Prę do przodu niczym przecinak

Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Skrzydła nie odpadły, i macham nimi z całych sił, szybując wysoko. Nie przeszkadza mi nawet pobolewające kolano. A przez weekend działo się, oj działo. Tak dużo, że nie miałam czasu nic skrobnąć.

W piątkowe popołudnie wprosiłam się do Baby ze wsi. W interesach. Ci którzy byli na „Graszkowisku”, mieli szczęście poznać ją osobiście. Są tu też zapewne czytelnicy jej bloga pt.”Marszewska Kolonia”

W sobotę, wraz ze znajomymi z Oruńskich Warsztatów Fotograficznych, odwiedziłam gdańskich Tatarów, których ośrodek znajduje się w Parku Oruńskim. Niesamowite przeżycie. Co prawda żoną tatara nie zostałam, ale popróbowałam robienie portretów, a później w Oruńskiej Przystani uczestniczyłam w fotograficznym szkoleniu. Z Oruni wróciłam w skowronkach.

Po wieczór zachciało nam się z synem naleśników z twarogiem. Kiedy smażyłam ostatniego, pomyślałam o mamie. Niestety sama nie ma już na tyle sił, aby cokolwiek robić w kuchni, zapytałam więc syna:
– Jedziemy na Orunię?
– Teraz? Tak późno? – nie zapałał entuzjazmem.
– Ale ileż to roboty? Ubrać się, spakować naleśniki i w drogę! Dla chcącego nic trudnego! – – spacyfikowałam go.

U mamy pomyślałam, że mogłaby przy okazji odwiedzić Ewę (Yuka – autorka bloga mordownia). Chwyciłam za telefon. Po chwili gościliśmy u niej. Karol wraz z synem Ewy (rówieśnicy) popędzili bawić się w strzelanego, szkoda, że nie na podwórku, tylko w wirtualnej rzeczywistości, ale cóż, takie to czasy. Ja zaś z Ewą raczyłyśmy się wyśmienitą herbatą u niej w kuchni. Oj pogadałyśmy sobie serdecznie, i tak po babsku.

Dlaczego o tym piszę? W jednym z komentarzy, pod poprzednim wpisem, napisałam, że muszę odwiedzić Ewę, Yukę, Patyczaka, Warsztaty i obgadać interesy z Babą. Weekend to zaledwie dwa dni. Na razie udało się odwiedzić Yukę, Warsztaty i Babę ze wsi. Uważam, że to bardzo dobry wynik.

A wracając do Baby ze wsi, Baba gościną kobietą jest i basta! Jak tylko zadzwoniłam w piątkowe popołudnie z pytaniem czy mogę wpaść wraz z synem, bo mamy do załatwienia parę innych spraw, bardzo się ucieszyła i powiedziała, że czeka nas ciasto. Surowe. Była właśnie w trakcie hurtowej produkcji pierników, i nie chciała słyszeć, że ja pierników w życiu nie lepiłam.

Spóźniliśmy się. Pierniki były już prawie zrobione, ale trochę surowca dla nas zostało. A wiec wałkowałam to ciasto piernikowe, foremkami wyrzynałam choinki i serduszka. Dzieciaki biegały, kolega męża Baby dyskutował z synem, jednym słowem – tańce hulanki swawole ledwie karczmy nie rozwalą 🙂 Wyniosłyśmy się więc do kuchni, zapobiegawczo zabierając z sobą blachy do pieczenia, bo gotowi byli surowe pierniki pozjadać.

Baba jest mi bliska, traktuję ją trochę jak córkę. Miło było posłuchać o jej życiu. Paplałyśmy o „byznesach”, i tylko dzięki rozdwojonej uwadze gospodyni zawdzięczamy to, że kuchnia nie spłonęła, a pierniczki i my wraz z nią.

O matuleńko miła jakże cudowny zapach rozszedł się po chwili z piekarnika! Zapachniało świętami! Hurmem zabraliśmy się za ciastek zdobienie. Było gwarno, wesoło i rodzinnie, a wszystkie buziaki podejrzanie cały czas coś przeżuwały. Dobrze, że Baba napiekła tonę tych pierniczków bo by nie było co ozdabiać 🙂

Właśnie co skończyłam czytać książkę „Dom nad Rozlewiskiem” więc przypominały mi się fragmenty poświęcone poczynaniom kuchennym. Baba jest ciepłą rodzinną osobą, która potrafi stworzyć właśnie taki klimat.

Na odchodne dostałam pierniki, które sama ozdabiałam. O interesach tak do końca nie udało się nam porozmawiać. Tym niemniej spółka z babą została w kuchni przyklepana.

Za czas jakiś (mam nadzieję, że na początku przyszłego roku) będziecie mogli u nas kupić rzeczy, które same stworzymy. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Jeśli się uda – będę się cieszyła, jeśli nie, trudno, będę myślała o czymś innym.

Działam więc, czasu nie marnuję. Rozmowa z Ewą zwaną Yuką bardzo mi pomogła. Ja to mam niesamowite szczęście, że poznałam tyle mądrych i ciepłych kobiet. Teraz kolej na drugą Ewę i Patyczaka.

Patyczak, nastawiaj wodę na herbatę 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teraźniejszość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

77 odpowiedzi na „Prę do przodu niczym przecinak

  1. Miśka pisze:

    Ale jesteście fajne..Baby:))

  2. jestem3xl pisze:

    Baby ach te baby… czyżby spółka Solejukowa-Hadziukowa-Wiecławska… 🙂

  3. Incitatus pisze:

    Kiedy tak sobie czytam posty na tym blogu, to dochodzę do wniosku, że świat zaludniają jedynie kobiety. Mężczyzn za cholerę nigdzie znaleźć nie można. Nu, prosto oni jak dinozaury! Żarły żarły aż wymarły! Czasem się jakiś w niewieściej pamięci przypadkowo zapałęta, czasem mimochodem zostanie półgębkiem wspomniany, ale to tak jakoś przypadkiem. Odnoszę wrażenie (a wrażenia moje głęboko w pamięć się wrażają!), że wstyd jakoś niewiastom o nich wspominać. Ot, tak jak o owsikach! Wszyscy wiedzą, że owsiki są, żyją i dobrze się mają, ale jakoś w doborowym towarzystwie płci przy każdej okazji pożerającej hurtem ciastka wspominać o nich nie przystoi. Temat, psiamać, wstydliwy!
    Przypomnieć pragnę Paniom pewną anegdotkę. Otóż proszę sobie wyobrazić, że jedna dama do drugiej, niemniej damy, powiada:
    – Zaraz przyjdzie człowiek i przyniesie pianino!
    I obie niecierpliwie wyglądały mężczyzny, który miał je przytaszczyć!!
    Tym nieco ciężkim dowcipem – pianina jak wiadomo lekkie nie są – chciałbym się w pamięci Pań na przyszłość zapisać.
    Niekoniecznie jak owsik!: )

  4. Baba ze wsi pisze:

    Ach, serce rośnie, na taki wpis 😀

    Tylko Kobieto jedna – jesteś rówieśniczką mojego męża niemalże, a matkować mi tu chcesz :p

  5. Yuka29 pisze:

    A dla mnie najważniejsze, w tym wpisie, jest napomknięcie mimochodem o „biznesowych rozmowach”! Takie babskie interesy, po prostu muszą wypalić! Idzie nowe i tak trzymać! 🙂

  6. magnolia pisze:

    Ale tu ciepło i energetycznie.
    Jak miło Cię Graszko czytać w dobrym nastroju.

    U nas też dziś było ‚pierniczenie’ jak mówią moje dzieci na wypiek pierników.
    Już drugie podejście.
    Pewnie jeszcze trzecie będzie.
    Piękny zapach i masa bałaganu, a potem sięganie do puszek i szukanie winnych dlaczego coraz więcej samych sznurków na choince.
    To akurat lubię w zimie.

    • graszka pisze:

      Magnolia tego właśnie mi brakuje, dużej rodziny. To niesamowite przeżycie, tym bardziej, że pierniczki robiłam po raz pierwszy 🙂

  7. magnolia pisze:

    no właśnie- napomknięcie o babskim interesie jest bardzo interesujące!

    • graszka pisze:

      Nie wiem jak to będzie organizacyjnie, bo nie mogę zrezygnować ze sprzątania. Sprzątanie pozwala mi zapłacić rachunki. Babski biznes będzie dodatkiem, ale chciałabym, żeby się rozkręcił. Coś z niczego, rzeczy z duszą, zwykłe a zarazem niezwykłe bo tworzone z sercem. Tak ma być a jak wyjdzie zobaczymy 🙂

  8. AnkaW. pisze:

    Fajnie jest działać jak widzę po Tobie. Chyba sama sobie tez sprzedam kopa na rozpęd, bo sprawy zaległe wiszą i nie chcą się same załatwić.

    • graszka pisze:

      Aniu zawsze musi być jakiś kop, choroba i w pewnym sensie Yuka postawiła mnie do pionu :-). Jestem zmęczona jak cholera, wczoraj od świtu „odgruzowywałam” pewną kuchnię. Miałam przykład domu gdzie rodzice pojechali zostawiając pełnoletniego syna. Wiem, młodość ma swoje prawa a ja jestem od sprzątania 🙂 . Teraz już powinnam zabrać się za prace zlecone, bo o 9 dom p Zosi. A ponieważ głowa pełna planów to zmęczenie schodzi na drugi plan 🙂

    • Incitatus pisze:

      Jako dżentelmen służę swoim !!: ))

  9. Tetryk56 pisze:

    Fajny zastrzyk energii!
    A z matkowaniem się tak nie ogłaszaj, bo jeszcze ja ci się napatoczę, albo i Incitatus…
    🙂

  10. ania.mania pisze:

    No to ja teraz żałuję, bo też myślałam gdy szukałam swojej nowej lokalizacji nad sklepikiem z „blogowym rękodziełem”. Niestety nie mogę siedzieć do 17 – 18 w pracy a na pracownika nie mogę sobie pozwolić.
    Baby Kochane, chciałbym pomóc (mogę coś dla Was zrobić?) Trochę zazdroszczę … mam poważny „ogranicznik” jak to nazwała inna blogowa koleżanka, w postaci męża, jedynego, wyjątkowego, ale niestety nie czującego Klimatu :/
    Na pierniki umówiłam się z własnymi dziećmi, jutro, albo pojutrze … 🙂

    Graszko, ale zrobiło się u Ciebie energetycznie, niech już zawsze tak będzie :))

    • graszka pisze:

      Aniu zawsze marzyłam o takim blogu. Padłam wczoraj ze zmęczenia, a blog żył swoim życiem 🙂 Czytam teraz komentarze. Aniu sklep będzie internetowy (strona już się robi) . Będziemy ogromnie rade jeśli uda Ci się coś zrobić dla Nas. Sklep stacjonarny? Może kiedyś.

      • ania.mania pisze:

        No właśnie miałam taką koncepcję, żeby połączyć swoją pracę zawodową z małą galeryjką i zaprosić do współpracy dziewczyny tworzące różne cuda i cudeńka 🙂
        Za dużo to ja robić nie potrafię, ale postaram się 😀
        A skoro mam dostęp do różnych cudów na skupach złomu to może uda mi się od czasu do czasu przesłać Wam materiał do „obróbki” 🙂 Chociaż, prawdę mówiąc … to pewne „materiały” czekają na wyczyszczenie i zapakowanie. Dziś miałam się za to zabrać, a tu już po 13 :/
        Ach, św. Mikołaju, podaruj mi czasowstrzymacz albo bezsenność Incitatusa, chłop się wyśpi a ja nadgonię robotę 🙂

        • graszka pisze:

          Własnie gdyby nie ten czas.
          Właśnie wróciłam z pracy, gotuję obiad, syn już głodny a mięso jeszcze twarde 🙂 Chciałam popracować wieczorem, ale najpierw dom 🙂

  11. ania.mania pisze:

    Tylu męskich głosów jeszcze nigdzie nie widziałam :)) Widać, że trafiasz w serca, nie tylko babskie 😀

  12. graszka pisze:

    Dzień dobry wszystkim. Najwięcej problemu mam jednak z dyscypliną. Wstałam o 6, żeby posiedzieć nad pracami zleconymi z którymi oczywiście zalegam, a odpisuję na komentarze 🙂 Teraz już znikam, zostawiając Wam swój blog. Zabieram się do prac zleconych 🙁 , o 9 jadę sprzątać dom p Zosi. Wieczorem czas zacząć robić coś do sklepiku.
    A po drodze, posprzątanie własnych kątów, ugotowanie obiadu, syn i zwierzyniec 🙂
    Miłego dnia

  13. graszka pisze:

    Senatorze, o taki bukiet mi własnie chodziła. Dziękuje

Możliwość komentowania jest wyłączona.