Sen o dolinie

Dom był ukryty w dolinie niczym dziecko w łonie matki. Dolinę otaczały niewysokie, porośnięte sosnowym lasem wzgórza, zaś jej środkiem płynął strumień, który wił się wśród łęgowej zieleni. Powykrzywiane od starości wierzby, zwieszały nad nim swoje długie ramiona chroniąc go od słońca.

Strumień nigdy nie wysychał nawet w najgorętsze lata. Zawsze można było pochylić się nad nim, zaczerpnąć ręką zimnej krystalicznej wody, która smakowała tysiąc razy lepiej niż sprzedawany w plastikowych butelkach wyrób wodo podobny.

Do doliny prowadziła polna droga, której pobocza obsiadły brzozy o pniach białych jak kartka papieru i małych zielonych listkach pieszczonych palcami wiatru. Zaczynała się za oddaloną o parę kilometrów wsią, tuż za przydrożną zawsze ukwieconą kapliczką z Matką Boską i starym, drewnianym krzyżem. Tylko wtajemniczeni wiedzieli dokąd wiedzie nieoznakowany zjazd z asfaltu. Kiedyś była tu tablica z nazwą położonej w dolinie koloni, ale którejś jesieni znikła.

Gościniec początkowo wiódł przez pofalowane przez lodowiec pola, wchodził w las, wspinał się na przełęcz, skąd roztaczał się wspaniały widok na ukrytą dolinę. Każdy kto stawał w tym miejscu, niezależnie od tego czy był mieszkańcem, czy zbłąkanym wędrowcem, chłonął widok, jaki nagle ukazywał się przed jego oczyma.

Wędrowiec zadawał sobie pytanie jak to możliwe, że uchował się zakątek nie zeszpecony pudełkami z betonu, pajęczynami z miedzi i aluminium, i innymi wytworami ludzkiej cywilizacji. Serce mieszkańca przepełniała duma, że dane jest mu mieszkać w tak pięknym miejscu, który wydawał się żywcem przeniesiony z XIX wieku.

W starych przewodnikach było napisane, że w dolinie jest pięć dymów, czyli znajdowało się tam pięć domostw, zamieszkiwanych przez kilkanaście osób. Na potokiem znajdował się też kiedyś ceglany młyn, którego wielkie, drewniane koło powoli przesiewało płynącą wodę. Niestety spłonął doszczętnie podczas ostatniej wojny, i pozostały po nim tylko zarastające zielskiem ruiny, oraz nie naprawiana od lat, przeciekająca tama, piętrząca wodę w młyńskim stawie.

Z pięciu domów pozostały trzy. Wszystkie zbudowane ze starych, zbrązowiałych od słońca bali, ze zdobionymi okiennicami, które zamykały się na noc, tak jak zmożone snem powieki opadające na oczy. Domostwa otaczały upstrzone porostami płotki. Ogrody pełne były malw, maków i starannie osłanianych na zimę róż.

Domy zeszpecono kryjąc je w połowie zeszłego wieku eternitem. Jedynie położony z dala od pozostałych, dotykający plecami lasu dom, przykrywała całkiem nowa strzecha z trzciny.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Doxa, Z szuflady dojrzałej kobiety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Sen o dolinie

  1. Jasna8 pisze:

    Piękne są te stare domy …
    Eternitem kładli ze względu na ochronę przed spaleniem,
    chociaż nie wiem czy to dobry pomysł.

  2. Jasna8 pisze:

    Piękne są te stare domy …
    Eternitem kładli ze względu na ochronę przed spaleniem,
    chociaż nie wiem czy to dobry pomysł.

  3. Kneź pisze:

    W tych strzechach gnieździły się dzikie pszczoły, murarki – to taka maleńka pszczółka z żółtym brzuszkiem. Gdy zniknęły strzechy ubyło też tych pożytecznych owadów – taka pszczółka jest 3 razy skuteczniejsza w zapylaniu niż pszczoła miodna! Ostatnio ich bardzo przybyło, bo na polach i w obejściach, na wolnym powietrzu pozostawiane są wielkie bele słomy. Znajomy sadownik ze zdumieniem stwierdził, że takie stworzonka latały gdy w sadzie jeszcze leżał śnieg! W eternicie się murarki nie rozmnażają.

  4. Kneź pisze:

    W tych strzechach gnieździły się dzikie pszczoły, murarki – to taka maleńka pszczółka z żółtym brzuszkiem. Gdy zniknęły strzechy ubyło też tych pożytecznych owadów – taka pszczółka jest 3 razy skuteczniejsza w zapylaniu niż pszczoła miodna! Ostatnio ich bardzo przybyło, bo na polach i w obejściach, na wolnym powietrzu pozostawiane są wielkie bele słomy. Znajomy sadownik ze zdumieniem stwierdził, że takie stworzonka latały gdy w sadzie jeszcze leżał śnieg! W eternicie się murarki nie rozmnażają.

  5. Baba ze wsi pisze:

    Trzcina mnie się wydaje brzydka – jeszcze póki nowa to ok, ale jak ściemnieje to tak przytłacza dom… Zwłaszcza, że często jest wysunięta mocniej poza obrys ścian i zaburza proporcje.

    Jakaż ładna, nostalgiczna opowieść…

  6. Baba ze wsi pisze:

    Trzcina mnie się wydaje brzydka – jeszcze póki nowa to ok, ale jak ściemnieje to tak przytłacza dom… Zwłaszcza, że często jest wysunięta mocniej poza obrys ścian i zaburza proporcje.

    Jakaż ładna, nostalgiczna opowieść…

  7. majka pisze:

    eternit był tańszy i lżejszy od dachówek ; łatwiej było nim pokryć konstrukcję dachu, trwalszy od niepraktycznej słomianej strzechy, którą należało często wymieniać.
    Trzcinowe pokrycie , to inny materiał, i powróciła moda na takie już wodo i ognioodporne :),
    mają swój urok i są wtopione w krajobraz :
    http://www.youtube.com/watch?v=xzxORXiYASM

  8. majka pisze:

    eternit był tańszy i lżejszy od dachówek ; łatwiej było nim pokryć konstrukcję dachu, trwalszy od niepraktycznej słomianej strzechy, którą należało często wymieniać.
    Trzcinowe pokrycie , to inny materiał, i powróciła moda na takie już wodo i ognioodporne :),
    mają swój urok i są wtopione w krajobraz :
    http://www.youtube.com/watch?v=xzxORXiYASM

  9. Mania pisze:

    Śliczna nostalgiczna opowieść Graszko! 🙂

  10. Mania pisze:

    Śliczna nostalgiczna opowieść Graszko! 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.