13, Grauer Weg


Na początku marca 1945 roku, kiedy pomimo zapewnień władzy, było więcej niż pewne, że Festung Danzig ulegnie wschodniej nawałnicy, Pan Julius Gerlitzki, właściciel domu z czerwonej cegły, podjął wraz z żoną decyzję o ucieczce do rodziny pod Bremą.

Skromny dobytek spakowali do paru tekturowych walizek, które złożyli na pożyczonym od stolarza Makowskiego drewnianym wózku. Na górę położyli wielki tobół z pościelą i obrusami, które pani Gerlitzki, de domo Kaniewska, wniosła w posagu.

Pan Julius, tak jakby wyjeżdżał na urlop, co zdarzało mu się bardzo rzadko, albo na święta do rodziny w Dirschau, starannie sprawdził czy wszystkie okna zostały zamknięte, i po raz ostatni omiótł wzrokiem puste mieszkanie w którym spędził ostatnie trzydzieści lat życia. Jego żona Maria czekała obok, płacząc cicho, wycierała oczy białą chusteczką. Z pozostałymi mieszkańcami pożegnali się wczoraj, zresztą niewielu ich pozostało.

Szewc Górka jeszcze przed nowym rokiem udał się do swojej rodziny w Karthaus, Pan Hallman podobno zginął w 43, Nikolajewski i Niemzick już na samym początku wojny trafili do Stuthoffu, skąd nie wrócili. Na miejscu pozostał jedynie piekarz Rathay Alfons i stara wdowa Augustyna Mielewczyk, która zapowiedziała, że skoro tu się urodziła to i tutaj umrze, i tak też się stało parę tygodni później.

Dom z czerwonej cegły długo patrzył swoimi oknami za niknącymi w oddali właścicielami. Powoli milkł stukot drewnianych kółek wózka na bruku Grauer Weg. Z oddali słychać było odgłosy podobne do nadchodzącej nawałnicy, basowe dudnienie, lecz to nie matka natura była ich autorem.

Pewnego dnia przez spokojną do tej pory oruńską uliczkę przetoczyły się z łoskotem czołgi z czerwoną gwiazdą na wieżyczkach, a towarzyszący im żołdacy, wymachując groźnie pepeszami, rozbiegli się po okolicznych domach szukając wroga i zegarków. Parę dni później wiejący wiatr przyniósł zapach spalenizny i śmierci. Dom z czerwonej cegły ocalał.

Któregoś kwietniowego dnia, kiedy wiosna nieśmiało zawitała do spalonego miasta, Grauer Weg zmieniła nazwę na ulicę Przy Torze, co brzmiało może mniej poetycznie, ale lepiej oddawało charakter ulicy. Mury domu z czerwonej cegły co rusz drżały od przejeżdżających towarowych pociągów, które wywoziły najpierw na wschód niemieckie maszyny i dobra, a potem gotycką cegłę potrzebną do odbudowy stolicy kraju w którym leżał teraz Gdańsk.

Dom długo pozostawał pusty. Czekał na nowych mieszkańców, lecz repatrianci ze wschodu woleli wybierać bogatsze domy oraz mieszkania w Oliwie i we Wrzeszczu. Plądrowali go szabrownicy, rozwalając drzwi, tłukąc szyby i rozrzucając na wszystkie strony to co, starannie poukładane w szafach pozostawiła pani Maria, a nie przedstawiało dla nich większej wartości. W pokoju zajmowanym dawniej przez wdowę Mielewczyk, która nie chcąc oddać pamiątki po mężu, szwajcarskiego zegarka firmy Doxa, zginęła z ręki czerwonoarmisty o mongolskich rysach twarzy, ktoś urządził sobie toaletę.

Ciąg dalszy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Z szuflady dojrzałej kobiety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „13, Grauer Weg

  1. Iva Pas pisze:

    bardzo smutne, ale czekam na dalszy ciąg.

  2. Iva Pas pisze:

    bardzo smutne, ale czekam na dalszy ciąg.

  3. Tetryk56 pisze:

    Historia jest okrutna…
    Skąd pochodzi i co przedstawia fotografia? Czy zostały ci jakieś zbiory po przedwojennych mieszkańcach?

    • graszka pisze:

      To zdjęcie to fotomontaż, zobacz na zdjęcie w następnym wpisie, a wszystko stanie się jasne 🙂

  4. Tetryk56 pisze:

    Historia jest okrutna…
    Skąd pochodzi i co przedstawia fotografia? Czy zostały ci jakieś zbiory po przedwojennych mieszkańcach?

    • graszka pisze:

      To zdjęcie to fotomontaż, zobacz na zdjęcie w następnym wpisie, a wszystko stanie się jasne 🙂

  5. Jacek... pisze:

    Grauer Weg / Przy Torze na Ohra/Oruni…
    http://www.danzig-online.pl/nazwy/uliced.html
    Graszko… Który to dom…? Pewnie istnieje do dziś…

  6. Jacek... pisze:

    Grauer Weg / Przy Torze na Ohra/Oruni…
    http://www.danzig-online.pl/nazwy/uliced.html
    Graszko… Który to dom…? Pewnie istnieje do dziś…

  7. baba pisze:

    Smutne ale piekne.
    Pewnie, ze czekam na ciag dalszy!

  8. baba pisze:

    Smutne ale piekne.
    Pewnie, ze czekam na ciag dalszy!

  9. Jasna8 pisze:

    Zmiany , zmiany ,
    chyba rzadko się zdarza, aby nie było zmian również w naszym życiu…
    Nie zawsze są to zmiany, które chcemy…

  10. Jasna8 pisze:

    Zmiany , zmiany ,
    chyba rzadko się zdarza, aby nie było zmian również w naszym życiu…
    Nie zawsze są to zmiany, które chcemy…

  11. Baba ze wsi pisze:

    Podoba mi się jak patrząc na jakąś rzecz, konstruujesz całą opowieść, tworzysz cały świat…

  12. Baba ze wsi pisze:

    Podoba mi się jak patrząc na jakąś rzecz, konstruujesz całą opowieść, tworzysz cały świat…

  13. patyczak pisze:

    Grażyna, co Ty piszesz?????gdzieś to wygrzebała??:)no szok…cudnie!!!czekam na cd…..pozdrawiam

  14. patyczak pisze:

    Grażyna, co Ty piszesz?????gdzieś to wygrzebała??:)no szok…cudnie!!!czekam na cd…..pozdrawiam

  15. wawiak pisze:

    eleganccy oficerowie i ich kulturalni podwładni opuścili miasto,
    a na ich miejsce przybyło dzikie zbrodnicze żołdactwo…
    Biedne maiasto, biedny kraj,
    ………… ludzie.

  16. wawiak pisze:

    eleganccy oficerowie i ich kulturalni podwładni opuścili miasto,
    a na ich miejsce przybyło dzikie zbrodnicze żołdactwo…
    Biedne maiasto, biedny kraj,
    ………… ludzie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.