Rozmowa z Matką

To będzie bardzo osobisty, nostalgiczny wpis. Telepał się po mojej głowie od dawna, a może raczej powinnam napisać: nosiłam go w sercu. Musiał dojrzeć. Pisząc czułam piasek pod powiekami, a gdy go czytałam sprawdzając, parę razy łzy spadły na klawiaturę.
– Oj głupia, głupia, spłakać się nad własnym wpisem – pomyślałam.

Nigdy dotąd nie byłam tak mocno emocjonalnie związana z moją Mamą jak teraz. Po opuszczeniu domu rodzinnego, rzadko tam gościłam. Zwykle wpadałam jak po ogień, przejazdem, przy okazji. Żyłam własnym życiem. Moim domem stało się mieszkanie w Pruszczu.

Jakiś czas temu zadzwoniła Ewa. Parę dni wcześniej podarowałam jej moją książkę. Ewa to osoba wyzwalająca we mnie niesamowite pokłady pozytywnej energii, jednocześnie pozwalająca zrozumieć siebie samą i to co mnie spotyka.

Opowiadała jak to podczas lektury śmiała się i płakała na przemian. Wyraziła zdziwienie, że tak dużo pamiętam z dzieciństwa. Pod wpływem moich opowieści, korzystając z nieobecności męża, zaprosiła do siebie swoją Mamę i przegadały prawie całą noc.

O zmarłych pisać łatwo. Przeważnie dobrze albo wcale, bo nie wypada wywlekać starych brudów. Zresztą czas ma tą kojącą właściwość, że zaciera co było złe, bolesne, niedobre. Niestety często bywa tak, że bliscy odeszli zanim zdążyliśmy ich wysłuchać. Ksiądz Twardowski napisał: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą, zostaną po nich buty i telefon głuchy”.

Po rozmowie z Ewą chyba dojrzałam do tego aby poświęcić więcej czasu Mamie. Postanowiła przyjeżdżać do niej częściej i na dłużej, a nie tylko po to aby zrobić jej zakupy. Zapragnęłam usłyszeć i utrwalić jej historię. Dla mnie, dla mojego syna, dla brata i siostry, i dla tych, którzy chcą jej wysłuchać. Bo jak powiedział Krzysztof Kieślowski: “Życie każdego człowieka warte jest uwagi, ma swoje tajemnice i dramaty”.

Siądźcie więc ze mną w kuchni, w domu z czerwonej cegły, którego stare mury wstrząsają co chwila przewalające się pociągi. Mama siedzi w wózku inwalidzkim zapatrzona w okno, za którym widać świat zmarnowany, Orunia Anno Domini 2012.

– Kochałaś tatę? – pytam.

Odwraca w moim kierunku głowę. Z jej twarz znika ból. Patrzę w jej oczy i widzę jasne oczy młodej i odważnej dziewczyny, która kilkadziesiąt lat temu opuściła rodziną wieś jadąc do wielkiego miasta nad brzegiem zimnego morza. Mimowolnie dotykam jej rąk. Palce są lodowate i tak boleśnie zniekształcone.

Zadumana patrzy z powrotem w okno.
– Pokochałam najpierw jego dzieci, a potem jego samego – odpowiada.

Chyba boi się co o niej pomyślę, po tym dość odważnym wyzwaniu. Wie, że byłam, i nadal jestem, bardzo emocjonalnie związana z Tatą. Pewnie dawniej, gdy byłam młodsza, oburzyłoby mnie to, zabolało. Lecz życie nauczyło mnie, że oprócz bieli i czerni, są różne odcienie szarości. Cierpliwie czekałam co powie dalej.

Mama zaczęła swoją opowieść.

Miał na imię Andrzej. Był wysoki, o piwnych oczach i kruczoczarnych włosach. Pochodził z najbogatszej rodziny we wsi. Wybrał mnie z pośród wielu innych dziewczyn. Przychodził wieczorami i zabierał na spacer. Czasami odprowadzał pięć kilometrów do krawcowej, gdzie uczyłam się szyć. Pokochałam go miłością niewinną i pierwszą, lecz nadszedł czas poboru do wojska.
– Będziesz na mnie czekać? – zapytał.
– Będę – odpowiedziałam bez wahania.

Kiedy odjechał do naszej chałupy wpadła jego matka, a wraz z nią zimny jesienny wiatr.
– Nigdy nie pozwolę na ten ślub! Nigdy! Słyszysz? – krzyczała.

Kiedy listonosz przynosił listy, śmiała się cała wieś…”

Na wspomnienie tamtych chwil, po policzkach Mamy pociekły łzy. Wycierała je niezdarnie swoimi skrzywdzonymi przez reumatyzm palcami. Dołączyłam do niej.

Czułam się zaszczuta. Chciałam stamtąd za wszelką ceną uciec, i właśnie wtedy pojawił się twój Tata. Nie zaproszono mnie na wesele brata twojego ojca. Uszyłam pani młodej suknię. Nie chciałam zapłaty, to był mój ślubny prezent dla nich. Dzień po ślubie zostałam zaproszona na poczęstunek. Sądziłam, że goście weselni już odjechali. Nakręciłam włosy, ubrałam plisowaną sukienkę w kratkę i poszłam. Odjechali ale nie wszyscy, został twój Tata. Odprowadził mnie milcząco do domu. Ożywił się dopiero u nas, podczas rozmowy z moją mamą a twoją babcią. Dowiedziałam się, że ma dzieci, że żona zmarła młodo na raka płuc. Długo cierpiała.

Zaraz po świętach przyszedł pierwszy list: „Przyjedź, zobaczysz jak mieszkam.” Tylko tyle napisał na wyrwanej z zeszytu kartce w kratkę. Na kopercie adres – Gdańsk Orunia, ulica przy Torze.

Matka Andrzeja nie dawała mi spokoju. Spakowałam tekturową walizkę i ruszyłam w nieznane do Gdańska, wraz z siostrą Teresą. Tata czekał na gdańskim dworcu. Wiał zimny styczniowy wiatr. Miasto było poczerniałe, popalone, powoli odradzało się z popiołów.

– Daleko mieszkasz? – zapytałam. Bo niby skąd miałam wiedzieć gdzie jest ta Orunia.

– Nie, bliziutko – odpowiedział. Szliśmy więc we trójkę wałem, wzdłuż kanału Raduni, wiatr hulał niemiłosiernie, a ja zastanawiałam się czy dobrze czynię?

Mieszkał w jednopokojowym mieszkaniu z zadziwiająco dużą kuchnią. Na środku kuchennej podłogi bawiło się troje małych dzieci. Patrzyły na mnie wielkimi, przestraszonymi oczyma, w których widziałam straszliwą tęsknotę za matką, które je tak nagle opuściła.

– Zostaniesz? – zapytał.

Zostałam. Na całe życie.

Teresa pojechała do domu załatwić ślub cywilny, który wzięliśmy 24 stycznia 1964 roku. Niedługo później przyszedł list. Na kopercie nieznanym charakterem ktoś napisał Hanna Wolska. Był to list od matki Andrzeja

Wracaj – pisała – Andrzej chciał popełnić samobójstwo. Wracaj! Pozwalam na ślub.

Nie mogłam zostawić dzieci, które pokochałam jak swoje. Później po cichu przyszła miłość do ojca.”

Mama skończyła opowiadać.

– Wiesz coś o Andrzeju? Co teraz robi, gdzie mieszka? – spytałam zadumana.
– Długo leczył rany, później ożenił się z jakąś Anną. Mówili, że była do mnie podobna. Do mnie właśnie mówił Anna, zamiast Hanna.

Notkę zakończę pytaniem: czy w dzisiejszych czasach są ludzie skłonni do takiego poświęcenia?

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „Rozmowa z Matką

  1. baba pisze:

    Piekna i smutna historia.
    Ilez serca jest w tym prostym opowiadaniu!

    Nie wiem, co bym zrobila w takiej sytuacji.
    Zbieraj Oruniu te perelki i nawijaj na klawiaturze!
    Warto!

    • graszka pisze:

      Babo, jesteś 🙂 czytasz 🙂
      Bardzo często jest tak, że jednym tchem mówimy jakbyśmy postąpili w takiej czy innej sytuacji, ale dopiero zderzając się z nią wiemy jak postąpimy.
      Z tym nawijaniem Babo coraz trudniej. Staram się nie pisać o swoich pracodawcach, ale taki dom widziałam po raz pierwszy a sprzątam już przecież parę lat. W pięć godzin udało mi się zaledwie wysprzątać dwie, wcale niewielkie łazienki. Szóstą godzinę poświeciłam na sprzątanie pralni Szorowałam szczotką ryżową, szczoteczką do zębów, na kolanach. Pani telefonicznie uprzedziła mnie, że dom wymaga kobiecej ręki. Nie sądziłam, że tak można zapuścić piękny dom. Nie czuję rąk. Kiedy już wychodziłam, sprawdziła moją pracę i dała do stawki umówionej 2 zł więcej. Miły gest z jej strony. A wiesz co najbardziej mnie wkurzyło? Poszłam do sklepu i , wydałam je w 15 minut.

  2. Miśka pisze:

    Chylę czoła…Pozdrawiam

  3. Klarka Mrozek pisze:

    kierowała się głosem serca:) ja jakoś nie widzę Jej szczęścia przy boku tego pierwszego mężczyzny, którym rządziła matka.

  4. AnkaW. pisze:

    ech… jak to dobrze, że odbyłaś tą rozmowę z Mamą. Ile pod tym wyznaniem jest ukrytych myśli, emocji, uczuć, to tylko można się domyślać. W tym krótkim fragmencie jest materiał na powieść.

  5. lui pisze:

    Piękne zdjęcie, takie bardzo refleksyjne. Tak musiało być.
    Podziwiam Twoją mamę, była przecież młodziutką kobietą. Trójka dzieci to ogromna odpowiedzialność. Dodatkowo dochodzi jeszcze pamięć o mamie, zmarłej mamie.
    Na pewno czasami bywało ciężko.

    • graszka pisze:

      Oj bywało. Widzisz Liu jak to jest rodzice wychowują piątkę, szóstkę dzieci. A później one nie mają czasu dla swoich ojców czy matek. To jest smutne

  6. Nivejka pisze:

    Są… Nawet znam takich:)

  7. majka pisze:

    Czy obecnie, to znam kilka takich osób.
    W latach 50-tych ub wieku, pobrali się wdowa z wdowcem – ona miała piątkę, on dwoje dorastających dzieci, z tej dwójki jest mój tat, a cała siódemka była zgodnym rodzeństwem. Piszę była, bo dziś tylko taty brat może jeszcze słowem poświadczyć, że to było troskliwie opiekujące się rodzicielstwo.

  8. Tetryk56 pisze:

    Piękna opowieść o trudnym życiu…
    Jeden fragment opowieści Mamy nie jest dla mnie zrozumiały:
    Kiedy listonosz przynosił listy, śmiała się cała wieś…
    Trudno mi zrozumieć istotę tej wesołości.

    • graszka pisze:

      Mi też było trudno to zrozumieć.
      Szyderczy śmiech boli tak samo jak słowa

      • majka pisze:

        Wiejską społeczność długo musiałam oswajać do mojej inności, dla nich byłam tą pańcią z miasta, tą , która inaczej się ubierała, inaczej mówiła, i tą, która zagarnęła innej chłopaka dla siebie :). Bolało, bardzo trudno było mi się wtopić w inne ich postrzeganie, trudno było tak z dnia na dzień przekonać, że jestem też prostą dziewczyną .
        Tetryku, może po moich doświadczeniach, ta „wiejska wesołość” była dla mnie bardzo czytelna, choć moje różnią się od tych, o których Graszka opisuje.
        Poza tym , trzeba wziąć poprawkę na czas, kiedy ta „wesołość” była. Dzisiaj te różnice : bogaty-biedny, miastowy- ze wsi, nie są już tak istotne jak dziesiąt lat temu.
        🙂

  9. GPS pisze:

    A swoją drogą, to Twój Tata miał oko do Kobiet 🙂

    Buen Camino

  10. jestem3xl pisze:

    Piękna, życiową historia… Znałem taką kobietę… ale w dzisiejszych czasach ciężko o podobne zachowanie…

  11. Kneź pisze:

    Myślę, że dobrze wybrała, chociaż wtedy to była chyba desperacja? Małe miejscowości czasami strasznie przytłaczają. Teraz jest trochę inaczej – łatwiej oparcie znaleźć, bo ze śmiechem i wytykaniem palcami to chyba niewiele się zmieniło?

  12. ania.mania pisze:

    Też jakoś trudno zobaczyć szczęśliwą Twoją Mamę u boku Andrzeja … Stajemy w swoim życiu przed różnymi trudnymi wyborami a Twoja Mama okazała się być mądrą, ciepłą kobietą będąc będąc tak młodą dziewczyną.
    Znam Graszko podobną historię, niestety ta kobieta nie doczekała się własnych dzieci, ma męża despotę. Na szczęście dzieci które wychowała kochają ją prawdziwą rodzicielską miłością.

    Jak zwykle zachwycasz umiejętnością wychwycenia i przekazania ciepła, wrażliwości słowem i obrazem.

    • graszka pisze:

      Mój tata nie chciał mieć więcej dzieci, sądził, że kiedy mama urodzi „swoje” przestanie kochać jego. Trudno mi oceniać, czy byłam traktowana lepiej. Ja myślę, że nie ale moja opinia nie jest obiektywna. Jak pokochało Mamę moje rodzeństwo? Zapewne kiedyś ich o to zapytam. Jedno wiem na pewno wiele dobrego spotkało mnie od brata i siostry. Zresztą długie lata żyłam w nieświadomości. Będąc już panienką, kuzynka w wielkiej złości powiedziałam mi, że to nie jest moje rodzeństwo. Swój bun okazałam im. Mimo tego wszystkiego, zawsze mogłam na nich liczyć. Teraz nie mamy dla siebie czasu, ale ja wierzę w to, że to się zmieni. Czasami, tak jak dzisiaj bardzo mi ich brakuje. Każde z nas ciężko pracuje, ma swoje rodziny swoje kłopoty.

      Moi kochani czytelnicy wybaczcie jeśli omijam wasze blogi, zapominam komuś podziękować. No tak teraz mi się przypomniało. Klarko dziękuje za nasiona, dziękuje też za wyróżnienie bloga. Mam ostatnio zły okres. I teraz napiszę „pożywkę” dla kibicujących mi inaczej. Zawsze mówiłam synowi, że nie ważne kim będzie, co będzie robił, czy będzie prawnikiem czy listonoszem. Ważne, żeby był zadowolony z tego co robi. Mówię to synowi a wykonuję zawód, który daje mi utrzymanie ale nie satysfakcjonuje. Chyba źle to określiłam. To nawet nie chodzi o satysfakcję ale o fizyczne zmęczenie. Muszę coś zrobić, coś zmienić. Albo nauczyć się sprzątać inaczej, bez szczoteczki do zębów albo pomyśleć o zmianie pracy. Stara już jestem. A dzisiaj zmęczona życiem

  13. Letnia sukienka, a może baba z lasu... pisze:

    Uwielbiam tę mądrość życiową, do której trzeba… Hmm… Dojrzeć

    P.S
    Pozdrawiam Graszko

  14. graszka pisze:

    Letnia sukienko, masz rację do wielu rzeczy należy dorosnąć, do takich rozmów też 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.