Dzień z życia polaka

„Wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo.

Siada przed koreańskim komputerem i w… amerykańskim banku zleca przelewy za internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia w hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino wraca do domu. Gotuje obiad na rosyjskim gazie. Na koniec siada na włoskiej kanapie i… szuka pracy w polskiej gazecie – znowu nie ma! Zastanawia się, dlaczego w Polsce nie ma pracy???”

 

Znalezione w Internecie

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Znalezione. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Dzień z życia polaka

  1. Jasna8 pisze:

    Dooobre :-)))
    Chociaż z czego tu się śmiać …

    • graszka pisze:

      Kiedy znalazłam tą notkę w internecie przypomniałam sobie rozmowę z moim bratem która odbyła się wiele lat temu. Kupił wtedy polski telewizor, zapytałam wprost, dlaczego polski a nie np japoński. Jego odpowiedź była błyskawiczna – bo wspomagam polski rynek 🙂

  2. Jasna8 pisze:

    Dooobre :-)))
    Chociaż z czego tu się śmiać …

    • graszka pisze:

      Kiedy znalazłam tą notkę w internecie przypomniałam sobie rozmowę z moim bratem która odbyła się wiele lat temu. Kupił wtedy polski telewizor, zapytałam wprost, dlaczego polski a nie np japoński. Jego odpowiedź była błyskawiczna – bo wspomagam polski rynek 🙂

  3. Nika pisze:

    W Polsce powojennej, „czerwonej” panowało przekonanie, najczęściej poparte dowodami, że produkty zagraniczne są lepsze jakościowo, ładniejsze, atrakcyjniejsze.Tak długo uważano to za pewnik, że teraz bardzo trudno wykorzenić to przekonanie i wybić ludziom z głów. Na szczęście coś się powolutku zaczyna zmieniać.Nachodzi nowy trend – konsumenci zaczynają wybierać polskie marki. Widzę to na przykładzie mojego domu i ludzi z naszego otoczenia.Kiedy mam do wyboru produkt polski lub zagraniczny…zawsze wybiorę polski, choćby był ciutkę gorszej jakości lub trochę droższy od tego zza granicy.Fakt, czasami nie mam wyboru i muszę wybrać ten niepolski, skoro polskiego nie ma.Ale się staram kupować polskie:)Marzy mi się by wszystko poszło jeszcze dalej. Tak jak np, we Francji.Wśród Francuzów wspierane krajowych producentów i artykułów ma silne znaczenie kulturowe i polityczne.Tam jest powszechny, modny wręcz patriotyzm konsumpcyjny.Chciałabym, żeby i u nas do tego doszło.Coś się w tym temacie zaczyna dziać dobrego. DOBRE BO POLSKIE, Graszko:) serdeczności:)

    • Baba ze wsi pisze:

      Ale to tez często oszustwo – dobre bo polskie, ale na prawdziwe polskie nas nie stać. Nie stac nas na meble klera, nawet w ikei te co są cięte w naszym kraju są z tych najdroższych linii, a taniocha sprowadzana jest z zagranicy.
      Polskie firmy odzieżowe typu reserved sprowadzają materiały z chin, bo taniej im wychodzą chińskie rączki, elektronika, przemysł motoryzacyjny – polskie marki, ale podzespoły chińskie, koreańskie, a nawet brazylijskie 😀
      Soczki w kartonach z polskich jabłek, ale opakowania często sprowadzone… i tak ze wszystkim.

      • Nika pisze:

        Prawda to, babo. Kupując mus jest sprawdzać, czy polskie to na pewno polskie jest, czy to tylko „chłyt” marketingowy.

  4. Nika pisze:

    W Polsce powojennej, „czerwonej” panowało przekonanie, najczęściej poparte dowodami, że produkty zagraniczne są lepsze jakościowo, ładniejsze, atrakcyjniejsze.Tak długo uważano to za pewnik, że teraz bardzo trudno wykorzenić to przekonanie i wybić ludziom z głów. Na szczęście coś się powolutku zaczyna zmieniać.Nachodzi nowy trend – konsumenci zaczynają wybierać polskie marki. Widzę to na przykładzie mojego domu i ludzi z naszego otoczenia.Kiedy mam do wyboru produkt polski lub zagraniczny…zawsze wybiorę polski, choćby był ciutkę gorszej jakości lub trochę droższy od tego zza granicy.Fakt, czasami nie mam wyboru i muszę wybrać ten niepolski, skoro polskiego nie ma.Ale się staram kupować polskie:)Marzy mi się by wszystko poszło jeszcze dalej. Tak jak np, we Francji.Wśród Francuzów wspierane krajowych producentów i artykułów ma silne znaczenie kulturowe i polityczne.Tam jest powszechny, modny wręcz patriotyzm konsumpcyjny.Chciałabym, żeby i u nas do tego doszło.Coś się w tym temacie zaczyna dziać dobrego. DOBRE BO POLSKIE, Graszko:) serdeczności:)

    • Baba ze wsi pisze:

      Ale to tez często oszustwo – dobre bo polskie, ale na prawdziwe polskie nas nie stać. Nie stac nas na meble klera, nawet w ikei te co są cięte w naszym kraju są z tych najdroższych linii, a taniocha sprowadzana jest z zagranicy.
      Polskie firmy odzieżowe typu reserved sprowadzają materiały z chin, bo taniej im wychodzą chińskie rączki, elektronika, przemysł motoryzacyjny – polskie marki, ale podzespoły chińskie, koreańskie, a nawet brazylijskie 😀
      Soczki w kartonach z polskich jabłek, ale opakowania często sprowadzone… i tak ze wszystkim.

      • Nika pisze:

        Prawda to, babo. Kupując mus jest sprawdzać, czy polskie to na pewno polskie jest, czy to tylko „chłyt” marketingowy.

  5. ania.mania pisze:

    Pierwsza moja myśl, była że niezłe 🙂 Ale jak tak się zastanowiłam to: mam polskie radio, polską kuchenkę i polski prąd, polski pochłaniacz, polski piekarnik, polskie meble w domu (oraz holenderskie używane, bo za pół darmo), piję polskie piwo, kupuję tylko polskie wędliny i nadal na balkonie powiewa polska flaga – w końcu Euro jeszcze się nie skończyło 🙂 Nawiedzona? Chyba tylko zakochana w swoim kraju.
    No i … skąd poszukujacy pracy ma kase na włoską kanapę, belgijski ser, zakupy w Anglii i greckie wino???
    Przepraszam za dłuuugi komentarz (ale chociaż po polsku 😉 )

  6. ania.mania pisze:

    Pierwsza moja myśl, była że niezłe 🙂 Ale jak tak się zastanowiłam to: mam polskie radio, polską kuchenkę i polski prąd, polski pochłaniacz, polski piekarnik, polskie meble w domu (oraz holenderskie używane, bo za pół darmo), piję polskie piwo, kupuję tylko polskie wędliny i nadal na balkonie powiewa polska flaga – w końcu Euro jeszcze się nie skończyło 🙂 Nawiedzona? Chyba tylko zakochana w swoim kraju.
    No i … skąd poszukujacy pracy ma kase na włoską kanapę, belgijski ser, zakupy w Anglii i greckie wino???
    Przepraszam za dłuuugi komentarz (ale chociaż po polsku 😉 )

  7. Tetryk56 pisze:

    Niech żyją i jeżdżą długo polskie Lanosy! 😆

  8. Tetryk56 pisze:

    Niech żyją i jeżdżą długo polskie Lanosy! 😆

  9. jula :D pisze:

    Hmm..Polacy zawsze były jak te”papugi” .To nie tylko moda powojenna. Bo już Rej pisał iż „Polacy nie gęsi swój język maja” itd.. Bo wtedy była popularna „włoszczyzna”. Potem jak Francuzi zdominowali świat , to nasza „elita ” głównie francuszczyzną się posługiwała no i w ogóle… 😉
    Generalnie w żadnej epoce się sami nie ceniliśmy .
    Tu cytat ;
    8. ŻONA MODNA

    „A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił,

    Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił”.

    – „Bóg zapłać”. – „Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz,

    Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz?

    Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?”

    – „Nie ze wszystkim; luboć to zazwyczaj tak bywa,

    Pierwsze czasy cukrowe”. – „Toś pewnie w goryczy?”

    – „Jeszczeć!” – „Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!

    Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy,

    Co to swoich małżonek uniżeni słudzy,

    Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani,

    A jejmość tylko w domu rządczyna i pani,

    Pewnie może i twoja?” – „Ma talenta śliczne:

    Wziąłem po niej w posagu cztery wsie dziedziczne,

    Piękna, grzeczna, rozumna”. – „Tym lepiej”. – „Tym gorzej.

    Wszystko to na złe wyszło i zgubi mnie sporzej;

    Piękność, talent wielkie są zaszczyty niewieście,

    Cóż po tym, kiedy była wychowana w mieście”.

    – „Alboż to miasto psuje?” – „A któż wątpić może?

    Bogdaj to żonka ze wsi!” – „A z miasta?” – „Broń Boże!

    Źlem tuszył, skorom moją pierwszy raz obaczył,

    Ale, żem to, co postrzegł, na dobre tłumaczył,

    Wdawszy się już, a nie chcąc dla damy ohydy,

    Wiejski Tyrsys, wzdychałem do mojej Filidy.

    Dziwne były jej gesta i misterne wdzięki,

    A nim przyszło do szlubu i dania mi ręki,

    Szliśmy drogą romansów, a czym się uśmiechał,

    Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał,

    Wiedziałem, żem niedobrze udawał aktora,

    Modna Filis gardziła sercem domatora.

    I ja byłbym nią wzgardził; ale punkt honoru,

    A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru,

    Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne,

    Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne.

    Przyszło do intercyzy. Punkt pierwszy: że w mieście

    Jejmość przy doskonałej francuskiej niewieście,

    Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować,

    Będzie mieszkać, ilekroć trafi się chorować.

    Punkt drugi: chociaż zdrowa, czas na wsi przesiedzi,

    Co zima jednak miasto stołeczne odwiedzi.

    Punkt trzeci: będzie miała swój ekwipaż własny.

    Punkt czwarty: dom się najmie wygodny, nieciasny,

    To jest apartamenta paradne dla gości,

    Jeden z tyłu dla męża, z przodu dla jejmości.

    Punkt piąty: a broń Boże! – Zląkłem się. A czego?

    „Trafia się – rzekli krewni – że z zdania wspólnego

    Albo się węzeł przerwie, albo się rozłączy!”

    „Jaki węzeł?” „Małżeński”. Rzekłem: „Ten śmierć kończy”.

    Rozśmieli się z wieśniackiej przytomni prostoty.

    A tak płacąc wolnością niewczesne zaloty,

    Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzających

    Jestem wpisany w bractwo braci żałujących.

    Wyjeżdżamy do domu. Jejmość w złych humorach:

    Czym pojedziem?” „Karetą”. „A nie na resorach ?”

    Daliż ja po resory. Szczęściem kasztelanie,

    Co karetę angielską sprowadził z zagranic,

    Zgrał się co do szeląga. Kupiłem. Czas siadać.

    Jejmość słaba. Więc podróż musiemy odkładać.

    Zdrowsza jejmość, zajeżdża angielska kareta.

    Siada jejmość, a przy niej suczka faworyta.

    Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,

    Te od wódek pachnących, tamte od tabaczki,

    Niosą pudło kornetów, jakiś kosz na fanty;

    W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,

    W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,

    Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku.

    Chcę siadać, nie masz miejsca; żeby nie zwlec drogi,

    Wziąłem klatkę pod pachę, a suczkę na nogi.

    Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna,

    Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.

    Przerwała jejmość myśli: „Masz waćpan kucharza ?”

    „Mam, moje serce”. „A pfe, koncept z kalendarza,

    Moje serce! Proszę się tych prostactw oduczyć!”

    Zamilkłem. Trudno mówić, a dopieroż mruczyć.

    Więc milczę. Jejmość znowu o kucharza pyta.

    „Mam, mościa dobrodziejko”. „Masz waćpan stangryta?”

    „Wszak nas wiezie”. „To furman. Trzeba od parady

    Mieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiady

    Możesz waćpan ustąpić”. „Dobry”. „Skąd?” „Poddany”.

    „To musi być zapewne nieoszacowany –

    Musi dobrze przypiekać reczuszki, łazanki,

    Do gustu pani wojskiej, panny podstolanki.

    Ustąp go waćpan. Przyjmą pana Matyjasza,

    Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza.

    A pasztetnik?” „Umiał ci i pasztety robić”.

    „Wierz mi waćpan, jeżeli mamy się sposobić

    Do uczciwego życia, weźże ludzi zgodnych,

    Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych,

    Trzeba i cukiernika. Serwis zwierściadlany

    Masz waćpan i figurki piękne z porcelany ?”

    „Nie mam”. „Jak to być może? Ale już rozumiem

    I lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem,

    Domyślam się. Na wety zastawiają półki,

    Tam w pięknych piramidach krajanki, gomółki,

    Tatarskie ziele w cukrze, imbier chiński w miodzie,

    Zaś ku większej pociesze razem i wygodzie

    W ładunkach bibułowych kmin kandyzowany,

    A na wierzchu toruński piernik pozłacany.

    Szkoda mówić, to pięknie, wybornie i grzecznie,

    Ale wybacz mi waćpan, że się stawię sprzecznie.

    Jam niegodna tych parad, takiej wspaniałości”.

    Zmilczałem, wolno było żartować jejmości.

    Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety:

    „A pfe, mospanie, parkan, czemu nie sztakiety?”

    Wysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka;

    Odepchnęła starego szafarza Franciszka,

    Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi.

    „To nasz ksiądz pleban!” „Kłaniam”. Zmarszczył się dobrodziej.

    „Gdzie sala?” „Tu jadamy”. „Kto widział tak jadać!

    Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać”.

    Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła,

    A klucznica natychmiast ze strachu uciekła.

    Jam został. Idziem dalej. „To pokój sypialny”.

    „A pokój do bawienia?” „Tam, gdzie i jadalny”.

    „To być nigdy nie może! A gabinet ?” „Dalej.

    Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali”.

    „Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów.

    Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów,

    Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych,

    Dla panien pokojowych, dla służebnic płatnych.

    A ogród?” „Są kwatery z bukszpanu, ligustru”.

    „Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru,

    To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki,

    Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,

    Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny,

    Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny.

    Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki,

    Belwederek maleńki, klateczki na ptaszki,

    A tu słowik miłośnie szczebiocze do ucha,

    Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha,

    A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy

    Nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy…”

    Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać,

    Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać,

    Uciekłem. Jejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy,

    Trzy sztafety w tygodniu poszło do Warszawy,

    W dwa tygodnie już domu i poznać nie można,

    Jejmość w planty obfita, a w dziełach przemożna,

    Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare,

    Dała sufit, a na nim Wenery ofiarę.

    Już alkowa złocona w sypialnym pokoju,

    Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju.

    Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury,

    A nowym dziełem kunsztu i architektury

    Z półek szafy mahoni, w nich książek bez liku,

    A wszystko po francusku: globus na stoliku,

    Buduar szklni się złotem, pełno porcelany,

    Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany.

    Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace,

    A ja w kącie nieborak, jak płacę, tak płacę.

    To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście,

    Wykwintne kawalery i modne imoście,

    Bal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka,

    Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka,

    Pan adiutant wypija moje stare wino,

    A jejmość w kącie szepcząc z panią starościną,

    Kiedy ja się uwijam jako jaki sługa,

    Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.

    Po wieczerzy fejerwerk. Goście patrzą z sali;

    Wpadł szmermel między gumna, stodoła się pali.

    Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę,

    A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze.

    Powracam zmordowany od pogorzeliska,

    Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska.

    Siedzą goście, a coraz więcej ich przybywa,

    Przekładam zbytni ekspens, jejmość zapalczywa

    Z swoimi czterma wsiami odzywa się dwornie.

    „I osiem nie wystarczy” – przekładam pokornie.

    „To się wróćmy do miasta”. Zezwoliłem, jedziem;

    Już tu od kilku niedziel zbytkujem i siedziem.

    Już… ale dobrze mi tak, choć frasunek bodzie,

    Cóż mam czynić? Próżny żal, jak mówią, po szkodzie”.

    Słynny nasz Romantyk Norwid pisał „Jesteśmy żadnym społeczeństwem, jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.”

    I co ciekaw to nadal w nas siedzi a raczej nadal taki model patriotyzmu u nas jest wałkowany. 🙁

    Więcej tu –> http://niedoczytania.pl/ogolna-teoria-warzywa-ojczyzne-kochac-trzeba-i-szanowac/

    Czyli nadal Nihil novi , konstytucja uchwalona na sejmie radomskim w 1505. Wydana za panowania Aleksandra Jagiellończyka (1501-1506). 😉

  10. jula :D pisze:

    Hmm..Polacy zawsze były jak te”papugi” .To nie tylko moda powojenna. Bo już Rej pisał iż „Polacy nie gęsi swój język maja” itd.. Bo wtedy była popularna „włoszczyzna”. Potem jak Francuzi zdominowali świat , to nasza „elita ” głównie francuszczyzną się posługiwała no i w ogóle… 😉
    Generalnie w żadnej epoce się sami nie ceniliśmy .
    Tu cytat ;
    8. ŻONA MODNA

    „A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił,

    Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił”.

    – „Bóg zapłać”. – „Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz,

    Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz?

    Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?”

    – „Nie ze wszystkim; luboć to zazwyczaj tak bywa,

    Pierwsze czasy cukrowe”. – „Toś pewnie w goryczy?”

    – „Jeszczeć!” – „Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!

    Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy,

    Co to swoich małżonek uniżeni słudzy,

    Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani,

    A jejmość tylko w domu rządczyna i pani,

    Pewnie może i twoja?” – „Ma talenta śliczne:

    Wziąłem po niej w posagu cztery wsie dziedziczne,

    Piękna, grzeczna, rozumna”. – „Tym lepiej”. – „Tym gorzej.

    Wszystko to na złe wyszło i zgubi mnie sporzej;

    Piękność, talent wielkie są zaszczyty niewieście,

    Cóż po tym, kiedy była wychowana w mieście”.

    – „Alboż to miasto psuje?” – „A któż wątpić może?

    Bogdaj to żonka ze wsi!” – „A z miasta?” – „Broń Boże!

    Źlem tuszył, skorom moją pierwszy raz obaczył,

    Ale, żem to, co postrzegł, na dobre tłumaczył,

    Wdawszy się już, a nie chcąc dla damy ohydy,

    Wiejski Tyrsys, wzdychałem do mojej Filidy.

    Dziwne były jej gesta i misterne wdzięki,

    A nim przyszło do szlubu i dania mi ręki,

    Szliśmy drogą romansów, a czym się uśmiechał,

    Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał,

    Wiedziałem, żem niedobrze udawał aktora,

    Modna Filis gardziła sercem domatora.

    I ja byłbym nią wzgardził; ale punkt honoru,

    A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru,

    Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne,

    Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne.

    Przyszło do intercyzy. Punkt pierwszy: że w mieście

    Jejmość przy doskonałej francuskiej niewieście,

    Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować,

    Będzie mieszkać, ilekroć trafi się chorować.

    Punkt drugi: chociaż zdrowa, czas na wsi przesiedzi,

    Co zima jednak miasto stołeczne odwiedzi.

    Punkt trzeci: będzie miała swój ekwipaż własny.

    Punkt czwarty: dom się najmie wygodny, nieciasny,

    To jest apartamenta paradne dla gości,

    Jeden z tyłu dla męża, z przodu dla jejmości.

    Punkt piąty: a broń Boże! – Zląkłem się. A czego?

    „Trafia się – rzekli krewni – że z zdania wspólnego

    Albo się węzeł przerwie, albo się rozłączy!”

    „Jaki węzeł?” „Małżeński”. Rzekłem: „Ten śmierć kończy”.

    Rozśmieli się z wieśniackiej przytomni prostoty.

    A tak płacąc wolnością niewczesne zaloty,

    Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzających

    Jestem wpisany w bractwo braci żałujących.

    Wyjeżdżamy do domu. Jejmość w złych humorach:

    Czym pojedziem?” „Karetą”. „A nie na resorach ?”

    Daliż ja po resory. Szczęściem kasztelanie,

    Co karetę angielską sprowadził z zagranic,

    Zgrał się co do szeląga. Kupiłem. Czas siadać.

    Jejmość słaba. Więc podróż musiemy odkładać.

    Zdrowsza jejmość, zajeżdża angielska kareta.

    Siada jejmość, a przy niej suczka faworyta.

    Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,

    Te od wódek pachnących, tamte od tabaczki,

    Niosą pudło kornetów, jakiś kosz na fanty;

    W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,

    W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,

    Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku.

    Chcę siadać, nie masz miejsca; żeby nie zwlec drogi,

    Wziąłem klatkę pod pachę, a suczkę na nogi.

    Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna,

    Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.

    Przerwała jejmość myśli: „Masz waćpan kucharza ?”

    „Mam, moje serce”. „A pfe, koncept z kalendarza,

    Moje serce! Proszę się tych prostactw oduczyć!”

    Zamilkłem. Trudno mówić, a dopieroż mruczyć.

    Więc milczę. Jejmość znowu o kucharza pyta.

    „Mam, mościa dobrodziejko”. „Masz waćpan stangryta?”

    „Wszak nas wiezie”. „To furman. Trzeba od parady

    Mieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiady

    Możesz waćpan ustąpić”. „Dobry”. „Skąd?” „Poddany”.

    „To musi być zapewne nieoszacowany –

    Musi dobrze przypiekać reczuszki, łazanki,

    Do gustu pani wojskiej, panny podstolanki.

    Ustąp go waćpan. Przyjmą pana Matyjasza,

    Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza.

    A pasztetnik?” „Umiał ci i pasztety robić”.

    „Wierz mi waćpan, jeżeli mamy się sposobić

    Do uczciwego życia, weźże ludzi zgodnych,

    Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych,

    Trzeba i cukiernika. Serwis zwierściadlany

    Masz waćpan i figurki piękne z porcelany ?”

    „Nie mam”. „Jak to być może? Ale już rozumiem

    I lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem,

    Domyślam się. Na wety zastawiają półki,

    Tam w pięknych piramidach krajanki, gomółki,

    Tatarskie ziele w cukrze, imbier chiński w miodzie,

    Zaś ku większej pociesze razem i wygodzie

    W ładunkach bibułowych kmin kandyzowany,

    A na wierzchu toruński piernik pozłacany.

    Szkoda mówić, to pięknie, wybornie i grzecznie,

    Ale wybacz mi waćpan, że się stawię sprzecznie.

    Jam niegodna tych parad, takiej wspaniałości”.

    Zmilczałem, wolno było żartować jejmości.

    Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety:

    „A pfe, mospanie, parkan, czemu nie sztakiety?”

    Wysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka;

    Odepchnęła starego szafarza Franciszka,

    Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi.

    „To nasz ksiądz pleban!” „Kłaniam”. Zmarszczył się dobrodziej.

    „Gdzie sala?” „Tu jadamy”. „Kto widział tak jadać!

    Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać”.

    Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła,

    A klucznica natychmiast ze strachu uciekła.

    Jam został. Idziem dalej. „To pokój sypialny”.

    „A pokój do bawienia?” „Tam, gdzie i jadalny”.

    „To być nigdy nie może! A gabinet ?” „Dalej.

    Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali”.

    „Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów.

    Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów,

    Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych,

    Dla panien pokojowych, dla służebnic płatnych.

    A ogród?” „Są kwatery z bukszpanu, ligustru”.

    „Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru,

    To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki,

    Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,

    Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny,

    Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny.

    Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki,

    Belwederek maleńki, klateczki na ptaszki,

    A tu słowik miłośnie szczebiocze do ucha,

    Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha,

    A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy

    Nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy…”

    Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać,

    Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać,

    Uciekłem. Jejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy,

    Trzy sztafety w tygodniu poszło do Warszawy,

    W dwa tygodnie już domu i poznać nie można,

    Jejmość w planty obfita, a w dziełach przemożna,

    Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare,

    Dała sufit, a na nim Wenery ofiarę.

    Już alkowa złocona w sypialnym pokoju,

    Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju.

    Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury,

    A nowym dziełem kunsztu i architektury

    Z półek szafy mahoni, w nich książek bez liku,

    A wszystko po francusku: globus na stoliku,

    Buduar szklni się złotem, pełno porcelany,

    Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany.

    Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace,

    A ja w kącie nieborak, jak płacę, tak płacę.

    To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście,

    Wykwintne kawalery i modne imoście,

    Bal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka,

    Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka,

    Pan adiutant wypija moje stare wino,

    A jejmość w kącie szepcząc z panią starościną,

    Kiedy ja się uwijam jako jaki sługa,

    Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.

    Po wieczerzy fejerwerk. Goście patrzą z sali;

    Wpadł szmermel między gumna, stodoła się pali.

    Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę,

    A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze.

    Powracam zmordowany od pogorzeliska,

    Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska.

    Siedzą goście, a coraz więcej ich przybywa,

    Przekładam zbytni ekspens, jejmość zapalczywa

    Z swoimi czterma wsiami odzywa się dwornie.

    „I osiem nie wystarczy” – przekładam pokornie.

    „To się wróćmy do miasta”. Zezwoliłem, jedziem;

    Już tu od kilku niedziel zbytkujem i siedziem.

    Już… ale dobrze mi tak, choć frasunek bodzie,

    Cóż mam czynić? Próżny żal, jak mówią, po szkodzie”.

    Słynny nasz Romantyk Norwid pisał „Jesteśmy żadnym społeczeństwem, jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.”

    I co ciekaw to nadal w nas siedzi a raczej nadal taki model patriotyzmu u nas jest wałkowany. 🙁

    Więcej tu –> http://niedoczytania.pl/ogolna-teoria-warzywa-ojczyzne-kochac-trzeba-i-szanowac/

    Czyli nadal Nihil novi , konstytucja uchwalona na sejmie radomskim w 1505. Wydana za panowania Aleksandra Jagiellończyka (1501-1506). 😉

  11. jula :D pisze:

    A współcześnie to mi się podoba 🙄
    „Gdy usłyszeli to, co śpiewam,
    dwaj patrioci zawodowi,
    zaraz pytają jezuitów o mój kręgosłup ideowy.
    A tamci, że ja sodomita,
    pół-Żyd, półzłodziej i artysta.
    Na nazwy i na znaki sram.
    Nie fetysz granic mnie tu trzyma,
    lecz miejsce i w tych miejscach przyjaźń.
    I w Polsce z tym nie jestem sam.
    Na nazwy i na znaki sram.
    i nigdy z tym nie jestem sam. ” 😆

    Cała piosenka tu –> http://www.youtube.com/watch?v=nnjLK18yy4s 😉

  12. jula :D pisze:

    A współcześnie to mi się podoba 🙄
    „Gdy usłyszeli to, co śpiewam,
    dwaj patrioci zawodowi,
    zaraz pytają jezuitów o mój kręgosłup ideowy.
    A tamci, że ja sodomita,
    pół-Żyd, półzłodziej i artysta.
    Na nazwy i na znaki sram.
    Nie fetysz granic mnie tu trzyma,
    lecz miejsce i w tych miejscach przyjaźń.
    I w Polsce z tym nie jestem sam.
    Na nazwy i na znaki sram.
    i nigdy z tym nie jestem sam. ” 😆

    Cała piosenka tu –> http://www.youtube.com/watch?v=nnjLK18yy4s 😉

  13. Tetryk56 pisze:

    Współczesna wersja „Żony modnej” w krótkim dialogu:
    – O, cześć! Kopę lat! Co słychać?
    – A, wiesz, ożeniłem się…
    – To teraz musisz być szczęśliwy…
    – Tak! MUSZĘ!!!

  14. Tetryk56 pisze:

    Współczesna wersja „Żony modnej” w krótkim dialogu:
    – O, cześć! Kopę lat! Co słychać?
    – A, wiesz, ożeniłem się…
    – To teraz musisz być szczęśliwy…
    – Tak! MUSZĘ!!!

Możliwość komentowania jest wyłączona.