Żeby chorować trzeba być bardzo zdrowym

Hipochondrykiem nie jestem. Odkąd pamiętam, lekarzy omijałam wielkim łukiem. Ostatnie recepty w książeczce RUM wypisane są na oruński adres, a przecież już od ponad siedmiu lat mieszkam w Pruszczu.

Koniec ubiegłego tygodnia był koszmarny. Ból w piersi był tak silny, że wyłam. Nie mogłam spać. Czułam jakby coś rozrywało moje biedne ciało. Właściwie nie guz ale ten okropny ból zmusił mnie do pójścia do lekarza.

Lecz musiałam najpierw zarejestrować się ponownie jako bezrobotna aby mieć ubezpieczenie. Próbowałam to już zrobić dwa tygodnie temu, ale zabrakło numerków. Zarejestrowałam się więc przez Internet. Na najbliższy piątek.

Kiedy pomyślałam, że czeka mnie co najmniej jeszcze tydzień takich mąk, pognałam w poniedziałek skoro świt do urzędu, i zajęłam miejsce w kolejce na godzinę przed otwarciem. Sama wizyta była niezwykle ciekawym przeżyciem, napiszę jeszcze o tym, ale dzisiaj chciałabym się skupić na służbie zdrowia.

Udało się! Szczęśliwa i dumna, z papierkiem zaświadczającym, iż należy mi się darmowe leczenie, pognałam do przychodni. Okazało się, że pomimo, iż to dopiero poniedziałek, lekarz ogólny może mnie przyjąć nie wcześniej niż w środę o 15.

Pupa blaszka. Próbuje czy da się wcisnąć wcześniej do ginekologa. Miłe zaskoczenie: w poczekalni dwie kobiety, i nie ma zapisów. Zanim doszło do badania, opowiedziałam pani doktor o tym co mi dolega. Eskulapka na pierś łaskawie spojrzała, i wypisała skierowanie do onkologa. Pieczątką w stół walnęła. Następna proszę!

Podejrzewam, że gdy Pani doktór kończy dyżur, i swoim nowym, błyszczącym autem (pokaż lekarzu co masz w garażu..) gna do prywatnej przychodni, lub własnej praktyki, tam zupełnie inaczej traktuje pacjentów, którzy za samo trzaśnięcie drzwiami płacą minimum stówkę.

Strach ma wielkie oczy. Zdecydowałam więc nie zmarnować wizyty u lekarza ogólnego, i poświęcić ją na moje uszkodzone od dawna kolano. Od prywatnego ortopedy miałam skierowanie na rezonans, lecz z faktu, iż miało to kosztować pięćset złotych, sprawę odkładałam. Dowiedziałam się jednak, że gdyby to skierowanie zostało przepisane przez lekarza ogólnego to wtedy rezonans byłby za darmo. Niby proste. Niby.

Pech chciał, że mój lekarz ogólny rozchorował się. Cóż też człowiek. Przepisano mnie do innej pani doktor. W przychodni zamieszanie. Teoretycznie wizyty są na określone godziny, ale starsze panie, okupujące przychodnie od rana, przywiązane do świętej instytucji kolejki, w ogóle nie chciały słyszeć o tym, że mam wyznaczoną wizytę na godzinę 15.

Mało brakowało, a jedna padłaby w progu gabinetu tarasując drogę niczym Rejtan, zaś reszta groźnie wymachiwała torebkami, krzycząc „po naszym trupie!”. Syn, mój ukochany obrońca, staruszki rozgonił, i udało mi się przekroczyć progi Jej Świętobliwości Kapłanki wiedzy tajemnej medycyną zwanej.

I tłumaczę Judymce, że ja byłam już u lekarza, że rozchodzi się mi jedynie o przepisanie skierowania. Pani to rozumie, ale nie może przepisać. Muszę najpierw iść do ortopedy. Masz ci babo placek.

Skoro już dostałam się do bronionej przez emerytki niczym Częstochowa przed szwedzkim potopem, czy Toruń przez liberalną zarazą świątyni, mówię o innych moich dolegliwościach. Dostaję kolejne skierowanie do reumatologa. Jest nieźle! Nie minął tydzień, a ja mam trzy skierowania do specjalistów.

Kuję żelazo póki gorące. Zachodzę do przychodni specjalistycznej. Brzydka, pomarszczona, obrażona na cały świat baba (inaczej nie mogę jej określić) wymachuje mi przed nosem kalendarzem, wrzeszcząc, że wcześniej niż na styczeń do ortopedy mnie nie zarejestruje.

– Wie pani, ja już byłam u ortopedy – mówię starając się zachować spokój. – Mam nawet USG i skierowanie, potrzebuję jedynie aby zostało wypisane na właściwym blankiecie.

No i wkurzyłam Królową. Na maksa.

– A co pani sobie myśli ?!?!?! – wydziera się na mnie. – Że nasi lekarze są od przepisywania skierowań??? Niech sobie pani idzie tam gdzie to pani robiła!!!!

Wrzeszczy aż trzęsą się mury. Ludzie odsuwają się ode mnie jak od trędowatej. Jeszcze chwila a gotowa rzucić w moją stronę granatem, albo wyciągnąć spod lady AK-47.

– Niech sobie idzie prywatnie!!! A co pani sobie myśli??? – powtarza. – Jak nasi lekarze zadecydują, to pani dostanie się na rezonans.

Gdy ktoś na mnie krzyczy, to przestaje myśleć. Nie potrafię się odszczekać, wolę położyć uszy po sobie. Odechciało mi się iść do reumatologa.

Rozumiem ciągnący się od lat notoryczny kryzys w służbie zdrowia. Ale czy ja jestem jemu winna? Przez lata karnie płaciłam składki, a teraz jestem traktowana jak wróg publiczny. Jak przybłęda. Jak Intruz. Najlepiej dla państwowej służby zdrowie byłoby gdybym położyła się pod płotem i umarła. Albo sama odrąbała sobie siekierą moją bolącą nogę, a palce włożyła pod koła tramwaju. Trzask prask i po problemie.

Pytanie (retoryczne?) – dlaczego w prywatnej przychodni wszyscy są mili, mają dla ciebie czas, wytłumaczą, a na pewno nie zbagatelizują? Nie ma tam miejsca dla obrażonych , nadętych Królowych rodem z mięsnego w PRL’u. Czy zwykła ludzka uprzejmość, kultura, współczucie dla chorego, kosztuje tak wiele?

Jutro kolejny dzień zmagań ze służbą zdrowia. Żeby chorować naprawdę trzeba być bardzo zdrowym.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

78 odpowiedzi na „Żeby chorować trzeba być bardzo zdrowym

  1. ania.mania pisze:

    Graszko,
    mam zdanie takie – żeby chcieć iść do lekarza, albo domagać się swego przed sądem trzeba mieć duuuuuuużo pieniędzy i jeszcze szersze plecy.
    Co do służby zdrowia – to, odpukać, trafiałam do tej pory całkiem nieźle, no może poza pobytami z dziećmi w gnieźnieńskich szpitalach, ale kto jest stąd ten wie o czym mowa, wrrrrr.
    Zdrówka Kochana! I wytrwałości!

  2. Miśka pisze:

    Przytulam ze zrozumieniem:( Nie powiem,że będzie lepiej, bo koniec roku i zwykle „punkty „mają wykorzystane;/ Chciałabym wiedzieć jakim cudem wiedzą ile osób będzie potrzebować pomocy?

  3. Yuka29 pisze:

    Jak wiesz, mnie też ostatnio nawarstwiło się problemów ze zdrowiem. Mnóstwo badań NFZ + prywatnych. Dletego, nie podzielam tej generalizacji. Najwspanialszą panią doktor, która z własnej inicjatywy, robiła dla mnie więcej niż musiała- spotkałam w publicznej służbie zdrowia. Idąc dalej typ tropem, w prywatnych przychodniach, spotkałam niejedną mendę w kitlu! Oczywście, bywało też odwrotne. Każde środowisko generuje obydwa gatunki.

  4. Baba ze wsi pisze:

    Aż bym zapytała, czy czasem nie byłaś na Jaskółczej, bo tam tak samo traktują teściówkę.
    Też z kolanem.
    I ze wszystkim innym. Terminy w styczniu, lutym, bla bla wynocha!

    Ortopeda ma dość krótkie (2 tyg – miesiąc) terminy w Tczewie i na Stogach (teściówce załatwialiśmy, bo też chodzić ledwo może), a rejonizacji nie ma, więc możesz próbować.

  5. Kuruszynka pisze:

    Skąd ja to znam…?

  6. majka pisze:

    Graszko, niekiedy wizyta w prywatnym gabinecie też może być przykra.
    Przekonałam się , że lekarz z powołania traktuje pacjentów tak samo w przychodni rejonowej, jak i w swoim prywatnym gabinecie.
    I życzę Tobie, abyś tylko do takich trafiła.
    🙂

  7. Klarka Mrozek pisze:

    współczuję Ci serdecznie, a do onkologa nie jest potrzebne skierowanie więc łaski nikt nie robi. Zdrowia!

  8. jestem3xl pisze:

    Jeśli masz już ubezpieczenie to z tym skierowaniem muszą cię przyjąć normalnie i nie ważne że skierowanie zdobyte prywatnie…

  9. Incitatus pisze:

    Wybacz, Graszko, nie wiem jak to jest ze służbą zdrowia na tej Taszej dzikiej Północy morzem i wodorostami pachnącej, ale ja, człowiek po dwu rozległych zawałach, ten który wrócił ze strony, gdzie nie ma żadnych tuneli z jasnym światłem, po dwukrotnej angioplastyce naczyń wieńcowych, z dwoma stentami w naczyniach, po niedokrwiennym udarze mózgu połączonym z zupełnym paraliżem lewej połowy ciała (wyszedłem z tego bez śladu), z frakcją wyrzutową serca na poziomie 12-15% , z niewydolnością oddechową i POChP II stopnia mogę odpowiedzieć Ci jedynie Twoimi własnymi słowami:” Odkąd pamiętam, lekarzy omijałam wielkim łukiem. Ostatnie recepty w książeczce RUM wypisane są na oruński adres, a przecież już od ponad siedmiu lat mieszkam w Pruszczu.”
    I nie bierz tego osobiście jako zarzutu, wyrzutu, próby usprawiedliwienia polskiej służby zdrowia i tak o niebo lepszej niż angielska – pomyśl o ośmiu latach, gdy lekarzy miałaś w…, o, pardon – omijałaś szerokim łukiem.
    Dodam coś – codziennie biorę leki 18 (słownie osiemnaście!) różnych leków. I jakoś żyję, i zda mi się nie tracę ani dobrego nastroju, ani jakiego takiego poczucia humoru!
    Miałem operację na otwartym sercu, praktycznie byłem trupem a oddychał za mnie żelazny potwór i mechaniczna pompa tłoczyła moją krew. Usunięto mi znaczną część lewej komory serca, bo przybrała już monstrualne rozmiary i przez to przestawała pełnić swoje funkcje!
    Zapytaj moich przyjaciół z bloga jak z nimi się nie starałem żegnać, a jedynie usprawiedliwić moją ewentualną wieczną nieobecność wśród nich, jak rozmawiałem z nimi ze szpitala…
    I jak wróciłem…taki sam jak zawsze!

    • graszka pisze:

      Senatorze, jesteś człowiekiem z wielkim apetytem na życie. Kobiety to słaba płeć lubią sobie czasami popłakać i ponarzekać. Wiesz co mi najbardziej przeszkadza? ból. Trudno mi z nim wygrywać. I wcale nie twierdzę, że poddałam się. Jeszcze dużo przede mną. Baba ze wsi o tym jeszcze nie wie, ale otwieram z nią sklep z pierdołkami, które stworzymy. Zrobię jeszcze nie jedno piękne zdjęcie. Bo ja mam dla kogo żyć, syn mnie jeszcze potrzebuje.

      • Incitatus pisze:

        Ból w piersi (jeśli mówimy o klatce piersiowej) może być i najczęściej jest wywoływany schorzeniami kardiologicznymi! Ból przy mojej chorobie wieńcowej paraliżował wręcz, promieniował do kręgosłupa, rozdzierał klatkę piersiową jak hakami, powodował drętwienie i cholerny ból pod żuchwą! Pomagało zwinięcie się do embrionalnej pozycji, przyciśnięcie do piersi poduszki….Po jakimś czasie mijał…Później, dużo później przyszedł pierwszy zawał. Bolało mnie wszystko, nawet – co chyba trudno sobie wyobrazić – koniuszki włosów!
        A później nie było nic

  10. magnolia pisze:

    jeśli dasz radę , daj znać co powiedział lekarz onkolog. Dzis wieczorem idziesz, tak?
    Dla nas też jest to ważne.

  11. graszka pisze:

    Dziewczyny i chłopaki ( bo jest tu dwóch rodzynków) denerwuje się jak cholera.
    Bardzo wam wszystkim dziękuje, za komentarze, za to, że mimo iż do was nie zaglądam odwiedzacie mój blog i zostawicie po sobie ślad. Dziękuje, też Grzegorzowi Jezierskiemu, który niedawno do mnie zadzwonił. To miłe.
    Jak tylko wrócę od lekarza (wizyta o 18.10) napiszę .

    • Kneź pisze:

      Będzie dobrze, ten ból dobrze rokuje – to czego nie wymawiamy jest dużo podstępniejsze. Tak właśnie przed chwila ze Starszą doczytaliśmy. Czekamy na wieści i na pewno będą niezłe!
      Senatorze, może posiedzimy na koniec maja, z patykami, nad wodą? Okazja będzie wyśmienita i towarzystwo najzacniejsze! 😀

      • Incitatus pisze:

        Nie chcę się wymądrzać, ale Graszka ma pewnie wieńcówkę!!

        • Baba ze wsi pisze:

          A idź Ty w krzaki Drogi Senatorze z takimi proroctwami :p
          Jeszcze tego by brakowało 😀

          • Incitatus pisze:

            Cegój?? Lepiej mieć wieńcówkę niż zaawansowanego raka płuc! Jakie organy masz jeszcze w klatce piersiowej – ewentualnie tylko część własnego kościotrupa, przez delikacików zwanego szkieletem!: )

            • Baba ze wsi pisze:

              A może zapytaj jakie NA klatce piersiowej? 😉

              • Incitatus pisze:

                Aha, już się tego domyśliłem, choć owe „organy” pomijane były dziwnie mi wstydliwym milczeniem!
                Podtrzymuję wszakże swoje zdanie – CZŁOWIEK ma w klatce piersiowej wyliczone przeze mnie organy! To co na wierzchu to biżuteria!: ))

                • Baba ze wsi pisze:

                  Wolę nie zapytywać co przewidujesz, gdy kręci w nosie – też odstaje 😀

                  Biżuteria – bardzo ładnie 🙂

                • graszka pisze:

                  Cycuszek zwany biżuterią , ma się coraz lepiej. Boli ale już nie tak. W styczniu prześwietlę biżuterię 🙂

  12. Incitatus pisze:

    Czekam, na wieści. Będzie dobrze, bo musi. Przypuszczam, że Graszka dostanie skierowania na dokładne badania, no i w związku z tym podenerwuje się jeszcze jakiś czas!: (

  13. graszka pisze:

    Właśnie wróciłam z przychodni Invicta. Przesympatyczny lekarz onkolog, który miał czas mnie wysłuchać.
    Strach naprawdę ma wielkie oczy. Stan zapalny piersi. Uff. Dostałam skierowanie na mammografie z opisem łagodna dysplazja sutka. Drugie opakowanie antybiotyku. Gdyby stan się pogorszył mam nie zwlekać tylko iść do szpitala.
    Kiedy wracałam od lekarza, myślałam o tym co mnie spotkało. Postanowiłam dużo zmienić. Muszę koniecznie spotkać się z Ewą , Yuką. Małgosią. W przyszłym roku pojechać na Watrowisko. W sobotę iść na spotkanie Warsztatów Fotograficznych. Bardzo bym chciała poznać Magnolię i wszystkich innych moich kochanych komentatorów. I najważniejsze zagrałam w lotka, jedno skreślenie. Jak wygram przeprowadzam się na wieś 🙂 Fajne plany?
    Jesteście kochani, dziękuje Wam.

    • majka pisze:

      No i gra orkiestra 🙂
      Pograłaś Graszko na naszych emocjach w tonach sztormowych, jak to nad morzem.
      Mnie też uświadomiłaś, że zaniedbałam ważne wizyty u specjalistów.
      Czas to zmienić, i nie czekać aż znów dopadnie to paskudne 🙂
      Dobrej nocy .
      http://www.youtube.com/watch?v=z0I2G9xi4DY&feature=related
      😉

    • Baba ze wsi pisze:

      I będziesz stękać na kręgosłup, bo postawisz dom w wielkim ogrodzie, który będzie trzeba skopać i nanosić wielkich kamieni 😀

      Uch, dobrze że już po tych największych strachach! Jeszcze to kolano kurczę… I do przodu. Oby, oby.

      Przytuliska!

    • Kneź pisze:

      Mówiłem że jak boli to nie powinno być bardzo źle 😀

    • Incitatus pisze:

      Czy aby Acani nie chcesz lekkiego przyjacielskiego klapsa wymierzonego przyjacielską dłonią rozmiarów niewielkiej łopaty za napędzanie stracha sobie i nam??
      I proszę zwrócić uwagę, że jedynie Kneź i ja zachowaliśmy potężną dozę rozsądku podczas gdy cały tu zgromadzony nadobny babiniec znalazł ci już trzy raki podparte pod boki galopującymi suchotami!!
      Ty bacz, że tak naprawdę to jedynie my dwaj jesteśmy Ci prawdziwie życzliwi, a reszta towarzystwa jeno z zapartym tchem i błyszczącymi oczami na tragiczne informacje czekała by po połowie blogów je roznieść udając się tam z sensacją na codzienne ploty!!: ))

  14. Tetryk56 pisze:

    Jak ci tak dobrze idzie, wygrana w lotka całkiem prawdopodobna!
    A jeżeliby ten los zawiódł, nie ma się co martwić – coś się czasem musi nie udać, lepiej, żeby lotek! 🙂

  15. Starsza (od Starszego) pisze:

    Oj dobrze, okłady, leczyć i się nie denerwować. Właśnie napisał kneź, że wyczytałam przyokazyjnie, że jak boli to nie jest źle. U mnie też do przodu, a już nieco się zestresowaliśmy i nawet poszłam ofiarnie na usg z marszu 😀

    • graszka pisze:

      Starsza, za stres przepraszam, ale badania pochwalam.

      Wczoraj już poszłam spać, jak mijają emocje przychodzi błogi sen. I dupa blaszka, nie wygrałam, nie będzie domu na wsi. Tzn teraz nie będzie, będę jednak musiała na niego zapracować 🙂

      Ps Babo, wpadam dzisiaj do Ciebie popołudniu, opracować plan działania 🙂

      • Baba ze wsi pisze:

        fajnie, będziesz wałkować! :d Dosłownie 😀

        • Incitatus pisze:

          Jeśli będzie z tego makowiec lub sernik to mnie wystarczy standardowa blacha!: ))

          • Baba ze wsi pisze:

            To sernik się wałkuje? 😀 Albo makowiec?

            Ani jednego, ani drugiego nigdy nie robię, bo piekarnik mam nieszczelny 🙂
            serniki to tylko latem i na zimno…

            • Incitatus pisze:

              Sernika na zimno nie ma!!
              „Wałkować ciasto” to w przenośni!

              • Baba ze wsi pisze:

                jak nie ma, jak jest! Sernik to z sera, nieważne czy pieczony, czy żelatynowany :p

                • Incitatus pisze:

                  Sernik ma byc pieczony! Ciasta wszelkiego rodzaju się piecze, wszystko inne to mieszaniny paskudztw takich, że i słuchać o nich hadko! Rozrzucić byle jak herbatniki, bryznąć na to homogenizowanym serkiem, zalać barwioną wodą z rozpuszczoną w niej połową tablicy Mendelejewa to ma być pieczenie ciasta?: (

                  • Baba ze wsi pisze:

                    Ale kto tu mówi o pieczeniu? To jest ROBIENIE ciasta 🙂
                    Moje dwa ulubione – serniczek na zimno i stefanka z kaszą manną i budyniem – jak się nie ma kuchni i piekarnika to się nie wybrzydza :p

      • Incitatus pisze:

        Phi, takie skreślanie!! Nie mogłaś się lepiej przyłożyć!?: )
        Ucieszyłem się jak cholera, wiesz? :)))***

      • majka pisze:

        Graszko, czasem popełniam skreślenia w totka, z góry zakładając, że wspieram budowę stadionów 🙂

  16. magnolia pisze:

    Incitatus jakie Ty złośliwe stworzenie jesteś!

    Graszko tak się cieszę!- bardzo, bardzo.
    Niestety trochę się przestraszyłam.
    Za to teraz Twoja wiadomość nastroiła mnie bardzo pozytywnie.

    Myślę że się poznamy. Nie bywam często w Gdańsku, ale zdarza się.
    A Ty może wpadniesz do Warszawy?

    Ściskam Cie mocno, najmocniej
    M.

  17. lui pisze:

    Graszko, bardzo się cieszę, że chorobę można prędko wyleczyć.
    Za plany trzymam kciuki, one są do spełnienia.
    Buzka

    • graszka pisze:

      Lui, bardzo bym chciała zamieszkać na wsi. I jest mi obojętne czy to byłby stary ceglany dom, czy drewniany. Klimat miejsca tworzymy my sami 🙂

  18. graszka pisze:

    O takim blogu zawsze marzyłam. Martwicie się o mnie, dzielicie spostrzeżeniami żartujecie. Czuję jakbym wszystkich Was znała. Tak było u Kartki, tak jest na Wyspie i u Starszych. To nie są komentarze z kółka adoracyjnego, bo ja skomentowałam więc wypada zostawić po sobie ślad. To, że blog żyje to nie jest moja zasługa, a Wasza. Bardzo Wam dziękuje.
    Czytając komentarze szczerze się śmiałam do monitora, jak myszka do sera.

    Chciałam się podzielić pewną refleksją. Ten tydzień był ciężki, spowodowany i pracą i bólem. Podobno źle wyglądam, mam podkrążone oczy, blada jestem jak ściana. Fizycznie jestem zmęczona, bo pomimo choroby pracowałam. Pierś boli mniej, ale jednak boli, o kolanie nie wspomnę.
    Mimo tego całego zmęczenia, masy skierowań na badania jest we mnie taka chęć działania. Przecież mogłabym teraz usiąść w fotelu i włączyć telewizor. Nie. Zaraz dopije kawę, dam synowi obiad i jadę do Baby ze wsi, opracować plan działania. W sobotę jadę na Orunię spotkać się z ludźmi z Warsztatów Fotograficznych.
    I nie wiem skąd to wszystko się u mnie bierze?

    • Incitatus pisze:

      Masz ADHD. I tyle!: )

    • Tetryk56 pisze:

      To po prostu przezorność i doświadczenie. Gdybyś siadła w fotelu i włączyła telewizor, wnet zaczełaby cię … no, powiedzmy, cholera brać, co zawsze odbija się na stanie całego organizmu. A działanie ma same zalety: podnosi samoocenę, uwalnia endorfiny, życie staje się piękniejsze… 🙂

  19. jula pisze:

    Milo mi czytać, że na szcęście było dmuchane na zimno 😉
    No al eskoro stan zapalny , to poza braniem antybiotyków, lekarz chyba zalecił, żeby uważać, żeby wcieple trzymac itd.. To pzry twoim trybie zycia, cięzkiej pracy musisz jakoś uważać. Pa! 😆 😛

  20. Baba ze wsi pisze:

    Wirtualny listonosz stoi pod drzwiami. P.S. jakby jakieś zdjęcie przyniósł pocztą zwrotną, to bym zaraz je bezczelnie wykorzystała w miejscu publicznym :d

  21. graszka pisze:

    Dzień dobry. Zaspałam a czas mnie już goni.
    Może wydam wam się ckliwą starą babą ale wczoraj poczułam się jakbym przeniosła się do książki Dom nad Rozlewiskiem, a to dzięki Babie. Pierwszy raz wałkowałam piernik ale o tym wszystkim napiszę jak wrócę z Warsztatów.
    Ps Babo dziękuje Ci za wczoraj, tekst który napisałaś na pierwszą stronę Naszego internetowego sklepu jest SUPER
    Senatorze na starość mam ADHD – działam dalej.
    Patyczaku myślę o Tobie, i bardzo chciałabym się z Tobą spotkać. Musisz mi jedynie narzucić, datę i godzinę, bo inaczej ja nie wygospodaruję czasu.

    Mam skrzydła, ja latam 🙂 Miłego dnia

  22. wiedźma pisze:

    Super….. na poprzednim wątku napisałam, że jak boli, to może stan zapalny i bardzo się cieszę, że to ” tyylko” to. ! Graszko… pewnie sie poczułaś jak ułaskawiona ?
    Młoda jesteś, jeszcze dużo, dużo przed Toba i fajnie, że nie usiadłaś przed telewizorem, bo co byś tam oglądała ? A ” świat nie jest zły ” !

  23. Ireneusz pisze:

    Już jestem. Odrabiam zaległości w czytaniu z trzech tygodni.Pozdrawiam serdecznie.

  24. ania.mania pisze:

    Graszko, dobre wieści :))) Życzę Ci dużo zdrowia, siły i motywacji :))

Możliwość komentowania jest wyłączona.