Alchemia słowa

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie wpis o moim synu, i kiedy w końcu dzisiaj postanowiłam go napisać, zupełnie mi nie idzie. Coś napiszę, skasuje, znowu napiszę, słowa nie chcą się kleić. Białe oko monitora patrzy na mnie w oczekiwaniu.

Zastanawiam się dlaczego tak trudno ubrać w słowa tekst, który kołacze się po zakamarkach mej głowy. Przecież tak wiele mam o nim do opowiedzenia, a może sęk w tym, że za dużo?

Życie pędzi jak rozpędzony do granic możliwości ekspres, z którego wypadł maszynista. Zdarzenie depcze po piętach zdarzeniu, chwila goni chwilę, i jeśli nie przekuję tego w słowa, to bezpowrotnie znikną, jak mijana w pędzie stacyjka.

Jak choćby to:

Któregoś dnia wracaliśmy autem z Gdańska.
– Mamo, a pamiętasz jak babcia robiła kiedyś racuchy z jabłkami?

Nie zaskoczył mnie. Często rozmawiamy o posiłkach, razem planujemy, a od jakiegoś czasu nawet pomaga mi sam z siebie, w kuchni. Po raz kolejny zaskoczył mnie swoją pamięcią. Przecież już tyle lat minęło odkąd nie mieszkamy w oruńskim domu z czerwonej cegły.

– Może byś zrobiła – dodał. – Zadzwoń do babci, na pewno powie ci jak.
Spojrzałam na niego znad okularów.
– Koniecznie racuchy, a nie mogą być naleśniki?

Jego mina mówiła sama za siebie.

Zadzwoniłam do mamy po instrukcje. Po drodze kupiliśmy drożdże. Mama nie pamiętała dokładnych proporcji, ale od czego jest wujek dobra rada Gugiel. Poszło dość sprawnie. Syn nie mógł się doczekać, co chwila zaglądał do miski z rozczynem. Gawędziliśmy o szkole, autach i działce.

Kiedy tak wspólnie gotujemy, zawsze przypomina mi się rozmowa z siostrą, podczas której żaliłam się, że nie mogę porozumieć się z synem. Słuchała nie przerywając mi.
– Daj mu czas, on zrozumie – powiedziała w końcu.

Dobrze zapamiętałam jej radę. Od tamtej sytuacji minęło wiele lat. Syn wydoroślał i zrozumiał. Mam w nim teraz oparcie. Nie jest idealnie, czasem się kłócimy, ale coraz rzadziej.

Miałam takie ciche marzenie, żeby przejechać się kiedyś kabrioletem. Ot poczuć wiatr we włosach, słońce na twarzy. Zupełnie o tym zapomniałam, ale on pamiętał. Podczas jednego ze spotkań klubowych, poprosił kolegę, posiadacza sportowego kabrioleta, o małą przejażdżkę ze mną. Pamiętał.

Czułam się rozdarta i nieszczęśliwa kiedy zarzucał mi, że stale pracuję, i poświęcam mu tak mało czasu. Teraz jest inaczej. Kiedy po ciężkim dniu pracy, siadam wieczorem przed komputerem do prac zleconych, otwiera po cichu drzwi.
– Pracujesz? – pyta. Patrzę w jego stronę, a moje serce przepełnia bezgraniczna macierzyńska miłość, i nie wiem co bym zrobiła bez niego.

Życie składa się z setek tysięcy ulotnych chwil, z których część pozostaje w pamięci, ale znacznie większa ginie bezpowrotnie. Dobrze, że dawno, dawno temu nauczyliśmy się pisać.

Piszący jest niczym alchemik, mieszający tajemne składniki w moździerzu. To co ulotne zaczarowuje w słowa, przelewa na papier, bądź rzeźbi w bitach. Będzie co czytać po latach, wspominać.

A kiedy nas już nie będzie, to może ktoś (syn? jego wnuki? Archeolog?) zaduma się nad tym, czym kiedyś żyliśmy, co grało nam w sercach.

Ps. Racuchy wyszły takie sobie, ale co tam. Pierwsze koty za płoty.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślania przy kawie, Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

31 odpowiedzi na „Alchemia słowa

  1. Klarka Mrozek pisze:

    z jaką miłością napisane:) rozczuliłam się bo wiesz, od razu myśli płyną w jedną stronę. Racuchy wyglądają smakowicie!

  2. jestem3xl pisze:

    Pierwsze koty za płoty, w tym przypadku pierwsze racuchy na talerz. :)) Miałem ten sam problem, kiedy pisałem o najbliższych…

  3. Baba ze wsi pisze:

    Te najbardziej emocjonalne sprawy najtrudniej przelewać na „papier”…
    A Karol jest tak dla Ciebie ważny, że nic dziwnego 🙂

    P.S. Mało tłuszczyku tym racuchom :d One lubią jak pączki 😉

  4. magnolia pisze:

    wzrusza mnie bardzo wszystko co piszesz o swoim dziecku. Pewnie mamy tak wszystkie, które jesteśmy matkami ( a może wszyscy, którzy jesteśmy rodzicami?).
    Być rodzicem to niezwykła rzecz, słodka, czasem gorzka. Tu chyba najbardziej dorastamy i mierzymy się sami ze sobą.

  5. AnkaW. pisze:

    Jesteś dla mnie mistrzynią słowa. To, co napisałaś wystarczy. Pozdrowienia dla Twojego dojrzałego syna.

  6. majka pisze:

    Racuchy wyglądają …, że aż ślinka leci.
    Ani się obejrzysz , jak syn z gniazda wyleci ..,
    Ale zrymowałam 🙂 , a przecie ja nie z okolic Częstochowy , hihiih
    Napisz więcej też o Frani i Maxsie, dawno o nich notki nie było.

  7. Tetryk56 pisze:

    Dobry związek z własnym dzieckiem nie jest tak częsty, jak by się wydawało – ale to najlepsza rzecz, jaka się w życiu zdarza!

  8. graszka pisze:

    Bardzo wam dziękuje.
    Tak jak napisała Magnolia byciem rodzicem nie jest proste. Nie jedną łzę smutku ale i radości uroniłam.
    Majko chciałoby się napisać chwilo trwaj, ale wiem, że ona nie jest wieczna. Za parę lat syn odejdzie z domu rodzinnego. I wtedy ja, jak teraz moja mama, będę czekała na odwiedziny dzieci, wnuków. Frania i Max w jednym domu byli, z jednej miski mleczko pili. Napiszę, jak tylko uporam się z pracami zleconymi, jestem w lesie a koniec miesiąca już za rogiem 🙁
    Ps. Nie wiem czy za mało oleju, one jakieś twarde wyszły 🙂

    • majka pisze:

      Graszko, to moje osobiste PS, dzieci mają prawo do swojego dorosłego życia, wylatują z gniazda, a największym podziękowaniem dla rodzicieli są ich powroty i wspólne spędzanie czasu. Taki mieliśmy ostatni czas piątkowo-niedzielny, taki będzie też wspólny wyjazd w najbliższych dniach.
      Pozdrawiam Waszą gromadkę 🙂

    • Baba ze wsi pisze:

      Bo jabłka się nie rozpuściły pewnie 🙂 Pod przykryciem przynajmniej jedną stronę 🙂 A potem ten tłuszcz można osączać na serwetkach jak pączki.

  9. ania.mania pisze:

    Ty Graszko jesteś prawdziwym Alchemikiem.
    O tych, którzy są dla nas tacy bliscy pisać najtrudniej, bo czy słowem można wyrazić wszystko co się czuje? Ty to potrafisz.
    Buziaki i dbaj o siebie!

  10. szelma111 pisze:

    Przeczytałam i zdałam sobie sprawę, że bliski kontakt z dorosłymi dziećmi daje poczucie bezpieczeństwa i radości. Ja nie muszę czekać aż syn przyjedzie, mieszka z rodziną za ścianą i widzimy się prawie codziennie. Jest to najwspanialszy skarb…

  11. Incitatus pisze:

    Dziwne, napisałem dwa zdania i żadnego z nich nie widzę. Cenzura?

    • graszka pisze:

      Pierwszy komentarz musi być przeze mnie potwierdzony, że nie jest spamem. Przepraszam, że tak długo czekałaś na zatwierdzenie. Na bloga od kuchni zaglądam sporadycznie 🙂

  12. szelma111 pisze:

    Najwięcej szczęścia jest, gdy dwa pokolenia się rozumieją i kochają. Ten tekst mi o tym przypomniał…

  13. Alla pisze:

    Sercem pisane:) Witam… i słowo, że będę stałym czytelnikiem. Serdeczności:)

  14. beta pisze:

    Grażynko:-) mądrość życiowa bije z Twoich postów, lubię Cię czytać, jak mawia mój wujek „Mądrego to i dobrze posłuchać”:-), więc pisz, a ja będę słuchać:-)

  15. iwona pisze:

    to bardzo ładne takie kobiece , refleksyjne ciepłe

    • graszka pisze:

      Dziękuje.
      Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie z czego jestem dumna, to właśnie z syna. Mimo, że uczy się średnio, i czasami przysparza kłopotów. Rośnie na dobrego człowieka, a to jest dla mnie ważne 🙂

  16. szelma111 pisze:

    Dlaczego nie mogę się tu zalogować, żeby wpisać komentarz?

  17. szelma111 pisze:

    A to ciekawe! System przyjął bez logowania!!!

Możliwość komentowania jest wyłączona.