Czasomierz Pana Ducommuna

Do odmierzania czasu wskazane jest używanie zacnych czasomierzy, bo czas należy degustować powoli, ze smakiem, tak jak delektuje się wyśmienitym winem w kryształowej oprawie. Inaczej przecieka on bezpowrotnie między palcami, a nikomu nie udało się go zawrócić, czy choćby zatrzymać.

Wiedział o tym pewien dwudziestoletni szwajcar, Georges Ducommun, który w 1889 roku postanowił zrewolucjonizować świat zegarków i założył swój pierwszy warsztat. Dzięki zapałowi i wielkiej pasji bardzo szybko zaczął odnosić spektakularne sukcesy. W 1905 otrzymał nagrodę na wystawie w Liege, a rok później zdobył „Médaille d’or” na Światowej Wystawie w Mediolanie. Jego zegarki nazywały się Doxa.

Mężczyzna wyjął z kieszonki czasomierz, który urodził się w fabryce Pana Ducommuna, spojrzał na zegar ścienny i uśmiechnął się zadowolony. Oba zegary wskazywały identyczną godzinę – osiemnastą. Czuł się już lekko głodny, ale do kolacji pozostawała jeszcze godzina. – Wypiję kawę – pomyślał.

Zegarek był duży i ciężki. Białą, porcelanową tarczę zdobiło uskrzydlone, pędzące koło kolejowe z wkomponowanymi literami PKP. Cyfry były w stylu Art Deco, czarne i pochylone w prawą stronę. Przysadzista wskazówka godzinowa goniła minutową. Obie miały na końcu mały otworek. Na dole tarczy pracowicie obracał się sekundnik i drobnym ściegiem sekund wystukiwał upływający czas.

Czasomierz miał prawie sto lat, i choć czas odcisnął na nim swoje piętno, chodził bez zarzutu. Punktualny jak ekspres Lwów–Wilno-Lwów, choć właściwie było na odwrót, to pociąg był punktualny jak ten zegarek. Pierwszym właścicielem Doxy był dziadek Czesław, maszynista Polskich Kolei Państwowych, prowadzący wspomniany pociąg.

Dziadek pewną ręką prowadził parowóz PM36 powstały w pierwszej polskiej Fabryce Lokomotyw w Chrzanowie, spoglądając co pewien czas na służbową Doxę i uśmiechał się pod wąsem, kiedy zgodnie z rozkładem ekspres Lwów-Wilno-Lwów mijał kolejne stacje.

Nigdy się nie spóźnił, nawet wtedy kiedy pewnego majowego poranka Citroen, prowadzony przez młodą kursantkę ze Lwowa, pod czujnym okiem instruktora Czarzastego, zgasł na przejeździe. Nikomu na szczęście nic się nie stało, a pisał o tym nawet angielski „Times”, którego reporter przypadkowo podróżował w wagonie pierwszej klasy.

Dom był ostoją pięknych przedmiotów, których czas już minął. Nie było to cmentarzysko, a raczej żyjący własnym życiem rezerwat, oaza otoczona przez świat bylejakości, jednorazowości, psucia się, taniego plastiku, szybko rdzewiejących metali, parciejącej gumy, udającego skórę skaju i drewna które nigdy nie widziało lasu.

Mężczyzna był kolekcjonerem kieszonkowych zegarków. Miał ich dziesiątki w swojej kolekcji. Jego pasja zaczęła się kiedy dostał od ojca Doxę dziadka Czesława. Godziny całe spędzał na portalach aukcyjnych w poszukiwaniu rarytasów. Tym niemniej zegarkiem, którym posługiwał się na co dzień była kolejowa Doxa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Doxa, Z szuflady dojrzałej kobiety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Czasomierz Pana Ducommuna

  1. Jasna8 pisze:

    Słynna Doxa 🙂
    Ciekawe co po naszych czasach słynne zostanie ?

    Hm… czy można polubić komputer ??

    Technika tak pędzi do przodu ,
    że praktycznie aby nadążyć ,
    to co 2 lata trzeba wymieniać komputer ,
    bo obecny już jest za stary
    i nie nadąża za nowymi programami…

  2. Jasna8 pisze:

    Słynna Doxa 🙂
    Ciekawe co po naszych czasach słynne zostanie ?

    Hm… czy można polubić komputer ??

    Technika tak pędzi do przodu ,
    że praktycznie aby nadążyć ,
    to co 2 lata trzeba wymieniać komputer ,
    bo obecny już jest za stary
    i nie nadąża za nowymi programami…

  3. jula :D pisze:

    Ja mam stary komputer i mam zaprzyjaźnionego informatyka. Nie ma sensu tak zmieniać , bo po co?… Ja nie degustuje w gadżetach. Ja mam wrażenie ,że teraz to wszystko , to są jednorazówki nawet nie wiem , gdzie po skończonej gwarancji mogłabym się udać by naprawić jakikolwiek sprzęt AGH i inny ten elektroniczny?. ..
    Czy po nas zostanie coś godnego uwagi , nie zanosi się na to .
    Współczesne czasy polegają na tym , by mieć w tyle wszelkie tradycje. kiedyś , starzy ludzie byli autorytetem dla młodzieży, teraz tylko zbędnym balastem.
    Wszechobecny kult młodości, świetnie wykorzystany przez naszych polityków, przy tych wszystkich zmianach, teraz obraca się i przeciwko im.
    Ja już od pewnego czasu zwolniłam , jestem jakby obok i dobrze mi z tym.
    Ja już nie konkuruje, ja tylko patrzę z boku .
    Graszka trzymaj się , uważaj na zdrowie , może los będzie Ci bardziej sprzyjał ? ! …
    Twoja książka cudna, bo to Ty . To magia ! . . 🙂 Pa!

  4. jula :D pisze:

    Ja mam stary komputer i mam zaprzyjaźnionego informatyka. Nie ma sensu tak zmieniać , bo po co?… Ja nie degustuje w gadżetach. Ja mam wrażenie ,że teraz to wszystko , to są jednorazówki nawet nie wiem , gdzie po skończonej gwarancji mogłabym się udać by naprawić jakikolwiek sprzęt AGH i inny ten elektroniczny?. ..
    Czy po nas zostanie coś godnego uwagi , nie zanosi się na to .
    Współczesne czasy polegają na tym , by mieć w tyle wszelkie tradycje. kiedyś , starzy ludzie byli autorytetem dla młodzieży, teraz tylko zbędnym balastem.
    Wszechobecny kult młodości, świetnie wykorzystany przez naszych polityków, przy tych wszystkich zmianach, teraz obraca się i przeciwko im.
    Ja już od pewnego czasu zwolniłam , jestem jakby obok i dobrze mi z tym.
    Ja już nie konkuruje, ja tylko patrzę z boku .
    Graszka trzymaj się , uważaj na zdrowie , może los będzie Ci bardziej sprzyjał ? ! …
    Twoja książka cudna, bo to Ty . To magia ! . . 🙂 Pa!

  5. Mania pisze:

    A ja mam właśnie taką małą Doxe po Mamie.. I nawet znalazłam w moim mieście zegarmistrza, który mi ją wyczyścił … I mój laptopik to dzięsięcioletni Dell, który jeszcze trochę posłuży… Choć czasem myślę,żeby sprawić sobie nowy, mniejszy , lżejszy, bo jeżdżę „w te i wewte”, i czasem już ciężko dźwigać tyle tego i jeszcze lapka do tego…..
    Ale tu w Berlinie wiosna na całego. Pogoda jak marzenie! Serdeczności Graszko! 🙂

  6. Mania pisze:

    A ja mam właśnie taką małą Doxe po Mamie.. I nawet znalazłam w moim mieście zegarmistrza, który mi ją wyczyścił … I mój laptopik to dzięsięcioletni Dell, który jeszcze trochę posłuży… Choć czasem myślę,żeby sprawić sobie nowy, mniejszy , lżejszy, bo jeżdżę „w te i wewte”, i czasem już ciężko dźwigać tyle tego i jeszcze lapka do tego…..
    Ale tu w Berlinie wiosna na całego. Pogoda jak marzenie! Serdeczności Graszko! 🙂

  7. Mania pisze:

    Coś mi sie tak skrótowo napisało 😀

  8. Mania pisze:

    Coś mi sie tak skrótowo napisało 😀

  9. Tetryk56 pisze:

    A pamiętasz paradoks z felietonów Mańka i Jędrka w „30 minut na godzinę”?
    Zaczynały się tak:
    „Tik, tak, tik ,tak – tak tika zegarek Mariana – Doxa.
    Tik, tak, tik, tak – tak tika zegarek Andrzeja – też Doxa.
    ParaDox.”

  10. Tetryk56 pisze:

    A pamiętasz paradoks z felietonów Mańka i Jędrka w „30 minut na godzinę”?
    Zaczynały się tak:
    „Tik, tak, tik ,tak – tak tika zegarek Mariana – Doxa.
    Tik, tak, tik, tak – tak tika zegarek Andrzeja – też Doxa.
    ParaDox.”

  11. GPS pisze:

    Ciekawe, czemu dzisiaj na PKP kolejarzom nie dają zegarków?

    Świetny tekst o pracy i godności Graszko.

    Buen Camino

  12. GPS pisze:

    Ciekawe, czemu dzisiaj na PKP kolejarzom nie dają zegarków?

    Świetny tekst o pracy i godności Graszko.

    Buen Camino

  13. staruszek pisze:

    GPS!

    Wczoraj podejrzałem motorniczego w tramwaju. Ma mały ekran z widokiem z dwóch kamer. Wzrok mi sie pogorszył więc nie wiem czy to bylo: widok z lewej w lewej części ekranu, widok z prawej w prawej części ekranu. Jechaliśmy torowiskiem wydzielonym z płotkiem między torami, więc motorniczy nie musiał skupiać uwagi na widok przed siebie. Nie wiem czy jedna z kamer obserwowała w tył, a druga w przód. Scalony pojazd kilkuczłonowy jest jak gąsienica – dłuższy od klasycznych dwuwagonowych. Zegar zapewne ma motorniczy na osobnym ekranie przed sobą. Zapewne na tym ekranie ma wykres planowanego przejazdu i rzeczywistego z poziomą osią czasu.

    Zapytany o godzinę na ulicy człowiek sięga po komórkę.

    Prowadzący pojazdy, takie jak rejsowy autobus, tramwaj, pociąg mają zwykle wąski dedykowany kanał radiowy i słyszą tylko słowa kierowane do siebie. Pozostający w spoczynku nadzorujący ruch mają otwarte kanały porozumienia ze wszystkimi kierującymi i są nagrywani. Całość jest nadzorowana przez synchronizowane zegary taktujące komputery. Bardzo dużo komputerów. Tak jak data, a może nawet godzina zrobienia fotki nakładana jest na fotkę zrobioną cyfrówką, tak zegar zszedł ze sceny jako rekwizyt, na który rzucamy wzrokiem. Zegar odzywa się głosem sam i tylko wtedy, gdy chce zasygnalizować: „Nadrobiłeś! Odpocznij!” albo „Skup się. Jesteś w niedoczasie.” Zegar przestał być rzeczą najbardziej złożoną w polu naszego widzenia. Centralną Magistralą Kolejową jadą chwilami pociągi z prędkością 200 km/h. Wyobraź sobie maszynistę sięgającego do specjalnej kieszonki przy pasku spodni lub na kamizelce. Odchyla kopertę cebuli. Zbliża cyferblat do oczu. Odczytuje godzinę. Wtym krótkim czasie minął kilka słupów z klasycznymi ramieniami semaforów.

    A Ty sobie siedzisz wygodnie w fotelu żyroskopowo stabilizowanego wagonu pociągu Błękitna Strzała i czytasz dziennik pradziadka. Tenże pradziadek w dzienniku umieścił anegdotę wówczas znaną wszystkim kolejarzom. Cesarz wyjrzał przez okno i zobaczył, że na przodzie pociągu wiozącego go przez górską Galicję są dwa parowozy. Rozłościł się na tę niegospodarność i dość szybko powiadomiono Jaśnie Panującego, że przykładnie został ukarany potrąceniem premii zawiadowca mijanej bez zatrzymania stacji.

    Ach stare dobre czasy, i pyk, pyk, fajeczkę i listy przychodzące z Wiednia już po tygodniu.

  14. staruszek pisze:

    GPS!

    Wczoraj podejrzałem motorniczego w tramwaju. Ma mały ekran z widokiem z dwóch kamer. Wzrok mi sie pogorszył więc nie wiem czy to bylo: widok z lewej w lewej części ekranu, widok z prawej w prawej części ekranu. Jechaliśmy torowiskiem wydzielonym z płotkiem między torami, więc motorniczy nie musiał skupiać uwagi na widok przed siebie. Nie wiem czy jedna z kamer obserwowała w tył, a druga w przód. Scalony pojazd kilkuczłonowy jest jak gąsienica – dłuższy od klasycznych dwuwagonowych. Zegar zapewne ma motorniczy na osobnym ekranie przed sobą. Zapewne na tym ekranie ma wykres planowanego przejazdu i rzeczywistego z poziomą osią czasu.

    Zapytany o godzinę na ulicy człowiek sięga po komórkę.

    Prowadzący pojazdy, takie jak rejsowy autobus, tramwaj, pociąg mają zwykle wąski dedykowany kanał radiowy i słyszą tylko słowa kierowane do siebie. Pozostający w spoczynku nadzorujący ruch mają otwarte kanały porozumienia ze wszystkimi kierującymi i są nagrywani. Całość jest nadzorowana przez synchronizowane zegary taktujące komputery. Bardzo dużo komputerów. Tak jak data, a może nawet godzina zrobienia fotki nakładana jest na fotkę zrobioną cyfrówką, tak zegar zszedł ze sceny jako rekwizyt, na który rzucamy wzrokiem. Zegar odzywa się głosem sam i tylko wtedy, gdy chce zasygnalizować: „Nadrobiłeś! Odpocznij!” albo „Skup się. Jesteś w niedoczasie.” Zegar przestał być rzeczą najbardziej złożoną w polu naszego widzenia. Centralną Magistralą Kolejową jadą chwilami pociągi z prędkością 200 km/h. Wyobraź sobie maszynistę sięgającego do specjalnej kieszonki przy pasku spodni lub na kamizelce. Odchyla kopertę cebuli. Zbliża cyferblat do oczu. Odczytuje godzinę. Wtym krótkim czasie minął kilka słupów z klasycznymi ramieniami semaforów.

    A Ty sobie siedzisz wygodnie w fotelu żyroskopowo stabilizowanego wagonu pociągu Błękitna Strzała i czytasz dziennik pradziadka. Tenże pradziadek w dzienniku umieścił anegdotę wówczas znaną wszystkim kolejarzom. Cesarz wyjrzał przez okno i zobaczył, że na przodzie pociągu wiozącego go przez górską Galicję są dwa parowozy. Rozłościł się na tę niegospodarność i dość szybko powiadomiono Jaśnie Panującego, że przykładnie został ukarany potrąceniem premii zawiadowca mijanej bez zatrzymania stacji.

    Ach stare dobre czasy, i pyk, pyk, fajeczkę i listy przychodzące z Wiednia już po tygodniu.

  15. GPS pisze:

    Pięknie opowiedziane staruszku.
    Kiedyś kolejarz otrzymując zegarek dostawał do ręki narzędzie i odpowiedzialność za pracę jaką wykonywał. I jakoś to się przekładało – im punktualniejszy zegarek, tym człowiek miał poczucie, że coś od niego zależy.
    Jak od kolejarza zależy tylko to, że go z roboty nie wyrzucą gdy peron ładnie pozamiata… to potem jakoś tragicznie się robi.

    B.C.

  16. GPS pisze:

    Pięknie opowiedziane staruszku.
    Kiedyś kolejarz otrzymując zegarek dostawał do ręki narzędzie i odpowiedzialność za pracę jaką wykonywał. I jakoś to się przekładało – im punktualniejszy zegarek, tym człowiek miał poczucie, że coś od niego zależy.
    Jak od kolejarza zależy tylko to, że go z roboty nie wyrzucą gdy peron ładnie pozamiata… to potem jakoś tragicznie się robi.

    B.C.

Możliwość komentowania jest wyłączona.