Magiczna poduszka

Na stole leży ręcznie robiona, pomarańczowa kartka, a na niej życzenia: „ Marzenia się spełniają, tego uczą już dziecięce piosenki. Jednak nie każdy ma dość wiary, by zamknąć oczy i wierzyć… Gratuluję Ci Grażko, że znalazłaś kogoś, kto te oczy zamknął za Ciebie i kto uczy Cię wiary – tej najważniejszej w Siebie.”

Kochana Babo ze wsi, dzisiaj tej wiary oraz energii, o której wspomniałaś na swoim blogu, zabrakło mi. W pewnej chwili poczułam się jak zapędzony w narożnik bokser, jak zbity pies uciekający z podkulonym ogonem, jak stara szkapa z trudem ciągnąca straszliwie przeładowany wóz, którą podpity furman chłoszcze batem.

Wczoraj mój syn został pobity. Na szczęście nie stało się mu nic złego, ma parę siniaków i obtarć na dłoniach. Dzisiaj nie poszedł do szkoły, a ja niestety nie mogłam z nim zostać w domu ponieważ od jutra pracuję na Targach jako Lara. Musiałam pojechać posprzątać dom który normalnie sprzątam we wtorki.

Szorując te znienawidzone podłogi po raz kolejny mieliłam w głowie pytania: Po co wysłałam syna po ten cukier? Mogłam przecież pójść sama! Może powinnam zgłosić fakt pobicia na Policji? Dlaczego go dzisiaj zostawiłam samego?

Nie wytrzymałam i urwałam się wcześniej z pracy, pognałam moją srebrzystą strzałą do domu. A dom przypomina stajnie Augiasza, wiadomo szewc bez butów chodzi. Boli, ale kiedy mam go posprzątać? Muszę zarejestrować syna do lekarza, zrobić przelewy, ugotować obiad, popracować nad zleconą mi fuchą, napisać na bloga.

Czuje, że tonę w szarym morzu codzienności, i jak każdy tonący, wykonuję rozpaczliwe ruchy. No i masz babo placek, właśnie spaliłam garnek z ziemniakami. Brakuje jeszcze żebym podczas prasowania (sterta pod sufit) przyłożyła do ucha żelazko na dźwięk dzwonka.

Drgam jak atom w którego przywalił przybłęda elektron. Czarna myśl pogania czarną myśl. Tkwię w dobrze mi znanym dole nucąc – Jest już późno, piszę bzdury, życie zapędziło mnie do dziury.

Kiedy zadzwonił Anioł i słysząc mój dudniący z dna emocjonalnej studni głos, momentalnie domyślił się w jakim jestem stanie, rozkazał – popatrz na magiczną poduszkę!

A poduszka jest zaprawdę magiczna. Dostałam ją od Baby ze wsi. Wyszyła na niej niebieską altankę ze zdjęcia Pana Jezierskiego. Prawdziwe cudeńko! Są nawet zielone bluszcze oraz pomarańczowa, pionowa deska! Jej wykonanie musiało wymagać wiele pracy.

Baba ze wsi mieszka blisko mnie. Doszłyśmy więc do wniosku, że spotkamy się i osobiście wręczę jej prezent – moją pierwszą książkę. Przy okazji poznamy się w realu, bo dotąd miałyśmy tylko okazję konwersować za pomocą bitów.

Spotkanie było zaplanowane na piątek, ale musiałam je przełożyć. W niedzielę wpadłam na pomysł, że skoro muszę pojechać do Gdańska, to może w pierwszej kolejności odwiedzę Babę ze wsi. Zadzwoniłam. Ucieszyła się.

Drzwi otworzyła mi młoda, niższa ode mnie kobieta. Miała piękne, ogromne oczy. Zaparzyła kawę. Usiadłyśmy przy stole i stała się dla mnie rzecz dziwna, ja, osoba która ma raczej problemy z nawiązywaniem kontaktów, roztrajkotałam się niczym katarynka, prawie nie dopuszczając dziewczyny do głosu.

Tak to  czasem jest, że poznając kogoś momentalnie ma się uczucie nadawania na tej samej częstotliwości. Może sprawiła to tęsknota za wsią, którą znałyśmy z dzieciństwa? Kiedy w końcu dałam jej dojść do słowa, zauważyłam, że zaszkliły się jej oczy, gdy opowiadała o sobie. To bardzo wrażliwa i delikatna osoba.

Rozmawiałyśmy a po mieszkaniu biegał roześmiany od ucha do ucha syn Baby.

– Daj mi całusa – poprosiłam go.

Bez wahania wdrapał się na moje kolana, usta wygiął w uroczy dzióbek i nadstawił się do całowania. I tak co chwila.

– Mogłabym już być babcią – pomyślałam widząc tego słodkiego szkraba. Choć może lepiej żeby tego mój syn nie przeczytał, bo weźmie to sobie do serca i…. zostanę najmłodszą babcią w Pruszczu 😉

Czułam się w jej domu swobodnie i tak normalnie. Mogłabym tam spędzić wiele godzin i tematów do rozmów zapewne by nam nie zabrakło, lecz niestety czas gonił. Musiałam jechać na jedyną otwartą w niedzielę pocztę aby wysłać książki. Wiedziałam, że nadchodzącym tygodniu nie znalazłabym na to czasu. Miałam też wstąpić do Mamy aby kupić jej ten nieszczęsny cukier, a potem do Ewy.

Żegnając się ze mną Baba wręczyła mi prezent. Własnoręcznie zrobioną poduszkę z motywem niebieskiej altanki ze zdjęcia, które tak mi się spodobało na wystawie.
– Żebyś miała swoją altankę chociaż na poduszce – powiedziała.

Nie potrafię opisać co czuję w takich momentach. Moje serce rozwala się na tysiąc drobnych kawałeczków, próbuje wydukać podziękowania. Po chwili mam łzy w oczach, bo ktoś bezinteresownie sprawił mi olbrzymią radość.

Dziękuje ci Babo z całego serca! Poduszka od ciebie jest magiczna. Leczy smutki.

Ps. Od jutra pracuję do późnych godzin wieczornych, dlatego wybaczcie mi, że będzie mnie mniej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 odpowiedzi na „Magiczna poduszka

  1. Iva Pas pisze:

    Przepiękny tekst – czytałam i obraz widziałam: Wy dwie siedzące i rozmawiające, z biegającym brzdącem, w atmosferze pełnego zrozumienia i przyjaźni. Takie uczucia mogą zrodzić się tylko w internecie. To co niematerialne przenika do świata realnego, dając podwaliny czegoś cennego, niepowtarzalnego:) Fantastyczne z Was kobiety:)

  2. Iva Pas pisze:

    Przepiękny tekst – czytałam i obraz widziałam: Wy dwie siedzące i rozmawiające, z biegającym brzdącem, w atmosferze pełnego zrozumienia i przyjaźni. Takie uczucia mogą zrodzić się tylko w internecie. To co niematerialne przenika do świata realnego, dając podwaliny czegoś cennego, niepowtarzalnego:) Fantastyczne z Was kobiety:)

  3. Starsza (od Starszego) pisze:

    Bardzo się cieszę, że się spotkałyście 🙂

  4. Starsza (od Starszego) pisze:

    Bardzo się cieszę, że się spotkałyście 🙂

  5. St. Dreptak pisze:

    Prolog przed Watrowiskiem 😀

  6. St. Dreptak pisze:

    Prolog przed Watrowiskiem 😀

  7. majka pisze:

    i nie ma racji ten, kto uważa, że cyberświat to tylko iluzja 🙂
    przysiadłam i ja pod bluszczem przy niebieskiej altance.

  8. majka pisze:

    i nie ma racji ten, kto uważa, że cyberświat to tylko iluzja 🙂
    przysiadłam i ja pod bluszczem przy niebieskiej altance.

  9. Ada pisze:

    Mam nadzieję, że Syn czuje się dobrze.
    Ojej, szkoda, że tak się dzieje.
    Ale nie zamartwiaj się, ponieważ przecież nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć.

    Gratuluję książeczki :)) Super.

    Pozdrawiam

    Ada

  10. Ada pisze:

    Mam nadzieję, że Syn czuje się dobrze.
    Ojej, szkoda, że tak się dzieje.
    Ale nie zamartwiaj się, ponieważ przecież nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć.

    Gratuluję książeczki :)) Super.

    Pozdrawiam

    Ada

  11. Baba ze wsi pisze:

    Ach Graszko, Ty to umiesz…
    Znów się rozkleję 😀

    I ja mam nadzieję, że oględziny syna wyjdą w porządku, a kolega czasem pomyśli nad sobą i swoim towarzystwem…

  12. Baba ze wsi pisze:

    Ach Graszko, Ty to umiesz…
    Znów się rozkleję 😀

    I ja mam nadzieję, że oględziny syna wyjdą w porządku, a kolega czasem pomyśli nad sobą i swoim towarzystwem…

  13. jula :D pisze:

    Piękna poduszka, „baba ze wsi” to artystka ale ta druga baba też , bo widziałam jej lalki. Ty Graszko też . Dobrałyście się dziewczyny , jak w korcu maku. 😆
    Jesteście niesamowite! 🙄 Czapki z glów panowie !… 😉

  14. jula :D pisze:

    Piękna poduszka, „baba ze wsi” to artystka ale ta druga baba też , bo widziałam jej lalki. Ty Graszko też . Dobrałyście się dziewczyny , jak w korcu maku. 😆
    Jesteście niesamowite! 🙄 Czapki z glów panowie !… 😉

  15. staruszek pisze:

    Graszko!

    Podobną historię czytałem już około 10 lat temu.
    Student nie pozdrowił „na dzień dobry” swego kolegi ze szkoły na warszawskiej Woli.
    Trafił na miejscowego łobuza, którego bało się okoliczne blokowisko. Skwitował to, stwierdzeniem, że już nie szczędzi przywitań. W tej warszawskiej przygodzie sily były wyrównane.

    W obu przypadkach brak pozdrowienia wydobył na wierzch frustrację sytuacją społecznej deklasacji. Młodzi pozbawieni nadzieji na powszednią aktywność reagują na śladowe impulsy. Nowe osiedla plombujące miasta, a nawet te zakładane na surowym korzeniu, nie mają przestrzeni wspólnej – boisk, parczków, klubów, itp.

    Maksymalizacja zysku inwestorów budowlanych sprawia, że wraca poczucie stłoczenia, jak u szczurów rodzącego agresję, podobne do wskazywanych w PRLu jako zła przeszłość „podwórek studni”. Rozwarstwienie społeczne w Polsce, objęło już nie tylko świat rzeczy, ale także świat idei. Młodzieńcy którzy pobili twego syna, nigdy zapewne nie mieli okazji pójść na mecz bokserski i być może nie stać ich na karnet do siłowni dający okazję na codzienną troskę o prymitywnie rozumianą męskość.

    A syn – bez swojej winy – został złapany w pułapkę idei. Wyszedł ze swą prywatnościa, która w naturalny sposób jest przedkładana nad oficjalność, w przestrzeń wspólną. Nie zaskoczyła mnie przygoda Twego syna. Od lat obserwuję ludzi chodzących po ulicy i rozmawiających z samym sobą. W czasie mego dzieciństwai młodości tak rozpoznawało się ludzi z fijołem. Teraz typową scenką jest gromada ludzi w autobusie i wszyscy mówią. Ale nie jest to rozmowa pasażerów łącząca ich. Każdy z pasażerów rozmawia ze swoim wirtualnym partnerem. Zatomizowana grupa pasażerów niezdolna usłyszeć jęku babci obolałej po upadku gdy ktoś wtargnął przed autobus.

    Odrębną sprawą jest używanie przez kierujących pojazdem zestawów głośno mówiących nie angazujących rąk. Przestrzeń publiczna, mimo „wnuków” radia na baterie „Szarotka”, jest przestrzenią żywych obrazów. To co widzimy to nie „buźki” i nie awatary jak na blogu Knieziowisko. To żywi ludzie używający ust, uszu i za mało mydła. To także młode dziewczyny odsłaniające pępek i chłopcy stroszący włosy na cukier.

    A ja czekam po późno rozpoczętym rodzinnym poranku na wolną łazienkę i pachnę nocą. Zdołałem się wcześniej ogolić, ale „Dzień dobry” posłałem Starszej na czacie Skype’owym jeszcze nie ogolony. Gdyby Starsza była sąsiadką widząca mnie w oknie z pełnymi ustami, to by poczekała na przywitalną rozmowę. Ale przywitała mnie na początku 18-minutowej fazy intensywnego rozruchu komputera. Skype startuje na poczatku aktu Autostartu i mam kwadrans czekania, aż mogę odpowiedzieć „Dzień dobry”. Gruchamy sobie jak kury i koguty dla podtrzymania poczucia wspólnoty, z tym ze Starsza nie może mi dać po buzi za brak natychmiastowej reakcji na dzień dobry.

    Gdy się odrobinę zastanowisz Graszko, to znajdziesz analogię między bolesnym spotkaniem syna z dawnymi szkolnymi kolegami, a kubkami plastykowymi zostawianymi do sprzatnięcia Tobie w najmniej oczekiwanych miejscach. Panie i panowie architekci miały / mieli potrzebę zasygnalizowania awansu do klasy panów. Przyjdzie służba i posprząta.

    I tak Sebastian i jego dwaj koledzy potraktowali studenta. „Wywyższa się skurwiel i nie jesteśmy godni jego uwagi.” To nie jest wina Twego syna, że gotowa jesteś poświęcić się i pozwolić spokojnie zdać mu maturę, a może nawet postudiować.

    Przygoda Twego syna jest tylko TYPOWYM zdarzeniem okresu szybkich przemian społecznych. Cywilizacyjnych – szeroko ujmując – technologicznych i politycznych.
    Nauczyciele i nauczycielki podstawówki Twego syna nie myśleli o przyszłości. Nie uczyli swych uczniów aby nie pytać dlaczego koleżanka chodzi w niemodnych butach, a tata kolegi kupuje tylko w Biedronce.

    Wiekszość z naszego kręgu znajomych blogowych dorastała w czasach, gdy „ja się zabije” było tylko pretensjonalnym zwrotem. Dziś możesz co dzień obejrzeć w gazetowym tabloidzie parę wiszących ciał na kratach do wejścia do kościoła: niepełnosprawna córka i jej matka wiszą.

    Rozwarstwienie polskiego społeczeństwa slabiuteńkie w dzieciństwie nauczycielek Twego syna w podstawówce nie niosło dzisiejsych potrzeb. Gdy Ty zmywasz cudze podłogi, to ja nieudany matematyk i słaby programista pamiętam, że jesteś o dwie klasy wyżej ode mnie: masz talent i rodzisz spontaniczną sympatię.

    Także dzięki temu, że nie reagujesz na „dzień dobry” zastanowieniem, o co mu chodzi.

    Popularny mem (zajrzyj do Wikipedii!) brzmi: „żyjemy szybciej”. Jeśli tak, to sprawy powinny przebiegać szybciej. Oburzająco szybciej. Syn powinien wstać pobity i przeprosić napastników. Sińce przeminą, a on będzie miał lepsze życie od nich. Bo matkę ma rodzącą dobro i życzliwość – także dzięki mądrości i talentowi.

    I proszę zastanowić się przed oskarżeniem mnie choćby w trybie „razgowornym” o kpinę i zlośliwość. Jest mi przykro, że ja – obojętnik religijny – muszę chrześcijanom przypominać, ze na początku było słowo. I ono potrafi obradzać Babami Ze Wsi.

    Zabawa w wojnę – nawet słowną – bywa niebezpiczna moi drodzy żartownisie.

    Właśnie potwierdziłem odbiór listonoszowi przesyłki z ulicy, na której słychać szelest skrzydeł Anioła.

    A Twojemu synowi życzę zdrowia i daru jaki miał hochsztapler oddeski z okresu NEP (Wiki!) Benia Krzyk. Benia mówił mało. Ale Benia mówił smacznie. Gdy Benia coś powiedział, chcialo się jeszcze.

    Ponoć ludzie czynią zło bez powodu. Nie jestem za nadstawianiem drugiego policzka i nie jestem za pobłażaniem łobuzom. Cała moja sympatia dla Ciebie Graszko nie blokuje mi tej wypowiedzi: ci trzej chłopcy mogą być niewinni. Być może nigdy nie łobuzowali i nie przyciąga ich zło. Złem może być nasza niechęć do zrozumienia sytuacji. Złem może być przekonanie nabywane w krótkiej chwili, że rozumiemy, że dobrze rozpoznajemy sytuację. Sztuka słowa jest trudna. I pierwsze słowa dnia: „Dzień dobry!” mogą być trudne i ważne. Żyjemy w ludzkim ulu i to my powinniśmy umieć rozpoznać, czy chorujemy na wariozę (Wiki!)

    Schzofrenicy głoszą w naszym kierunku coś co polszczyzna przyswoiła jako sałata słowna (Wiki). Być może kierując się lekceważeniem dla sałaty. Moja żona z upodobaniem u baby ze wsi na zieleniaku kupuje coraz inne ciekawe odmiany sałaty i jest to miły element naszych posiłków.

    Na ekrany wraca Bruner i Kloss. Ulicami idzie tłum i woła „Precz z komuną!” do Tuska, oraz krzyczy „Złodzieje! Złodzieje” do placówki dającej za pieniądze garść przepustek do Jackowa. Solidarność lat temu ponad 30 organizowała marsze głodowe wielotysięczne z grubasami na czele pochodu. Za niewiele dni przyjedzie do Warszawy (Bani – patrz Knieziowisko) tłum brzuchatych protestować pod przywódzctwem człowieka mającego pensję miesięczną większą niż Graszka zarabia rocznie.

    Bardzo proszę nie uczyć mnie posługiwania się językiem.

    Całuję Cię literatko, której debiut leży obok mego komputera w jeszcze nie otwartej kopercie. I gratuluje daru zjednywania ludzi. Strasznie(ha! ha!), potwornie(ha! ha!) się rozwinęłaś Ty złodziejko(Ha! Ha! Hi! Hi!) pogody na tym moim poparciu!

    Ponoć to Honoré de Balzac napisał, że bogatym jest ten, którego można okraść nie wyrządzając mu krzywdy. Pracuj, gdy ja tu się słownie wylewam, jako wcielenie Lary chroniąc biednych sprzedawców błyskotek. Kolczyki nie czynią kobiety wartą miłości, a ich brak może znamionować spełnioną i szczęśliwą kobietę. Niech się stroją w poczuciu bezpieczeństwa wzmacnianego także przez Ciebie.

    A jednak żal. Nigdy już nie będę dojrzałą kobietą z talentem literackim, której kraj zawdzięcza wzrost PKB poprzez pracę w szarej strefie (są takie poważne opinie) oraz namaszczająca synowi siniaki potwierdzające złożoność życia i języka.

    Przeczytasz to wieczorem – jeśli zdołasz.
    Napisał to chłop z miasta, nie mający z tego powodu ukrytych kompleksów.

    • Baba ze wsi pisze:

      Staruszku, poruszasz tak wielowątkowe zagadnienia, że trzeba naprawdę uważnie czytać, acz czyni się to z przyjemnością.
      Ubodło Cię najwyraźniej troszeczkę to wytknięcie „złośliwości”, ale myślę, że jak niesłusznie zareagowała Julka, tak reagujesz może i Ty teraz aluzjami 🙂
      Jeden taki mały facecik twierdził, że „słowa są źródłem nieporozumień”. Wystarczy odmienne środowisko zawodowe, czy krąg zainteresowań, by zmieniał się kontekst i tym samym interpretacja.
      Dla mnie od dawna ciekawostką było jakie cuda ludzie wpisują do netu i jakie to generuje wyniki, choć nie zdawałam sobie sprawy z kodów google, z tego, że to tak wiele zaangażowania kosztowało. I tym samym to zabawa literacyjna mnie rozbawiła.
      Zaś Julka może być bardziej „uwrażliwiona” na wszechobecną w necie dyslekcję, dysgrafię, a z drugiej strony na zbyt nachalne czasem poprawianie tych błędów. Ba, nachalne! Bywa wręcz chamskie – bo ludziom, którym brakuje argumentów w dyskusji, potrafią skupiać się tylko na wytknięciu za wszelką cenę pisowni, usiłując w ten sposób zdeprecjonować wartość merytoryczną wypowiedzi przeciwnika…

      Nie warto kruszyć kopii, ani w jedną, ani w drugą stronę – wszak tak często się tu widujemy już, że chyba staliśmy się tym „kołem wzajemnej adoracji” – na więcej sobie możemy tak pozwolić, jak wybaczyć 🙂
      Prawda?
      Pozdrawiam!

  16. staruszek pisze:

    Graszko!

    Podobną historię czytałem już około 10 lat temu.
    Student nie pozdrowił „na dzień dobry” swego kolegi ze szkoły na warszawskiej Woli.
    Trafił na miejscowego łobuza, którego bało się okoliczne blokowisko. Skwitował to, stwierdzeniem, że już nie szczędzi przywitań. W tej warszawskiej przygodzie sily były wyrównane.

    W obu przypadkach brak pozdrowienia wydobył na wierzch frustrację sytuacją społecznej deklasacji. Młodzi pozbawieni nadzieji na powszednią aktywność reagują na śladowe impulsy. Nowe osiedla plombujące miasta, a nawet te zakładane na surowym korzeniu, nie mają przestrzeni wspólnej – boisk, parczków, klubów, itp.

    Maksymalizacja zysku inwestorów budowlanych sprawia, że wraca poczucie stłoczenia, jak u szczurów rodzącego agresję, podobne do wskazywanych w PRLu jako zła przeszłość „podwórek studni”. Rozwarstwienie społeczne w Polsce, objęło już nie tylko świat rzeczy, ale także świat idei. Młodzieńcy którzy pobili twego syna, nigdy zapewne nie mieli okazji pójść na mecz bokserski i być może nie stać ich na karnet do siłowni dający okazję na codzienną troskę o prymitywnie rozumianą męskość.

    A syn – bez swojej winy – został złapany w pułapkę idei. Wyszedł ze swą prywatnościa, która w naturalny sposób jest przedkładana nad oficjalność, w przestrzeń wspólną. Nie zaskoczyła mnie przygoda Twego syna. Od lat obserwuję ludzi chodzących po ulicy i rozmawiających z samym sobą. W czasie mego dzieciństwai młodości tak rozpoznawało się ludzi z fijołem. Teraz typową scenką jest gromada ludzi w autobusie i wszyscy mówią. Ale nie jest to rozmowa pasażerów łącząca ich. Każdy z pasażerów rozmawia ze swoim wirtualnym partnerem. Zatomizowana grupa pasażerów niezdolna usłyszeć jęku babci obolałej po upadku gdy ktoś wtargnął przed autobus.

    Odrębną sprawą jest używanie przez kierujących pojazdem zestawów głośno mówiących nie angazujących rąk. Przestrzeń publiczna, mimo „wnuków” radia na baterie „Szarotka”, jest przestrzenią żywych obrazów. To co widzimy to nie „buźki” i nie awatary jak na blogu Knieziowisko. To żywi ludzie używający ust, uszu i za mało mydła. To także młode dziewczyny odsłaniające pępek i chłopcy stroszący włosy na cukier.

    A ja czekam po późno rozpoczętym rodzinnym poranku na wolną łazienkę i pachnę nocą. Zdołałem się wcześniej ogolić, ale „Dzień dobry” posłałem Starszej na czacie Skype’owym jeszcze nie ogolony. Gdyby Starsza była sąsiadką widząca mnie w oknie z pełnymi ustami, to by poczekała na przywitalną rozmowę. Ale przywitała mnie na początku 18-minutowej fazy intensywnego rozruchu komputera. Skype startuje na poczatku aktu Autostartu i mam kwadrans czekania, aż mogę odpowiedzieć „Dzień dobry”. Gruchamy sobie jak kury i koguty dla podtrzymania poczucia wspólnoty, z tym ze Starsza nie może mi dać po buzi za brak natychmiastowej reakcji na dzień dobry.

    Gdy się odrobinę zastanowisz Graszko, to znajdziesz analogię między bolesnym spotkaniem syna z dawnymi szkolnymi kolegami, a kubkami plastykowymi zostawianymi do sprzatnięcia Tobie w najmniej oczekiwanych miejscach. Panie i panowie architekci miały / mieli potrzebę zasygnalizowania awansu do klasy panów. Przyjdzie służba i posprząta.

    I tak Sebastian i jego dwaj koledzy potraktowali studenta. „Wywyższa się skurwiel i nie jesteśmy godni jego uwagi.” To nie jest wina Twego syna, że gotowa jesteś poświęcić się i pozwolić spokojnie zdać mu maturę, a może nawet postudiować.

    Przygoda Twego syna jest tylko TYPOWYM zdarzeniem okresu szybkich przemian społecznych. Cywilizacyjnych – szeroko ujmując – technologicznych i politycznych.
    Nauczyciele i nauczycielki podstawówki Twego syna nie myśleli o przyszłości. Nie uczyli swych uczniów aby nie pytać dlaczego koleżanka chodzi w niemodnych butach, a tata kolegi kupuje tylko w Biedronce.

    Wiekszość z naszego kręgu znajomych blogowych dorastała w czasach, gdy „ja się zabije” było tylko pretensjonalnym zwrotem. Dziś możesz co dzień obejrzeć w gazetowym tabloidzie parę wiszących ciał na kratach do wejścia do kościoła: niepełnosprawna córka i jej matka wiszą.

    Rozwarstwienie polskiego społeczeństwa slabiuteńkie w dzieciństwie nauczycielek Twego syna w podstawówce nie niosło dzisiejsych potrzeb. Gdy Ty zmywasz cudze podłogi, to ja nieudany matematyk i słaby programista pamiętam, że jesteś o dwie klasy wyżej ode mnie: masz talent i rodzisz spontaniczną sympatię.

    Także dzięki temu, że nie reagujesz na „dzień dobry” zastanowieniem, o co mu chodzi.

    Popularny mem (zajrzyj do Wikipedii!) brzmi: „żyjemy szybciej”. Jeśli tak, to sprawy powinny przebiegać szybciej. Oburzająco szybciej. Syn powinien wstać pobity i przeprosić napastników. Sińce przeminą, a on będzie miał lepsze życie od nich. Bo matkę ma rodzącą dobro i życzliwość – także dzięki mądrości i talentowi.

    I proszę zastanowić się przed oskarżeniem mnie choćby w trybie „razgowornym” o kpinę i zlośliwość. Jest mi przykro, że ja – obojętnik religijny – muszę chrześcijanom przypominać, ze na początku było słowo. I ono potrafi obradzać Babami Ze Wsi.

    Zabawa w wojnę – nawet słowną – bywa niebezpiczna moi drodzy żartownisie.

    Właśnie potwierdziłem odbiór listonoszowi przesyłki z ulicy, na której słychać szelest skrzydeł Anioła.

    A Twojemu synowi życzę zdrowia i daru jaki miał hochsztapler oddeski z okresu NEP (Wiki!) Benia Krzyk. Benia mówił mało. Ale Benia mówił smacznie. Gdy Benia coś powiedział, chcialo się jeszcze.

    Ponoć ludzie czynią zło bez powodu. Nie jestem za nadstawianiem drugiego policzka i nie jestem za pobłażaniem łobuzom. Cała moja sympatia dla Ciebie Graszko nie blokuje mi tej wypowiedzi: ci trzej chłopcy mogą być niewinni. Być może nigdy nie łobuzowali i nie przyciąga ich zło. Złem może być nasza niechęć do zrozumienia sytuacji. Złem może być przekonanie nabywane w krótkiej chwili, że rozumiemy, że dobrze rozpoznajemy sytuację. Sztuka słowa jest trudna. I pierwsze słowa dnia: „Dzień dobry!” mogą być trudne i ważne. Żyjemy w ludzkim ulu i to my powinniśmy umieć rozpoznać, czy chorujemy na wariozę (Wiki!)

    Schzofrenicy głoszą w naszym kierunku coś co polszczyzna przyswoiła jako sałata słowna (Wiki). Być może kierując się lekceważeniem dla sałaty. Moja żona z upodobaniem u baby ze wsi na zieleniaku kupuje coraz inne ciekawe odmiany sałaty i jest to miły element naszych posiłków.

    Na ekrany wraca Bruner i Kloss. Ulicami idzie tłum i woła „Precz z komuną!” do Tuska, oraz krzyczy „Złodzieje! Złodzieje” do placówki dającej za pieniądze garść przepustek do Jackowa. Solidarność lat temu ponad 30 organizowała marsze głodowe wielotysięczne z grubasami na czele pochodu. Za niewiele dni przyjedzie do Warszawy (Bani – patrz Knieziowisko) tłum brzuchatych protestować pod przywódzctwem człowieka mającego pensję miesięczną większą niż Graszka zarabia rocznie.

    Bardzo proszę nie uczyć mnie posługiwania się językiem.

    Całuję Cię literatko, której debiut leży obok mego komputera w jeszcze nie otwartej kopercie. I gratuluje daru zjednywania ludzi. Strasznie(ha! ha!), potwornie(ha! ha!) się rozwinęłaś Ty złodziejko(Ha! Ha! Hi! Hi!) pogody na tym moim poparciu!

    Ponoć to Honoré de Balzac napisał, że bogatym jest ten, którego można okraść nie wyrządzając mu krzywdy. Pracuj, gdy ja tu się słownie wylewam, jako wcielenie Lary chroniąc biednych sprzedawców błyskotek. Kolczyki nie czynią kobiety wartą miłości, a ich brak może znamionować spełnioną i szczęśliwą kobietę. Niech się stroją w poczuciu bezpieczeństwa wzmacnianego także przez Ciebie.

    A jednak żal. Nigdy już nie będę dojrzałą kobietą z talentem literackim, której kraj zawdzięcza wzrost PKB poprzez pracę w szarej strefie (są takie poważne opinie) oraz namaszczająca synowi siniaki potwierdzające złożoność życia i języka.

    Przeczytasz to wieczorem – jeśli zdołasz.
    Napisał to chłop z miasta, nie mający z tego powodu ukrytych kompleksów.

    • Baba ze wsi pisze:

      Staruszku, poruszasz tak wielowątkowe zagadnienia, że trzeba naprawdę uważnie czytać, acz czyni się to z przyjemnością.
      Ubodło Cię najwyraźniej troszeczkę to wytknięcie „złośliwości”, ale myślę, że jak niesłusznie zareagowała Julka, tak reagujesz może i Ty teraz aluzjami 🙂
      Jeden taki mały facecik twierdził, że „słowa są źródłem nieporozumień”. Wystarczy odmienne środowisko zawodowe, czy krąg zainteresowań, by zmieniał się kontekst i tym samym interpretacja.
      Dla mnie od dawna ciekawostką było jakie cuda ludzie wpisują do netu i jakie to generuje wyniki, choć nie zdawałam sobie sprawy z kodów google, z tego, że to tak wiele zaangażowania kosztowało. I tym samym to zabawa literacyjna mnie rozbawiła.
      Zaś Julka może być bardziej „uwrażliwiona” na wszechobecną w necie dyslekcję, dysgrafię, a z drugiej strony na zbyt nachalne czasem poprawianie tych błędów. Ba, nachalne! Bywa wręcz chamskie – bo ludziom, którym brakuje argumentów w dyskusji, potrafią skupiać się tylko na wytknięciu za wszelką cenę pisowni, usiłując w ten sposób zdeprecjonować wartość merytoryczną wypowiedzi przeciwnika…

      Nie warto kruszyć kopii, ani w jedną, ani w drugą stronę – wszak tak często się tu widujemy już, że chyba staliśmy się tym „kołem wzajemnej adoracji” – na więcej sobie możemy tak pozwolić, jak wybaczyć 🙂
      Prawda?
      Pozdrawiam!

  17. majka pisze:

    Był przed chwilką listonosz, wyjęłam z koperty Twoje spełnione marzenia.
    Graszko, gdy dołączyłam z komentarzami w Twoim blogu, to również poznałam treść wszystkich tekstów. Troszkę na raty , ale nie przypuszczałam, że w druku zajmą tak dużą ilość stron. A gdyby tam były jeszcze fotografie, to byłoby to opasłe tomisko 🙂
    Anioł sprawił ogromną radość również nam komentującym.
    Miło będzie powrócić do tych tekstów nie przy ekranie monitora, a na parkowej ławce.
    Dziękuję, i tylko takim skromnym wyrazem potrafię.

    • St. Dreptak pisze:

      Był przed chwilą listonosz, podpisałem, odebrałem, rozpakowałem i napawamy się drukiem papierem i treścią, w szczególności dedykacją. Bardzo dziękujemy, że uznałaś nas za dobrych adresatów tej książki.
      A treść – treść jak blog, dobra. Jesteś Graszko utalentowaną kobietą!
      🙂

  18. majka pisze:

    Był przed chwilką listonosz, wyjęłam z koperty Twoje spełnione marzenia.
    Graszko, gdy dołączyłam z komentarzami w Twoim blogu, to również poznałam treść wszystkich tekstów. Troszkę na raty , ale nie przypuszczałam, że w druku zajmą tak dużą ilość stron. A gdyby tam były jeszcze fotografie, to byłoby to opasłe tomisko 🙂
    Anioł sprawił ogromną radość również nam komentującym.
    Miło będzie powrócić do tych tekstów nie przy ekranie monitora, a na parkowej ławce.
    Dziękuję, i tylko takim skromnym wyrazem potrafię.

    • St. Dreptak pisze:

      Był przed chwilą listonosz, podpisałem, odebrałem, rozpakowałem i napawamy się drukiem papierem i treścią, w szczególności dedykacją. Bardzo dziękujemy, że uznałaś nas za dobrych adresatów tej książki.
      A treść – treść jak blog, dobra. Jesteś Graszko utalentowaną kobietą!
      🙂

  19. Tetryk56 pisze:

    Graszko, dzięki piękne! Do mnie przesyłka również dotarła, z miłą dedykacją.
    Trafiła na razie na podorędzie, przejrzałem ją tylko – czas jest deficytowy, niestety.
    Jeszcze raz gratuluję talentu, (a Aniołowi pomysłu!) 🙂

  20. Tetryk56 pisze:

    Graszko, dzięki piękne! Do mnie przesyłka również dotarła, z miłą dedykacją.
    Trafiła na razie na podorędzie, przejrzałem ją tylko – czas jest deficytowy, niestety.
    Jeszcze raz gratuluję talentu, (a Aniołowi pomysłu!) 🙂

  21. Ireneusz pisze:

    Pani Graszko -otrzymałem dziś przed południem i przeczytałem jednym tchem. Pasjonująca lektura. Proszę mnie wpisać w kolejkę po następną.Serdecznie pozdrawiam.
    Życzę miłego weekendu.

    • majka pisze:

      Ireneuszu , jednym tchem cały rok ? 🙂 ,
      sorry za ten żart, lektura zawiera wiele lat wspomnień i przeżyć Gospodyni tego bloga.
      Podzieliła się z nami czarno na białym, i za to wyróżnienie jeszcze raz dziękuję, bowiem w pierwszym odruchu zapomniałam o specjalnej dedykacji jaką otrzymałam.

      • Ireneusz pisze:

        Tak- jednym tchem, ale to nie znaczy , że już odłożona na półkę.Jeszcze nie raz będę do niej wracał – jest to pasjonująca lektura przez swoją prostotę języka i jakby podobny życiorys.

  22. Ireneusz pisze:

    Pani Graszko -otrzymałem dziś przed południem i przeczytałem jednym tchem. Pasjonująca lektura. Proszę mnie wpisać w kolejkę po następną.Serdecznie pozdrawiam.
    Życzę miłego weekendu.

    • majka pisze:

      Ireneuszu , jednym tchem cały rok ? 🙂 ,
      sorry za ten żart, lektura zawiera wiele lat wspomnień i przeżyć Gospodyni tego bloga.
      Podzieliła się z nami czarno na białym, i za to wyróżnienie jeszcze raz dziękuję, bowiem w pierwszym odruchu zapomniałam o specjalnej dedykacji jaką otrzymałam.

      • Ireneusz pisze:

        Tak- jednym tchem, ale to nie znaczy , że już odłożona na półkę.Jeszcze nie raz będę do niej wracał – jest to pasjonująca lektura przez swoją prostotę języka i jakby podobny życiorys.

  23. graszka pisze:

    Za miłe komentarze bardzo dziękuje. Odniosę się do nich zapewne jak odpocznę, a kiedy jeszcze nie wiem na razie jestem w maratonie pracy. Zmykam spać bo jutro znowu 12 godzin stania 🙂

  24. graszka pisze:

    Za miłe komentarze bardzo dziękuje. Odniosę się do nich zapewne jak odpocznę, a kiedy jeszcze nie wiem na razie jestem w maratonie pracy. Zmykam spać bo jutro znowu 12 godzin stania 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.