Stara kobieta

Stara kobieta siedzi samotna w kuchni. Jest zimno. Nie ma siły zejść do piwnicy i napalić w piecu. Nie ufa swoim schorowanym słabym nogom. Zamiast tego szczelniej otula się kocem. Da radę. Musi.

Podjeżdża inwalidzkim wózkiem do kuchenki. Nalewa wody z kranu do starego aluminiowego czajnika z drewnianą rączką. Jej wykręcone chorobą palce z trudem dają radę go utrzymać, z ulgą stawia go na palniku. Jeszcze tylko zapalić zapałkę, to też nie będzie łatwe, ale w nagrodę zrobi się trochę cieplej.

Dni starej kobiety są takie same. Upływają na czekaniu w pustym zimnym mieszkaniu. Czekaniu na to, iż ktoś zadzwoni, może przyjdzie, zrobi zakupy, bo sama nie da rady już wyjść. Wstydzi się zadzwonić do dzieci. Wie, że żyją swoimi sprawami, egzystują w innej, znacznie bardziej wartkiej rzece czasu. Boi się usłyszeć w ich głosie ukrywanego zniecierpliwienia, że znowu im zawraca głowę.

Mając mnóstwo czasu stara kobieta wspomina minione lata. Czasy gdy mieszkanie tętniło życiem. Gdy była młoda i pełna sił. Wspomina męża, który już dawno odszedł, i leży na pobliskim cmentarzu. Czasem z nim rozmawia. Wydaje się jej wtedy, że widzi go siedzącego w fotelu przy oknie. Jest przezroczysty, i padające z okna promienie słoneczne przebijają go na wylot. Ale jest.

Stara kobieta chciałaby już do niego dołączyć. Ale musi czekać aż miłosierny Bóg wskaże na nią palcem, a na to na razie się nie zapowiada. Odeszła już większość jej znajomych i sąsiadek. Czeka więc słuchając czasem radia, które daje jej nadzieję. Modli się w wraz innymi, lub odmawia różaniec. Obok radia ustawiła zdjęcia wszystkich swoich bliskich, tych co żyją, i tych co odeszli. Postawiła też parę pamiątek, obrazki święte, krucyfiks. To jej mały ołtarzyk.

Telewizję ogląda tylko czasem, bo nie rozumie już dzisiejszego świata. Przeraża ją agresja, wrogość, brak szacunku człowieka do człowieka. Dawno już przestała czytać gazety. Po pierwsze nie stać jej na to, a po drugie jest stare oczy odmawiają posłuszeństwa.

Żyje bardzo skromnie. Emerytura, na którą ciężko pracowała przez dziesiątki lat, z ledwością wystarcza na życie, a czasem, gdy trzeba kupić węgiel, albo zapłacić prąd, stara kobieta poznaje smak głodu. Nie wyjdzie na ulicę protestować, krzyczeć, palić opony, bo po pierwsze nie ma siły, a po drugie już dawno zwątpiła, że to coś może dać.

Takich starych kobiet są tysiące. Mijacie je na ulicy, gdy ostrożnie stawiają kroki, niosąc skromne zakupy w śmiesznych, niemodnych siatkach. Mieszkają w waszych klatkach schodowych, w kamienicach i domach waszego miasta. To czyjeś, więc i być może wasze, matki, babcie, ciotki.

One też kiedyś myślały, że zawsze będą młode, że starość i samotność nigdy ich nie dotknie. Też odwracały głowę gdy widziały wolno drepczącego staruszka. Niestety taśma życia biegnie niesamowicie szybko i nieuchronnie. Ani się obejrzycie i przyjdzie na was czas.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Z szuflady dojrzałej kobiety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

53 odpowiedzi na „Stara kobieta

  1. Tetryk56 pisze:

    Moja ś.p. cioteczna Babcia mawiała, że starość to jedna z rzeczy, które się Panu Bogu nie udały. Wtedy już wiedziała, co mówi…

  2. Klarka Mrozek pisze:

    gdzieś jednak tkwi błąd, czy to w wychowaniu, czy w dumie, bo nie tak trudno poprosić dziecko o pomoc. Czasem samotna starość jest „zemstą” za trudne dzieciństwo.
    Co innego, gdy naprawdę nie ma się nikogo, zostaje wówczas tylko dom starców.
    Pozdrawiam:)

  3. jestem3xl pisze:

    To nie duma nie pozwala jej poprosić o pomoc, to przekonanie że się przeszkadza. Dzieci wolą swoje życie już zapomniały o matce – jakie to smutne i niestety prawdziwe. Ogarnia nas wszystkich powoli kult pieniądza i zobojętnienie na los innych. Szkoda…

  4. Nika pisze:

    Kto wie co przyniesie jutro. Czy dożyjemy starości, a jeśli tak to jaka będzie ? Nie wiadomo. Dlatego nie patrzmy w przyszłość i żyjmy tu i teraz. A starym kobietom starajmy się osłodzić ostatnie lata ich życia.
    mła Graszko, mocno uściskaj za mnie Mamę:)

  5. AnkaW. pisze:

    „taśma życia biegnie niesamowicie szybko i nieuchronnie”… trafne i prawdziwe

  6. jula pisze:

    Hmm … mi przyszło mieszkać z moja „starą mamą”, choć tak bardziej fizycznie ona, bo duchem kurcze to ja bardziej stara. 😆
    No cóż, jest równiez często bycie „samotnym , nieszczęśliwym obok” w domu , gdzie inni żyją dniem a „stary człowiek” takim zawadą jest!..
    Na wsi inaczej jest to poukładne bo domy wielopokoleniowe , choć te układy również różne bywają . 🙄
    To wszystko zależy od hierarchii wartości preferowanych w danej rodzinie i nie tylko , ostatnio , lansowany jest model, kult młodych , zdrowych , szczupłych i bogatych !?..
    „Co innego, gdy naprawdę nie ma się nikogo, zostaje wówczas tylko dom starców.”
    Klarka ,żartujez?.. W moim mieście opłata w takim domu wynosi 2500 !!! ..
    Samotnego , starego stać? … ..
    Niejeden by tam chciał , bo komfortowe warunki , opieka lekarza, pielegniarki itd.. Pokoiki czyściutkie, cieplutko , ze swoim dobytkiem można sie przenieś itd…
    Jak w sanatorium ! 😆
    Toć do tych emeryture przeciętnych , rodzina musi mocno dopłacać i starzy i młodzi są zadowoleni !!!
    Ale to nie dla wszystkich ! ..
    Samotny stary, to chyba były „prezes’ , lub dyrektor dużej firmy , czy czegoś , żeby tam być, lub rodzina ma pieniądze i stać ją !!! … 😉
    I ręczę ,że ci starzy ludzie sa w takich domach szczęśliwi, bo nie zawadzają w domach.
    Oczywiście nie mozna tego uśredniać.
    Ja z moją mamą , Graszka ze swoją starą mamą. To o odwiecznym przemijaniu .
    Jedni chca zmieniać miejsca zamieszkania a inni jak te niektóre rośliny po pzresadzeniu umieraja.
    Jest takie powiedzenie, „starych drzew się nie pzresadza.
    Pa! 😛

    • Klarka Mrozek pisze:

      uchowaj mnie Boże przed takim sanatorium – pobudka o szóstej bo mycie i sprzątanie, posiłki wtedy, kiedy dadzą a nie wówczas, gdy człowiek głodny, toaleta również o wyznaczonej porze, towarzystwo różne, wszak nie wszyscy starzy ludzie chorują i fizycznie, i umysłowo.
      Stary człowiek rzadko się żali, a jeśli się żali, to kto mu uwierzy? Nie, domy starców nie są sanatoriami.
      Miłego:)

      • jula pisze:

        Bo te domy są rózne .
        W tym jednym ajest kilka w moim mieście, to rodzina może przychoodzić codziennie, jak chce. 😉
        Maja jednoosobowe pokoje. Ci sprawniejsi z kuchnia z łazienką.
        Sami sobie gotuja co chcą itd…
        Są i domy dziennego pobytu, cos jak półkolonie.
        Na dzień pzrychodzą maja opieke, rodzina spokojna .
        Na noc do domku do rodziny zapracowanej !… Maja ćwiczenia rehabilitacyjne, jakies kółka zainteresowań , nawet wycieczki itd.. Oczywiście nic darmo , za opłatą odpowiednią , ale naprawdę są zadowoleni , bo żyją maja wspólne wspomnienia, mają o czym rozmawiać itd.. Nawet samotni zawierają małżeństwa, bo sie zakochują . 😉 😆

  7. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: ))
    Jak tu się wkleja kwiaty?

  8. Kneź pisze:

    Może się uda?

  9. Kneź pisze:

    Nie udało się 😀

  10. graszka pisze:

    Dziękuje za cenne komentarze. Chciałam dzisiaj odpocząć od myślenia o starości, dlatego wzięłam się za przestawianie mebli. Żałuje, że pokój ma jedynie cztery ściany. Właściwie wszystkie możliwości przestawiania mebli już przerabiałam, teraz ewentualnie został mi sufit 🙂
    Ps. Strasznie boję się starości dlatego dzisiaj te meble 🙁

    • Tetryk56 pisze:

      Wystaw nam fotkę, jak zrobisz decoupage na suficie! 😉
      Ukłony dla mamy, przy okazji.

      • graszka pisze:

        Dziękuje.
        Mama nie czyta bloga, bo po pierwsze nie ma komputera, po drugie ma słaby wzrok. Czasami jej opowiadam o czym pisze. Może jak zaproszę ją na święta, wnuk jej poczyta. Ja zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, staje w gardle klucha lecą łzy. Taki płaczek jestem.
        Po obiedzie wpadliśmy z synem do niej na chwilkę. Była zdziwiona, że tak późno. Taka mała niespodzianka 🙂

  11. Baba ze wsi pisze:

    Graszko, niech Ci nigdy nie przyjdzie do głowy kasować bloga, a tym samym i tych tekstów, za jakiś czas… one będą miały dla Was szczególną wartość.

    • graszka pisze:

      Narazie nie mam takiego zamiaru. Chciałabym go uporządkować, coś z tego stworzyć.
      A teraz zmykam spać. Dwa dni leżałam placuszkiem w łóżku. Dzisiaj przestawiłam meble w pokoju. Widziałaś moją wielką kanapę, naszarpałam się ale udało mi się przestawić ją na inną ścianę. Dobrze mi to zrobiło, lubię zmiany 🙂

  12. ania.mania pisze:

    Wiesz Graszko, moi rodzice są młodzi, tak myślę, mają raptem po 60 lat i mam nadzieję jeszcze wiele lat w zdrowiu… ale starość nie jest mi obca. Mieszkałam z Babcią, która długo była sprawna, niestety ostatnie 2 lata życia potrzebowała nieustannej opieki. Wtedy rodzeństwo mojej mamy (najmłodsza z 5 pracowała gdy 3 najstarszych była już na emeryturze) zdało egzamin, brat z żoną, siostry opiekowały się Babcią do wczesnego popołudnia, kiedy ja wracałam ze szkoły i mogłam dotrzymać Babci towarzystwa. Dzieliłam z Babcią sypialnię, nie chcę dzielić się wrażeniami bo w ostatnich latach życia Babci było różnie … Nikt nie pomyślał o domu starców, było nas dużo i mogliśmy zaopiekować się Babcią. A z drugiej strony … kilka lat temu zmarł wujek mojego męża, w domu tzw. „pogodnej starości” za 2.800 zł miesięcznie. Nie pożył tam długo, 3 tygodnie. Ale mieliśmy wybór albo szpital, w którym pewnie umarłby w 3 dni albo tamten „dom”. Nam młodym wydaje się, że to super fajne miejsce, że opieka jest na miejscu, lekarz 24 h, pielęgniarki … tylko chyba miłości brakuje. Chociaż wydawało się, że to naprawdę dobre miejsce z życzliwymi ludźmi. Ciocia (88 lat), którą dziś się opiekujemy, do dziś nie może nam wybaczyć, czasami widzę jak się boi, że i ona tam trafi … A ja mam tylko nadzieję, że już nigdy nie stanę w takim miejscu w swoim życiu, że sytuacja mnie zmusi to takiej decyzji 🙁

  13. ania.mania pisze:

    Dla mnie opieka nad starszymi ludźmi, kiedyś Babcią, dziś Teściową i jej siostrą, kiedyś zapewne moimi Rodzicami to spłata długu, za dzieciństwo, za każdy dobry dzień ale też wysiłek dający nadzieję, że kiedyś nie zostanę sama.
    Buziaki Graszko! Mam nadzieję że kanapie dobrze na nowym miejscu! 🙂

    • majka pisze:

      Aniu.Maniu, nie w każdej rodzinie jest tak poukładane jak w twojej.
      Najczęściej trudna jest zgoda i porozumienie wśród rodzeństwa nad opieką wobec rodziców.
      Bywa, że niespokojny sen ma najmłodsze dorosłe dziecko ( też już starzejące się), które poczuwa się do opieki nad apodyktyczną mamą samotnie mieszkającą w innym mieście ;
      a gdy jeszcze ma pod opieką despotyczną teściową pod wspólnym dachem, to nie ma już sił na tłumaczenie innym, skąd u niej czasem depresyjne nastroje.

      Dom Spokojnej Starości – to nadal coś złego w mentalności Polaków .
      Mam inne zdanie , co mogłabym potwierdzić pobytem moich krewnych.
      Są miejsca ciepłe i przyjazne.
      Niekiedy w rozmowach z naszymi , już dorosłymi dziećmi rozważamy nasz pobyt w takim miejscu, lecz trudno nam będzie określić ten czas, kiedy nadejdzie konieczność przejścia pod opiekę obcych ludzi.
      Opłata za pobyt w takim miejscu nie musi obciążać emeryta, to kwestia dogadania się całej rodziny.
      🙂

    • graszka pisze:

      Nie lubię słowa „obowiązek”, ale trudno jest je zastąpić innym. A więc poczuwam się do obowiązku zaopiekowania się mamą. Dzięki niej, po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy. Wszyscy namawiali mnie do powrotu, deklarowali pomoc, a kiedy wróciłam na barki mamy spadła opieka nad moim synem. Bardzo dużo jej zawdzięczam.
      Zresztą najdłużej mieszkałam w rodzinnym domu, bo do czterdziestu lat.
      PS. Aniu spało mi się znakomicie

  14. beta pisze:

    od starości tylko gorsza jest samotność….

    • graszka pisze:

      I tej samotności bardzo się boję. Niby wiem, że taka jest kolej, wychowuje się dzieci, później one zakładają rodziny i odchodzą. A później to czekanie, odwiedzą czy też nie.

      • majka pisze:

        Odwiedzą ; bez obaw .
        Jeśli rodzic rozumie potrzeby dzieci, to one też odwzajemnią .
        🙂

        • Incitatus pisze:

          Odwiedzą. Ale mają wiele swoich spraw….

          • graszka pisze:

            Całkiem niedawno pisałam o starszych ludziach których spotkałam w Lubiążu. Zapewne ich starość nie jest kolorowa, bez trosk i zmartwień, ale dzięki temu, że posiadają wspólną pasję żyje się im łatwiej. Nie wiem czy ja będąc w ich wieku będę miała siłę chodzić z aparatem, pisać czy malować szkatułki. Chciałabym 🙂

            • Incitatus pisze:

              Bym też! Ale ja już jestem taki dosyć stary!

              • graszka pisze:

                Tzn masz 120 lat 🙂
                Powiem Ci coś w tajemnicy. Mając czterdzieści lat, czułam się starzej niż teraz kiedy mam 47lat. Zapewne wynika to z faktu, że ostatnio wiele rzeczy się uczę. Pisania, robienia zdjęć, ogrodu. Podziwiam ludzi z pasjami, którzy coś tworzą. To właśnie zainteresowania powodują, że człowiek czuje się młodszy.

  15. magnolia pisze:

    ja mam wrażenie że teraz starość się przesuwa, że można ją odroczyć. Moja Babcia była stara od bardzo dawna, a moja Mama choć z kalendarza niemłoda, to jednak wciąż jest pełna życia i energii. Czasem mam wrażenie że jest Jej lepiej niż kiedyś. Jej koleżanki też takie są.
    Nie u wszystkich tak się dzieje- moja teściowa wydaje się bardzo wiekowa, ale to leży w Jej mentalności chyba. Ona jest ‚starej daty’, choć jest bardzo kochana.
    Trzymajmy się tego, że wiek kalendarzowy nie musi odpowiadać biologicznemu- pasją, chęcią życia, ciekawością świata się odmładzamy. Nie wytrzemy zmarszczek z twarzy, ale może nam być z nimi do twarzy, z nimi i z błyszczącymi oczami.
    Zostaw rozmyślania o starości, pomyśl o sobie jako o Kobiecie- teraz jest czas Kobiety, nie staruszki, czerp z tego.
    Powinnam wykasować ten egzaltowany tekst, ale nie zrobię tego, bo inaczej nie przekażę co mi chodzi po głowie w tym temacie.

    • graszka pisze:

      Mognolia, w końcu muszę się zmobilizować i zabrać za siebie, żeby „odgrzebać” troszkę tej kobiety 🙂 . Zrobiłam mały kroczek do przodu, poszłam do fryzjera, podobno krótka fryzura mnie odmłodziła. Muszę teraz załatwić sobie fotografa 🙂 A później troszkę diety cud, bo nic mnie tak nie denerwuje jak ta oponka na brzuchu 🙂

  16. magnolia pisze:

    no, już jest Kobieta w 200%, z babskimi kompleksami.
    Byłaś u fryzjera?- ja też się wybieram, ale co postanowię że idę, to zaraz zmieniam decyzję. Wyhodowałam włosy do pasa, czas coś z tym zrobić. Do tego są za ciemne, ale jak je rozjaśnię to zapłacę kupę forsy i je zniszczę. Jak nie rozjaśnię to będzie mnie wkurzać siwy, kontrastowy odrost. Moja najmłodsza siostra radzi żeby rozjaśnić w domu a potem ściąć na krótko. Tylko że ja teraz nie chcę na krótko….
    I tym sposobem martwię się włosami, zamiast, jak zwykle dziećmi, przyszłością, pytaniami czy wystarczy nam na święta, czy nie za mało zajmuje się moim średniakiem synkiem, czy nie za mało sprzątam w domu, czy nie za wolno się rozwijam zawodowo, co zrobię z dziećmi w wakacje…..

    • graszka pisze:

      Nie za mało zajmujesz się synem. Sprzątasz wystarczająco, dom to nie muzeum. Rozwijasz się, pomagasz innym na forum. Wystarczy ci na święta, a jeśli nawet będzie o jedną potrawę mniej to nic się nie stanie. Moja przyjaciółka Mirka, powtarzała mi, trzeba być trochę egoistą i pomyśleć o sobie 🙂

      Nie ścinaj włosów na krótko, bo już nigdy ich nie zapuścisz. Wiem coś o tym bo kiedyś sama miałam długie włosy. Farbuję sama z oszczędności. Nie boję się kolorów. Miałam już chyba wszystkie możliwe. Byłam blondynką, rudzielcem. Potem wchodziłam w ciemniejsze kolory czarny, obecnie brąz. Sama też rozjaśniałam.

  17. wiedźma pisze:

    Czy się boję starości ? nie, nie mam do niej charakteru, ale….. bardziej sie boję, że będę niesprawna i wymagająca całodobowej opieki…… I już zapowiedziałam, że jednak dom opieki, a nie rodzina, bo mam ją zbyt małą, by sobie dała radę ze wszystkimi obciążeniami. Na wszelki wypadek sprawdzę tę pobudkę, bo 6 rano to jest dla mnie niemal środek nocy 🙂
    Graszko… Ty jesteś małolata, 47 lat to nadal piękny czas i wierz mi, że wiem co mówię :)….. Czy Twoja Mama lubi koty ? a może jakiś ptak? to naprawdę jest miłe towarzystwo, bo pies jednak wymaga spacerów, a te stworzonka nie.
    Serdecznie pozdrawiam Ciebie i równie miłych bywalców Twojego bloga .

    • graszka pisze:

      A ja dzisiaj wstałam przed szóstą. W czwartki sprzątam apartament na Zaspie, a jest to jednak kawałek drogi ode mnie. Niedawno wróciłam, ale najpierw obowiązki. Frania z Maksem czekali grzecznie na obiad i przytulenie.
      Wiesz, patrząc na mamę też się boję choroby, zniedołężnienia. Gościec podobno nie jest dziedziczny 🙂 Gdybym zachorowała opieka spadłaby na mojego jedynego syna. Nie rozmawiałam z nim jeszcze o tym. O kocie dla mamy muszę pomyśleć, byłoby jej weselej.
      A moi komentatorzy są wyjątkowi. Wydawało mi się, że jeśli sporadycznie zostawiam komentarz u nich, zaprzestaną mnie odwiedzać i zostawiać po sobie ślad. A jednak wchodzą. Jestem im za to gromie wdzięczna. To też mobilizuje, czasami po całym tygodniu zarobkowego sprzątania, jestem tak zmęczona, że nie chce mi się myśleć nad wpisem. Wtedy sobie myślę, że ktoś tam po drugiej stronie komputera czeka.

Możliwość komentowania jest wyłączona.