się nie zdziwiłem. Również prośba Juli mnie nie zdziwiła – „nie bądź złośliwy”, nie było z pretensją, a z sympatią – tak to odebrałem.
      Z Drugiej strony Twój wykład o google wart był przeczytania 😀

  31. staruszek pisze:

    A ja z uporem.

    Niezdolność do przechyłu w stronę dobra w interpretacji niejasnego tekstu jest – sadzę mimowolnie – zawarta w Twym Kneziu opisie scenki rodzajowej. Ja o radości z ciepła, Ty o cierpieniu mrozu.

    Zaczadzenie złem jest przeze mnie brutalnie odsłaniane. Nie jest to mój zamiar.
    Zamiast pytanie do autora: „Co miałeś na myśli?” prośba „Nie bądź złośliwy.”
    Dlaczego tak? Bo my wszystko rozumiemy, a staruszek to swym pisaniem burzy.
    Bystrzakom nie wypada pytać. Nie uczynienie gardy może nas zgubić. Setki ludzi chciało nam coś zabrać lub dokuczyć, a tu z za zaułka wychyla się się radosny idiota, który twierdzi, że nie jest mądry i nic nie chce zabrać Precz z tak bezczelnym zakłamaniem.

    Od około kopy lat myślę, że wyląduję w klinice wraz z schizofrenikami, bo posługuję się oderwaną od rzeczywistości stwierdzeniami: „Idę łapać kończące się ciepło.” Taka sałata językowa. Bystrzakom nie wypada zapytać ani staruszka ani Google’a o sałatę językową. Bo to bełkot bełkotliwy.

    Pisałem to wielokrotnie: źródło kłopotów jest we mnie!!!

    Ostatnio stwierdzilem, że na prowincji asortyment w sklepach jest węższy niż w Warszawie. Pani opiekunka mamy poczuła się mocno urażona. W obecności osoby spoza Warszawy można powiedzieć, że kurwa powinna mieć ładną dupę. Nie można natomiast powiedzieć, że Francja składa się z prowincji. Bo słowo „prowincja” to okropne bluźnierstwo i nie ma co próbować zrozumieć stwierdzenia, że Prowansja była rzymską prowincją. Niech ten pretensjonalny warsiawiak nie wynosi ponad niczego bogu winnego człowieka! Co on sobie myśli? Ostatnie pytanie retoryczne i wypowiedziane za plecami.

    Opisywałem kiedyś na którymś z blogów scenkę z udziałem podchmielonego badylarza: „Niech on powie >cep od gnojujakiś-taki< sobie wypraszam."

    Chyba umrę jako bełkotliwy cham.

    Mnie/mi się żyje dobrze. Gdy właśnie słyszę za pleców panią zapowiadająca jutrzejszą złą pogodę, to nie jestem zdolny zrozumieć, ze ona to mówi mi na złość.
    Zdradzę rodzinną tajemnicę: żona twierdzi, że nie potrafię komunikować się z ludźmi. Gdzież bym śmiał przeczyć żonie: słabiak nie mężczyzna, naiwniak utopijny. I żadna Hela i Marian nie będą na Knieziowisko zaglądać bo odstraszylem. Poczucie humoru jest nasze i nie pozwolimy go sobie odebrać!!!!

  32. staruszek pisze:

    A ja z uporem.

    Niezdolność do przechyłu w stronę dobra w interpretacji niejasnego tekstu jest – sadzę mimowolnie – zawarta w Twym Kneziu opisie scenki rodzajowej. Ja o radości z ciepła, Ty o cierpieniu mrozu.

    Zaczadzenie złem jest przeze mnie brutalnie odsłaniane. Nie jest to mój zamiar.
    Zamiast pytanie do autora: „Co miałeś na myśli?” prośba „Nie bądź złośliwy.”
    Dlaczego tak? Bo my wszystko rozumiemy, a staruszek to swym pisaniem burzy.
    Bystrzakom nie wypada pytać. Nie uczynienie gardy może nas zgubić. Setki ludzi chciało nam coś zabrać lub dokuczyć, a tu z za zaułka wychyla się się radosny idiota, który twierdzi, że nie jest mądry i nic nie chce zabrać Precz z tak bezczelnym zakłamaniem.

    Od około kopy lat myślę, że wyląduję w klinice wraz z schizofrenikami, bo posługuję się oderwaną od rzeczywistości stwierdzeniami: „Idę łapać kończące się ciepło.” Taka sałata językowa. Bystrzakom nie wypada zapytać ani staruszka ani Google’a o sałatę językową. Bo to bełkot bełkotliwy.

    Pisałem to wielokrotnie: źródło kłopotów jest we mnie!!!

    Ostatnio stwierdzilem, że na prowincji asortyment w sklepach jest węższy niż w Warszawie. Pani opiekunka mamy poczuła się mocno urażona. W obecności osoby spoza Warszawy można powiedzieć, że kurwa powinna mieć ładną dupę. Nie można natomiast powiedzieć, że Francja składa się z prowincji. Bo słowo „prowincja” to okropne bluźnierstwo i nie ma co próbować zrozumieć stwierdzenia, że Prowansja była rzymską prowincją. Niech ten pretensjonalny warsiawiak nie wynosi ponad niczego bogu winnego człowieka! Co on sobie myśli? Ostatnie pytanie retoryczne i wypowiedziane za plecami.

    Opisywałem kiedyś na którymś z blogów scenkę z udziałem podchmielonego badylarza: „Niech on powie >cep od gnojujakiś-taki< sobie wypraszam."

    Chyba umrę jako bełkotliwy cham.

    Mnie/mi się żyje dobrze. Gdy właśnie słyszę za pleców panią zapowiadająca jutrzejszą złą pogodę, to nie jestem zdolny zrozumieć, ze ona to mówi mi na złość.
    Zdradzę rodzinną tajemnicę: żona twierdzi, że nie potrafię komunikować się z ludźmi. Gdzież bym śmiał przeczyć żonie: słabiak nie mężczyzna, naiwniak utopijny. I żadna Hela i Marian nie będą na Knieziowisko zaglądać bo odstraszylem. Poczucie humoru jest nasze i nie pozwolimy go sobie odebrać!!!!

  33. staruszek pisze:

    To jednak nie moja wina.
    Ograniczenie zastepujące cudzysłów są dziwnie traktowane.
    Więc: cep od gnoju a nie jakiś-taki.
    WordPress ma wielką przyszłość przed sobą. Taki sympatyczny przedszkolak.

  34. staruszek pisze:

    To jednak nie moja wina.
    Ograniczenie zastepujące cudzysłów są dziwnie traktowane.
    Więc: cep od gnoju a nie jakiś-taki.
    WordPress ma wielką przyszłość przed sobą. Taki sympatyczny przedszkolak.

  35. St. Dreptak pisze:

    ostry nawias jest znacznikiem komend w htmlu i stąd te psikusy 🙂
    Staruszku – to Kneź i jego małżonka mieli straszyć – staruszek, opatrznościowy mąż 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=XoyYCtMpKSM
    Ty górnolotnie i elegancko, ja przyziemnie, po dreptakowemu 😀

  36. St. Dreptak pisze:

    ostry nawias jest znacznikiem komend w htmlu i stąd te psikusy 🙂
    Staruszku – to Kneź i jego małżonka mieli straszyć – staruszek, opatrznościowy mąż 🙂
    http://www.youtube.com/watch?v=XoyYCtMpKSM
    Ty górnolotnie i elegancko, ja przyziemnie, po dreptakowemu 😀

  37. St. Dreptak pisze:

    No już dobrze, niedosłownie zapamiętałem – napisałeś „Idę łapać kończące się ciepło.” No to w końcu „mróz idzie, tak”?
    I nie sugeruj nam, że jak jedziemy do Bani, to do „chamów oraz prostaków”, bo wcale tak nie uważamy – pożartować sobie nie można? 😀

  38. St. Dreptak pisze:

    No już dobrze, niedosłownie zapamiętałem – napisałeś „Idę łapać kończące się ciepło.” No to w końcu „mróz idzie, tak”?
    I nie sugeruj nam, że jak jedziemy do Bani, to do „chamów oraz prostaków”, bo wcale tak nie uważamy – pożartować sobie nie można? 😀

  39. Iva Pas pisze:

    Najważniejsze, że syn jest w domu, że już mu nic nie grozi! Sama zdenerwowałam się, a co dopiero Ty czy mama:( Nie pojmuję takich zachowań. Niby krótko nie żyję, a wciąż tak wiele potrafi mnie zaskoczyć. Czasem jakbym w innym świecie żyła i wcale nie wymyślonym przeze mnie… Trzymajcie się!

    • graszka pisze:

      Iwa, teraz kiedy wiem, że nic mu nie jest, jestem spokojniejsza. Ale w głowie mi się nie mieści jak można kogoś tak kopać. Syn wracał z zakupami, zadzwonił telefon, rozmawiał, nie zauważył swojego dawnego kolegi z podstawówki. Nie spodobało im się, że syn nie odpowiedział na przywitanie. Było ich trzech a on sam. Kiedy leżał, a oni dalej go kopali, w końcu Sebastian zareagował „przestańcie on ma już dość”. Siedzieli kiedyś w jednej ławce, odwiedzali się. Nie mieści się to w mojej głowie.

      • majka pisze:

        skąd tyle agresji i frustracji w młodzieży,
        podobnie nie mogę zrozumieć jak mogło dojść do pobicia małych dzieciaków przez dorosłych kiboli.

  40. Iva Pas pisze:

    Najważniejsze, że syn jest w domu, że już mu nic nie grozi! Sama zdenerwowałam się, a co dopiero Ty czy mama:( Nie pojmuję takich zachowań. Niby krótko nie żyję, a wciąż tak wiele potrafi mnie zaskoczyć. Czasem jakbym w innym świecie żyła i wcale nie wymyślonym przeze mnie… Trzymajcie się!

    • graszka pisze:

      Iwa, teraz kiedy wiem, że nic mu nie jest, jestem spokojniejsza. Ale w głowie mi się nie mieści jak można kogoś tak kopać. Syn wracał z zakupami, zadzwonił telefon, rozmawiał, nie zauważył swojego dawnego kolegi z podstawówki. Nie spodobało im się, że syn nie odpowiedział na przywitanie. Było ich trzech a on sam. Kiedy leżał, a oni dalej go kopali, w końcu Sebastian zareagował „przestańcie on ma już dość”. Siedzieli kiedyś w jednej ławce, odwiedzali się. Nie mieści się to w mojej głowie.

      • majka pisze:

        skąd tyle agresji i frustracji w młodzieży,
        podobnie nie mogę zrozumieć jak mogło dojść do pobicia małych dzieciaków przez dorosłych kiboli.

Możliwość komentowania jest wyłączona.