Małe miasteczka

Uwielbiam klimat jaki panuje w małych miasteczkach. Większość życia spędziłam co prawda w wielkim mieście, ale w mojej, choć niezbyt odległej od centrum dzielnicy, zawsze panował ten klimat. Podobnie jest w Pruszczu, w którym mieszkam od kilku lat.

Uwielbiam jechać autem krętymi i wąskimi drogami, których asfalt częstokroć wygląda tak, jakby spadł nań deszcz meteorytów. Pobocza, które obsiadły piękne, stare dęby, lipy lub kasztanowce. Za oknem zmieniający się jak w kalejdoskopie obraz – pola zielonej kukurydzy, żółte łany zboża, zatopione w ogrodowej zieleni murowane i drewniane (takie wolę!) domy. Wylęgujące się w cieniu drzew krowy. Pasące się konie i owce.

Drogi prowadzą mnie do małych miasteczek, leżących zwykle z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. Miasteczek gdzie czas płynie wolniej, spokojniej, normalnie.

Auto zostawiam na rynku (nigdy nie ma problemu z wolnym miejscem) i ruszam w bezkrwawe łowy z moja zorką pięć. Krążę brukowanymi, lśniącymi po deszczu uliczkami. Wnikam w wąskie zaułki. Czaję się za rogiem aby uchwycić aborygenów w ich naturalnym środowisku, a jest co obserwować i uwieczniać!

Tutaj niedziela jest dniem świętym. Wcześnie rano kościelne dzwony zwołują wiernych na mszę. Spiżowe dźwięki długo błądzą pustymi o tej porze ulicami, odbijają się od ścian domów, lecą w górę, drażnią gołębie i nikną wysoko w błękicie.

Pierwsi pojawiają się ludzie starsi. Kobiety ubrane w najlepsze, lecz już wiekowe garsonki i białe bluzki. Mężczyźni wciśnięty w garnitury ze ślubu i równie niemodne krawaty. Powoli podążają w stronę kościoła, witając się z sąsiadami. Rozmawiają o codziennym życiu. Kto choruje, kto umarł, kto ma, a kto nie ma pracy. Żyją blisko siebie – tego nie poczujesz w dużym mieście.

Kościół z wieżą w kształcie ołówka, którą widać z każdego zakątka, otwiera szeroko swoje podwoje, połykając wiernych. Na końcu wpadają zdyszani młodsi. Ubrani nowocześniej, modniej, pewnie będą zanosić do Pana błaganie, aby pomógł im opuścić tą dziurę – ich małe miasteczko.

Spacerując jedną z wąskich ulic poczułam niepowtarzalny zapach. Niczym pies gończy podążyłam za nim zaułkami. Na rogu, w starym i niskim budynku znajdowała się piekarnia. To pachniał chleb i inne słodkie wypieki, które można było kupić w małej cukierni przylegającej do piekarni.

Nie było tutaj (tak jak w cukierniach w dużych miastach) stolików, nie serwowano kawy, ale półki uginały się od smakołyków, które pożerałam oczami. Boże miły! Jak tam pachniało, czegoś takiego nie pamiętam od lat wczesnego dzieciństwa, gdy jako mała dziewczynka szłam po chleb do oruńskiej piekarni.

Obsłużyły mnie przesympatyczne ekspedientki. Były najlepszą reklamą oferowanych ciast i wypieków. Rubensowskie kształty i uśmiechnięte od ucha do ucha buzie. Miały czas aby porozmawiać, zapytać co słychać, jak zdrowie, skąd przyjechałam. Podejrzewam, że gdyby za mną stała kolejka, to nikt by nie przestępował z nogi na nogę, okazywał, że mu się śpieszy, tak jak to jest w dużym mieście.

Każda taka wyprawa to także jeziora i las.

Dość często w swoim pisaniu wracam do bloga Kartki. Nie znam go osobiście, ale to jedna z niewielu osób z która chciałabym porozmawiać w cztery oczy. I zawsze kiedy jestem w takiej totalnej głuszy, myślę właśnie o nim.

Ja też uciekam. Do małych miasteczek, pól, lasów, do Edenu. Uciekam przed kłopotami dnia codziennego. Przez weekend ładuję akumulatory i wracam do szarej rzeczywistości. Ilekroć w lesie napotykam karmik dla zwierząt, wracam myślami do Kartki. Odpoczywając przez weekend w końcu może go zrozumiałam. Może.

Postanowiłam przywieźć  z każdej wyprawy coś  do Edenu. Tym razem udało mi się zdobyć młynek i klucz. Nie wiem skąd ten pomysł ale oprócz aniołków postanowiłam kolekcjonować klucze 🙂

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Graszki pstrykanie, Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

34 odpowiedzi na „Małe miasteczka

  1. Baba ze wsi pisze:

    Łapska mnie bolą – wpadłam wyrwać dziki busz wiadomo gdzie 😀 Udało się choć połowę.
    Ale nie strzymuję i wpiszę się, bo zdjęcia zachęcają, by wsiąść w pojazd i gnać za Tobą, gdziekolwiek to było 😉
    Przypomniesz mi na maila adres tej strony poświęconej zwiedzaniu? Bo pamięć kurza, próbowałam wklepywać na chybił trafił w wyszukiwarkę i chyba chybił i nie trafił 😉
    A w ogóle to zajrzyj jakoś przejazdem – odzyskałam Klarki książkę.
    Buźka i dobranoc!

    • graszka pisze:

      A ja z uwagi na kolano, zaniedbuję Eden. Babo, jak znajdę odrobinę czasu wpadnę przelotem po książkę, bo bardzo jestem jej ciekawa.
      Pamiętasz jak ostatnio jechałyśmy, pytałaś jaką drogą chcę jechać . Przez wioski. Uwielbiam widoki wsi nawet przez szybę auta 🙂

  2. Baba ze wsi pisze:

    Łapska mnie bolą – wpadłam wyrwać dziki busz wiadomo gdzie 😀 Udało się choć połowę.
    Ale nie strzymuję i wpiszę się, bo zdjęcia zachęcają, by wsiąść w pojazd i gnać za Tobą, gdziekolwiek to było 😉
    Przypomniesz mi na maila adres tej strony poświęconej zwiedzaniu? Bo pamięć kurza, próbowałam wklepywać na chybił trafił w wyszukiwarkę i chyba chybił i nie trafił 😉
    A w ogóle to zajrzyj jakoś przejazdem – odzyskałam Klarki książkę.
    Buźka i dobranoc!

    • graszka pisze:

      A ja z uwagi na kolano, zaniedbuję Eden. Babo, jak znajdę odrobinę czasu wpadnę przelotem po książkę, bo bardzo jestem jej ciekawa.
      Pamiętasz jak ostatnio jechałyśmy, pytałaś jaką drogą chcę jechać . Przez wioski. Uwielbiam widoki wsi nawet przez szybę auta 🙂

  3. Klarka Mrozek pisze:

    bardzo piękne zdjęcia, spacerując po tych miasteczkach , zachwycamy się często tym, czego tubylcy (brzydkie słowo ale nie znajduję trafniejszego) się wstydzą. Charakterystyczna zabudowa ryneczków bywa zeszpecona koszmarkami domorosłego architekta, i to jest dla nich ładne.
    ul. Kościelna w Muszynie, Sejny – cudo. Miasteczek na północy, przyznaję ze wstydem – nie znam. Miłego!

    • graszka pisze:

      Dzisiaj ja sama przypomniałam sobie w jakim pięknym mieście mieszkam 🙂 Oddałam auto do naprawy, spacerkiem wracałam do domu. I nagle przypomniałam sobie dlaczego tak bardzo pragnęłam mieszkać w Pruszczu. Czym jestem starsza marzę za wsią 🙂
      Nie znam zupełnie terenów o których piszesz. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś tam dotrzeć. Kiedy syn był mały jeździliśmy na wczasy do Piwnicznej. Był okres, że zachłysnęłam się Hiszpanią. Potem miałam długą przerwę. Teraz jednak Polska, mimo, że pogoda nie zawsze dopisuje 🙂

  4. Klarka Mrozek pisze:

    bardzo piękne zdjęcia, spacerując po tych miasteczkach , zachwycamy się często tym, czego tubylcy (brzydkie słowo ale nie znajduję trafniejszego) się wstydzą. Charakterystyczna zabudowa ryneczków bywa zeszpecona koszmarkami domorosłego architekta, i to jest dla nich ładne.
    ul. Kościelna w Muszynie, Sejny – cudo. Miasteczek na północy, przyznaję ze wstydem – nie znam. Miłego!

    • graszka pisze:

      Dzisiaj ja sama przypomniałam sobie w jakim pięknym mieście mieszkam 🙂 Oddałam auto do naprawy, spacerkiem wracałam do domu. I nagle przypomniałam sobie dlaczego tak bardzo pragnęłam mieszkać w Pruszczu. Czym jestem starsza marzę za wsią 🙂
      Nie znam zupełnie terenów o których piszesz. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś tam dotrzeć. Kiedy syn był mały jeździliśmy na wczasy do Piwnicznej. Był okres, że zachłysnęłam się Hiszpanią. Potem miałam długą przerwę. Teraz jednak Polska, mimo, że pogoda nie zawsze dopisuje 🙂

  5. Jasna8 pisze:

    Piękne zdjęcia , takie z odpoczynkiem 🙂

  6. Jasna8 pisze:

    Piękne zdjęcia , takie z odpoczynkiem 🙂

  7. Kneź pisze:

    Ja przez małe miasteczka na ogół gnam, byle dalej, byle zostawić za sobą – może czas się kiedyś zatrzymać i zrobić fotkę? Zobaczymy, może się uda?

  8. Kneź pisze:

    Ja przez małe miasteczka na ogół gnam, byle dalej, byle zostawić za sobą – może czas się kiedyś zatrzymać i zrobić fotkę? Zobaczymy, może się uda?

  9. Nika pisze:

    Ja też jestem pod wrażeniem klimatu małych miasteczek Kiedy jeszcze mieszkałam w dużym mieście to za każdym razem kiedy przejeżdżałam przez ulice małych miasteczek łapałam się na refleksji, że lubiłabym życie w małym miasteczku.Kiedy Markowi o tym mówiłam śmiał się i twierdził , że to byłby koszmar.Teraz mieszkamy właściwie na wsi, a ja ciągle jestem pod wpływem uroku małych miasteczek.ps. A młynek śliczny. Mam taki sam. Identyczny:)

  10. Nika pisze:

    Ja też jestem pod wrażeniem klimatu małych miasteczek Kiedy jeszcze mieszkałam w dużym mieście to za każdym razem kiedy przejeżdżałam przez ulice małych miasteczek łapałam się na refleksji, że lubiłabym życie w małym miasteczku.Kiedy Markowi o tym mówiłam śmiał się i twierdził , że to byłby koszmar.Teraz mieszkamy właściwie na wsi, a ja ciągle jestem pod wpływem uroku małych miasteczek.ps. A młynek śliczny. Mam taki sam. Identyczny:)

  11. graszka pisze:

    Jakoś dziwnym trafem udaje mi się zbierać rzeczy o których marzyłam od dawna. Kiedyś nie mogłam na to sobie pozwolić, bo stale słyszałam a po co Ci to. A jak słyszałam a po co, odechciewało mi się tego czegoś.
    Niedawno udało mi się zdobyć nogi od maszyny do szycia, właśnie pracuje nad blatem :-), potem były walizki , teraz młynek 🙂

    • Nika pisze:

      Nie uwierzysz, ale mój Marek właśnie pracuje nad blatem maszyny do szycia, starego SiNGERA .:)Dostaliśmy ją w strasznym, opłakanym stanie, całą pordzewiałą i przeżartą przez korniki. Marek ją pięknie wyczyścił i odnowił, a teraz robi blat.Mam zamiar efekty jego pracy pokazać na blogu.Ja zajęłam się właśnie starym secesyjnym kwietnikiem. Też jest w strasznym stanie, agonalnym. Zamiast go spalić dam mu nowe życie. Uwielbiam stare przedmioty, ze swoją historią. Mają duszę:)

      • graszka pisze:

        No to mamy dużo wspólnego. Uwielbiam takie przedmioty i taki chciałabym stworzyć Eden, z przedmiotami z duszą. Tylko, że albo jestem mało zorganizowana albo łapię się mało płatnej pracy. Nie wystarcza mi na wszystko czasu ani pieniędzy. Ponarzekam troszkę, na ósmą pojechałam sprzątać, powinnam pracować do 13-14 – wtedy wpada do kieszeni 50- 60 zł. Pani o 11 przeprosiła, ponieważ przyszli goście i tym sposobem zarobiłam 30 zł. Odliczając koszt dojazdu to ja tak naprawdę nie wiem ile zarobiłam 🙂 Kiepski mam dzień .

        • Nika pisze:

          I w tym jesteśmy podobne, Graszko. Też niewiele zarabiam. U mnie praca nawet lubiana, chociaż nie ambitna i bardzo słabo płatna.Ale ja wierzę, że nadejdą lepsze dni. Także pod względem finansowym. Złapałam się kurczowo tej myśli , bo mi z nią lżej.Spróbuj i Ty:)

          • graszka pisze:

            Próbuję. Staram się. Podjęłam dzisiaj trudną decyzję. Sprzedaję auto. Stary ten mój lanos bo z 1999. Miałam go od nowego, zżyłam się z nim. Trudno, w przyszłym tygodniu daję ogłoszenie. Myślę, że nie chcę żadnej ceny wygórowanej , jakieś 1600, same felgi i opony letnie kosztowały mnie latem 500zł.

            • Nika pisze:

              Kiedyś też mieliśmy „laniego”, więc mam sentyment do tych autek.Coś za tanio tego lanosa sprzedajesz. Niby się nie znam i nie powinnam się wypowiadać, ale to zbytnio Ci budżetu nie podratuje. I czym będziesz jeździć?Mocno się zastanów zanim dasz ogłoszenie. serdeczności:)

  12. graszka pisze:

    Jakoś dziwnym trafem udaje mi się zbierać rzeczy o których marzyłam od dawna. Kiedyś nie mogłam na to sobie pozwolić, bo stale słyszałam a po co Ci to. A jak słyszałam a po co, odechciewało mi się tego czegoś.
    Niedawno udało mi się zdobyć nogi od maszyny do szycia, właśnie pracuje nad blatem :-), potem były walizki , teraz młynek 🙂

    • Nika pisze:

      Nie uwierzysz, ale mój Marek właśnie pracuje nad blatem maszyny do szycia, starego SiNGERA .:)Dostaliśmy ją w strasznym, opłakanym stanie, całą pordzewiałą i przeżartą przez korniki. Marek ją pięknie wyczyścił i odnowił, a teraz robi blat.Mam zamiar efekty jego pracy pokazać na blogu.Ja zajęłam się właśnie starym secesyjnym kwietnikiem. Też jest w strasznym stanie, agonalnym. Zamiast go spalić dam mu nowe życie. Uwielbiam stare przedmioty, ze swoją historią. Mają duszę:)

      • graszka pisze:

        No to mamy dużo wspólnego. Uwielbiam takie przedmioty i taki chciałabym stworzyć Eden, z przedmiotami z duszą. Tylko, że albo jestem mało zorganizowana albo łapię się mało płatnej pracy. Nie wystarcza mi na wszystko czasu ani pieniędzy. Ponarzekam troszkę, na ósmą pojechałam sprzątać, powinnam pracować do 13-14 – wtedy wpada do kieszeni 50- 60 zł. Pani o 11 przeprosiła, ponieważ przyszli goście i tym sposobem zarobiłam 30 zł. Odliczając koszt dojazdu to ja tak naprawdę nie wiem ile zarobiłam 🙂 Kiepski mam dzień .

        • Nika pisze:

          I w tym jesteśmy podobne, Graszko. Też niewiele zarabiam. U mnie praca nawet lubiana, chociaż nie ambitna i bardzo słabo płatna.Ale ja wierzę, że nadejdą lepsze dni. Także pod względem finansowym. Złapałam się kurczowo tej myśli , bo mi z nią lżej.Spróbuj i Ty:)

          • graszka pisze:

            Próbuję. Staram się. Podjęłam dzisiaj trudną decyzję. Sprzedaję auto. Stary ten mój lanos bo z 1999. Miałam go od nowego, zżyłam się z nim. Trudno, w przyszłym tygodniu daję ogłoszenie. Myślę, że nie chcę żadnej ceny wygórowanej , jakieś 1600, same felgi i opony letnie kosztowały mnie latem 500zł.

            • Nika pisze:

              Kiedyś też mieliśmy „laniego”, więc mam sentyment do tych autek.Coś za tanio tego lanosa sprzedajesz. Niby się nie znam i nie powinnam się wypowiadać, ale to zbytnio Ci budżetu nie podratuje. I czym będziesz jeździć?Mocno się zastanów zanim dasz ogłoszenie. serdeczności:)

  13. GPS pisze:

    i bańka na mleko na fotkę się załapała 🙂
    B.C.

    • graszka pisze:

      Za taką bańkę na rynku w Gdańsku, życzą sobie 70-80 zł 🙁 Nie kupiłam

  14. GPS pisze:

    i bańka na mleko na fotkę się załapała 🙂
    B.C.

    • graszka pisze:

      Za taką bańkę na rynku w Gdańsku, życzą sobie 70-80 zł 🙁 Nie kupiłam

  15. GPS pisze:

    poszukamy – zobaczymy 🙂

    B.C.

  16. GPS pisze:

    poszukamy – zobaczymy 🙂

    B.C.

Możliwość komentowania jest wyłączona.