Gotowane jabłka

Siedział przy kuchennym stole, i ze skupieniem na twarzy obierał jabłka. Jego długie, szczupłe palce nieporadnie radziły sobie z tą wymagającą precyzji czynnością. Obierki co chwila rwały się, zaś kształt owocu bliższy był wielościanowi foremnemu niż zgrabnej kuli.

Nie reagowałam. Dzięki edenowym jabłonkom rajskich owoców mamy dostatek. Nie chciałam powtórzyć błędu popełnionego przed laty, kiedy to próbował pomóc mi w kuchni, a ja wymęczona i zdenerwowana po ciężkim dniu pracy, wygoniłam go. Oj głupia ja. Myślałam, że jak zrobię sama to będzie szybciej. Może i było szybciej, ale dorósł nie umiejąc obierać ziemniaków ani jabłek.

Całkiem niedawno doszło między nami do ostrzejszej wymiany zdań. Nie ważne o co.
– Jesteś stale zdenerwowana, mówisz podniesionym głosem! – zarzucił.
– Bo dużo pracuje, i jestem zmęczona. Tak trudno to zrozumieć? – odpowiedziałam.
– Ale ty ostatnio stale jesteś zmęczona – nie dawał za wygraną.
– Więc pomóż mi, przejmij choć trochę moich obowiązków.

Dysputa utknęła w martwym punkcie. Rozeszliśmy się do swoich pokoi. Nie jestem matką doskonałą. Wiele mi można zarzucić. Nie panuje u mnie w domu sielankowy nastrój. Popełniłam i nadal popełniam bardzo dużo błędów wychowawczych.

Sprzątam trzy obce domy przez cztery dni w tygodniu. W pozostałe dni obrabiam prace zlecone, a czas wolny poświęcam przeważnie Edenowi. Moje mieszkanie zupełnie nie przypomina tych, które sprzątam za pieniądze. Mówią, że szewc bez butów chodzi.

Na suszarce od paru dni wisi pranie, bo jakoś samo nie chce się złożyć, ani tym bardziej wyprasować. Musze znać się na wielu rzeczach, i rozwiązywać przeróżne mniej lub bardziej skomplikowane problemy.

Wczoraj syn poprosił abym zrobiła jabłecznik. Mimo koszmarnego zmęczenia pojechaliśmy na działkę, i przywieźliśmy tonę jabłek. Zabarykadowaliśmy się w kuchni.

Ja obierałam a syn tarł. Następnie przygotowałam ciasto. Kuchnie wypełnił zapach świeżo obranych owoców i woń mąki. Na środku podłogi położył się Maks, skutecznie utrudniając poruszanie się. Cierpliwie czekał aż może coś mu spadnie smakowitego. Normalnie bym go przegoniłam, ale moje serce wypełniła ckliwość, co chwila przystawałam i uśmiechnięta patrzyłam na tą moją małą rodzinę.

Z reszty jabłek postanowiłam zrobić mus w słoikach. W zimie, kiedy za oknem będzie szaleć śnieżyca, a słońca będzie tak mało, jego smak, a zwłaszcza zapach, przypomni nam te dni wrześniowe.

W moim rodzinnym domu z czerwonej cegły było inaczej. Mama zawsze wracała z pracy strasznie zmęczona, i nie miała siły na żadne wypieki czy robienie przetworów. Mając 36 lat poważnie zachorowała. Siadywała na starym kuchennym taborecie i odpoczywała. Wyłączaliśmy radio, bo przeszkadzała jej nawet muzyka. Kiedy syn mówi: „stale jesteś zmęczona” czuje ukłucie w sercu. To bolesne wspomnienie. Nie chce tak.

– Mamo, może zawieziemy trochę jabłek babci? – spytał strugając kolejny owoc. – Pamiętasz jak dziadek zawsze gotował jabłka?

Zaskoczył mnie swoją pamięcią. Fakt. Tato zimą gotował jabłka. Owoc wyciągało się ostrożnie z wrzątku za ogonek, tak aby nie sparzyć palców. Nie było łatwo. Nie raz skakaliśmy po kuchni chuchając na paluchy, albo wtykając je pod zimną wodę.

Bywało też tak, że Tata pytał się czy ktoś ma ochotę na gotowane jabłka. Chętnych nie było, ale jak doszedł do nas zapach rozgrzanych smakołyków, o popękanej, złotej skórce, posypanych mocno cukrem, pałaszowaliśmy z Tatą aż uszy nam się trzęsły! Znając nas zawsze gotował ich więcej.

Uwielbiał ten owoc. Innych zresztą w tamtych czasach nie było. W jesienno zimowe wieczory, kiedy za oknem panowała już od dawna ciemność, kładł sobie na kolanach duży talerz, i ostrym nożykiem, w skupieniu skalpował jabłko, starając się uzyskać jak najdłuższą i najcieńszą spiralę. Gdy udało mu się skonstruować naprawdę długą strużynę, pokazywał ją nam z dumą, niczym Komancz, który dorwał hippisa.

Na koniec dzielił jabłko na ćwiartki, i usuwał gniazdo nasienne. Kawałki starannie układał na talerzu, i atakował kolejny owoc. A kiedy talerz zapełnił się, przystępował do jedzenia. Zamykam oczy i widzę go przy tej czynności.

Dziwna jest ludzka pamięć. Przypomina zamknięty przez lata sezam. Jedno słowo i otwiera się kaskada wspomnień. Ubrałam je więc szybko w słowa, aby nie pogrążyły się w niepamięci. Ktoś kiedyś powiedział, że wspomnienia są jak perły, mają w sobie coś z klejnotów i coś z łez.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wspomnienia, Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

31 odpowiedzi na „Gotowane jabłka

  1. Klarka Mrozek pisze:

    zapachniało – domem, jabłkami, cynamonem, rodziną. Pięknie.

    • graszka pisze:

      Dziękuje Klarko. Bardzo bym chciała, żeby mój syn miał miłe wspomnienia z rodzinnego domu.

  2. lui pisze:

    Baba ze wsi o suszonych jabłkach, Ty również.Między wierszami tłumaczysz się dlaczego u Ciebie panuje bałagan, przepraszasz, że nie jesteś idealną mama, wspominasz rodziców i napisałaś tak o tym wszystkim, że się zadumałam. Po raz kolejny zresztą:)
    Ja też jestem mamą i popełniam mnóstwo błędów i moja mama też je popełniała ale na tym polega życie.
    Najważniejsze to zdawać sobie z tego sprawę i coś zmieniać.
    Idę ucałować moje dzieciaki:)
    A tobie życzę smacznego.

    • graszka pisze:

      Ja też na chwilkę się wczoraj zatrzymałam. Dzisiaj było już inaczej. Wróciłam z pracy mocno kulejąc, z obolałymi dłońmi. Udało mi się w biegu wypić kawę, która zawsze stawia mnie do pionu i pojechaliśmy z synem do Edenu. W deszczu zbieraliśmy jabłka, żeby zawieść je mamie. Nie wpadłam do niej jak po ogień. Dałam sobie i jej czas na rozmowę. Jeździ na wózku, źle się czuje a mimo to uśmiechała się pogodnie do wnuka. To był fajny dzień.

  3. Baba ze wsi pisze:

    Poruszasz czułe struny…

    Zostało coś tego ciasta? 😉

    • graszka pisze:

      Zawiozłam mamie. Ale wiesz, myślałam jeszcze raz upiec i może jakaś sobota lub niedziela w Edenie?

      • Baba ze wsi pisze:

        W niedzielę w Pszczółkach dożynki – jak nie będzie padać – może z nami się wybierzesz? 😀

        • graszka pisze:

          Babo przed jesienią muszę dokończyć Eden. Jeśli nie będzie padało, muszę go pomalować i zabezpieczyć okna.

  4. Tetryk56 pisze:

    Smakowite wspomnienia!
    A moja małżonka lubi jabłka rozpiekać – w piekarniku, a jak nie ma okazji, to w mikrofalówce. Są chyba jeszcze bardziej aromatyczne niż zagotowane 🙂

  5. Nivejka pisze:

    Uwielbiam szarlotkę:)

  6. Kneź pisze:

    jabłka
    cukier waniliowy
    powidła
    miód
    Jabłka umyć, wydrążyć nożem i łyżeczką, od strony okwiatu, bo inaczej będzie przeciekało. Posypać cukrem waniliowym. Do środka włożyć np. powidła śliwkowe. Położyć (polać) pół łyżeczki miodu. Posypać jeszcze raz cukrem waniliowym.

    Brytfankę lub blachę posmarować masłem lub margaryną.Zapiekać w temp. 180-200 st.C. Piec tak żeby nie popękała skórka, bo wszystko wycieknie Wyjąć z piekarnika, posypać cukrem pudrem i ewent. odrobiną cynamonu.
    http://www.kneziowisko.pl/jablka-pieczone/

    Teraz się zastanawiam, czy by nie lepiej było owinąć folią aluminiową i dzięki temu mocniej zapiec?

  7. AnkaW. pisze:

    Graszko, pięknie!
    Bajecznie to opisałaś. Czuję jakbym widziała twojego Tatę pokazującego długaśną strużynę:)
    Zrobiło mi się tęskno za Dziadkiem
    Będę chyba płakać.
    Dobranoc

  8. Nika pisze:

    Jakbym czytała o swoim Tatku:) Mój oprócz gotowania i pieczołowitego obierania i krojenia na ćwiartki przed ich zjedzeniem też jabłuszka suszył:) Z kawałeczków jabłek za pomocą igły i nitki robił łańcuch i w takiej postaci wieszał na kaloryferze w kuchni pozostawiał do wysuszenia:) Często mu w tym pomagałam:)

    A smażone jabłuszka z cynamonem też już robiłam:) Idealne jak dla mnie do szarlotki i zapiekanki ryżem:)
    Jak dorwę jakieś niepryskane wsiowe kwaśne w smaku jabłuszka narobię jeszcze kilka słoików specjału, a resztę ususzę w piekarniku:)

    Smaki mojego dzieciństwa:)

    mła Graszku:)

  9. majka pisze:

    Wrzesień pachnący jabłkami i wspomnieniami…

    • Ireneusz pisze:

      Idę po jabłka- ( ale do warzywniaka) – narobiłaś mi apetytu.
      Pozdrawiam.

      • graszka pisze:

        A u mnie na drzewie wiszą. I kto by pomyślał, zawsze chciałam zrywać owoce z drzewa i jeść. No i się doczekałam. Jak będziesz w Gdańsku, wpadnij, podzielę się jabłkami 🙂

    • graszka pisze:

      Majko, wrzesień pracowity u mnie. Nie wiem jak ja to wszystko pogodzę, ale dzisiaj zadzwoniła pani o kolejne sprzątanie domu. Po pracy byłam na rozmowie. Młoda dziewczyna, mąż zarabia kasę zagranicą , ona siedzi z dzieckiem w domu i nie daje rady posprzątać mieszkania.

      • majka pisze:

        Graszko, a mnie aż serducho się kraje, że nie mogę być nianią dla naszego wnuka , do emerytury kawał lat :).
        Córci kończą się wszelkie płatne świadczenia pod koniec października. Zapracowała w swojej firmie na zaufanie i zapewniony ma powrót do pracy, ale jakim kosztem !!!.
        Dzidzia mając 5,5 miesiąca pozostanie pod opieką obcej osoby.
        Za niemałe pieniążki, bo stawka stała , to 1000 zeta od 8-16, bez sobót i niedziel, bez sprzątania, gotowania, tylko dziecię . Pani jest z polecenia, budzi zaufanie, ale to jednak córka będzie miała podwójne stresy, bo związane z niełatwą pracą i myślami jak jej maleństwo rozwija się pod jej nieobecność.
        Mnie trosk przybędzie; bo wiekowa mama, od której jestem dalej, teściowa już nieprzewidywalna, z którą mieszkamy, i choć chęci ogromne, to niemożliwa jest codzienna popołudniowa zabawa z wnukiem 🙁

        Tobie Graszko życzę jednego i dobrze płatnego pracodawcy, bo to daje poczucie stabilizacji.
        🙂 🙂 🙂 – słoneczniki, które w moim ogrodzie już sypią pestkami 🙂

  10. Jasna8 pisze:

    Każdy popełnia błędy…
    Ech żeby można było cofnąć czas, ale nie można , więc nie wracam do przeszłości…

    • graszka pisze:

      Jasna, czas to chyba jedyna rzecz której nie da się cofnąć.

    • Tetryk56 pisze:

      Jasna, gdyby można było cofnąć czas, gralibyśmy w życie jak dzieciaki w strzelanki komputerowe…
      To właśnie ta nieodwracalność nadaje naszym życiowym wyborom odrobinę sensu.

      • Baba ze wsi pisze:

        Ta wypowiedź jest równie poruszająca, jak film, z którego masz awatarek Tetryku…

        • majka pisze:

          Awatarek – ach… poryczałam się oglądając ten animowany (mój chop też )
          Optymistycznie pozdrawiam na kolejne dni …

          • Baba ze wsi pisze:

            Mojego przyłapałam na łzie tylko na Ostatnim bastionie, ale Odlot też mu się podobał.

            A jest jeszcze taka jedna stara bajka, z czasów Króla Lwa mniej więcej – Ostatni mustang – ostatnio ryczę już przy piosence nagłówkowej, bo mój mózg wie co będzie dalej :d To jest dopiero skrzywienie 😉 Emocje inne, ale bajka cudna i tak pięknie odwzorowane „gesty” końskie… Poza sceną chłeptania wody językiem jak u psów 😀

  11. GPS pisze:

    Rok w jabłka obfity będzie. Warto tę obfitość wykorzystać – obierając cierpliwie skórkę z jabłek i zamykając aromat miąższu w słoiki.

    A swoją drogą kropelka wina do zapiekanych jabłek(pod tę alu-folię ma się rozumieć) dobrze robi 🙂

    Buen Camino

  12. graszka pisze:

    Jak miło pić kawę i zobaczyć aż tyle komentarzy. Blog żyje a to mnie bardzo cieszy. Zmykam kochani do edenu. Dzisiaj będę malarzem, oby jedynie nie padało.
    PS. Majko moja mama z uwagi na chorobę przeszła na rentę . Dzięki temu wróciłam do pracy. Z perspektywy czasu żałuję, że nie skorzystałam z trzech lat wychowawczego. Dużo zawdzięczam mojej mamie, wiele serca włożyła w wychowanie syna. I kiedy się wyprowadzaliśmy z Oruni, bardzo mocno to przeżyła. Kiedy syn podrósł i poszedł do szkoły podstawowej on, zaczął opiekować się nią. Jedyny wnuk który ją karmił, czesał. Teraz nastały inne czasy, praca jest bardzo ważna, a na wychowawczy mogą pozwolić sobie nieliczni.
    Pozdrawiam wszystkich czytelników

  13. ania.mania pisze:

    Nadrabiam zaległości i łza się w oku zakręciła … pamiętam Babcię siedzącą pod piecem (kaflowym, a jakże) i obierającą nam jabłuszka. Jak mi tęskno do czasów kiedy wracało się ze szkoły i już daleko od domu było czuć zapach obiadu. Marzę o krupniku którego nie jadłam od lat bo tylk babcia umiała taki zrobić. Moja mama jest babcią dla Julki, zabierze ją do muzeum, teatru … to też ważne. Ale mimo wszystko, chciałabym być babcią taką na wszystkie troski i kłopoty i czekać na moje wnuki ze smażonym chlebem albo racuchami drożdżowymi z jabłkami. Swoim wpisem przywołałaś zapach mojego dzieciństwa. Dziękuję. I przepraszam, bo wzruszyłam się okropnie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.