Czosnek Ostrowskiego

W środy i piątki sprzątam u prawnika. Ponieważ to jest duży dom, sprzątanie zostało rozłożone na dwa dni. W środy sprzątam górę – dwie łazienki, trzy dziecięce pokoje i sypialnię. Zajmuje mi to średnio cztery godziny. Piątą godzinę poświęcam na prasowanie. Bywa, że prasowania jest więcej, niedawno urodziło się im kolejne maleństwo, wtedy muszę zostać dłużej.

Sprzątanie to ciężka, fizyczna praca, w dodatku mało twórcza. Polega na wykonaniu szeregu tych samych czynności. Zaczynam od łazienki dzieci, potem przechodzę z pokoju do pokoju, układam ich zabawki, ścielę łóżka, porządkuje rzeczy, ścieram kurze, odkurzam i myję podłogi. Nie uznaję mopów, dlatego bardzo często myję ją na kolanach. Potem zabieram się za sypialnię rodziców i przylegającą do niej łazienkę.

Nie będę ukrywać, nie lubię mojej pracy. Mimo to czuje satysfakcję, kiedy wychodząc widzę uśmiechniętą i zadowoloną żonę prawnika.

Kiedy pożegnałam się z moim stanowiskiem w biurze, i zamieniłam szpilki i garsonkę na mopa i odkurzacz, miałam tylko jeden dom do sprzątania. Załatwiła mi go Honia. W pozostałe dni tygodnia odbębniałam prace zlecone. Z czasem klientów mi przybyło. Teraz sprzątam codziennie.

Wracam zmęczona do własnego domu, a on też prosi się chwilę dobroci dla niego. Wieczorami próbuję nadrobić zaległe prace zlecone. Trzeba też zająć się synem, i zwierzakami. Wysłuchać, nakarmić, wypieścić.

Nie narzekam, większość kobiet właśnie tak pracuje, proszę nie odbierać tego wpisu jako ubolewanie nad swoim losem. Jestem jedynie odrobinę zmęczona, i przytłoczona obowiązkami, ale do brzegu, jak powiada Ewa z Oruni. Nie miałam pisać o zmęczeniu.

Prasując prawnicze koszule, planowałam jak zaoszczędzić, w ramach mojego skromnego budżetu, pieniądze, które będę musiała włożyć w Eden na wiosnę. Wpadłam na pomysł odkładania tego co zarobię podczas godzin nadliczbowych. Zastanawiałam się czy mam w domu jakąś skarbonkę, której nie da się w razie czego rozbić, gdy przypili.

Zadzwonił telefon.
– Mamo, dostałaś przesyłkę – to był syn.
– Przesyłkę? – mocno zdziwiłam się, bo niczego nie zamawiałam. Płyty CD od mojego przyjaciela Alka już dawno dotarły, więc co to mogło być?
– Otwórz – poprosiłam syna.

To była przesyłka od Magnolii, którą poznałam na pewnym forum ogrodniczym. Magnolia to młoda kobieta z dużą wiedzą na temat urządzania ogrodów, której ja niestety nie posiadam. Jakiś czas temu zaproponowała mi bezinteresowna pomoc w ujarzmieniu Edenu. Jestem jej za to niezmiernie wdzięczna. Mimo że jest mocno zapracowana, udziela się na forum, niosąc pomoc takim żółtodziobom jak ja.

Kiedy syn czytał mi dołączony do przesyłki liścik, nie mogłam powstrzymać wzruszenia. „Czosnki ostrowskiego – ja je bardzo, bardzo lubię. Kiedy sadziłam je, pomyślałam, że fajnie by było Cię nimi obdarować. Może kiedyś wiosną Cię oczarują, może poprawią nastrój.” – napisała Magnolia.

Droga Magnolio,
nie potrafiłam powstrzymać łez. Dla mnie te niewielkie cebulki to coś więcej niż tylko kwiaty na wiosnę. To wiara w dobroć ludzi, która zawsze wzbudza we mnie łzy wzruszenia. Bardzo tego potrzebowałam w tych ostatnich, ciężkich dniach.

Serdecznie dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Czosnek Ostrowskiego

  1. magnolia pisze:

    musiałam się zalogować u Ciebie.
    Miałam nadzieję że dodam Ci odrobinę czegoś dobrego, miłego choć na chwilę.
    Cieszę się że się udało.
    Ale nie myślałam że Cię wzruszę.
    Lubię kiedy się uśmiechasz ,lubię o tym czytać.
    Twoją książkę czytam wolno, kiedy mam wolną chwilę, więc towarzyszysz mi przez ostatnie 2 tygodnie.

    • graszka pisze:

      Udało się, i dzięki Tobie dzisiaj się uśmiechałam 🙂
      Bardzo lubię czosnek, widać go zresztą na butelkach. Jutro długo pracuje, ale w sobotę go posadzę …..już nie mogę się doczekać.

  2. :) pisze:

    🙂 to faktycznie bardzo miłe:)

  3. Klarka Mrozek pisze:

    to rzeczywiście bardzo ciężka i żmudna praca, podziwiam Cię za siłę i wytrwałość, i że masz jeszcze w sobie tyle optymizmu. Serdeczności!

    • graszka pisze:

      Klarko, czasami brakuje mi tego optymizmu, a o jutrzejszym dniu nawet nie chce mi się myśleć. Czeka mnie apartament, gdzie wszystko jest na wysoki połysk i kamienica 300 m. To wyjątek, staram się nie sprzątać w dwóch miejscach w jednym dniu, fizycznie nie daję rady. Wychodzę o 6 wrócę o 20.
      Dzięki Magnolii, która projektuje ogrody mam nadzieję uporać się z Edenem w przyszłym roku i wtedy już będę odpoczywała 🙂 Ogród dla mnie to taki mały promyczek na zachmurzonym niebie.

      • Baba ze wsi pisze:

        Jakoś w to nie wierzę 😀 Że będziesz odpoczywała :))
        Ty chyba lubisz mieć zajęcie, nie siedzieć bezproduktywnie…

  4. jestem3xl pisze:

    Sprzątanie to jedna z najcięższych prac. Dobrze gdy jest doceniana. Ja też wolę myć podłogi na kolanach. Życzę więcej takich listów niespodzianek 🙂

  5. Nika pisze:

    Faktycznie, sprzątanie to ciężka, fizyczna mordęga. Nawet akie niespieszne i we własnym domu może wymęczyć.

    Śliczne te buteleczki z motywem czosnku:)

    Ale przyznam, że ja na czosnek ozdobny lubię tylko patrzeć. broń Boże nie wąchać, bo strasznie śmierdzi:)

    mła:)

  6. AnkaW. pisze:

    Naprawdę muszę Cie poprosić o adres, bo przecież coś ogrodniczego może mi wpaść w oko lub ręce i wtedy będę wiedziała komu to sprawi radość. I to jaką!

  7. beta pisze:

    przepiękny dar serca otrzymałaś Graszko:-)

    masz moc Dziewczyno, bardzo Ci kibicuję:-)

  8. graszka pisze:

    Miałam dzisiaj szczęście, pokój bilardowy nie został jeszcze pomalowany dlatego skończyłam szybciej sprzątanie w kamienicy. Dziesięć godzin sprzątania to ponad moje siły. Nika masz rację, sprzątanie wymęczy, tym bardziej, że to dla ludzi jest inne. W domu zrobisz sobie przerwę na kawę, włączysz muzykę. Moją przerwa na śniadanie była w aucie, kiedy jechałam z apartamentu do kamienicy. Powinnam teraz popracować nad pracami zleconymi , ale nie potrafię sklecić nawet prostego komentarza. A buteleczki, to moje pierwsze prace 🙂
    Kiedy wróciłam do domu i wspólnie z synem przygotowywaliśmy obiad, rozbawił mnie
    – mamuś jesteś zmęczona? zapytał
    – wiesz nawet gadać mi się nie chce – odpowiedziałam
    – no to możemy popisać.
    I jak tu się do niego nie uśmiechnąć.
    Aniu ja wiem, że ty masz dobre serducho, jeśli wpadnie coś Ci w ręce, to ja bardzo będę się cieszyła 🙂
    Beta dziękuje
    Jestem 3xl – w tych domach w których obecnie pracuję, nie mogę narzekać. To ludzie o wysokiej kulturze. Rozmawiałam dzisiaj z panią z apartamentu. Bałam się u niej pracować, nie wiem dlaczego ale wydawało mi się, że ktoś kto pracuje w wojsku, będzie miał wysokie oczekiwania co do porządku. Pani jest tak zadowolona, że chciałaby, żebym sprzątała u jej teściów i szwagierki. Zrobił się popyt na osoby sprzątające. Syn sobie dzisiaj ze mnie żartował stwierdzając – mamo a może my zatrudnimy osobę do posprzątania 🙂 Nie wiem co chciał mi przez to powiedzieć albo, że mamy bałagan albo to, że tak mało się płaci osobie sprzątającej, że i nas było by stać.

    • majka pisze:

      Graszko ,Twój syn ma świetną propozycję !
      To nie jest nowość na rynku pracy.
      On jest już pełnoletni, Ty wciąż miotasz się, że robota na „czarno”, a robotę, którą wykonujesz wielu ludzi docenia i poleca w inne miejsca.
      Mają ludziska do Ciebie zaufanie, a Ty masz zapewne w swoim kręgu znajomych, których z polecenia zatrudnisz.
      Wiem, formalności biurokracyjne są okropną barierą.
      Zetknęłaś się też z pracodawcą na zlecenie (paskudne porządkowanie z jednym wiaderkiem wody) – budynek nowo postawiony dla lokatorów , i terminy, terminy gnają … !
      Orzesz, kiedy to ja ostatnio myłam podłogi na kolanach ?, aaaaa , już wiem – rok temu , a może mniej ? 🙂
      A po mojemu, to syn nakłania Ciebie do założenia firmy, dajmy na to pt :
      „Twoja skarbonka i zdrowie – to JA – profesjonalne uporządkowanie m’3 , lub XXX x 3 – pranie i prasowanie wliczone w koszty brutto”

      Może to , co napisałam jest jak z kabaretu wzięte, ale może warto spróbować ?
      Pozdrawiam , pozdrawiam bardzo serdecznie.
      słoneczniki proszą o fotkę – 🙂 🙂 🙂

  9. Nivejka pisze:

    Raz na wozie raz pod wozem jak to mówią. Dobrze, że masz Eden… I przyjaciół:)

  10. beta pisze:

    Majka ma dobry pomysł z zarejestrowaniem własnej firmy:-)

    pomyśl o tym Graszko:-)

    mogłabyś zatrudniać zaufane osoby a tym samym po jakimś czasie mieć mniej pracy fizycznej, pozostało by Ci tylko zarządzanie;-)

  11. graszka pisze:

    Majko i Beta, są lokomotywy i są wagoniki. Ja należę do tych drugich. Zawsze miałam szefa i jakoś nie wyobrażam sobie siebie jako osobę zarządzającą. Sprawdzałam, firm sprzątających jest dosyć sporo, zresztą sama kiedyś pracowałam w takiej firmie. Też na czarno.
    Przyszły tydzień będzie spokojniejszy, większość osób wyjeżdża. Nadrobię prace zlecone, pobędę więcej z synem, odpocznę.

  12. Tetryk56 pisze:

    Własna firma to nie samograj, a zalegalizowanie i oskładkowanie pracy ma swoje zalety, ale ma i swoją cenę. Na pewno wymaga starannego przemyślenia.

Możliwość komentowania jest wyłączona.