Niczego nie żałuję

W blogopiśmiennictwie chodzi o to, aby palce giętkie wystukały wszystko, co pomyśli głowa. Wczoraj chciałam napisać coś o Oruni, bo dawno o niej nie pisałam, ale niestety głowa na razie nie jest gotowa aby pisać o Oruni. Być może straciłam (tymczasowo?) serce do dzielnicy bezgrzesznych mych lat, po tym jak pobito tam mego syna. Może sentyment kiedyś wróci.

Mimo iż to sobota imieniny kota, zerwałam się wcześnie z łóżka. Boso do kuchni podreptałam, kawę czarną skonstruowałam. Za oknem na niebie szczerzyło się przepiękne słońce. – Witaj słoneczko! – zamachałam radośnie doń a ono odmachało!

Momentalnie prysł minorowy nastrój, który mnie jeszcze męczył do wczorajszego wieczoru. Sama sobie jestem winna. W tygodniu zaglądnęłam na blog Jo landy , a następnie pożeglowałam przez kolejne blogi jej znajomych. Czytałam historie ludzi, którzy kupili stare stodoły, chaty i powolutku je remontowali, tworząc swoje ukochane miejsca na ziemi.

Chcą sprawdzić ile może kosztować takie upadłe siedlisko, weszłam na pewien aukcyjny portal, zwany złośliwie przez wielu alledrogo i … doznałam szoku.
– Ale drogo! – wyjęczałam. Marzenie o przeprowadzce na wieś prysło jak bańka mydlana. O losie w pomidorowym sosie, do końca życia przyjdzie mi żyć w bloku z betonu.

W sobotni poranek lanosik, niczym stary dorożkarski koń, sam powiózł mnie do Edenu. Zrobiłam śniadanie popatrując na pięknie rozkwitające kwiaty.
– O take działkę temi ręcami żem walczyła! – pomyślałam a serce puchło z dumy.

Chcą się wyciszyć postanowiłam zrobić parę zdjęć. Jeździłam bez celu, skręcając raz w jedną, raz w drugą ulicę. Przypadek spowodował, że znalazłam się w dobrze mi znanym miejscu. Stanęłam przed otoczoną wysokim płotem piękną rezydencją marchewkowego króla. To tutaj pracowałam ponad dwa lata temu, co opisałam we wpisie „Praca czyni wolnym”

Wróciły wspomnienia o katorżniczej pracy polegająca na wielogodzinnym staniu w woderach, po kostki w lodowatej wodzie, przebierając marchewki. Praca do oporu, bo trzeba przebrać całą partię, bo transport czeka.

Teraz gdy na półce w sklepie widzę te piękne marchewki, wszystkie jednakowej wielkości, wiem, że przeszły przez zlodowaciałe, mokre palce jakiejś kobiety, przeważnie zatrudnionej nielegalnie Ukrainki lub Polki. Kobiet którym, jak to określił marchewkowy król, nie udało się w życiu.

Zamknęłam oczy i usłyszałam metaliczny odgłos maszyn i terkot spadającej na taśmę marchwi. Rozkazy rzucane przez kapo… pardon brygadzistę np. „Zbieramy jedynki”. Ta komenda oznaczała, że z taśmy należy wybierać nie tylko uszkodzone sztuki, ale także o odpowiedniej grubości i długości.

Największym jednak upokorzeniem było żebranie o uczciwie zarobione pieniądze. Zmęczone, w roboczych ciuchach, pokornie stałyśmy pod piękną rezydencją marchewkowego króla, czekając aż obrażona na cały Boży świat królowa, wypłaci nam dniówkę. Pięć złotych za godzinę pracy.

Zatopiona w myślach, mimowolnie pojechałam do Portu Północnego, miejsca mej ostatniej pracy na etacie. Nie byłam tam wiele lat. I znowu znajoma droga, sklep (spalony!) w którym każdego ranka robiłam zakupy, przejazd kolejowy, a za nim zmęczone życiem kobiety z wyzywającym makijażem. Przesiadujące na murku, niezbyt uważnie pilnujące dzieci, które bawiły się w chowanego między przetaczanymi wagonami.

To podopieczne Fundacji „Prometeusz” – stowarzyszenia zajmującego się pomaganiem osobom wykluczonym społecznie. Pamiętam, jak którego razu, gdy w naszym stojącym nieopodal budynku zabrakło prądu, poszłam tam aby poprosić o wrzątek. Nigdy nie zapomnę widoku stojących rzędem, zamkniętych na kłódki, pancernych lodówek.

Ta wycieczka bardzo mi pomogła. Po raz pierwszy od kilku dni pozytywnie spojrzałam na moje życie. Uzmysłowiłam sobie, jak daleko udało mi się zajść, jak wiele osiągnęłam. Jakże inną, mam nadzieję, że lepszą, jestem teraz osobą.

A jeszcze nie tak dawno temu tonęłam w długach po uszy, groziła mi eksmisja z mieszkania, odcięto mi prąd, niewiele brakowało a zapukałby komornik. Dzięki pomocy brata i innych osób wyszłam na prostą. Moja sytuacja nie jest różowa, każdą złotówkę muszę obejrzeć pięć razy przed wydaniem, lodówka czasem świeci pustkami, ale radzę sobie.

Parę miesięcy temu Ewa spytała czy żałuję tamtej, stało etatowej pracy. Podobne pytanie zadała mi Mirka, kiedy po latach braku kontaktu, piłyśmy u niej w kuchni kawę. Odpowiedź brzmi: Nie, niczego nie żałuję.

Moje życie nabrało zupełnie innego wymiaru. Dziś co innego sprawia mi radość. Może czasami tęsknię za tamtą dziewczyną w szpilkach i garsonce, ale ta tęsknota szybko mija, gdy uświadamiam sobie, że teraz jestem naprawdę szczęśliwa.

Mam swój eden. Posiałam malwy i inne kwiaty. Mam własny mały staw i stracha na wróble, który mam nadzieję odstraszy nieproszonych gości poszukujących przeważnie żelaza.

Robię zdjęcia dobrym aparatem. Napisałam książkę. Poznałam wielu, bardzo interesujących ludzi, udało mi się odnowić stare znajomości i przyjaźnie. Mimo, że mam już 47 lat to życie zaczyna się dla mnie na nowo. Więc jeśli znowu zacznę narzekać, to proszę mnie mocno stuknąć w głowę.

Wczoraj był dzień ojca. Tym razem nie pojechałam na cmentarz złożyć kwiatów. Uznałam, że pojadę tam wtedy, gdy poczuję wewnętrzną potrzebę, a nie z powodu jakiegoś kalendarzowego święta. Wiem, że Tato się ze mną zgadza, bo tak jak ja, nie lubił robić nic na pokaz, z obawy co powiedzą inni. Kiedy jest mi źle ubieram jego skarpety a on przylatuje, machając tymi anielskimi skrzydłami, z którymi bardzo mu do twarzy, aby mnie pocieszyć. Widzi, że po wielu latach udręki, stałam się kobietą szczęśliwą i znowu zaczęłam marzyć.

Droga z marchewkowego obozu

W głębi widać halę marchewkową 🙂

Gdańsk Port Północny

Odnowiony budynek PKP

To moje dzieło 🙂

I jak tu nie być szczęśliwym?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

48 odpowiedzi na „Niczego nie żałuję

  1. Nika pisze:

    Napisałaś książkę:)) Takie spełnione marzenie to dopiero coś:) W dzieciństwie marzyłam o tym by zostać pisarką.Dziewczynki w moim wieku, koleżanki z podwórka chciały być piosenkarkami i aktorkami, a ja chciałam pisać jak Kornel Makuszyński albo Małgorzata Musierowicz:)ps. A arlekin deco przepiękny:)

    • graszka pisze:

      Książka, to prezent od Anioła, on ją złożył w całość i dał do drukarni. A szkatułkę zrobiłam dla mojej przyjaciółki Honi. W kryzysie bardzo mi pomogła, dlatego takim małym drobiazgiem chciałam jej podziękować 🙂

  2. Nika pisze:

    Napisałaś książkę:)) Takie spełnione marzenie to dopiero coś:) W dzieciństwie marzyłam o tym by zostać pisarką.Dziewczynki w moim wieku, koleżanki z podwórka chciały być piosenkarkami i aktorkami, a ja chciałam pisać jak Kornel Makuszyński albo Małgorzata Musierowicz:)ps. A arlekin deco przepiękny:)

    • graszka pisze:

      Książka, to prezent od Anioła, on ją złożył w całość i dał do drukarni. A szkatułkę zrobiłam dla mojej przyjaciółki Honi. W kryzysie bardzo mi pomogła, dlatego takim małym drobiazgiem chciałam jej podziękować 🙂

  3. ania.mania pisze:

    Cieszę się, że do Ciebie trafiłam.

  4. ania.mania pisze:

    Cieszę się, że do Ciebie trafiłam.

  5. Tetryk56 pisze:

    I to jest chyba w życiu najważniejsze…
    http://www.youtube.com/watch?v=rzy2wZSg5ZM

  6. Tetryk56 pisze:

    I to jest chyba w życiu najważniejsze…
    http://www.youtube.com/watch?v=rzy2wZSg5ZM

  7. Baba ze wsi pisze:

    Refleksyjna niedziela… 🙂
    Z namiastek tez trzeba się umiec cieszyć i dobrze jeśli się to umie.
    P.S. rozbiłam wczoraj namiot na balkonie i zostałam w nim na noc – deszcz, burza, miękkie materace, poduchy, lampka nocna, by poczytać książkę i mrukający kot… 😀 A w dzień dzieciaki mają frajdę.

  8. Baba ze wsi pisze:

    Refleksyjna niedziela… 🙂
    Z namiastek tez trzeba się umiec cieszyć i dobrze jeśli się to umie.
    P.S. rozbiłam wczoraj namiot na balkonie i zostałam w nim na noc – deszcz, burza, miękkie materace, poduchy, lampka nocna, by poczytać książkę i mrukający kot… 😀 A w dzień dzieciaki mają frajdę.

  9. Jasna8 pisze:

    I tak myślę ,żeby napisać do Ciebie maila… 🙂

  10. Jasna8 pisze:

    I tak myślę ,żeby napisać do Ciebie maila… 🙂

  11. jula :D pisze:

    I tak trzymać ! 😆
    Jednym słowem, Carpe diem 😉
    Przeszłości się nie zmieni , nie warto wracać do tego co złe, wspominać tylko dobre rzeczy .
    I cieszyć się życiem i tym co jest , bo zdrowie psychiczne najważniejsze, bo wpływa i na to fizyczne też a jeszcze tyle przed Tobą , nami !!!.. Bo wszyscy mamy podobnie. 🙂

    Pa! 😀

  12. jula :D pisze:

    I tak trzymać ! 😆
    Jednym słowem, Carpe diem 😉
    Przeszłości się nie zmieni , nie warto wracać do tego co złe, wspominać tylko dobre rzeczy .
    I cieszyć się życiem i tym co jest , bo zdrowie psychiczne najważniejsze, bo wpływa i na to fizyczne też a jeszcze tyle przed Tobą , nami !!!.. Bo wszyscy mamy podobnie. 🙂

    Pa! 😀

  13. ania.mania pisze:

    i tak sobie myślę, że znam tego marchewkowego króla. Czy aby jeszcze nie króla od kapusty kiszonej? Opis w każdym bądź razie pasuje …
    Myślę, że marzenia są po to aby je realizować a jak tylko wpadną mi w ręce kafle do pieca to na pewno już ich nie wypuszczę 😉

  14. ania.mania pisze:

    i tak sobie myślę, że znam tego marchewkowego króla. Czy aby jeszcze nie króla od kapusty kiszonej? Opis w każdym bądź razie pasuje …
    Myślę, że marzenia są po to aby je realizować a jak tylko wpadną mi w ręce kafle do pieca to na pewno już ich nie wypuszczę 😉

  15. graszka pisze:

    Wróciłam dzisiaj późno do domu. Najpierw 7 godzin sprzątania, później niemiły incydent, a jeszcze później eden. Gdyby nie syn, który został w Pruszczu nie wracałabym do domu. Zapewne uda mi się jutro znaleźć odrobinę czasu i opisać dzisiejszy poniedziałek.
    Dziękuje za komentarze.
    Aniu znasz Olszynki dlatego zapewne wiesz o kim pisze. Właściciel – marchewkowy król również jest od kapusty. Uwierz mi od tamtego czasu, nie kupuję kapusty w wiaderkach sygnowanych jego nazwiskiem :-).
    Zapewne ludziom bogatym, posiadającym własne domy moje wpisy mogą się nie podobać, stale ich krytykuję. Krytykuję niektórych, tych którym w głowach się poprzewracało. A żonie króla marchewkowego ewidentnie przewróciło się nie tylko w głowie 🙂 Zmykam spać. Dobranoc

    • ania.mania pisze:

      I pamiętam latem gdy wychodziłam o świcie na spacer z psem te kobiety i mężczyzn, którzy nierzadko spali w okolicznych krzakach maszerujących do pracy w polu u „króla” a wieczorem przepijających dniówkę w najbliższym sklepie. Pieniądze zarobione taką harówką tracili tak bezmyślnie.
      A Olszynka to jak mała wieś, każdy zna każdego, mało tego tam są same klany rodzinne i czasem się zastanawiałam jak Ci ludzie mogą sobie szukać partnerów życiowych mięzy sobą 🙂
      Jak mój mąż marzy o wygranej w totka to ja go zaczynam prostować i tłumaczyć, że wolę cieszyć się dziś z tego co mam, zapracowanego, kupionego za oszczędzone z wysiłkiem pieniądze niż wygrać w totka i mieć poprzewracane w głowie (bo skąd wiadomo jak człowiek zareaguje?) 😀

      • graszka pisze:

        Wielekroć opowiadałam Aniołowi tamtą historię. Powiedział kiedyś-popatrz na to z drugiej strony, ze strony pracodawcy. Terminy, telefony, a tu pół załogi ci nie przyjdzie, bo pije pod sklepem. I wiem, że on ma rację. Tamten wpis był spojrzeniem tylko z jednej, mojej strony.
        Nigdy nie mogłam zrozumieć tamtych kobiet-Polek, które przepijały zarobione pieniądze albo upijały się tak, że musiały trzymać się taśmy. Nie jestem sknerą, ale żal mi by było tych pieniędzy, naprawdę ciężko zapracowanych. Podziwiałam Ukrainki za ich determinację. Masz rację Olszynka to zamknięta społeczność :-).
        A totolotek :-), czasami wysyłam jedną „budkę”. Anioł się wtedy ze mnie śmieje. Kto wie co by się stało z moim rozumem gdybym wygrała :-). Na razie marzę i planuję. A to planowanie sprawia mi taką frajdę, że sama buzia mi się uśmiecha. To co podane jest na tacy zupełnie inaczej smakuje.
        Jak będziesz niedaleko, zapraszam.

  16. graszka pisze:

    Wróciłam dzisiaj późno do domu. Najpierw 7 godzin sprzątania, później niemiły incydent, a jeszcze później eden. Gdyby nie syn, który został w Pruszczu nie wracałabym do domu. Zapewne uda mi się jutro znaleźć odrobinę czasu i opisać dzisiejszy poniedziałek.
    Dziękuje za komentarze.
    Aniu znasz Olszynki dlatego zapewne wiesz o kim pisze. Właściciel – marchewkowy król również jest od kapusty. Uwierz mi od tamtego czasu, nie kupuję kapusty w wiaderkach sygnowanych jego nazwiskiem :-).
    Zapewne ludziom bogatym, posiadającym własne domy moje wpisy mogą się nie podobać, stale ich krytykuję. Krytykuję niektórych, tych którym w głowach się poprzewracało. A żonie króla marchewkowego ewidentnie przewróciło się nie tylko w głowie 🙂 Zmykam spać. Dobranoc

    • ania.mania pisze:

      I pamiętam latem gdy wychodziłam o świcie na spacer z psem te kobiety i mężczyzn, którzy nierzadko spali w okolicznych krzakach maszerujących do pracy w polu u „króla” a wieczorem przepijających dniówkę w najbliższym sklepie. Pieniądze zarobione taką harówką tracili tak bezmyślnie.
      A Olszynka to jak mała wieś, każdy zna każdego, mało tego tam są same klany rodzinne i czasem się zastanawiałam jak Ci ludzie mogą sobie szukać partnerów życiowych mięzy sobą 🙂
      Jak mój mąż marzy o wygranej w totka to ja go zaczynam prostować i tłumaczyć, że wolę cieszyć się dziś z tego co mam, zapracowanego, kupionego za oszczędzone z wysiłkiem pieniądze niż wygrać w totka i mieć poprzewracane w głowie (bo skąd wiadomo jak człowiek zareaguje?) 😀

      • graszka pisze:

        Wielekroć opowiadałam Aniołowi tamtą historię. Powiedział kiedyś-popatrz na to z drugiej strony, ze strony pracodawcy. Terminy, telefony, a tu pół załogi ci nie przyjdzie, bo pije pod sklepem. I wiem, że on ma rację. Tamten wpis był spojrzeniem tylko z jednej, mojej strony.
        Nigdy nie mogłam zrozumieć tamtych kobiet-Polek, które przepijały zarobione pieniądze albo upijały się tak, że musiały trzymać się taśmy. Nie jestem sknerą, ale żal mi by było tych pieniędzy, naprawdę ciężko zapracowanych. Podziwiałam Ukrainki za ich determinację. Masz rację Olszynka to zamknięta społeczność :-).
        A totolotek :-), czasami wysyłam jedną „budkę”. Anioł się wtedy ze mnie śmieje. Kto wie co by się stało z moim rozumem gdybym wygrała :-). Na razie marzę i planuję. A to planowanie sprawia mi taką frajdę, że sama buzia mi się uśmiecha. To co podane jest na tacy zupełnie inaczej smakuje.
        Jak będziesz niedaleko, zapraszam.

  17. Nivejka pisze:

    Podobnie jak Nika… tez zawsze chciałam być pisarką. Niestety, tylko czytam:D

  18. Nivejka pisze:

    Podobnie jak Nika… tez zawsze chciałam być pisarką. Niestety, tylko czytam:D

  19. GPS pisze:

    A ja jak marchewka – przesadzałem się 🙂

  20. GPS pisze:

    A ja jak marchewka – przesadzałem się 🙂

  21. jula :D pisze:

    Czy wszystko w porządku ?…

    Mam nadzieję ,że nic się nie stało złego, że to chwilowy zastój na blogu z powodu upałów, pracy i zwyczajnego zmęczenia materiału 😉

    Pa! 😆

    • graszka pisze:

      Jula dzięki za troskę. Koniec miesiąca jest dla mnie zawsze bardzo pracowity. Z prac zleconych muszę się rozliczyć do końca miesiąca, a ponieważ jestem osobą niezdyscyplinowaną 🙁 , przeważnie odkładam to na ostatnią chwilę – czyli ostatni tydzień.
      Grafik miałam napięty. W poniedziałki sprzątam, prace zlecone powinnam wykonać we wtorek i środę, bo w czwartek i piątek znowu sprzątam. A uwierz mi, po sprzątaniu już nie mam ochoty myśleć głową nad zleceniami. Dwa tygodnie temu uciekł mi gdzieś tydzień, bo bawiłam się w ochronę od świtu do nocy.
      W piątek po pracy pojechałam do Edenu, odwaliłam tam kawał dobrej roboty. Wróciłam w niedzielę. I jadąc autem prześladowała mnie pewna myśl. Czy wszystkie kobiety tak ciężko pracują jak ja, czy ja się roztkliwiam nad sobą? Pracuję na trzech „etatach”bez zatrudnienia :-), dom, ogród. No niby nie mam zaległości ale pieniędzy też nie mam. My kobiety mamy jednak przechlapane 🙂

  22. jula :D pisze:

    Czy wszystko w porządku ?…

    Mam nadzieję ,że nic się nie stało złego, że to chwilowy zastój na blogu z powodu upałów, pracy i zwyczajnego zmęczenia materiału 😉

    Pa! 😆

    • graszka pisze:

      Jula dzięki za troskę. Koniec miesiąca jest dla mnie zawsze bardzo pracowity. Z prac zleconych muszę się rozliczyć do końca miesiąca, a ponieważ jestem osobą niezdyscyplinowaną 🙁 , przeważnie odkładam to na ostatnią chwilę – czyli ostatni tydzień.
      Grafik miałam napięty. W poniedziałki sprzątam, prace zlecone powinnam wykonać we wtorek i środę, bo w czwartek i piątek znowu sprzątam. A uwierz mi, po sprzątaniu już nie mam ochoty myśleć głową nad zleceniami. Dwa tygodnie temu uciekł mi gdzieś tydzień, bo bawiłam się w ochronę od świtu do nocy.
      W piątek po pracy pojechałam do Edenu, odwaliłam tam kawał dobrej roboty. Wróciłam w niedzielę. I jadąc autem prześladowała mnie pewna myśl. Czy wszystkie kobiety tak ciężko pracują jak ja, czy ja się roztkliwiam nad sobą? Pracuję na trzech „etatach”bez zatrudnienia :-), dom, ogród. No niby nie mam zaległości ale pieniędzy też nie mam. My kobiety mamy jednak przechlapane 🙂

  23. Tetryk56 pisze:

    Hej, Graszka! Koniec miesiąca już dawno za nami, czy tak intensywnie się relaksujesz, czy praca cię nagle polubiła i wymyśliła czwarty etat?
    Nie daj się nadmiernie „przechlapać”… 😉

    • graszka pisze:

      Nowy miesiąc, nowe kłopoty. Straciłam paru klientów dla których wykonywałam prace zlecone. Jest to dla mnie dość spory kłopot z którym trudno mi jest od kilku dni sobie poradzić.
      Eden wymaga stałej pielęgnacji. Okazało się, że rów należy też do działki i należy go oczyścić. Więc ubrałam gumofilce, i rzuciłam się za jego czyszczenie we wtorek. Pocięłam sobie ręce od trzcin. Narzekam wiem. Minie tylko muszę sama się pozbierać.
      Tetryk- dzięki, że jesteś.

      • majka pisze:

        Graszko, myślę, że masz wielu stałych czytelników.
        Czytam, zaglądam , ale niewiele pomogę.
        Jaki mogę napisać komentarz, gdy mam inne na głowie kłopoty ?;
        różnią się od Twoich Graszko, ale to też snu spokojnemu nie sprzyja .
        Dobrej dziś i spokojnej nocy 🙂 , oby bez piorunów i burzy paskudnej

        • graszka pisze:

          Wiem Majko.
          Widziałam Twojego wnuka, śliczny 🙂

          • majka pisze:

            Ech… , te moje kłopoty, to właśnie ten maleńki wnusio jest plasterkiem na nie :),
            Dla Ciebie Graszko miał być Eden wytchnieniem, lecz ,( sorry ) jesteś zbyt niecierpliwa .
            Wobec wielu zajęć , które muszą być zarobkowe, daj temu skrawkowi ziemi ze starymi drzewami szansę na spokojny odpoczynek . Wraz z nimi również odpoczniesz .

  24. Tetryk56 pisze:

    Hej, Graszka! Koniec miesiąca już dawno za nami, czy tak intensywnie się relaksujesz, czy praca cię nagle polubiła i wymyśliła czwarty etat?
    Nie daj się nadmiernie „przechlapać”… 😉

    • graszka pisze:

      Nowy miesiąc, nowe kłopoty. Straciłam paru klientów dla których wykonywałam prace zlecone. Jest to dla mnie dość spory kłopot z którym trudno mi jest od kilku dni sobie poradzić.
      Eden wymaga stałej pielęgnacji. Okazało się, że rów należy też do działki i należy go oczyścić. Więc ubrałam gumofilce, i rzuciłam się za jego czyszczenie we wtorek. Pocięłam sobie ręce od trzcin. Narzekam wiem. Minie tylko muszę sama się pozbierać.
      Tetryk- dzięki, że jesteś.

      • majka pisze:

        Graszko, myślę, że masz wielu stałych czytelników.
        Czytam, zaglądam , ale niewiele pomogę.
        Jaki mogę napisać komentarz, gdy mam inne na głowie kłopoty ?;
        różnią się od Twoich Graszko, ale to też snu spokojnemu nie sprzyja .
        Dobrej dziś i spokojnej nocy 🙂 , oby bez piorunów i burzy paskudnej

        • graszka pisze:

          Wiem Majko.
          Widziałam Twojego wnuka, śliczny 🙂

          • majka pisze:

            Ech… , te moje kłopoty, to właśnie ten maleńki wnusio jest plasterkiem na nie :),
            Dla Ciebie Graszko miał być Eden wytchnieniem, lecz ,( sorry ) jesteś zbyt niecierpliwa .
            Wobec wielu zajęć , które muszą być zarobkowe, daj temu skrawkowi ziemi ze starymi drzewami szansę na spokojny odpoczynek . Wraz z nimi również odpoczniesz .

  25. gaja pisze:

    Witaj wstająca rano,pijąca mocną kawę! Wierz w marzenia! Spełniają się!
    Kiedyś moim Edenem była też maleńka działka z drewnianym domkiem, a dziś-sama wiesz. Nie załamuj się niczym, dasz radę. Powodzenia!

  26. gaja pisze:

    Witaj wstająca rano,pijąca mocną kawę! Wierz w marzenia! Spełniają się!
    Kiedyś moim Edenem była też maleńka działka z drewnianym domkiem, a dziś-sama wiesz. Nie załamuj się niczym, dasz radę. Powodzenia!

Możliwość komentowania jest wyłączona.