Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu …

Podczas wystawy fotograficznej „Zrozumieć sierpień 80” rozmawiałam z Piotrem, który  prowadzi portal „Moja Orunia”. Rozmowa zeszła na temat ludzi bogatych. Opowiedziałam mu o mojej nowej pracodawczyni, Pani Zosi, która jest osobą majętną.

– Napisz, bo w nas jest stale przekonanie, że biedny to ten dobry i pokrzywdzony, a bogaty to zły wyzyskiwacz – stwierdził.

Z panią Zosią poznałyśmy się przez przypadek. Koło mojego bloku znajduje się kiosk z gazetami, gdzie można też kupić kawę, którą piję w nieprzyzwoitych ilościach. Pani Zosia jadąc do pracy wstępuje tam po gazety.

Pewnego dnia zapytała właściciela, czy nie zna kogoś zaufanego kto zechciałby sprzątać jej dom. Kioskarz, czym bardzo mnie zaskoczył, polecił mnie.

Dzień później o umówionej godzinie czekałam przed kioskiem. Z samochodu wyskoczyła uśmiechnięta, zadbana kobieta. Oceniłam ją na pięćdziesiąt lat, dopiero później, gdy myłam okna w jej gabinecie, a ona wycierała kurze z bibelotów, dowiedziałam się, że jest po siedemdziesiątce.

Dom pani Zosi jest niesamowity i bardzo mi się podoba. Na ścianach wiszą pastelowe obrazy namalowane przez zięcia pani domu. Wnętrza wykończone są w drewnie. Mnóstwo tu starych przedmiotów, i nie są to pamiątki rodzinne. Zapewne Pani Zosia spędza mnóstwo czasu na portalach aukcyjnych 🙂

Którego razu gospodyni zauważyła, że kuleję. Spytała co mi się stało. Opowiedziałam o trwającym już od dłuższego czasu bólu kolana. Zadzwoniła przy mnie do prywatnej przychodni, zarejestrowała na usg, i do najlepszego w trójmieście ortopedy. Na jej koszt, bo gdzież by mnie było stać na to.

Chcąc odwdzięczyć się za ten bardzo miły gest, podarowałam jej świeczkę, którą sama ozdobiłam, i moją książkę. A kiedy sprzątając dom jej córki zobaczyłam, że zbiera przedmioty z podobizną Marilyn Monroe, ofiarowałam jej swoją szkatułkę właśnie z tą aktorką.

Pracuje u niej we wtorki, przez cztery godziny. Kiedy jest w domu, towarzyszy mi ścierając kurze.
– Ludzie oczekują cudów, takich biblijnych, a czy nie jest cudem fakt , że się spotkałyśmy? – powiedziała któregoś razu.

Zaskoczyła mnie tym stwierdzeniem. Coś w tym jest. Odpadł mi jeden klient, wpadłam w tarapaty finansowe, i z nieba spadła mi Pani Zosia. Cud?

Pani Zosia nie pochodzi z bogatego domu. Do wszystkiego co ma doszła własną, ciężką pracą. Na początku wraz z mężem, wydzierżawili kawałek ziemi. Założyli szklarnię i zaczęli hodować róże. Początki były trudne. Róże więdły, innym razem krowy staranowały szklarnię. Pracowali od świtu do nocy. Rozwalającym się małym fiatem rozwozili róże po kwiaciarniach.

Może dlatego, że w młodości poznała smak ciężkiej pracy, Pani Zosia szanuje ludzi, a zwłaszcza tych ciężko pracujących.

Jeszcze nigdy nie wyszłam od niej z pustymi rękami. Bardzo często oponuję, ale pani Zosia nie daje za wygraną. Obdarowywanie sprawa jej wielką radość.

– Wiem, wiem co chcesz powiedzieć, tak nie można, ty jeszcze się z tym nie spotkałaś, a ja ci mówię, że spotkasz nawet lepszych ode mnie, tylko ceń swoją pracę, nie chwytaj się wszystkiego – mówi uśmiechając się ciepło.

Wiele dobrych opinii słyszałam na jej temat. Opiekuję się sparaliżowaną dziewczynką. Kiedy zobaczyła, że nie mają łazienki, postarała się o dofinansowanie z miasta, a znaczną część wyłożyła z własnej kieszeni.

Na drugim biegunie jest żona marchewkowego króla, o której pisałam we wpisie „Praca czyni wolnym”:

…żona właściciela kiedyś sama pracowała przy zbiorze marchewki. Właściciel przetwórni zakochał się w niej, i tak oto została majętną kobietą. Bardzo szybko zapomniała jak ciężko pracuje się w polu. Nie miała za grosz dla nas litości. Goniła wszystkie pracownice, stale okazując niezadowolenie.”

Ludzi nie można szufladkować. Człowiek bogaty wcale nie musi być zły. Jego majątek nie musi wynikać z wyzysku, oszustwa czy kradzieży. Wiele z tych osób doszło do niego własną ciężką pracą. Być może pomogło im też szczęście, znaleźli się we właściwym miejscu i czasie. Tymczasem w naszym społeczeństwie wciąż funkcjonują dawne schematy: bogaty to złodziej, oszust, badylarz, prywaciarz, wyzyskiwacz.

Krytykuję ludzi, którzy nie szanują ludzkiej pracy, depczą czyjąś godność, wykazują się brakiem elementarnej kultury osobistej, a tacy są też i pośród mniej zamożnych. Choć takie zachowania ze strony zamożnych bardziej bolą. Chciałoby się aby oni świecili przykładem, bylibyśmy wtedy bliżej krajów zachodniej Europy, a nie trzeciego świata.

PS. Zmieniłam imię bohaterki.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu …

  1. Miśka pisze:

    Bardzo się cieszę czytając takie opowieści – za dużo tego, co złe w koło nas!Ale mimo wszystko wierzę, że dobra więcej, tylko za mało o tym mówimy:)Pozdrawiam

  2. Baba ze wsi pisze:

    Do dobrego kręgu trafiłabyś z poleceń od pani Zosi właśnie – bo to przeważnie tak jest, że ludzie trzymają się z podobnymi sobie (oczywiscie są wyjątki). Ten dobry krok już masz za sobą – może być tylko lepiej 🙂

    Jutro będziemy przejeżdżać (na Stogi) – w końcu 🙂

  3. AnkaW. pisze:

    Świetnie, że podzieliłaś się ta historią, fajnie jest umieć zauważać dobro. Pozdrawiam serdecznie

  4. ania.mania pisze:

    Graszko, życzę Ci abyś tylko Panie Zosie spotykała w swojej pracy. To chyba tak jest, że człowiek, który to co ma zawdzięcza swojej ciężkiej pracy szanuje pracę innych ludzi i ich samych. Mam nadzieję, że ten cud spotkania Pani Zosi spowoduje, że krąg pracodawców ulegnie zmianie 🙂

  5. dudi pisze:

    dobrze, Graszko, że napisałaś o pani Zosi i dobrze, że ją spotkałaś – pozdrowienia dla Ciebie i dla niej 🙂

  6. graszka pisze:

    Mimo zmęczenia, to był dobry dzień w pracy. W apartamencie w którym sprzątam od niedawna leżała kartka ” jesteśmy bardzo zadowoleni, gdyby potrzebowała pani referencji, napiszemy” To było miłe. Już sam fakt, że ktoś powierza mi klucze do swojego domu jest ogromnym zaufaniem. Muszę jedynie odpocząć, może uda się w ten weekend 🙂

  7. Ada pisze:

    Graszko, dobrego człowieka właśnie po tym poznać, że szanuje ludzi.
    Nie ma znaczenia wykształcenie, zawód, to, co robi się w życiu, z jakiej rodziny się pochodzi, najważniejsza jest właśnie ta życiowa mądrość, dobroć, szacunek dla innych, pokora wobec codzienności.
    Człowiek wykształcony bez tej mądrości życiowej, poszanowania innych, nie reprezentuje sobą nic.
    Takie jest moje zdanie.

    Pozdrawiam Ciebie bardzo serdecznie.
    Lubię do Ciebie zaglądać. Tak ładnie i lekko piszesz.

    Ada

  8. GPS pisze:

    Graszko pogratulować intuicji 🙂

    Dziś nawet o tym wielbłądzie to nawet w paru miejscach próbowano wspomnieć Mk 10, 17-26. I właśnie w tym kontekście padają słowa „Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe»” Mk 10,27.

    Dobrze jest przekonać się, że Słowo żywe jest – dziękuję.

    Buen camino

Możliwość komentowania jest wyłączona.